piątek, 17 maja 2019

Franek - bajka polska - Maria Konopnicka

Franek
bajka polska


Ilustracja: Joanna Knap

A co tam za hałas?
- To Franek wrzeszczy!
- Cóż mu się stało?
- A nic. Tak, z rozpusty!
- A kto tę szybę wybił?
- To Franek kamieniem cisnął.
- A kot czego tak miauczy?
- Franek go poturbował!
- Cóż to za urwis spod ciemnej gwiazdy! A to bić, a kija nie zdejmować z niego!...
I nic innego nie było słychać w całej kamienicy o tym Franku, tylko takie mowy. 
Tak się ten chłopak wszystkim dał we znaki! 


Raz konewkę praczce chwycił, w kąt schował. Praczka chodzi, lamentuje, wymyśla, a Franek patrzy i śmieje się jej w żywe oczy.
- Franek - mówi praczka - ty pewno wiesz, gdzie moja konewka!
- Ja? Skąd bym wiedział!
- Boś ją schował!
- Ja ją schował? Widzieliście, jakem ją chował?

Ilustracja: Janusz Grabiński

I tak się nastawił, jakby mówił najprawdziwszą prawdę. Praczka do izby, a Franek po konewkę i na drodze ją stawia. Praczka wychodzi, patrzy - jest konewka!

Szakal i lew - bajka sudańska z Afryki

Szakal i lew
bajka sudańska 



Pewnego razu, potężny lew - król pustyni - zaprzyjaźnił się z szakalem. Odwiedzali się nawzajem i często rozmawiali spokojnie o tym i owym. 

Prawdą jest, że szakal ma mądrość w nogach, bo na pustyni nie było żadnego miejsca, którego by szakal nie znał. Cokolwiek by się stało, szakal zawsze pierwszy wiedział o wszystkim. Był niegorszy od gadatliwej przekupki, która powtarza w około to, co usłyszy przed momentem. 


Kiedyś lew rzekł do swego przyjaciela szakala: 
- Słuchaj, wszystko wiesz, pouczasz wszystkich i wszystkim doradzasz. Nazywają cię „mędrcem pustyni”. Może i dla mnie znajdziesz jakieś mądre słowo? 
Szakal na to: 
- Potężny przyjacielu! Jesteś królem pustyni, co rozkażesz to się stanie. Zrobię co polecisz. Jakiej rady mogę więc udzielić swemu władcy i jednocześnie przyjacielowi? Powiem tyle: „Bój się tego, czego nie znasz. Co było – to było, ale najgorsze jest to, co stać się jeszcze może".

środa, 15 maja 2019

Lis i Tygrys - bajka chińska z Dalekiego Wschodu Azji

Lis i tygrys
bajka chińska

Głodny tygrys upolował lisa.
— Nie masz prawa mnie zjeść — powiada lis. 
— Czemuż to? — dziwi się tygrys. 
— Albowiem bóg mnie uczynił władcą wszystkich zwierząt. 

Ilustracja: Sara Ugolotti?

— Cha, cha, cha! — śmieje się tygrys. — Ciebie? Władcą? Z takim nędznym wzrostem? To ja, ja właśnie jestem władcą zwierząt. To mnie się boją zwierzęta. 
— A więc nie wierzysz mi? — zapytał spokojnie lis. 
— Ani trochę — odpowiedział zuchwale tygrys. 
— No, to się przekonasz. Chodź ze mną i zobaczysz na własne oczy, jak wszystkie zwierzęta będą przede mną w strachu umykać — rzekł lis. 
Poszli. I rzeczywiście zwierzęta, gdy napotkały lisa w towarzystwie tygrysa, uciekały w popłochu. 

Ilustracja: Witold Chmielewski

Ale głupi tygrys nie zrozumiał, że to właśnie jego zwierzęta się boją, że to przed nim tak uciekają, i pomyślał, że lis rzeczywiście budzi w nich trwogę. I wielki drapieżnik tygrys, złożywszy przed malutkim lisem głęboki ukłon, cofnął się przed nim z szacunkiem. 

Autor: Maria Górska
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia 1956 rok



Przeczytaj także: 

Wyspa Słońca - bajka chińska z Dalekiego Wschodu

Wyspa Słońca
bajka chińska
"Chciwość żarem swym spopiela życie człowieka."

Dawne to dzieje. Żyli ongiś niedaleko miasta Czendu dwaj bracia: Starszy i Młodszy. Mieszkali w jednym domu. Ale nie było między nimi zgody. Starszy Brat był bogaty i chciwy, a Młodszy był biedny. Żona Starszego Brata nie lubiła biednego krewniaka. Przyszła wiosna i trzeba było siać ryż. Starszy Brat zasiał, a Młodszy nie miał czym.
Przyszedł Młodszy do Starszego i prosi:
— Pożycz, bracie, troszkę ryżu na zasiew. Gdy zbiorę plon, zwrócę ci wszystko do ostatniego ziarnka.
Pożałował bogaty chciwiec garsteczki ryżu dla biednego brata i nie dał mu nic.
A żona bogacza powiedziała:
— Dobrze. Zaraz ci przyniosę ryżu, ale musisz troszkę poczekać.
Złośliwa kobieta pobiegła do kuchni, ugotowała garnek ryżu i dała ugotowane ziarno Młodszemu Bratu. Zasiał biedak ten ryż i czeka, aż zakiełkuje, żeby przesadzić go na pole. Ale, oczywiście, gotowane ziarno nie wypuściło kiełków. Kiełek wypuściło tylko jedno jedyne ziarenko. Zielony kiełek rósł, rósł i z każdym dniem stawał się większy. Pielęgnował go Młodszy Brat i strzegł jak źrenicy oka. Polewał, okopywał, chronił przed gąsienicami. 




I oto wkrótce ryżowy kiełek wyrósł na prawdziwe drzewo — rozłożyste i wysokie, a gałęzie jego tak były gęste, że przykryły całe pole i pod ciężarem olbrzymich ziarn uginały się do samej ziemi.

wtorek, 14 maja 2019

Najlepszy samochód - seria z "Wiewiórką", 1976 rok


Najlepszy samochód
bajka polska
 wierszowana




Kiedy wybuchnie wielki pożar,
oddział strażaków pędzi chwackich.
Dla nich najlepszy na bezdrożach
jest niezawodny wóz strażacki.

Kacperek - bajka polska wierszowana Janiny Porazińskiej

Kacperek
bajka polska
wierszowana





Gdzie to było? Za górami. 

Kiedy było? Przed wiekami. 

Czy to prawda? Powiem szczerze: 
ja w tę bajkę troszkę wierzę. 
Gdy przeczytasz - powiesz i ty, 
tu: prawda, tu: bajdy - klity. 
Była mama Kłopocinka. 
Miała kozę, miała synka. 
I nad rzeczką srebrnosiną 
chatkę. Spójrz - pod jarzębiną.


Pod tym drzewem, co się przecie 
zdaje w śniegu, gdy jest w kwiecie. 
Pod tym drzewem, co się z dala 
widzi w ogniu, gdy w koralach. 
Koza była poczciweczka: 
co dzien dała garnek mleczka. 
A ten synek - prawdę powiem, 
to miał tylko psoty w głowie, 
aż martwiła się mateczka: 
"Co wyrośnie z mego dziecka? 
nie chcę mieć syneczka osła, 
wiec go oddam do rzemiosła". 
- Moj Kacperku, chodź do miasta. 
Musisz uczyć się i basta! 
Podsłuchała jarzębinka, 
jak strofuje mama synka. 
Koralami zadzwoniła: 
- W pracy radość, w pracy siła.

piątek, 10 maja 2019

Na jagody - bajka polska wierszowana - Maria Konopnicka

Na jagody
bajka polska
wierszowana


Tuż nad Bugiem, z lewej strony,
Stoi wielki bór zielony.
Noc go kryje skrzydłem kruczem,
Świt otwiera srebrnym kluczem,



A zachodu łuna złota
Zatrzaskuje jasne wrota.
Nikt wam tego nie opowie,
Moje panie i panowie,
Jakie tam ogromne drzewa,
Ile ptaszyn na nich śpiewa,



czwartek, 9 maja 2019

Li - In i makaka - bajka chińska

Li- In i makaka
bajka chińska


Ilustracja: Witold Chmielewski


Czyżbyście nie znali żółwia Lu-In? No, tego Lu-In, co mieszka w rozpadlinie skalnej na brzegu oceanu. Nie znacie go? To wielka szkoda. Lu-In przeżył na tym świecie trzysta lat i ma co opowiadać swoim przyjaciołom. Ale o jednej przygodzie stary żółw nigdy nikomu nie wspomina ani słowem. O przygodzie z małpą. Zaraz zrozumiecie, dlaczego Lu-In nie lubi o tym mówić. 
Było to tak: 
Pewnego dnia, gdy żółw przechadzał się po wybrzeżu, spotkał małpę — makakę. 
Małpiszon bardzo przypadł żółwiowi do serca, Lu-In powiada więc do niego:
— Czcigodny makako! Już dawno marzyłem o przyjaźni z tobą i jestem szczęśliwy z tego spotkania. — Niezmiernie długą drogę odbyłem — odpowiedział makaka — żeby ciebie, czcigodny Lu-In, zobaczyć, rozkoszować się twoją mądrością i podziwiać twoją wspaniałą urodę i niezwykły wdzięk. 
I tak, prawiąc sobie nawzajem miłe słówka, niepostrzeżenie zbliżyli się do skały, gdzie znajdowało się mieszkanie żółwia.

Jak zważyć słonia? - bajka chińska

Jak zważyć słonia?
bajka chińska
(ludowa)


Ilustracja: Witold Chmielewski


Przed wielu laty żył w Chinach sławny wojownik Tao- Tsen. Pewnego razu Tao - Tsen otrzymał niezwykły dar: olbrzymiego słonia. W owych czasach słoń był wielką rzadkością i budził powszechne zdumienie. Sam Tao - Tsen był zaskoczony rozmiarami tego olbrzyma. 

"Ile też może ważyć taki słoń?" - zastanawiał się Tao - Tsen. 
Wezwał swych nadwornych doradców i mędrców i rzekł:
- Na pewno wiecie i chcę, żebyście mnie też powiedzieli, jak mogę zważyć mojego słonia.

O czym mówią pisanki - bajka wierszowana polska

O czym mówią pisanki
bajka wierszowana polska


Z zielonej, fajansowej miski -
jakieś chichoty, jakieś piski...
A to pisanki kolorowe
wiodą rozmowy pisankowe.


Żółta powiada: 
- Mam sześć kogutków! 
Krążą dokoła pomalutku. 
Każdy w ogonie ma cztery pióra. 
Ile jest piórek? 
Czy zgadnie która?!

Jajko - bajka wierszowana polska

Jajko 
wierszyk polski





Było sobie raz jajko mądrzejsze od kury.
Kura wyłazi ze skóry,
Prosi, błaga, namawia; „Bądź głupsze!”
Lecz co można poradzić, kiedy się ktoś uprze?
Kura martwi się bardzo i nad jajkiem gdacze.
A ono powiada że jest kacze.
Kura prosi serdecznie i szczerze:
„Nie trzęś się, bo będziesz nieświeże”.


A ono właśnie się trzęsie
I mówi, że jest gęsie.
Kura do niego zwraca się z nauką.
Że jajka łatwo się tłuką
A ono powiada, że to bajka.
Bo w wapnie trzyma się jajka.


Kura czule namawia: „Chodź, to cię wysiedzę”.
A ono ucieka za miedzę,
Kładzie się na grządkę pustą
I oświadcza, że będzie kapustą.
Kura powiada: „Nie chodź na ulicę,
Bo zrobią z ciebie jajecznicę”.
A jajko na to najbezczelniej:
„Na ulicy nie ma patelni”.
Kura mówi: ” Ostrożnie! To gorąca woda!”
A jajko na to; „Zimna woda! Szkoda!”
Wskoczyło do ukropu z miną bardzo hardą
I ugotowało się na twardo.



Autor: Jan Brzechwa
Przeczytaj też bajki z innych zakątków świata w zakładce: 

wtorek, 30 kwietnia 2019

Błyskawica i Grzmot - bajka nikaraguańska

Błyskawica i Grzmot 
bajka nikaraguańska 


Dawno, dawno temu Błyskawica i Grzmot mieszkali daleko od siebie. I choć wcale się nie znali, to obaj wyrządzali ludziom wiele krzywd. Grzmot mieszkał na południu i co noc zjadał całe pola kukurydzy. Ludzie bali się go coraz bardziej. 
Dlatego wielki wódz ogłosił, że ten, kto pokona Grzmota, w nagrodę poślubi jego najmłodszą córkę. 
Nikt jednak nie śmiał stanąć do walki z Grzmotem. Wszyscy się go bali. Wszyscy, oprócz pewnego chorego na świerzb mężczyzny, którego ze względu na przykrą dolegliwość nazywano Sihri. Gdy Sihri przyszedł do wodza i oznajmił, że potrafi pokonać Grzmota, wódz bez wahania przystał na jego propozycję. Sihri natychmiast wyruszył w drogę. Odnalazł Grzmota, zaczął go szpiegować i szybko odkrył, że Grzmot o świcie, gdy nikogo nie ma w pobliżu, kąpie się w morzu. 
Sihri zaczaił się na niego i gdy ten miał wyjść z wody krzyknął: 
– Ej, Grzmocie! Wychodź stamtąd natychmiast! Przyszedłem po ciebie, bo jesteś bardzo, bardzo zły! 
Grzmot wnet mu odpowiedział: 
– Kim jesteś, przeklęty malcu?! I dlaczego mówisz do mnie w ten sposób? 
– Jestem twoim panem i jeżeli zaraz tu nie przyjdziesz, zabiję cię! – zagroził Sihri. 
Grzmot uwierzył w te słowa i szybko wyskoczył na brzeg, a wtedy Sihri w mig złapał go i związał mu ręce. 
– Idziemy! – rozkazał Sihri i zaprowadził Grzmota do wielkiego wodza. 
Niewzruszony władca spojrzał i rozkazał: 
– Zabij go! 
Sihri zlitował się jednak nad Grzmotem i poprosił, by panujący podarował mu jeszcze jedną noc życia, od zachodu do wschodu słońca. Wódz zgodził się na to. Grzmot miał zginąć o świcie. 
Sihri pomyślał, że będzie potrzebował pomocy Błyskawicy. 
Poszedł do niego i zawołał: 
– Panie Błyskawico, proszę posłuchać! Grzmot twierdzi, że jest najsilniejszy na świecie i wyzywa pana na pojedynek! 
Rozgniewany Błyskawica wzniósł swoje ramię, oświetlając całą Ziemię. Biedny Sihri, aż oślepł od tego blasku i odzyskał wzrok dopiero wtedy, gdy przetarł oczy błotem. 
Błyskawica rozkazał: 
– Przyprowadź mi tu zaraz tego Grzmota! Zobaczysz, jak się z nim rozprawię! 
Sihri natychmiast pobiegł do Grzmota i rzekł: 
– Idziemy! Biegiem! Błyskawica chce Cię poznać! 
Gdy Sihri i Grzmot pędzili na spotkanie, Błyskawica cały się iskrzył: „błysk! błysk!”. Rzucał piorunami na prawo i lewo, na co Grzmot ”bum! bum! bum!” – odpowiadał straszliwymi hukami. 
Kiedy zbliżyli się do siebie, wszystko dookoła zamarło. Trzask! Bum! Błysk! – walczyli bez wytchnienia przez całą noc. Grzmot uderzał z taką mocą, że trzęsła się cała ziemia, a Błyskawica swoim ogniem palił wszystko, co znalazło się w jego zasięgu. Sihri schował się za wielką skałą i zasłaniając oczy spędził tam całą noc. Giganci walczyli bez przerwy od zachodu do wschodu słońca. Bum! Błysk! 
Trzask! Błysk! I tak aż do świtu. Gdy Grzmot grzmiał, Błyskawica odpowiadał oślepiającym błyskiem. 
Pojedynek trwał i trwał, aż Grzmot uderzył tak mocno, że Błyskawicę wyrzuciło wysoko do nieba. Grzmot, chcąc jeszcze go dosięgnąć, złapał Błyskawicę za nogi, ale siła była tak wielka, że razem poszybowali w górę. 
I już nigdy nie udało im się zejść z powrotem na ziemię. Aż po dziś dzień, gdy podczas burzy grzmi i błyska się, to znak, że Grzmot i Błyskawica znowu ze sobą walczą. 
A dzielny Sihri tak, jak mu obiecano, w nagrodę ożenił się z najmłodszą córką wodza.

Przeczytaj też bajki z innych zakątków świata w zakładce: 

Śpiewająca lipka - "O dwu dziewczynach: - złej i dobrej

O dwu dziewczynach: - złej i dobrej.
bajka polska




Jednej dziewczynie źle było w domu. Macocha jej dokuczała, przyrodnia siostra miała zawsze ładne sukienki, a ona cierpiała biedę, nieraz była i głodna. Poszła kiedyś do lasu na jagody i zabłądziła. Chodzi po boru, ciemno już się robi, a tu drogi wcale nie widać; zaczęła płakać.

Anansi i czarodziejska fontanna - bajka kubańska z Ameryki Północnej

Anansi i czarodziejska fontanna
bajka kubańska

z Ameryki Północnej
Ta bajka znana jest też pod tytułem: 
"Mirote i czarodziejska fontanna"




Była sobie raz mała dziewczynka. Na imię miała Anansi. Wcześnie ją odumarła matka i biedna, mała Anansi wychowywała się u macochy. Macocha była bardzo zła, często biła Anansi, głodziła ją i do najcięższej roboty zapędzała. Anansi była dobra, pracowita i łagodna jak baranek, ale w niczym nie mogła macosze dogodzić, toteż nieraz gorzkie łzy przelewała. 
Czasami, kiedy macocha spała, Anansi wykradała się z domu, szła nad fontannę i siadała na brzegu słuchając szemrania wody. Przychodziły tu kobiety z dzbankami i litowały się nad Anansi-sierotą, dawały jej kawałek placka słodkiego albo nawet całego banana. 

Mijały lata i mała Anansi stała się już dużą Anansi, ale jej dola ani na jotę się nie polepszyła. Anansi była chudziutka, sama skóra i kości, zabiedzona na śmierć niemal, w nędznej swojej odzieży wyglądała jak żebraczka. A trzeba wam wiedzieć, moi kochani, że macocha Anansi miała córkę, imieniem Miro ta, piękną i rozpieszczoną, o białych rączkach, co nie zaznały nigdy pracy, o policzkach jak brzoskwinie i oczach czarnych jak noc. 
Piękna Mirota była zła, kłamliwa, dumna ze swej urody jak pawica i leniwa jak kotka. Anansi musiała usługiwać swej przyrodniej siostrze, ubierać ją, czesać, stroić we wstążki, kwiaty i pióra, a Mirota za to niejeden raz darzyła ją kuksańcem, wyśmiewała się z Anansi, poszturchiwała ją ciągle i skarżyła się na nią przed matką. 
Pewnego dnia jak zwykle mówi macocha do Anansi: 
— Przynieś drew na opał, rozpal ogień i śniadanie gotuj, a żywo! 
Zwija się Anansi jak umie przy robocie, drwa rąbie, ogień nieci, wnet śniadanie gotowe. 
A tymczasem Mirota wyleguje się w łóżku do południa, obsługiwać się każe, słodyczami się opycha, a na koniec jak nie wrzaśnie na Anansi: 
— Co się dziś tak guzdrzesz, niezdaro jedna, dalejże, bierz grzebienie i wstążki, masz mnie dziś pięknie uczesać, na tańce idę.
Anansi czesze piękne włosy Miroty, stroi je we wstążki, a ta ją szpilkami kłuje i krzyczy na całe gardło: 
— Ach, ty wstrętna bezwstydnico, jak śmiesz mi targać włosy!




Na koniec wpina Anansi czerwony kwiat w loki Miroty, a ona go ze złością wyrywa, nogami depce i drze się wniebogłosy: 

— Żółty, żółty, ile razy ci mówiłam, że ma być żółty. Czerwonych kwiatów nie znoszę, bo mi w nich nie do twarzy, a ty na złość mi je wpinasz. Czekaj, czekaj, ty podła, niech tylko matka przyjdzie, to zobaczysz, jakie ci lanie sprawi. Wreszcie Mirota jest już uczesana, wystrojona, kwitnąca jak róża. Lekkim kroczkiem z domu wybiega, na złotym nadmorskim piaseczku razem z innymi dziewczętami spaceruje, oczami na prawo i lewo strzela, śmieje się wesoło i piosenki sobie śpiewa.

czwartek, 25 kwietnia 2019

Katar - bajka polska wierszowana - Jan Brzechwa

Katar
bajka polska wierszowana
(bajka na kliszy do rzutnika)




Spotkał katar Katarzynę - 




A - psik! 


Katarzyna pod pierzynę - 
A - psik!

Z Przygód krasnala Hałabały- "Jak się napisały krasnalkowe przygody"- bajka polska

Z Przygód krasnala Hałabały
"Jak się napisały krasnalkowe przygody".
bajka polska

Z Przygód krasnala Hałabały - "Jak się krasnalek z borsukiem na spacer wybierali" - bajka polska

Z Przygód krasnala Hałabały
"Jak się krasnalek z borsukiem na spacer wybierali". 

bajka polska 



Przyszedł raz krasnoludek do borsuka i puka:
- Chodź ze mną borsuczku, na spacer. Akurat jest południe, słońce świeci cudnie. Poszlibyśmy nad potok jarzębinę zobaczyć, bo ma podobno nowe, czerwone korale. Chodź, borsuczku.




- Jeszcze czego - mruczy borsuk. - Kto by tam chciał w biały dzień na spacery chodzić! Dopiero z polowania wróciłem o świcie, muszę się wyspać należycie. Norę sobie wyczyściłem, wysprzątałem szczerze i leżę.
- Ano, to siedź jak borsuk w norze - mówi krasnal - Jak nie to nie - i poszedł sam na spacer.





A borsuk wysiedział się w norze, wyleżał, wyspał i kiedy ciemna nocka zajrzała do nory, poczuł się dopiero do spaceru skory.
Puka więc w drzewo do wiewiórczej dziupli do krasnoludka i prosi:
- Chodź na spacer, malutki, gwiazdy już mrugają i nocka ciemna tuła się po lesie, chodź.
- Jeszcze czego - mruczy krasnal zaspany - kto by tam w ciemną noc po lesie się włóczył! W dzień spacerowałem, jarzębinę oglądałem, wrzosy wąchałem i brzozowe liście złote! Teraz spać mam ochotę.
- Ano, jak nie, to nie - rozgniewał się borsuk.
I poszedł w głąb lasu za nocką ciemną. Bo to zależy od upodobania: kto dzień, a kto nockę wybiera do spania.



Autor: Lucyna Krzemieniecka
Ilustracje: Zdzisław Witwicki/ Jerzy Srokowski

Wydawnictwo: Nasza Księgarnia, 1964 rok



Przeczytaj też bajki z innych zakątków świata w zakładce: 

środa, 24 kwietnia 2019

Z Przygód krasnala Hałabały - "O gościach, co nie przyszli na ucztę" - bajka polska

Z Przygód krasnala Hałabały
"O gościach, co nie przyszli na ucztę".
bajka polska


Był sobie jeden krasnal, nazywał się Hałabała. Mieszkał w lesie, krzywda mu się nie działa. 
Nosił kasztankową czapeczkę i zimą, gdy mróz był na świecie - futereczko krecie. Był wesoły, czupryniasty, malutki i mieszkał w dziupli po wiewiórce, jak to krasnoludki. Miał tam nawet swoje gospodarstwo, mchową pościel, mebelki wystrugane z kory i w woreczku na komineczku orzechów miał mieszek dośc spory. Miał i miotełkę z gęsich piórek, co stała w kątku i pilnowała porządku. 
Taki był Hałabała. 


Pewnego razu, kiedy zobaczył, że mchy rudzieją i borówki w sierpniowym słońcu czerwienieją, pobiegł do wilgi złocistej, pobiegł do jaskółki, pobiegł do słowika śpiewaka, pobiegł do kukułki i powiada:
- Nie odmówcie mi tej radości, przyjdźcie do mnie za trzy dni w gości. Upiekę wam placek z borówkami, będzie uczta nad ucztami. Bedziemy kukać, fiukać na cały las, miło nam zejdzie czas. 

Spóźniony słowik - bajka polska, wierszowana

Spóźniony słowik
bajka wierszowana polska

ilustracja: Olga Siemaszko


Płacze pani Słowikowa w gniazdku na akacji,
bo pan Słowik przed dziewiątą miał być na kolacji,

Tak się godzin wyznaczonych pilnie zawsze trzyma,
A już jest po jedenastej - i Słowika nie ma!

Wszystko stygnie: zupka z muszek na wieczornej rosie, 
sześć komarów nadziewanych w konwaliowym sosie, 
motyl z rożna, przyprawiony gęstym cieniem z lasku, 
a na deser - tort z wietrzyka w księżycowym blasku. 

Może mu się co zdarzyło? Może go napadli? 
Szare piórka oskubali, srebry głosik skradli? 
To przez zazdrość! To skowronek z bandą skowroniątek! 
Piórka - głupstwo, bo odrosną, ale głos - majątek!


Ilustracja: Adam Kilian

Nagle zjawia się pan Słowik, poświstuje, skacze...
Gdzieś ty latał? Gdzieś ty fruwał? Przecież ja tu płaczę!
A pan Słowik słodko ćwierka: "Wybacz, moje złoto,
Ale wieczór taki piękny, ze szedłem piechotą!"

Ilustracja: Renata Krześniak
Autor: Julian Tuwim
Ilustracje pozostałe: 

Pamiętam również bajkę na kliszy do projektora 
z ilustracjami Przemysława Woźniaka:
https://diafilm.pl/ - Wydawca: "Polfilm".


Przeczytaj też bajki z innych zakątków świata w zakładce: