poniedziałek, 27 maja 2019

Szkolne przygody Pimpusia Sadełko - bajka polska wierszowana

Szkolne przygody Pimpusia Sadełko
bajka polska
wierszowana


I. Szkoła

Szkoła pani Matusowej
Głośne w świecie ma przymioty,
Uczęszczają do niej wszystkie
Dobrze wychowane koty.

Już to sam nieboszczyk Matus
Był wybornym pedagogiem,
I prowadził przez lat wiele
Znaną pensję „Pod batogiem”.*

Ilustracja: Max Kunzli

Kot to był uczony wielce;
A siadywał na zapiecku,
Pomrukując sobie zcicha
Po łacinie i po grecku.


Osierocił wszakże szkołę,
I zostawił żonę wdowę,
Gospodarną, zabiegliwą,
Jejmość panią Matusową.

Szkoła dalej szła swym trybem,
Tylko znak jej: „Pod batogiem”
Usunięty został ze drzwi,
A zrobiony: „Kot z pierogiem”.


Łatwo pojąć, jak ta zmiana
Rozszerzyła pensji sławę,
Młode kotki na naukę
Biegły, jakby na zabawę.
Jedna matka synka wiodła,
Druga swą córeczkę małą,
Byle każde z pensji godła
Choć kruszynę skorzystało.


Nic milszego bowiem dziatki,
Jak kot pięknie wychowany,
Taki, jak go tu widzicie,
Nad miseczką od śmietany


II. Szczęście rodzinne.

Żyli sobie wtedy w mieście
Imci państwo Sadełkowie,
Którzy mieli jedynaka,
Cudo — kotka, co się zowie!


„Pimpuś” było mu na imię,
Skórka szara w żółte łaty.
Cały dzień na rękach siedział,
To u mamy, to u taty.

Kurząc fajkę, pan Sadełko
Jedynaka brał pod boki,
A zaś pani, przyśpiewując,
Wyprawiała różne skoki.



A pieścili, a chuchali
A broń Boże do roboty!
Zawsze tylko: „Mój ty skarbie!
Mój ty srebrny! Mój ty złoty!”



O, nic niema piękniejszego
Nad rodzinne, błogie życie!
Słodycz jego i rozkosze,
Na obrazku tym widzicie.


Szybko biegną miłe chwile,
Czas przemija lotem ptaka...
Niema rady! Trzeba zacząć
Wychowanie jedynaka.

Pimpuś wyrósł, jak na drożdżach,
Ale w głowie — same psoty.
W jego wieku dawno siedzą
Nad książkami inne koty.


Tak więc państwo Sadełkowie
Rozstają się z dzieckiem drogiem.
I oddają, we łzach, synka
Na naukę „Pod pierogiem”.



III. Lekcja tańca.

Ledwie Pimpuś wszedł do szkoły,
Wnet usłyszał skoczne dźwięki;
Właśnie brały lekcję tańca
I panicze, i panienki.


Pierwszy Filuś, z białym gorsem,
Wdzięcznie ujął się pod boki,
I podniósłszy lewą nóżkę,
Śmiało daje sus szeroki.


Przy nim śliczna Kizia-Mizia,
W żółtej szarfie, w wielkiej kryzie
I w sukience tańczy białej...
— Czy widzicie Kizię-Mizię?



Za nią hasa Łupiskórka,
Tancerz znany z swej ochoty,
Celujący uczeń szkoły,
Co wyprzedził wszystkie koty.


Dalej Lizuś i Trojaczek
Trzymają się za pazurki,
Naśladując żwawo skoki
Wybornego Łupiskórki.

Z uwielbieniem i zazdrością
Patrzy na to Pimpuś zdala.
Radby także ciąć hołubce,
Lecz brak stroju nie pozwala.


Wnet też pani Matusowa
Wstążkę wiąże mu u głowy,
I u pasa zręcznie spina
Półgarnitur nankinowy.

Miauknął Pimpuś zachwycony
Tak przedziwną tualetą,
I do tańca zaraz staje
Z piękną panną Sofinetą.

Sofinetka z wdziękiem wodzi
Spuszczonemi w dół oczyma,
A że jeszcze jest nieduża,
Więc łapeczkę w buzi trzyma.


Pimpuś omal z garnituru
I ze skóry nie wyskoczy;
Przy muzyce idzie kociej
Do wieczora bal ochoczy.

Kot nie może być niezgrabnym,
Jakby niedźwiedź jaki bury...
Gdyby ruszyć się nie umiał,
Któżby łowił myszy, szczury?

IV. Rozstanie.

Uściskany, opłakany,
I na progu i za progiem,
Został Pimpuś pensjonarzem
Sławnej szkoły „Pod pierogiem”.

Zrazu żal mu nieco było
Żegnać tatę, żegnać mamę;
Popłakiwał nawet sobie,
Gdy zamknięto za nim bramę.


Lecz się wkrótce rozweselił,
Na wysokim siadłszy stołku,
Gdy zobaczył pełen talerz
Smakołyków na podołku.


Mama kotka mu kupiła,
Tato biczyk i piłczkę,
Więc choć łza się zakręciła,
To ot tylko tak... troszeczkę.

Ale państwo Sadełkowie,
Ci utulić się nie mogą,
I miłego jedynaka
Opłakują, idąc drogą.


Już im z oczu znikła szkoła
Z ogrodzeniem swem zielonem,
A to on, to ona staje,
By zamachać choć ogonem.


Tak ów żeglarz, gdy na łodzi,
Od miłego brzegu płynie,
Chustką na znak wieje białą
Przyjaciołom i rodzinie.

O nie wiedzą tego dziatki,
Jaka po nich pustka głucha,
Gdy do próżnej wszedłszy chatki,
Matka staje, patrzy, słucha...

Słucha wiatru, co przelata,
Po szerokim wiejąc świecie,
Czy jej wieści nie przynosi?
Czy nie tęskni miłe dziecię?

Późno w nocy siedzi, duma,
Na samotnej chaty progu,
Aż w opiekę odda świętą
Oddalone dziecię Bogu.


V. Marsz z kuchni!

Zjadłszy swoje specyjały,
Oblizał się nasz kocina,
I rzekł: — Jakoś ta nauka
Wcale nieźle się zaczyna.

— Chwalić Boga, że rodzice
Do takiej mnie dali szkoły,
Gdzie prócz tańca i jedzenia
Obce inne są mozoły.

— No, co prawda, już i w domu
Do tegom się nie sposobił.
Pytam nawet, niech kto powie,
Co jabym nad książką robił?

— Muszę tylko do śpiżarni
I do kuchni poznać drogę,
A najpierwszym uczniem w szkole
Na mój honor, zostać mogę!


Jakoż dobrał sobie Pimpuś
Kompanijkę tęgich kotów,
I wyprawił się do kuchni,
Na naukę dalszą gotów.



Biegną jeden przez drugiego,
I dalejże do kucharki:
— A, dzień dobry, pani Piętka!
Przyszliśmy tu zajrzeć w garnki!


Pani Piętka z wałkiem stała
Przy stolnicy pełnej ciasta.
A była to popędliwa
I niemłoda już niewiasta.

Jak zobaczy owe koty,
Jak nie krzyknie na nich zgóry:
— A leniuchy! A niecnoty!
A marsz z kuchni w mysie dziury!


Jaki taki, bliższy proga
Umknął zręcznie przed pogonią;
A zaś reszta się spotkała
Z pani Piętki twardą dłonią.

Płacze Kizia, Sofinetka,
Płacze Pimpuś nasz uczony,
I ze wstydem się wynoszą,
Pospuszczawszy w dół ogony.

— Ach i luby wiek dziecięcy
Ma swe troski i kłopoty...
Dziatki moje! Mądrość życia
Zdobywają we łzach koty!

VI. Katastrofa.

Trudno sobie wyobrazić
Coś milszego od tej sali,
W której malcy z „Pod pieroga”,
Obiad codzień zajadali.

Okno było tam weneckie,
Co na ogród się odmyka,
Książek pełno, a na ścianie
Portret męża nieboszczyka.

W pośrodku stół ogromny,
Osiem nakryć na nim leży,
Przy nim stoi wielki fotel
I krzesełka dla młodzieży.

Dobra pani Matusowa
Na fotelu zwykle siada
W białym czepcu, w okularach,
I paniątkom jeść nakłada.


A ze ściany mąż nieboszczyk
Na siedzących patrzy zdala,
I wąsami, zda się, rusza,
Zda się, grozi lub pochwala.

O, niejeden już tam przeszedł
Obiad smaczny i wesoły,
Kiedy Pimpuś, nasz bohater,
„Pod pierogiem” wszedł do szkoły.

Serce mocno mu zabiło,
Gdy zobaczył wielką salę;
A miał właśnie żółtą kurtkę
I wyglądał doskonale.


— No, siadajcie, drogie dzieci! —
Rzecze pani Matusowa.
— Tylko cicho się sprawiajcie,
Bo mnie dzisiaj boli głowa. —


Siadły kotki, milcząc jedzą,
Ten to ów języczkiem chłepce,
A tak cicho, że dosłyszy,
Co tam w kątku myszka szepce.


Ale Pimpuś, ten miał zwyczaj,
Że kołysał się na stołku.
Raz i drugi rzecze pani:
— Przestań, proszę, mój aniołku! —

Pimpuś zerka na nią z boku,
Potem chwilkę siedzi cicho,
Aż znów bujać się zaczyna,
Tak go kusi jakieś licho.

Trącają go łokciem kotki,
Że to brzydko, że nieładnie...
— A przestańże! — woła pani,
— Bo ci jeszcze stołek padnie!



Ledwie słów tych domówiła,
Rrrrrym!... Jak długi Pimpuś leży,
Za nim obrus, za obrusem
Grad miseczek i talerzy...


Korzystają z chwili koty,
Gwałt się robi niesłychany...
Groźnie patrzy mąż nieboszczyk
I wąsami rusza z ściany...

Pimpuś, w obrus owinięty,
Z miejsca ruszyć się nie może,
Co się dźwignie, to ze stołu
Lecą za nim łyżki, noże...


Lizuś chwyta kubek z miodem,
Łupiskórka mu wydziera,
Filuś cały na stół włazi,
I łapkami sosy zbiera.


Pani iskry lecą z oczu,
Nie wie, co w tem robić piekle...
Kizia drze się wniebogłosy,
A Trojaczek miauczy wściekle.

Jedna tylko Sofinetka
Z śmiechem rzecze: — Już powiadam,
Że najgorsze te chłopaki
Z całej szkoły, proszę Madam!


I spokojnie, jak przystało
Dla uczącej się panienki,
Siedzi sobie, tylko ogon
Jej wygląda z pod sukienki.

Jedno drapie, drugie bije,
Pełno krzyku, pisku, wrzasku,
Trudno nawet opowiedzieć
I przedstawić na obrazku.

Ilustracja: Max Kunzli
VII. Zwierzenia.

Z obwiązaną leży głową
Nasza wdowa ciężko chora.
Przyjaciółka, pani Kopka,
Sprowadziła jej doktora.

Właśnie lekarz znakomity
Skrzypnął drzwiami od alkierza;
Obie damy szepcą zcicha,
Jedna drugiej troski zwierza.

— Pimpuś?... Ależ to zakała!
To skończony jest niecnota!
W życiu mojem nie widziałam
Rozpustnego równie kota.

— Co za ruchy! — Co za miny!
— A obyczaj! — A maniera!
— Czy uwierzy droga pani
Że on łapką nos uciera?...

— Co nagadam się, naproszę,
Wszystko jakby szło za płoty!
— Ach już niema nic gorszego,
Jak hodować cudze koty!

— Gdyby żył mój mąż nieboszczyk,
Oj dałby mu on naukę,
I pamiętne na rok cały,
Za dzisiejszą z stołkiem sztukę!

— Lecz cóż pocznę ja, niewiasta,
Delikatna słaba wdowa!.. —
Tu do oczu chustkę wznosi
Dobra pani Matusowa.

A tymczasem Łupiskórka
I Trojaczek niosą wodę,
Myją, czyszczą, zamiatają,
Byle tylko zatrzeć szkodę.


Ilustracja: Max Kunzli

Naprzemiany inne kotki
Dają tamtym pomoc zwinną,
Bo tak właśnie, dzieci drogie,
W koleżeństwie być powinno.

VIII. Pasterka.

Mała kotka Sofinetka
Strój pasterski wdziała na się,
I usiadłszy na murawie,
Tekturowe owce pasie.

Słonko świeci na błękicie,
W młodym gaju szumią drzewa,
Sofinetka patrzy w niebo,
I piosenkę taką śpiewa:

— Miau! Miau!... Owce moje,
Miau!... Wilczków się nie boję.
Miau!... Wilczki w boru siedzą,
Miau!... Owiec mi nie zjedzą!

— Miau! Miau!... Brzęczy kosa,
Miau!... A ja chodzę bosa,
Miau!... Łezki moje lecą,
Miau!... Jak ta chłodna rosa!

— Miau! Miau!... Mojaż dola,
Miau!... Szła sobie przez pola,
Miau!... Nóżkę wykręciła,
Miau!... Gdzie ta czarna rola!

Tak to śpiewa Sofinetka,
I żałośnie sobie wzdycha!
Przy niej owce tekturowe
Stoją, pobekując zcicha.

IX. Bójka.

Pytacie się, miłe dziatki,
Co też Pimpuś robił wtedy?
— Pimpuś?... Ależ ten niecnota
Znów nawarzył świeżej biedy!

Właśnie pani Matusowa,
Uczuwszy się zdrowszą nieco,
W nocnym czepku i w pantoflach
Do sypialni szła ze świecą,

Kiedy nagle w korytarzu
Wrzask piekielny się odzywa...
— Nic innego, dom się pali! —
Myśli wdowa ledwo żywa.

Bez tchu biegnie, drzwi otwiera,
Patrzy... Aż tam, koniec świata!
Prześcieradła, kołdry, jaśki,
Cała pościel z wiatrem lata.


Filuś miauczy przyduszony
Poduszkami wśród pokoju,
Sofinetka biegnie skarżyć,
W negliżowym bardzo stroju.



Łupiskórka i Trojaczek
Drą się, jakby w lesie żbiki,
A na łóżku Pimpuś stoi,
Wódz tej całej bijatykii.


— Jezus Marja!... — Pani woła,
Załamując łapki obie. —
Co ja, wdowa nieszczęśliwa,
Z tym hultajem dzisiaj zrobię?

Jak tam poszła cała sprawa,
Jak się wszystko to skończyło,
O tem nawet, drogie dziatki,
I wspominać mi niemiło.


Tyle tylko wam opowiem,
Że nazajutrz przez dzień cały
Filuś, Lizus i Trojaczek
Prześcieradła z łóżek prały.


A zaś Pimpuś, w pustej sionce,
Bez munduru dla pokuty,
Od samego musiał rana
Z całej pensji czyścić buty.


X. List.

Usiadł Pimpuś z piórem w łapce,
Chcąc rodzicom donieść w liście
O żałosnych swych przygodach,
I tak pisze zamaszyście:


— Droga Mamo! Drogi Tato!
Bardzo mi tu źle jest w szkole.
Jeżeli mnie Tata kocha,
To do domu wrócić wolę


Jeść tu dają bardzo mało,
Dokazywać — ani trocha,
Proszę przysłać mi ciasteczek,
Jeżeli mnie Mamcia kocha!

Mało serce mi nie pęknie,
Że się muszę żegnać z Wami!
Kochający Pimpuś". — Tu się
Nasz kocina zalał łzami.

I niewiele myśląc, włazi
W trzewik męża nieboszczyka,
I wspomniawszy dom rodzinny,
Gorzko płacząc, łzy połyka.


XI. W „noska”.

O, wy latka młodociane!
O, dziecięcy wieku błogi!
Jakie krótkie są twe żale,
Twoje smutki, twoje trwogi.

Nie tak szybko w letni ranek
Srebrna rosa schnie na kwiecie,
Jak te łezki brylantowe
W modrych oczach twoich, dziecię!

Ilustracja: Max Kunzli
I nie z takim chmurkę w maju
Rozdmuchuje wiatr pośpiechem,
Jak na liczku twem rumianem
Znika smutek przed uśmiechem.



Chwilki życia na twem niebie
Złotą mienią się obręczą.
Dusza twoja to obłoczek,
Malowany śliczną tęczą!

Tak i kotki z „Pod pieroga”
Dnia trzeciego zapomniały
O tej burzy, co wieczorem
Szkolny gmach wstrząsnęła cały.

Jako znika cień o wschodzie,
Tak zniknęła w sercach troska,
A prześliczna Kizia-Mizia
Grę prowadzi, zwaną „W noska”.


Gra ta, bardzo znakomita,
Na tem, dziatki me, polega,
Że się kotek kotka chwyta
I po całym domu biega.


Chwytać trzeba za obróżkę,
A kto jej na szyi nie ma,
Tego się za nosek bierze
I w pazurkach mocno trzyma.

XII. Pokusa.

Ale młody pan Sadełko
Tak rozmyśla sobie w ciszy:
— Nie będę się wcale wdawał
Z tym narodem Dusi-myszy!

— Niechaj mi, kto zechce powie,
Czy to nie jest arcy głupie,
Żeby jeden kot za drugim
Tak biegały razem w kupie?

Albo kocia „Ślepa babka”?
Śmiech mnie bierze, daję słowo,
Gdy po kątach Łupiskórka
Z przewiązaną lata głową.

Ilustracja: Max Kunzli
Innych dla mnie zabaw trzeba!
Kiedym był na Ujazdowie,
Tam zachwycał mnie karnawał
I huśtawka, co się zowie.

A jaka tam gimnastyka!
Towarzystwo jak dobrane!
Te naprzykład, cudzoziemskie
Paniczyki, psami zwane.

Wprawdzie inna jest ich mowa
I pochodzą gdzieś zdaleka,
Ale cóż mnie to obchodzi,
Czy on miauczy, czy on szczeka.

Za to jaka postać tęga!
Jak się noszą okazale!
Dziś po lekcjach, daję słowo,
Na Ujazdów do nich walę!

XII. Kompanijka.

Jak pomyślał, tak i zrobił.
Zanim się spostrzegła wdowa,
Pimpuś w palcie, w kapeluszu,
Wali wprost do Ujazdowa.

Idąc, mruczy: — Choć raz przecie
Ulżę sobie szkolnej nudy!...
Aż tu jak wypadną za nim
Trzy zajadłe kundle z budy!


Jak nie zaczną naszczekiwać:
— Ham ham!... Ham ham!...
— Huź go kota!
Pimpuś w nogi. Patrzy tylko,
Gdzie jakiego dopaść płota.



Zgubił palto i kapelusz,
Obces za nim pędzą psiaki,
Ten po uchu, ten po grzbiecie,
— A ty taki!... A owaki!...


— Ach, panowie! — Pimpuś woła —
Chciałbym trochę się zabawić!
Nazywam się Pim...! —
Tu wrzasnął,
Bo go kundys począł dławić.


Postradawszy część ogona,
Skoczył Pimpuś, co ma siły,
Aż pod samą szkolną bramę
Psy go szarpiąc przepędziły.

Ledwo dowlókł się kocina,
I w kąciku legł zbolały.
A tymczasem inne kotki
W „ślepą babkę” sobie grały.

XIV. Postanowienie.

W nocy lament... Co takiego?
A to Pimpuś miauczy srodze.
Kawał futra brak na grzbiecie,
Po psich zębach znak na nodze...

Wstaje pani Matusowa:
Kataplazmy, szarpie, plastry...
— Ach już nigdy — stękał Pimpuś —
Nie zaczepię psiej hałastry.


Całą noc biegały koty,
Ten z miseczką, ten ze świecą...
Aż nad ranem ledwo Pimpuś
Obwiązany usnął nieco.


Długie potem przyszły chwile
Rozmyślania i niemocy.
Nieraz Pimpuś i zapłakał
W swem łóżeczku siedząc w nocy.


— Ach! Cóżem ja, nieszczęśliwy,
Najlepszego zrobił w świecie!
Jakże teraz się rodzicom
Pokażę z tą łatą w grzbiecie!...

— Ach! Czekają oni ze mnie
I pociechy i podpory...
A ja, próżniak niegodziwy,
Cóżem zrobił do tej pory?


Drogi tato! Droga mamo!
Miły domku mój rodzinny!
Już ja teraz się poprawię
I zupełnie będę inny!

Przebacz, przebacz, drogi tato!
Błogosław mi, mamo droga!
Wasz jedynak teraz będzie
Pierwszym uczniem
z „Pod pieroga”.


Czy dotrzyma Pimpuś słowa,
Oto ja się już nie boję!
Któżby ojca, matkę drogą
Chciał zasmucić, dziatki moje?

* batog - skórzany bicz z krótką jękojeścią

Autor: Maria Konopnicka
Ilustracje: Jerzy Flisak/ Józef Czerwiński/
Aleksandra Kucharska - Cybuch
Wydawnictwo Nasza Księgarnia rok 1956 i 1982
oraz Zielona Sowa 2006 

Nasza Księgarnia 1956 rok, il. Józef Czerwiński
Zielona Sowa, 2006 rok,  il. Aleksandra Kucharska - Cybuch

Wysłuchaj też bajki muzycznej:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Osobom spamującym, próbującym reklamować w komentarzach inne strony- podziękuję i ich komentarze będą usuwane.
Pozostałym, bardzo dziękuję za wyrażenie swojej opinii i zapraszam ponownie:)