Pewnego upalnego popołudnia, kalif o imieniu Muawija, siedział w swej pałacowej komnacie w Damaszku. Sala była przestronna i na każdej ścianie rozpościerało się wielkie okno tak, że powiew wiatru miał zewsząd swobodne dojście. A był to dzień wyjątkowo upalny, bez najlżejszego powiewu wiatru. Skwar dawał się we znaki wszystkim mieszkańcom.
 |
| Ilustracja: Errol Le Cain |
W pewnej chwili, kalif wyjrzał przez okno i zobaczył człowieka, idącego boso. Widocznie parzył go rozżarzony piasek, ponieważ człowiek ów podskakiwał z nogi na nogę, ale nie zatrzymywał się mimo tego, ani na moment.
Kalif patrzył nań przez chwilę, po czym rzekł do swoich dworzan:
- Czy Najwyższy Allach stworzył może człowieka nieszczęśliwszego od tego, który musi wędrować o takiej porze i o takiej godzinie?
Na to odrzekł jeden z dworzan:
- Może zdąża do ciebie o Wielki Kalifie?
- Na Allacha! - wykrzyknął kalif- jeśli okaże się, że zmierza do mnie, spełnię każdą jego prośbę. Jeśli wyrządzono mu krzywdę, pomogę mu. Hej, niewolniku, stań przy bramie i jeśli poprosi, by mu do mnie pozwolono wejść, niech wejdzie!
 |
| Ilustarcja: A.E Jackson - lekko zmodyfikowana:) |
Niewolnik uczynił wedle rozkazu kalifa i gdy okazało się, że beduin faktycznie chce zobaczyć się z Wielkim Kalifem, zaprowadził go przed oblicze władcy. Beduin wszedł, pokłonił się nisko i pozdrowił kalifa.
Ten zaś zapytał:
- Z jakiego jesteś plemienia, człowieku?
- Z plemienia Tamim – odrzekł beduin.
- A co sprowadza cię do mnie w taki straszliwy skwar? - zdziwił się kalif.
- Przychodzę do ciebie ze skargą i chcę cię prosić o opiekę.
- A któż to ci zagraża, beduinie?
- Twój namiestnik Merwan ibn al Hakam.
I tu opowiedział beduin o nieszczęściu jakie spotkało go za sprawą namiestnika Merwana: o tym jak to namiestnik upokorzył go srodze porywając Suad, żonę beduina. Był bardzo rozżalony, zdenerwowany i wściekły.
Gdy tylko kalif wysłuchał opowieści beduina ziejącego ogniem rzekł do niego:
- Bracie Arabie, opowiedz mi dokładnie swe dzieje, abym mógł cię poznać i należycie rozwiązać twoją sprawę.
- Wielki kalifie,– zaczął beduin - mam żonę o imieniu Suad. Bardzo ją kocham i jestem jej wierny i oddany. Za każdym razem gdy na nią patrzę, cieszą się moje oczy i raduje dusza. Miałem też stado wielbłądów i dzięki nim dobrze mi się powodziło. Ale przyszedł rok, który przyniósł ze sobą pomór na wielbłądy i konie. Zachorowało i moje stado. Zostałem w ten sposób pozbawiony całego majątku. Kiedy straciłem majątek, straciłem od razu poważanie, przyjaciół, rodziny i sąsiadów. Wszyscy się ode mnie odwrócili. Ci, którzy dawniej pragnęli mego towarzystwa, teraz poczęli mnie unikać, w obawie, bym się dla nich nie stał ciężarem. Ojciec mej żony, również dowiedział się o moim złym położeniu i o nędzy, jaka nam zagrażała. Zabrał więc moją żonę, a swą córkę, mnie się wyrzekł i bez litości przepędził. Udałem się tedy do twego namiestnika Merwana, oczekując od niego pomocy. On kazał sprowadzić mojego teścia, a ten na mój widok rzekł, że mnie nie zna! Byłem wstrząśnięty, tym kłamstwem. Wiedziałem jak udowodnić, że nie jesteśmy sobie obcy. Poprosiłem o sprowadzenie Suad, która z pewnością poświadczy, że jest moją małżonką. Namiestnik Merwan posłał po nią, a kiedy stanęła przed jego obliczem, bardzo mu się spodobała. Natychmiast stał się moim przeciwnikiem, przeczył mi i okazawszy swój gniew, posłał mnie do więzienia. Siedziałem tam z uczuciem, jak gdybym spadł z nieba albo jak gdyby mnie wiatr porwał w obce miejsce. Namiestnik zaś rzekł do ojca mej żony: «Czy zechcesz oddać mi ją za żonę za tysiąc denarów i dziesięć tysięcy dirhemów, a ja postaram uwolnić ją od tego beduina?» Mojego teścia skusiły pieniądze i zgodził się.
Wówczas twój namiestnik rozkazał przyprowadzić mnie i patrząc na mnie niczym wściekły lew, rozkazał rozwieść się z Suad! Nie chciałem się na to zgodzić, wtedy on oddał mnie w ręce swoich katów, a oni poczęli zadawać mi rozmaite męki. Nie widząc innego wyjścia, musiałem rozwieść się z moją ukochaną Suad. Namiestnik kazał zaprowadzić mnie z powrotem do więzienia, i trzymał tam, aż skończył się okres oczyszczenia. Wtedy ożenił się z moją żoną, a mnie wypuścił. Oto przybyłem więc do ciebie, pokładając w tobie całą nadzieję i błagam cię o pomoc Wielki Kalifie!
Kiedy kalif wysłuchał jego opowieści rzekł:
- Namiestnik Merwan złamał przepisy naszej religii, czynił niesprawiedliwość i używając przemocy pojął za żonę muzułmankę. Beduinie, opowiedziałeś mi coś niesłychanego. Podobnego opowiadania nigdy nie słyszałem.
Potem rozkazał, aby mu podano kałamarz i pergamin, i napisał do Merwana następujące słowa: „Doszły mnie słuchy, że dopuściłeś się wobec twych poddanych wykroczeń nie zważając na przepisy religii. A trzeba ci wiedzieć, że ten, kto jest mym namiestnikiem, musi okazywać szacunek poddanym i wykazywać się wielką wstrzemięźliwością i sprawiedliwością. Dlatego nakazuję ci odprawić Suad wraz z posagiem do jej prawowitego małżonka i prosić gorąco Litościwego Allacha, aby wybaczył ci twe niecne czyny.”
Potem kalif złożył pismo, zapieczętował je, odciskając swój sygnet, po czym kazał zaufanym ludziom dostarczyć list do namiestnika. Słudzy wzięli pismo i wyruszyli w drogę, a gdy przybyli do Medyny, udali się do namiestnika Merwana pozdrowili go i wręczyli mu pismo, po czym przedstawili mu wszystko dokładnie.
Merwan zaczął czytać i zapłakał, a potem wstał i udał się z wieścią do Suad. Nie mogąc się sprzeciwić kalifowi, rozwiódł się z Suad w obecności posłańców. Zaraz potem wyprawił ich w drogę wraz z Suad.
Po czym napisał list do kalifa donosząc mu:
„ Nie spiesz się Wielki Kalifie z ukaraniem mnie, ponieważ nie uczyniłem niczego, co byłoby zakazane człowiekowi. Jestem twym sługą pokornym i uniżonym, wiernym i oddanym, chwalącym twój majestat po rajskie bramy. Wkrótce ujrzysz szlachetną i mądrą niewiastę Suad, której piękno nie ma sobie równych na ziemi. Swą urodą dorównuje słońcu, a słodkością duszy najdelikatniejszym rajskim nektarom. Sam wtedy zrozumiesz, że nie mogłem postąpić inaczej.”
Merwan zapieczętował list i przekazał go posłańcom, a oni wyruszyli w drogę. Długo podróżowali, aż przybyli do Damaszku przed oblicze kalifa.
Wręczyli mu pismo, a on po przeczytaniu powiedział:
- Mój namiestnik pięknie napisał o posłuszeństwie, ale mocno przesadził w opisie tej niewiasty.
To rzekłszy kazał ją sprowadzić. Gdy tylko się zjawiła, kalif stanął jak urzeczony. Ujrzał bowiem taką piękność, jakiej jeszcze świat nie widział. Nie miała sobie równych ani pod względem urody, ani figury, ani wdzięku, ani powabu. Potem kalif rozmawiał z nią chwilę i stwierdził, że mówi pięknym, czystym językiem.
- Przyprowadźcie do mnie beduina – rozkazał kalif niewolnikowi.
I sprowadzono go, złamanego ciosami losu, jakie nań spadły.
Kalif wtedy zwrócił się do niego w te słowy:


- Beduinie, czy nie wyrzekłbyś się Suad? Dałbym ci za nią trzy śliczne niewolnice, oraz tysiąc denarów. Ponadto każę co roku wypłacać ci ze skarbca stały dochód, który cię na pewno zadowoli i uczyni bardzo bogatym i szanowanym człowiekiem. Dorzucę pokaźne stado wielbłądów.
Skoro tylko beduin usłyszał słowa kalifa, wydał głębokie westchnienie i upadł zemdlony na podłogę. Kalif w pierwszej chwili pomyślał, że beduin zmarł, rażony jego niecodzienną hojnością. Ale beduina ocucono i wtedy smutno rzekł:
- Ciężko mi na duszy i serce mnie boli. Przed tyraństwem namiestnika szukałem u ciebie sprawiedliwości. A do kogóż ucieknę się przed twoim bezprawiem? Niechaj Allach zechce zbawić cię od chęci posiadania mojej najdroższej Suan. Oddaj ją temu, który tkwi od rana do wieczora w mrokach troski o nią, którego pochłaniają o niej wspomnienia. Skończ moje udręki i oddaj mimo ja żonę. Na Allacha, kalifie! Choćbyś mi nawet ofiarował wszystko to, co ci Allach dał wraz z kalifatem, nie przyjąłbym tego bez Suad.
Zamyślił się kalif przez chwilę po czym powiedział:
- Przyznajesz, że rozwiodłeś się z nią, i Merwan również przyznaje, że się z nią rozwiódł. Damy więc Suad możność wyboru. Jeśli wybierze kogoś innego niż ciebie, oddamy mu ją za żonę, jeśli wybierze ciebie, to zwrócimy ją tobie.
- Uczyńmy więc tak, Wielki Kalifie – zgodził się beduin.
- Suad, kto jest tobie milszy – zapytał kalif niewiastę – ja: Wielki Kalif ze swoim dostojeństwem i potęgą, ze swymi pałacami, władzą, bogactwem i tym wszystkim, co u niego widzisz, czy namiestnik Merwan z jego bezprawiem i przemocą, a może ten beduin z jego głodem i ubóstwem?
A Suad wskazała dłonią na beduina i odrzekła:
- Ten, oto beduin jest mi najdroższy. I choćby mu głód doskwierał, choćby życie wiódł tułacze, jest mi najdroższy na świecie. Nie pragnę władzy, dostojeństwa i bogactwa. Na Allacha, kalifie, chyba nie sądzisz, że mogłabym opuścić ukochanego męża z powodu zmienności losu i nietrwałości szczęścia? Łączy nas miłość, która nie przemija, i związek, który trawa wiecznie. Słusznym będzie, jeśli wspólnie z nim dzielić będę niedolę, tak jak dzieliłam z nim szczęście.
Mocno się zadziwił kalif mądrością i szczerością Suad. Bardzo mu się spodobało to w jaki sposób opowiedziała o ukochanym człowieku. Natychmiast kazał wypłacić jej dziesięć tysięcy dirhemów, beduinowi ofiarował liczne stado wielbłądów i koni. Beduin uściskał małżonkę i razem odeszli w kierunku pustynnych piasków.