wtorek, 31 marca 2020

O błękitnym kocie - bajka / legenda indonezyjska

O błękitnym kocie 
(bajka / legenda indonezyjska)


Na dalekiej wyspie w Indonezji mieszkał ongiś król lubujący się w kotach. We dni i w nocy trzymał przy sobie kota. A każdy nowy jego ulubieniec przewyższał urodą poprzedniego. 

W czasach, z których pochodzi to opowiadanie, ulubiony kot króla był biały. Miał długą, miękką, jedwabistą sierść, kępki białych włosów na spiczastych uszach i takie same białe kępki na łapkach. Biały kot nosił na szyi obróżkę ze złota i rubinów, a długim, cienkim, złotym łańcuszkiem przywiązano go do napięstka króla. U stóp tronu królewskiego leżała jedwabna poduszka - posłanie dla kota.



Od czasu do czasu król podnosił z poduszki swego ulubieńca i brał go na kolana. Mówiono, że rozmawia z nim o sprawach królestwa. I wiedziano, że osobę, do której kot poczuł niechęć natychmiast wydalano ze dworu. Władca zwykle ustala modę dla swoich poddanych i wobec tego w każdym domu na wyspie także chowano kota. 
Możecie sobie wyobrazić, ile tych kotów było! Czasami istotnie nie dało się zrobić jednego kroku, żeby nie nadepnąć kotu na ogon. Od rana do wieczora rozprawiano o kotach i żadne dziecko nie miało równie miękkiego posłania i smacznego jedzenia, jak domowy kot. Bo tak sobie życzył król. Nic też dziwnego, że króla nawiedzały sny o kotach.
Pewnego ranka przed oblicze monarchy zawezwano wróżbitę. Mędrzec ten umiał tłumaczyć sny, jak gdyby czytał z otwartej księgi. Król zasięgał jego rady, jeśli sam nie potrafił odgadnąć znaczenia jakiegoś snu.
- Minionej nocy - powiedział król wróżbicie - miałem cudowny sen. Śniłem o błękitnym kocie. Kot przypominał kolorem pogodne niebo, miał zielonożółte oczy i nosił obróżkę z rubinów, taką samą jak mój biały kot. W tym śnie ja siedziałem na tronie, a błękitny kot u mnie na kolanach. Ludzie tłoczyli się w procesji, przynosząc mi dary. Tak wspaniałych darów nikt mi dotąd nie składał. Wszyscy ci ludzie w moim śnie byli uśmiechnięci i zadowoleni. To chyba oznacza, wieszczku, że błękitny kot przyniósłby mi szczęście, prawda? Jednak w dalszym ciągu snu kot nagle zeskoczył mi z kolan i uciekł z pałacu. A wszystkie wspaniałe dary znikły, znikli uśmiechnięci ludzie. Powiedz, wieszczku, co ten sen może znaczyć?
Sędziwy badacz snów, przywdziany w magiczne szaty, doskonale wiedział, że musi tak wytłumaczyć sen, aby zadowolić króla. 
Toteż szybko powziął decyzję:
- Twój sen, królu, istotnie był cudowny i przepowiada wielką radość dla twego państwa. Błękitny kot przyniesie wielkie bogactwa. Błękitny kot przyniesie uśmiech szczęścia dla wszystkich mieszkańców tej wyspy. W twoim śnie błękitny kot odszedł, a z nim twoje skarby. Trzeba znaleźć błękitnego kota;,aby powróciły szczęście i bogactwo.
Gadkę tę przewrotny wieszczek całkowicie wyssał z palca, ale opowiedział ją tak sprytnie, że król uznał jego słowa za wyrok zesłany przez niebiosa.
Któż jednak widział na ziemi błękitnego kota - kota koloru pogodnego nieba? 
Ani ja, ani wy, ani oczywiście wróżbita. Król natomiast nie podawał tego w wątpliwość.
- Przynieście mi błękitnego kota! - rozkazał. - Musi to być kot koloru pogodnego nieba. Żądam, aby go znaleziono bardzo szybko!
Wszyscy zatem szukali błękitnego kota ze snu króla. Szukali w pałacach i ubogich chatkach, na strychach i w piwnicach. Szukali dniem i nocą. Na ulicach łapano koty w pułapki sporządzone z worków. Przed każdym progiem stawiano spodeczek z mlekiem, aby zwabić zbłąkane, bezpańskie koty. Znajdowano koty czarne i białe, popielate i rude, koty pstre i łaciate. Na błękitnego kota jednak nikt nie mógł trafić.
Król obiecywał wspaniałe nagrody, coraz wspanialsze w miarę jak czas upływał, a błękitnego kota mu nie dostarczano. W końcu obiecał nawet rękę swej córki i pół królestwa temu młodzieńcowi, który odnajdzie błękitnego kota z jego snu. Na razie i to nie poskutkowało i wtedy król uciekł się do gróźb.  Gdy nadal nikt nie przynosił błękitnego kota. Codziennie wtrącał do pałacowego więzienia dziesięciu swoich poczciwych poddanych. Nieszczęśników wybierano ciągnąc losy.
Całą wyspę ogarnął strach. Z ludzkich twarzy zniknął uśmiech. Każdy drżał, że następnym razem usłyszy własne imię wywołane z kartki. 
Niecierpliwość króla rosła. Zupełnie zaniedbał swego ulubieńca, ślicznego białego kota. Biały kot leżał opuszczony na jedwabnej poduszce i gdy pewnego dnia gdzieś przepadł, król nawet o niego nie zapytał. 
Otóż trzeba wam wiedzieć, że w tej wyspiarskiej krainie żył szlachetny młodzian, który od dawna żywił tajemną miłość do królewny. Usłyszawszy o obietnicy króla, że jej rękę dostanie ten, kto znajdzie błękitnego kota, młodzieniec zamyślił się głęboko. 
Dumał i dumał, no i w końcu przyniósł królowi upragnionego kota z jego snu. Niektórym dworzanom kot wydał się podobny do poprzedniego, białego ulubieńca. Miał ten sam wzrost i zielonożółte oczy, tylko oczywiście, porastała go błękitna sierść. Nikt nigdy nie spotkał na świecie kociego futerka o tak nasyconej błękitnej barwie. Król wszakże żadnych pytań nie zadawał.
To był przecież niewątpliwie kot z jego snu! 
Gdy obudził się tego szczęśliwego poranka, na poduszce w nogach łóżka leżał błękitny kot o zielonożółtych oczach. Taki sam jak we śnie. A na szyi miał obróżkę z rubinów taką samą, jaką nosił jego biały poprzednik. Błękitny kot ocierał się mrucząc o ramie króla. Tak jakby zwierzątko od dawna było królewskim pieszczochem.


Gdy król siedział na tronie, błękitny kot wskakiwał mu na kolana, jakby od niepamiętnych czasów tu siadywał. Król promieniał teraz szczęściem. Ludność wyspy również promieniała. Nikt już nie obawiał się wiezienia i wobec tego znoszono do stóp króla bogate dary. Do sali tronowej ciągnęła nie kończąca się procesja ofiarodawców tak właśnie jak w jego cudownym śnie.
- Obiecałem, że temu kto mi znajdzie błękitnego kota oddam córkę za żonę, trzeba urządzić wesele.
I tak szlachetny młodzian poślubił swoją ukochaną i otrzymał połowę królestwa.
Mieszkańcy wyspy jednakże dziwowali się skrycie, patrząc na błękitnego kota. Niektórzy powiadali, że jego futerko wcale nie jest z natury błękitne. Szeptano, że poprzedniego faworyta, białego kota, przefarbowano po prostu na błękitny kolor. Niejeden kiwał głową z niepokojem na myśl o śmiałości młodego oblubieńca, który odważył się spłatać takiego figla samemu władcy. 
Życie na wyspie toczyło się teraz spokojnie i gładko. Odkąd król miłą błękitnego kota i trzymał go stale na kolanach, nigdy nie wpadał w gniew ani z zły humor. Któż więc z jego poddanych mógł okazać taki brak rozsądku, aby zadawać pytania na temat błękitnego kota, któremu wyspa zawdzięczała spokój i szczęśliwość?
I podstęp nigdy nie wyszedłby na jaw, gdyby pewnej nocy kot nie wysunął łebka z rubinowej obróżki i gdyby nie wyskoczył przez okno, udając się na przechadzkę po ogrodowym murze! 
Jego nieobecność zauważono dopiero rano.
Cały pałac został przewrócony do góry nogami w czasie poszukiwań. Król nie miał wątpliwości, że jeśli błękitny kot zginie, kraj nawiedzi jakaś straszna klęska. Służebnicy przeszukiwali cały pałac, komnatę po komnacie. Zaglądali pod łóżko króla i za jego tron. Ale błękitny kot przepadł bez śladu.
W końcu przyszło komuś do głowy przeszukać ogród. 
I tam, koło pralni, w beczce, do połowy wypełnionej mydlinami znaleziono przedziwne stworzenie. Kot króla wpadł do beczki i niestety, jego futerko przypominało teraz błękit nieba nakrapiany białymi obłoczkami. Bo prawie cała błękitna farba, którą przemalowano białą sierść dawnego ulubieńca, została w mydlinach.


Możecie sobie wyobrazić gniew króla, gdy dowiedział się, że go oszukano.
- Mąż mojej córki musi umrzeć - rozkazał - Nawet więzienie jest dla niego zbyt łagodną karą. Sprowadził klęskę na cały kraj, bo nasz 1os zależy przecież od prawdziwego, a nie od farbowanego błękitnego kota!
Królewna kochała swego młodego małżonka. Kochała go bardzo mocno i nie chciała go stracić.
A więc padła na kolana przed rozgniewanym ojcem i zawołała:
- Co on zrobił złego, ojcze? Chciałeś mieć błękitnego kota i on ci takiego kota dostarczył. Chciałeś, aby kraj był szczęśliwy i błękitny kot przyniósł wszystkim spokój.
- Ale ja chciałem mieć błękitnego kota z moich snów, kota, który według zapewnień wróżbity miał mi przynieść szczęście.
- Tamten kot, ojcze, to był tylko sen - mówiła królewna z płaczem - Mój mąż pokazał ci, że sen jest jedynie snem. Szczęście przychodzi wtedy, gdy się w nie wierzy. Ty uzyskałeś szczęście dzięki przekonaniu, że twój biały ulubieniec jest błękitnym kotem. Przecież twój biały kot wcale nie jest gorszy, jeśli się nad tym zastanowisz. 
I wtedy właśnie biały kotek ze śladami niebieskiej farby wskoczył na kolana króla. Gniew monarchy rozproszyły już częściowo słowa ukochanej córki. A teraz roześmiał się głośno. Potarł ręką miejsca, które pozostały jeszcze błękitne na futerku ulubieńca i roześmiał się znowu.
- Trzeba tego kota jeszcze raz zanurzyć w beczce z mydlinami rozkazał - Zmyjcie z niego wszelkie ślady mojej nierozwagi. Biały kot wcale nie jest gorszy od błękitnego. Od tej chwili w moim królestwie nie będzie już miejsca dla kotów, które pojawiły się tylko we śnie.

Autor: Frances Carpenter 
bajka pochodzi z książki "Księżniczka z kamforowego drzewa" 


Wydanie z 1966


Ilustracje pochodzą z pl.pinterest.com i nie są oryginalnymi ilustracjami z książki.

Przeczytaj też bajki z innych zakątków świata w zakładce: 

Władca deszczu i piękna księżniczka- bajka jawajska

Władca Deszczu i piękna księżniczka
bajka jawajska znad Oceanu Indyjskiego (Indonezja)




poniedziałek, 30 marca 2020

Wielkanocny stół / Wielkanoc- wierszyki wielkanocne

Wielkanocny stół 
(wierszyk wielkanocny)

Nasz stół wielkanocny
haftowany w kwiaty.
W borówkowej zieleni
listeczków skrzydlatych
lukrowana baba
rozpycha się na nim,
a przy babie -
mazurek w owoce przybrany.

Ilustracja: Stanisław Żukowski

Palmy pachną jak łąka
w samym środku lata.
Siada mama przy stole,
A przy mamie tata.
I my.

Pisankowa bajeczka - bajka polska

Pisankowa bajeczka
(bajka polska)

Zajrzały wróbelki do kurnika i zobaczyły, że kura zniosła cztery jajka.
– Ko-ko-ko – zagdakała. – Leżcie tu cichutko.
I poszła szukać ziarenek na podwórku. Ale jajka myślały, że są mądrzejsze od kury. Turlały się i postukiwały skorupkami, aż usłyszał je kot.
– Mrau – powiedział. – Będzie z was pyszna jajecznica.
– Nie, nie! – Trzęsły się ze strachu jajka. – Nie chcemy na patelnię!
– Uciekajcie – ćwierkały wróbelki. – Schowajcie się przed kotem.
– Nie dam się usmażyć! – zawołało pierwsze jajko i poturlało się przed siebie. 
Po chwili wróciło i zaśpiewało wesoło:
- Jestem czerwone w czarne kropeczki, nikt nie zrobi jajecznicy z takiej biedroneczki.
– Co ci się stało? – pytały pozostałe jajka.
– Pomalował mnie pędzelek kolorową farbą i już nie jestem zwykłym jajkiem, tylko wielkanocną pisanką. 
Drugie jajko też poturlało się do pędzelka i rzekło grubym głosem:
- To nie jajko, tylko tygrys, nie rusz mnie, bo będę gryzł. 
Teraz wyglądało jak pisankowy tygrys w żółto-czarne paski.
– Brawo! – ćwierkały wróbelki.
– I ja też, i ja też! – wołało trzecie.
Trzecie jajko wróciło całe zieloniutkie i pisnęło:
- Jestem żabką, każdy to wie. Czy ktoś zieloną żabkę zje? Nie!
Trzy pisanki były bardzo zadowolone. Czwarte jajko zbladło ze strachu.
– Pospiesz się! – ćwierkały wróbelki. – Kot idzie.


– Tylko jedno jajko? – mruczał kot. – Ugotuję cię na twardo.
Jajko ze strachu trzęsło się tak, że skorupka zaczęła mu pękać.
– Ojej, ratunku! – wołały przerażone wróbelki. – Teraz na pewno kot cię zje.
– Trach-trach-trach! – skorupka pękła na małe kawałki i... wyszedł z niej żółty kurczaczek.
Zamrugał czarnymi oczkami i zapiszczał:
- Wielkanocna bajka, wyklułem się z jajka!
A wróbelki zaćwierkały, że „w świątecznym koszyku jest pisanek bez liku”.

Autor: Agnieszka Galica
Ilustracje: Ewa Beniak-Haremska
bajeczka pochodzi ze strony mamotoja.pl

Kolorowe bazie - wierszyk polski - Jerzy Ficowski

Kolorowe bazie


W Wielkanocny dzień do domu
przyszły białe bazie w gości,
by pisankom po kryjomu
kolorów zazdrościć. 
Bo ich nie pomalowano,
nikt o baziach nie pamiętał,
choć tez pragną na Wielkanoc
przywdziać strój od święta. 
Nie chcą się już dłużej bielić,
chcą w zieleni żyć, w purpurze!
Czyż są gorsze aniżeli
zwykłe jajko kurze? 
Aż z lusterka przyfrunęła
malusieńka, śmieszna tęcza.
Zaraz wzięła się do dzieła,
by je poupiększać.

Autor: Jerzy Ficowski

Przeczytaj też inne wierszyki, bajki, baśnie i bajeczki z mojego bloga
Alfabetyczny spis treści z bajek z całego świata

Pisanki - wierszyki polskie - KParnowska - Rózecka, D. Geller, St. Aleksandrzak

Pisanki

Pisanki, pisanki, 
jajka malowane.
Nie ma Wielkanocy 
bez barwnych pisanek. 
Pisanki, pisanki, 
jajka kolorowe.
Na nich malowane,
bajki pisankowe. 
Na jednej kogucik, 
a na drugiej słońce. 
Śmieją się z trzeciej
laleczki tańczące. 
Na czwartej kwiatuszki, 
a na piątej gwiazdki. 
Na każdej pisance, 
piękne opowiastki. 

Autor: Krystyna Parnowska - Różecka 

Nie siedź na mnie - bajka kenijska (Afryka)

Nie siedź na mnie
(bajka kenijska)


Dawno, dawno temu, królestwo zwierząt było podzielone. Gepard był wtedy królem mniejszych stworzeń, takich jak króliki, żółwie, jaszczurki, szczury, ślimaki i kameleony. Król zastanawiał się, jak uaktywnić swoich poddanych. Zorganizował wielki maraton: kto dobiegnie do mety pierwszy, będzie mógł poślubić córkę króla.
Wszystkie zwierzęta długo i intensywnie ćwiczyły i przygotowywały się do wyścigu. Wszystkie były bardzo zadowolone ze swoich treningów, poza ślimakami, robakami i kameleonami, które praktycznie nie zrobiły postępów. 
Miesiące przygotowań mijały, więc każde zwierzę obmyślało strategię pomocną w wygranej. Kameleon na przykład odkrył, że ma doskonałe zdolności do chwytania i podwieszania się.
Nadszedł wielki dzień zawodów. Król dał sygnał do rozpoczęcia biegu. 
Królik od razu wysunął się na prowadzenie i zostawił daleko z tyłu swoich rywali. Tak bardzo wyprzedził innych zawodników, że nawet mógł pozwolić sobie na krótką drzemkę po drodze. 
Jak się obudził, szybko pokonał ostatnie metry i usiadł na krześle przygotowanym dla zwycięzcy. Siedział dumny i zachwycony, myśląc że niedługo poślubi córkę króla. 
Wtem usłyszał cienki głosik i poczuł, że siedzi na czymś małym i miękkim. 
Pochylił się i zobaczył przyduszonego kameleona: 
- Przyjacielu - rzekł kameleon - Nie siedź na mnie. Przybyłem na to miejsce przed tobą!

W literaturze europejskiej odpowiednikiem tej bajki jest bajka francuska: 
Żółw i zając oraz bajka polska: "Żółw maratończyk" ( na moim bligu w jednym linku).

Przeczytaj też bajki z innych zakątków świata w zakładce: 

Jak biały słonik zawstydził małpy - bajka z Beninu (Afryka)

Jak biały słonik zawstydził małpy

Z pewnością wiecie, jak wygląda słoń. Olbrzymi, szary, z uszami wielkimi jak pizza i trąbą, którą może sięgnąć po co tylko zechce. Djimon też był olbrzymi: jego uszy były jak dwie pizze, miał trąbę, którą mógł po wszystko sięgnąć. Ale… był biały. Nie szary, lecz właśnie biały!!! 

Posłuchajcie tej bajki z dalekiego kraju w Afryce, który nazywa się Benin. Przekonajcie się, jak to jest być jedynym białym słoniem w całej bajce. Polubicie Djimona, bo wszyscy go polubili. Choć początki wcale nie były łatwe… 
Djimon nie był jeszcze wcale taki duży, jak na słonia przystało, ale i tak przewyższał wzrostem inne zwierzęta. 
Cóż jednak z tego, skoro słoniątko nie mogło pogodzić się z tym, że było białe. 
– Mamo, tato, czemu ja nie jestem szary? Słonie są szare. A ja nie. To kim jestem? Nie chcę taki być! – prosił z żalem rodziców.

czwartek, 27 lutego 2020

Lis i jaskółka - wierszyk polski Jan Brzechwa

Lis i jaskółka
wierszyk polski

Namówił lis jaskółkę,
By z nim zawarła spółkę.

„To - rzecze - proste całkiem:
Mam pola pręt z kawałkiem,
Coś na nim zasadzimy,
A przed nadejściem zimy
Zbierzemy plon pomału,
Pół na pół do podziału,
Pani się zna na roli,
Co z dwojga pani woli,
Wierzchołki czy korzonki?”

„Wyznaję bez obsłonki,
Że ja wierzchołki wolę”.

Lis szybko pobiegł w pole
I zasiał pełno marchwi,
Więc się jaskółka martwi:
„Plon każdy rolnik zbiera
I nawet lis przechera
Na marchwi się bogaci,
A ja mam kupę naci,
Po prostu kupę ziółek
Niezdatnych dla jaskółek.
Ha, wpadłam, trudna rada,
Lecz tylko raz się wpada!”


A lis już krąży w kółko:
„Cóż powiesz mi, jaskółko?”

„To powiem, że na zmianę
Tym razem ja dostanę
Korzonki. Co pan na to?”

„Ja na to jak na lato,
Wierzchołki nawet wolę”.
To rzekłszy pobiegł w pole
I całą przestrzeń pustą
Obsadził w mig kapustą.

W ostatnim dniu kwartału
Znów przyszło do podziału:
Lis wziął kapustę całą,
Jaskółce zaś zostało
Pięć wiązek i pół szóstej
Korzonków od kapusty.

Mówią odtąd jaskółki,
Że niedobre są spółki.

Autor: Jan Brzechwa
Ilustracje: Gerard Labus w książeczce "Zwierzyniec"

środa, 26 lutego 2020

Żaba - wierszyk polski - Jan Brzechwa

Żaba
wierszyk polski


Pewna żaba 
była słaba,
więc przychodzi do doktora 
i powiada, że jest chora. 

Doktor włożył okulary, 
bo już był cokolwiek stary, 
potem ją dokładnie zbadał, 
no, i wreszcie tak powiada: 

- Pani zanadto się poci, 
niech pani unika wilgoci, 
niech pani się czasem nie kąpie, 
niech pani nie siada przy pompie, 
niech pani deszczu unika, 
niech pani nie pływa w strumykach, 
niech pani wody nie pija, 
niech pani kałuże omija, 
niech pani nie myje się z rana, 
niech pani, pani kochana, 
na siebie chucha i dmucha, 
Bo pani musi być sucha!

Wraca żaba od doktora, 
myśli sobie: - "Jestem chora, 
a doktora chora słucha, 
mam być sucha - będę sucha!

Leczyła się żaba, leczyła, 
suszyła się długo, suszyła, 
aż wyschła tak, że po troszku 
została z niej garstka proszku. 

A doktor drapie się w ucho: 
- Nie uszło jej to na sucho!

Autor: Jan Brzechwa
Ilustracje: Gerard Labus 
w książeczce "Zwierzyniec"
oraz ze strony: educaplay.com

środa, 8 stycznia 2020

Śledzie po obiedzie - wierszyk polski

Śledzie po obiedzie
wierszyk polski

Bardzo w kuchni gniewały się śledzie, 
Że nikt nie chce ich jeść po obiedzie, 
Tak jak gdyby istniały powody, 
Wyżej cenić owoce lub lody. 

Przed obiadem dobry jest śledź, 
A po obiedzie - cicho siedź! 

wtorek, 7 stycznia 2020

Kos - wierszyk polski - Jan Brzechwa

Kos 
wierszyk polski

Kos wszedł na rzece na mostek,
Przemoczył nogi do kostek.
Jęknął więc na cały głos:
„Rany koskie, jakem kos,
Na pewno będę miał katar!
Niechby mi plecy ktoś natarł,
Niechby dał ktoś aspirynę,
Bo na pewno marnie zginę!”

Poleciał kos do lekarza:
„Doktorku, to mnie przeraża,
Przemoczyłem sobie nogi,
Ratuj mnie, doktorku drogi!”


Lekarz się roześmiał w głos
I spojrzał na kosa z ukosa:
„Do kataru potrzebny jest nos,
A kos przecież nie ma nosa.

O wawelskim smoku - bajka (legenda) polska

O wawelskim smoku 
bajka (legenda) polska
komiks

poniedziałek, 6 stycznia 2020

Wrona i ser - bajka polska

Wrona i ser
wierszyk polski

„Niech mi każdy powie szczerze,
Skąd się wzięły dziury w serze?” 

Indyk odrzekł: „Ja właściwie
Sam się temu bardzo dziwię”. 

Ilustracja: Andrzej Wierciński

Kogut zapiał z galanterią:
„Kto by też brał ser na serio?” 
Owca stała zadumana:
„Pójdę, spytam się barana”. 

niedziela, 5 stycznia 2020

Jeż - bajka polska

Jeż
bajka polska

Ślimak - wierszyk polski

Ślimak
wierszyk polski

- Mój ślimaku, pokaż rożki,
Dam ci sera na pierożki.
Ale ślimak się opiera:
- Nie chcę sera, nie jem sera!

- Pokaż rożki, mój ślimaku,
Dam ci za to garstkę maku.
Ślimak chowa się w skorupie.
- Głupie żarty, bardzo głupie.

-Pokaż rożki, mój kochany,
Dam ci za to łyk śmietany.
Ślimak gniewa się i złości:
- Powiedziałem chyba dość ci!

Ale żona, jak to żona,
Nic jej nigdy nie przekona,
Dalej męczy: - Pokaż rożki,
Dam ci za to krawat w groszki.

Flip i Flap jako kowboje - bajka na kliszy do rzutnika

Flip i Flap jako kowboje
(bajka na kliszy do rzutnika)


Po górzystym pustkowiu w okolicy Far - Quest, 
pędził dyliżans unosząc tumany kurzu.


- Jak możesz jeść tak dużo bananów, Flap?
- Żołądek mój skurczył się od wstrząsów- powiedział grubu - zjadłem tylko sześć...
- A ja tylko jeden...tuzin - odpowiedział Flip.

Bajka o misiu, zajączku i lisie - bajka na kliszy do rzutnika

Bajka o misiu, zajączku i lisie
bajka polska
(na kliszy do rzutnika)


W głębi lasu stoi domek,
tylko jeszcze nie wiadomo, 
kto w nim mieszka. Jak myślicie? 
Zaraz sami zobaczycie. 




Miś, kudłaty Miś, niedźwiadek 
znany z wielu opowiadań. 
Bystre oczki, mądra mina…..
no i bajka się zaczyna. 

piątek, 3 stycznia 2020

Stonoga- Jan Brzechwa

Stonoga
wierszyk polski


Mieszkała stonoga pod Biała,
Bo tak się jej podobało.

Raz przychodzi liścik mały do stonogi,
Że proszona jest do Białej na pierogi.
Ucieszyło to stonogę,
Więc ruszyła szybko w drogę.

Ilustracja: Jan Marcin Szancer

Nim zdążyła dojść do Białej,
Nogi jej się poplątały:
Lewa z prawą, przednia z tylną,
Każdej nodze bardzo pilno,
Szósta zdążyć chce za siódmą,
Ale siódmej iść za trudno,
No, bo przed nią stoi ósma,
Która właśnie jakiś guz ma.

Jak wiewiórka Chrupcia jeża Tuptusia uratowała - bajka na kliszy do rzutnika

Jak wiewiórka Chrupcia jeża Tuptusia uratowała
bajka polska
(na kliszy do rzutnika)

Na leśnej polanie rośnie stary, szumiacy dąb. 
Zamieszkany jest od góry do dołu. 
W dziupli rozgościła się wesoła wiewióreczka, Chrupcia.


Na rozłożystej gałęzi uwiła gniazdko sikorka Śmieszka.


A w norce pod korzeniami mieszkała cała rodzina jeży:
mama, tata i mały Tuptuś z siostrzyczką.


Jeż- tatuś od samego rana znosił pożywienie.
Jeżyki są małe, ale mają duży apetyt.

Kwietny Ludek - bajka na kliszy do rzytnika

Kwietny Ludek
bajka polska
(na kliszy do rzutnika)


Czy chcecie poznać Kwietnego Ludka. 
mieszkańca lasu, łąki, ogródka?
Fruwa jak motyl lekki skrzydlaty
i kolorowy jak płatki kwiatów.
Spał Kwietny Ludek pod listkiem suchym,
gdy go zbudziły wiatru podmuchy...



- Co?! Już przebiśnieg w lesie rozkwita?

Muszę się spieszyć wiosnę powitać.


Ludek sasankom płatki rozchyla,
aby pierwszego zwabić motyla.


czwartek, 2 stycznia 2020

W pogoni za motylkiem - bajka na kliszy do rzutnika

W pogoni za motylkiem
bajka polska
(na kliszy do rzutnika)


Raz w pogodny dzień majowy,
ruszył mały miś na łowy.
- "Będę łapał dziś motyle.
Jest ich w lesie przecież tyle!


Choć fruwają zwinnie, ładnie,
zaraz któryś w siatkę wpadnie".
Wtem - tuż koło jego głowy
frunął motyl kolorowy.

środa, 1 stycznia 2020

W leśnej szkole - bajka na kliszy do rzutnika

W leśnej szkole
bajka polska
(na kliszy do rzutnika)


W leśnej szkole pod drzewami,
co ciekawie w dół patrzyły,
bobry, kuny i sarenki
bardzo pilnie się uczyły.


Jeż na lekcjach nie uważał
i z chomikiem często gadał, 
a lis, chociaż sam nie umiał,
stale innym podpowiadał.


A czasami też wiewiórek 
trzymały się różne psoty,
nic dziwnego, że do pracy
brakło czasu i ochoty.