czwartek, 21 listopada 2019

Przygody i wędrówki Misia Uszatka - opowiadanie 2: - "Przyjaciele"

"Przygody i wędrówki Misia Uszatka" - tom 1
opowiadanie drugie
"Przyjaciele."

Na dobranoc - dobry wieczór
Miś pluszowy śpiewa Wam.
Mówią o mnie Miś Uszatek,
Bo klapnięte uszko mam.



Jestem sobie mały miś, gruby miś,
Znam się z dziećmi nie od dziś
Jestem sobie mały miś, śmieszny miś,
Znam się z dziećmi nie od dziś!

Przed domem, w którym mieszkał Jacek i Zosia, było podwórko. Najważniejszą osobą na podwórku był piesek Kruczek. A drugą po nim - czerwony Kogucik.


Miś wyszedł z domu na podwórko. Zaraz też podbiegł do niego Kruczek. Po chwili zbliżył się Kogucik.
- Dzień dobry - powiedział niedźwiadek.
- Dzień dobry - odpowiedzieli- Widzieliśmy jak przyszedłeś tu z Zosią i Jackiem. Dlaczego masz opuszczone uszko? Jak się nazywasz?
Opowiedział Miś dlaczego oklapło mu uszko. I zmartwił się, że nie ma imienia.
- Nie martw się - pocieszał go Kruczek - bo oklapnie ci drugie uszko. Będziemy Ciebie nazywać Uszatek. Miś Uszatek. Zgoda?
Niedźwiadkowi bardzo podobało się to imię. Klasnął w łapki i zawołał:
- Od dziś nazywam się Miś Uszatek!


- A teraz poznasz, Misiu, Zajączka.
Zajączek skubał siano. Najpierw zobaczył Miś długie uszy. A potem śmiesznie poruszający się pyszczek. Zajączek przestraszył się Misia, dał susa i znikł za parkanem.
Po chwili wrócił zawstydzony:
- Niepotrzebnie się zląkłeś, Zajączku. - powiedział Kruczek - Przedstawiamy ci naszego nowego przyjaciela. Nazywa się Miś Uszatek.
Uszatek patrzył na wspaniałe uszy Zajączka i myślał z żalem o swoim oklapniętym uszku.
A wtedy Zajączek powiedział:
- Jakie ty masz ładne oklapnięte uszko, Misiu...

Autor: Czesław Janczarski
Ilustracje: Zbigniew Rychlicki
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia 1960 rok
Opowiadanie pochodzi z pierwszego tomu serii o Misiu Uszatku.

środa, 20 listopada 2019

Przygody i wędrówki Misia Uszatka - opowiadanie 1: -" W sklepie z zabawkami"

"Przygody i wędrówki Misia Uszatka"- tom 1
opowiadanie pierwsze: 
"W sklepie z zabawkami"

Na dobranoc - dobry wieczór
Miś pluszowy śpiewa Wam
Mówią o mnie Miś Uszatek,
Bo klapnięte uszko mam


Jestem sobie mały miś, gruby miś,
Znam się z dziećmi nie od dziś
Jestem sobie mały miś, śmieszny miś,
Znam się z dziećmi nie od dziś!

Był sobie sklep z zabawkami. W sklepie na półce stały i siedziały pluszowe misie.
Między nimi był jeden Miś, który już bardzo długo siedział na półce.
Inne misie wędrowały do rąk dzieci. Wychodziły z nimi uśmiechnięte ze sklepu. A o tego Misia nikt nie pytał. Może dlatego, że stał w kąciku.
Martwił się Miś coraz bardziej, że nie może bawić się z dziećmi. Z tego zmartwienia oklapło mu jedno uszko.
- To nic - pocieszał się niedźwiadek.- Teraz, jak bajka wpadnie mi jednym uchem, to nie ucieknie drugim, bo ją to oklapnięte uszko zatrzyma.
Pewnego dnia Miś znalazł na półce czerwony parasol. Chwycił go w łapki i odważnie skoczył z półki na podłogę. Potem wyszedł ze sklepu na ulicę. Trochę się najpierw przestraszył, bo na ulicy było dużo ludzi. Ale naraz zobaczył dwoje dzieci, Zosię i Jacka. I od razu przestał się bać. Dzieci uśmiechnęły się do Misia. Ach, jaki to był miły uśmiech!
- Kogo szukasz, Misiu? - zapytały.
- Szukam dzieci.
- To chodź z nami.
I poszli razem.





Autor: Czesław Janczarski
Ilustracje: Zbigniew Rychlicki
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia 1960 rok 
Opowiadanie pochodzi z pierwszego tomu serii o Misiu Uszatku.


wtorek, 19 listopada 2019

Opowieść o ośle, wole i gospodarzu*
(dla starszych czytelników)
bajka arabska z Księgi Tysiąca i Jednej Nocy

Był pewien kupiec, który posiadał majątek i bydło. A miał on żonę i dzieci. Allach Najwyższy obdarzył go też znajomością mowy zwierząt i ptaków. Mieszkał ów kupiec na wsi i trzymał w domu osła i wołu.



Pewnego dnia wół wszedł do zagrody osła i ujrzał, że jest ona wymieciona i zroszona wodą, a w żłobie znalazł jęczmień przesiany i przebraną sieczkę, osioł zaś leżał wypoczywając. Rzadko tylko, w razie potrzeby, dosiadał go pan, ale osioł wnet wracał do swoich wygód. 

I usłyszał kupiec któregoś dnia jak wół mówił do osła: 

- Niech ci idzie na zdrowie! Ja jestem strudzony, ty – wypoczęty. Ty jadasz przesiany jęczmień, ciebie obsługują, a pan dosiada cię tylko czasem i zaraz wraca. A ja wiecznie jestem przy orce i mieleniu. 

Rzekł na to osioł: 

- Gdy wyprowadzą cię w pole i założą ci na kark jarzmo, połóż się i nie wstawaj, choćby cię nawet bili. A gdybyś wstał, połóż się znowu. Gdy zaś odprowadzą cię do obory i nałożą ci bobu, nie jedz go, tak jakbyś był chory. Powstrzymaj się od jedzenia i picia dzień albo dwa dni, albo i trzy. W ten sposób wypoczniesz po trudzie i wysiłku.




Ich słowa słyszał kupiec. Kiedy poganiacz przyszedł do wołu, aby go nakarmić, ten zjadł tylko trochę. Rano zaś, gdy poganiacz zabrał wołu do orki, zauważył, że jest słaby. 

Rzekł mu wtedy kupiec: 

- Weź osła zamiast wołu i oraj nim cały dzień.

wtorek, 27 sierpnia 2019

Jak Zabłocki wyszedł na mydle - bajka wierszowana, Igor Skirycki

Jak Zabłocki wyszedł na mydle
bajka polska wierszowana


To było dawno, dawno tak,
Że już nikomu się nie uda
Przypomnieć, jak się zwał ten kraj,
W którym panował książę Brudas. 
Było w tym kraju wiele miast
I choć już nie ma śladu po nich,
Wiemy, że władca zamek miał
W stolicy państwa, w Obrudonii.


Ponoć w tym kraju były wsie
Takie, gdzie ludzie żyli schludnie,
Ale stolicą został gród,
W którym od lat było najbrudniej. 
Nikt się nie kąpał w grodzie tym
I nigdy nie mył rąk i twarzy,
A po ulicach krążył tłum
Niby korowód kominiarzy. 
Gdzie rzucisz okiem, brud i brud.
I tak ogromne sterty śmieci.
Jakby ich nie wywoził nikt
Co najmniej już od trzech stuleci. 
A gdy nad miastem siąpił deszcz,
Wnet się rozlegał straszny lament,
Bo bulgotała wokół maź
Jeszcze czarniejsza niż atrament. 

Polana - wierszyk polski - Igor Sikirycki

Polana
wierszyk polski


Autor: Igor Sikirycki
Ilustracje: Jerzy Jaworowski
Wydawnictwo: Biuro Wydawnicze "RUCH" - W-wa, 1964 rok.

Przeczytaj też bajki z innych zakątków świata w zakładce:

poniedziałek, 12 sierpnia 2019

Muchy samochwały - wierszyk polski Marii Konopnickiej

Muchy samochwały
(wierszyk polski) 

Ilustracja: Sabina Uścińska- Siwczuk

U chomika w gospodzie
Siedzą muchy przy miodzie.
Siedzą, piją koleją
I z pająków się śmieją.

Podparły się łapkami
Nad pełnymi kuflami.
Zagiął chomik żupana,
Miód dolewa do dzbana.

— Żebyś kumo, wiedziała,
Com już sieci narwała,
Com z pająków nadrwiła,
To byś ledwo wierzyła!


— Moja kumo jedyna,
Czy mi pająk nowina?
Śmiech doprawdy mnie bierze...
Pająk... także mi zwierzę!

— Żebyś, kumo wiedziała!
Trzem pająkom bez mała,
Jak się dobrze zasadzę,
Trzem pająkom poradzę!...

— Moja kumo kochana!
(Chomik! dolej do dzbana!)
Moja kumo jedyna,
Czy mi pająk nowina?


Prawi jedna, to druga,
A tu z kąta coś mruga...
Prawi czwarta i piąta,
A coś czai się z kąta.

Pająk ci to, niecnota,
Nić — tak długą — namota!
Zdusił muchy przy miodzie
W chomikowej gospodzie.


Autor: Maria Konopnicka
Ilustracje: Katarzyna Sadowska

Przeczytaj też bajki z innych zakątków świata w zakładce:

piątek, 26 lipca 2019

Zbójecki narzeczony* - bajka niemiecka braci Grimm (bajka brutalna)

Zbójecki narzeczony*

bajka niemiecka
(bajka z elementami przemocy)




Był sobie raz pewien młynarz, który miał piękną córkę, a kiedy dziewczyna dorosła, pragnął jej zapewnić przyszłość i dobrze wydać ją za mąż; myślał sobie:
- Jeśli zjawi się przyzwoity zalotnik i oświadczy się o nią, to mu ją oddam.
Po niedługim czasie zjawił się w samej rzeczy zalotnik, który wyglądał na bardzo bogatego, 
a że młynarz nie mógł mu nic zarzucić, obiecał mu swą córkę. Dziewczyna jednak nie kochała go, a przecie narzeczona winna kochać narzeczonego, i nie miała do niego zaufania. 
Ilekroć na niego spojrzała, czy o nim pomyślała, jakiś lęk ściskał jej serce. 
Pewnego razu powiedział do niej:
- Jesteś moją narzeczoną, a jeszcze mnie nie odwiedziłaś!
Dziewczyna odrzekła:
- Nie wiem przecież, gdzie jest twój dom.
A on na to:
- Mój dom stoi daleko w ciemnym borze.
Dziewczyna próbowała się wykręcić, tłumacząc się, że nie znajdzie drogi.

czwartek, 6 czerwca 2019

Spółka hultajska - bajka niemiecka braci Grimm

Spółka hultajska
bajka niemiecka

Rzekł kogucik do kurki:
- Dojrzewają już orzechy, pójdźmy na górkę i najedzmy się raz do syta, anim wiewiórka sprzątnie wszystko.

- Masz rację - odparła kurka - chodźmy i sprawmy sobie wesołą ucztę.
Ruszyli więc na górkę, a że dzień był słoneczny, zabawili tam do wieczora.


Otóż nie wiem, czy się tak bardzo najedli, czy duma ich taka rozpierała, dość że nie chciało się im wracać piechotą i kogucik musiał zrobić wózeczek z łupin orzecha. 
Siadła kurka do wózka i rzekła:
- A ty się zaprzęgnij!
- Nie głupim - odparł kogucik. - To już wolę pieszo wracać! Nie, takeśmy się nie umawiali. Woźnicą chętnie bym był i na koźle siedział, ale zaprzęgnąć się nie chcę!
Kiedy się tak sprzeczali, nadeszła kaczka:
- A hultaje, kto wam pozwolił wchodzić na moją górkę orzechową? Czekajcie, ja wam dam nauczkę! - i z rozwartym dziobem rzuciła się na kogucika.
Ale kogucik też był chwat i tak skuł kaczkę ostrogami, że ta wkrótce prosiła o łaskę; aby ponieść karę, pozwoliła się zaprząc do wózka. 
Kogucik siadł na koźle jako woźnica i bezustannie poganiał kaczkę:
- Prędzej, prędzej, kaczuszko!

Ilustracja: Bernhard Oberdieck

Gdy już spory kawał drogi ujechali, spotkali dwie piesze podróżniczki, szpilkę i igłę.
- Stój, stój! - zawołały obie i poprosiły, aby zabrano je na wózek, były bowiem u krawca z wizytą i zasiedziały się przy piwie, a teraz tak jest ciemno i takie błoto na gościńcu, że boją się same wracać.
Ponieważ były to szczupłe osóbki, zgodził się kogucik, aby wsiadły, jednakże pod warunkiem, że nie będą jemu ani kurce deptać po nogach.
Późnym wieczorem dotarli do karczmy, a że nie chcieli jechać dalej nocą, a i kaczka chwiała się już na nogach, postanowili prosić o nocleg. Karczmarz początkowo wzbraniał się przyjąć tak podejrzane towarzystko, ale uległ wreszcie ich namowom, zwłaszcza że kogucik obiecał dać mu jajko, które kurka zniosła po drodze, i kaczkę, która co dzień jajko znosi. Zasiedli więc wesoło do wieczerzy.
O świcie, gdy wszyscy jeszcze spali, zbudził kogucik kurkę, przyniósł jajko, które zjedli razem, a skorupki wrzucił do pieca. Potem wetknęli igłę, która jeszcze spała, w fotel gospodarza, a szpilkę w jego ręcznik i cichaczem wymknęli się z karczmy. 
Kaczka, która lubiła spać pod gołym niebem i nocowała na podwórzu, słysząc, co się dzieje, wymknęła się za nimi, skoczyła do strumyka i popłynęła. A wolała to, niż ciągnąć wózek.
Po godzinie wstał karczmarz z łóżka, umył się i chciał wytrzeć twarz ręcznikiem, a tu szpilka drapnęła go po twarzy, rysując mu czerwoną krechę od ucha do ucha. Podszedł do pieca, aby sobie fajkę zapalić, a tu skorupki od jajka prysneły mu w oczy.
- Cóż to za nieszczęśliwy poranek mam dzisiaj! - mruknął zły i siadł ciężko na fotelu.
Wnet jednak podskoczył z krzykiem, gdyż igła ukłuła go boleśniej jeszcze niż szpilka, i to nie w głowę. Teraz rozgniewał się na dobre, a podejrzewając o te psoty wczorajszych późnych gości, poszedł się z nimi rozmówić. Ale daremnie ich szukał, śladu już po nich nie było. Wówczas poprzysiągł sobie, że nigdy już nie przyjmie do karczmy takich hultajów, co to dużo jedzą, nie płacą, a zamiast podziękowania płatają złośliwe figle.


Autor: Wilhelm i Jacob Grimm
Przeczytaj też bajki z innych zakątków świata w zakładce: