niedziela, 18 listopada 2018

O dziewczynce, która chciała być chłopcem - Poczytaj mi mamo

O dziewczynce, która chciała być chłopcem. 

 

Książeczki z misiowej półeczki - "Miś na huśtawce" - Helena Bechlerowa

Miś na huśtawce 

bajka indyjska - "O wronie oszustce"

O wronie oszustce
bajka indyjska

W wielkich borach - a było to bardzo dawno temu - żyła stara wrona. Pewnego razu zachciało się starej wronie jajek z cudzych gniazd. Poleciała tam, gdzie jej jeszcze nie znali. Stanęła na jednej nodze pod drzewem i otwarła szeroko dziób. Ptaki zobaczyły wronę i obsiadły ją wokoło.
- Powiedz, coś za jedna, skąd przybywasz? - zapytały, bo wrona nie przywitała się z nimi. 
- Gdzie byłam, nie powiem. To jest tajemnica. Pilnowałam wejścia do groty z nieprzebranymi skarbami. 
- To może wyjaśnisz nam, dlaczego stoisz na jednej nodze?
- To jeszcze tego nie wiecie? - udała zdziwienie wrona. - Otóż, jestem bardzo stara i bardzo ciężka. Wystarczy, abym stanęła na drugiej nodze, a groty pod ziemią zawalą się i zasypią na zawsze ogromne skarby. 


- A może powiesz nam, dlaczego stoisz z otwartym dziobem? - zapytała sroka.

bajka indyjska - "Zazdrosna sowa" - w opracowaniu Bolesława Zagały

Zazdrosna sowa
bajka indyjska

Pewnego razu na dachu królewskiego pałacu usiadła sowa. To co zobaczyła na podwórku, bardzo ją zdziwiło. Na palmie siedział mały, niepozorny słowik. Ktokolwiek z dworzan zbliżał się do palmy, kłaniał mu się nisko. Wkrótce pojawił się na podwórku sam król. Niósł na złotej tacy nasionka. Król postawił tacę pod palmą, a słowik sfrunął z drzewa i zaczął dziobać z apetytem. 

Ilustracja: Zdzislaw Witwicki


"Wróbelku, przyjacielu!" - bajka bułgarska w opracowaniu Bolesława Zagały

Wróbelku, przyjacielu! 
bajka bułgarska (bałkańska)

Był czas, kiedy wróbel i lis żyli w przyjaźni i pomagali sobie jak dobrzy sąsiedzi. Ale chytry lis pewnego razu zapragnął oszukać wróbla. 
Lis powiedział:
- Wróbelku, mój przyjacielu, posiejemy razem pszenicę. Będziemy razem pracować, razem zbierać ziarno, podzielimy je na równe części i dostatnio przeżyjemy zimę. Kto wie, może będziemy mogli nawet pożyczyć sąsiadom mąki na przednówku. 
- Dobrze - zgodził się wróbel. I poszli w pole siać pszenicę. 
Ale lis nawet nie pomyślał o robocie. 
- Wróbelku, mój przyjacielu - powiedział słodko - siej pszeniczkę, a ja pójdę podtrzymać niebo, żeby nie upadło na nasze zasiewy.
Poszedł lis szachraj na skraj pola i przesiedział próżnując cały dzień. Tymczasem wróbel obsiał pole. Nadeszło lato. Pszenica dojrzała i trzeba było ją zżąć. 
Lis zwrócił się do wróbla:
- Wróbelku, przyjacielu, zrobimy żniwa. Ty będziesz ścinał zboże, a ja pobiegnę podtrzymywać chmury. Wiesz, jakie byłoby nieszczęście, gdyby chmura urwała się z nieba i zalała naszą pszenicę?
Pora była odpowiednia. Właśnie nad polem ukazała się ciemna chmura. Lis stanął na tylnych łapach i wyglądał tak, jakby z całych sił podtrzymywał chmurę. Ale skrycie śmiał się z ciężko pracującego wróbla. 





bajka indyjska - Pies i kogut

Pies i kogut 
bajka indyjska

Pewnego razu pies i kogut przyrzekli sobie przyjaźń na zawsze. Ale w krainie, gdzie mieszkali, zapanował głód. 
Wtedy pies powiedział:
- Muszę wynieść się daleko, gdzie znajdę coś do jedzenia, inaczej zginę z głodu. Mówię ci o tym, abyś nie obraził się i nie pomyślał: "Ładny przyjaciel z tego psa: poszedł, zostawił mnie nie mówiąc ani słowa."
- Piesku, jesteśmy przyjaciółmi - rzekł kogut - jeśli wybierasz się w daleką drogę, pójde z tobą. Tylko będziesz się musiał starać o jedzenie dla nas obu. Bo kiedy ja pójdę do wsi - zobaczą mnie, złapią i zjedzą.
- Dobrze - zgodził się pies - będę chodził po jedzenie, a ty będziesz czekał w dżungli. Co zdobędę, podzielimy na połowę.
Tak więc pies i kogut zamieszkali w dżungli. Każdego dnia pies przynosił kogutowi jedzenie. W nocy pies spał pod drzewem, a kogut wysoko na gałęzi. 



Pewnego razu, kiedy pies był we wsi, do drzewa, na którym siedział kogut, podbiegł szakal.

humorystyczna bajka z azjatyckiego Dalekiego Wschodu o roztargnionym Take - Traj

Take - Traj

bajka japońska

W pewnej wsi mieszkał strasznie roztargniony człowiek. Wszyscy wołali na niego Take- Traj. Któregoś wieczoru Take- Traj powiedział do swojej żony:
- Przygotuj mi odświętny przyodziewek. Skoro świt wybieram się na jarmark do miasta.
- Będziesz miał wszystko co trzeba, tylko nie zapomnij o upominku dla mnie.
O świcie Take - Traj był już na nogach.
- Żono, żono, gdzie mój kapelusz? - pytał chodząc po izbie.
- Wisi na wieszaku w sieni - odpowiedziała żona sennym głosem.
W sieni wisiały obok siebie kapelusz i słomkowy koszyczek. Take - Traj włożył na głowę słomkowy koszyczek. Na prawą nogę nałożył słomiany kapeć, na lewą drewniany chodak.
- Komu w drogę, temu czas - powiedział przewiązując się pasem. A po chwili pomyślał: "Wezmę kindżał ze sobą. Mało to niebezpieczeństw czyha na człowieka w drodze?"


Zaraz też zawołał gromkim głosem:

bajka afrykańska "O króliku, słoniu i wielorybicy".

O króliku, słoniu i wielorybicy
bajka afrykańska

Pewnego dnia królik spotkał słonia. Podszedł do niego i powiedział:
— Wujciu słoniu, jakie ty masz wielkie nogi! Na pewno jesteś strasznie mocny. — Pogłaskał słonia łapką po nodze. — Och, jaka śliczna i gruba!

Ale słoń machnął trąbą i ryknął:
— Co za bezczelne stworzenie! Miałbym ochotę dać ci klapsa. Nie zadaję się z takim drobiazgiem.
— A wiesz, na co ja miałbym ochotę? — odpowiedział królik. — Miałbym ochotę zarzucić ci linę na trąbę, linę z pętlą na końcu.
Słoń się zdziwił.
— Doprawdy? — mruknął. — Czemuż to chciałbyś mi zarzucić na trąbę linę z pętlą na końcu? Mów zaraz, ty szczurku.
— Żeby cię zaciągnąć aż do morza. Zjechałbyś na brzeg, wpadłbyś do wody i przekonałbyś się, że mały królik umie dać sobie radę ze słoniskiem, co go nazywa szczurkiem i nie chce się z nim zadawać.
— Ooo, patrzcie, patrzcie — zaśmiał się słoń pogardliwie. — Chciałbym widzieć, jak udałoby się komuś pociągnąć mnie.
Nigdzie nie chodzi po świecie zwierzę mocniejsze ode mnie. Ale popróbuj sobie, odrobinko, popróbuj. Będę miał zabawę, ha, ha, ha!
Słoń usiadł. Królik zawiązał pętlę na końcu mocnej liny z palmowych włókien i zarzucił ją słoniowi na trąbę.
Drugi koniec liny chwycił w pyszczek i zbiegł nad morze.
Brzeg spadał do morza stromo, a słoń nie siedział nad samym urwiskiem, tylko dalej. Więc kiedy królik zbiegł nad morze, słoń go już nie widział.

Czekał, co się stanie.
Tymczasem królik zobaczył ogromną wielorybicę. Taką wielką, jak sześć słoni. Pluskała się wesoło przy brzegu, bo tam było głęboko. Królik pisnął z zachwytu:
— Ciociu wielorybico, jaki ty masz olbrzymi ogon! Z pewnością jesteś strasznie silna. Nawet słoń nie jest taki mocny, jak ty, prawda?
— Nie wiem, bo nie mocowałam się ze słoniem — odpowiedziała wielorybica — ale przy mnie słoń to jak królik przy lwie.
— Ciociu wielorybico, przypłyń do brzegu, żebym mógł pogłaskać cię po 
ogonie — poprosił królik.
— Czego ci się zachciewa, mizerna istoto? — parsknęła wielorybica. — Po co się plączesz po moim wybrzeżu? Miałabym ochotę oblać cię wodą.
— A wiesz, na co ja miałbym ochotę? — zapytał królik czupurnie. — Miałbym ochotę zarzucić ci na ogon linę z pętlą na końcu.
Wielorybica zdziwiła się.
— Doprawdy? — mruknęła. — Czemuż to chciałbyś mi zarzucić na ogon linę z pętlą na końcu, ty kłębuszku?
— Żeby cię przyciągnąć do brzegu. Przekonałabyś się, że królik umie sobie dać radę z wielorybica, co go nazywa kłębuszkiem i grozi, że go wodą obleje.
— To paradne — zaśmiała się wielorybica. — Jestem najmocniejszym stworzeniem na świecie, a to mizeractwo chciałoby mnie wyciągnąć na brzeg. A no, popróbuj, paciorku, będę miała przedstawienie.

piątek, 16 listopada 2018

Poczytaj mi mamo - Nikt mnie więcej nie zobaczy

Nikt mnie więcej nie zobaczy 

bajka zachodniosłowiańska - Dwaj sąsiedzi

Dwaj sąsiedzi
bajka czeska

Wybrał się Maciej w odwiedziny do sąsiada Grzegorza. Niedaleko chaty spotkał jego chłopaka. 
— Co robi twój tata, Józinku? — pyta go. 
— Właśnie zabierał się do jedzenia, ale jak was zobaczył za gumnem, to wstał od stołu i nie zjadł. 
— Dlaczegoż to? 
— A bo tata powiedział, że wy byście za dużo nam zjedli, więc matka musiała wszystko ze stołu pochować. 
— A gdzie schowała, Józinku? 
— Gęś na piec, ser do komina, kiełbasy z kapustą do piekarnika, pierogi do dzieży, a dwa dzbany z piwem pod ławę. 
Maciej więcej nie pytał, roześmiał się i po chwili wchodził już przez próg do chaty Grzegorza. 
— Witajcie, sąsiedzie — pozdrowił go Grzegorz. 
— Jaka szkoda, żeście nie przyszli trochę wcześniej, bylibyście zjedli z nami, a teraz nic nie zostało i nie mamy czym was poczęstować. 
— Nie mogłem przyjść wcześniej, kochany sąsiedzie, bo mi się coś takiego przytrafiło, czegom się wcale nie spodziewał. 
— A co takiego, powiadajcież! 
— Zabiłem, wiecie, węża, a ten wąż miał głowę taką ogromną, jak ten ser, co wisi tu w kominie. I taki był tłusty, jak gęś, co leży na waszym piecu, a mięsko to miał takie bieluchne, jak pierogi w tamtej dzieży. A żebyście widzieli, jaki był długi! O, jak te kiełbasy, ułożone w krąg na kapuście tam w piekarniku! 
Dobrze to Maciej wytłumaczył! Grzegorz zawstydził się, że był taki niegościnny. Jego żona musiała postawić z powrotem na stole jadło i napitek i teraz częstowali gościa oboje.


Opracowanie: Maria Niklewiczowa ze zbiorku: "Bajarka opowiada".
Przeczytaj też bajki z innych zakątków świata w zakładce: Alfabetyczny spis treści wszystkich bajek, a także inne bajki europejskie

bajka kabardyńska - O smoku i sekutnicy

O smoku i sekutnicy
bajka rosyjska (kabardyńska/ przedkaukazka)
z pogranicza Europy i Azji

Stary góral miał żonę sekutnlcę. Kiedy zaczynała na niego krzyczeć swoim skrzeczącym głosem, wszyscy we wsi zamykali się po chatach, żeby tego nie słyszeć. Tak mężowi dokuczała, że czasami wolał nocować w górach, byle dalej od nieznośnej baby. Kiedyś ten góral napotkał w wąwozie jamę. Z początku myślał, że jest niewielka, bo wejście miała wąskie. Ale kiedy zajrzał, to się przekonał, że dna nie widać, a jama jest wielka i czarna jak pieczara. Wrócił do wsi. 
Baba zaraz go zapytała: 
— Gdzieś był? 
Opowiedz wszystko, chcę wiedzieć. Kiedy się dowiedziała o pieczarze, to pomyślała: “tam są na pewno skarby. Pójdę po nie, ale tak, żeby mąż nie wiedział. Po co miałabym się z nim dzielić". Wypytała męża dokładnie, gdzie to jest. Niby tak sobie, z ciekawości. Rano, kiedy poszedł do lasu po drwa, baba zabrała długi sznur i wymknęła się do parowu.



Odnalazła wejście do jamy, przywiązała sznur do pniaka i spuściła się po nim pod ziemię. Myślała, że będzie mogła wyjść tą samą drogą. Ale kiedy już sięgała nogami dna, sznur raptem się urwał i starucha została na dnie pieczary. Mąż szukał żony i szukał, ale jej nie znalazł. Żył sobie więc dalej sam i jakoś za nią nie tęsknił. Minął jeden tydzień, minął drugi i trzeci. Któregoś ranka szedł wąwozem młody pastuch. Śpiewał wesoło i pogwizdywał. 

ludowa bajka rosyjska o tym dlaczego zając ma kusy ogonek

Dlaczego zając ma kusy ogon?
bajka rosyjska


Było to dawno, zwierzęta nie miały jeszcze wtedy ogonów. Wtem wyszedł rozkaz, że mają wszystkie pójść na polanę pod dwoma dębami, bo tam będą im rozdawać ogony. Zwierzęta bardzo się ucieszyły. Biegną, jedno drugie przegania. Każde się boi, że może dla niego zabraknąć ogona.

Tarninka i Janek Gil - bajka francuska (bretońska)

Tarninka i Janek Gil

bajka bretońska

W skalistej, nieurodzajnej Bretanii, w parafii Quirec, nad samym oceanem, żyła kiedyś w dawnych czasach wdowa Ninorch. Jej ojciec był bogaty. Kiedy umarł, zostawił dzieciom dom, młyn i cegielnię, a także sporo ziemi, konie, krowy, woły i owce, przy tym siano, ziarno, płótno i różne inne zapasy. Ale bracia wdowy wszystko zabrali sobie. Najstarszy, Perric, wziął dom, pola i konie, było tych koni dwanaście. Średni, Fanch, zabrał młyn, łąki i krowy, krów też było dwanaście. Najmłodszy, Riwal, wziął cegielnię, dwa tuziny wołów i sto dwadzieścia owiec. Siostrze nie wydzielili nic dobrego, dali jej tylko pośrodku pastwiska szałas bez drzwi i okien, w którym za życia ich ojca zamykano chore bydło.
Kiedy wdowa ustawiła tam ubogie graty, którymi pogardzili jej bracia, przyszedł średni brat, Fanch, i powiedział:
— Nie zapominam, że jestem twoim bratem i chrześcijaninem, więc lituję się nad tobą. Mam czarną krowę, której ani rusz nie mogę utuczyć, a mleka daje tylko kapkę, tyle co dla noworodka. Możesz sobie wziąć tę krowę, niech ci ją Tarninka pasie.

Robin Moline


Poczytaj mi mamo - "Jedna srebrna kropla".

Jedna srebrna kropla

czwartek, 15 listopada 2018

Czerwony Kapturek według braci Grimm - bajka niemiecka

Czerwony Kapturek 
bajka niemiecka
według braci Grimm

Autorką tej ilustracji jest: Zuzanna Siemińska

Była sobie raz mała słodka dzieweczka, którą kochał każdy, kto na nią tylko spojrzał, a najbardziej kochała ją babcia, która nie wiedziała wprost, co jeszcze jej dać. Pewnego razu podarowała jej kapturek z czerwonego atłasu, a ponieważ bardzo ładnie jej leżał, nie chciała nosić niczego innego, toteż wszyscy nazywali ją Czerwonym Kapturkiem.
Pewnego dnia matka rzekła do dziewczynki.
- Chodź, Czerwony Kapturku, masz tu kawałek placka i butelkę wina. Zanieś to babci, bo słaba jest i niedomaga. Babcia bardzo się ucieszy. Ruszaj w drogę nim nastanie upał, a idź ładnie i nie zbaczaj z drogi, bo inaczej sobie kark utrącisz i babcia niczego nie dostanie. A gdy wejdziesz do izby, nie zapomnij powiedzieć Dzień Dobry i nie rozglądaj się po wszystkich kątach.


środa, 14 listopada 2018

"Spółka kota z myszką" i "Garniec miodu" - bajki niemieckie

Spółka kota z myszką
bajka niemiecka

Kot zapoznał się z myszą i tyle jej naopowiadał o przyjaźni, jaką żywi dla niej, że mysz zgodziła się wreszcie zamieszkać z nim w jednym domu i prowadzić wspólnie gospodarstwo. 


- Na zimę jednak musimy zrobić zapasy - rzekł kot, abyśmy nie cierpieli głodu! Zwłaszcza ty, myszko. mogłabyś poszukując jedzenia wpaść w pułapkę! 


Rada była słuszna i mysz z kotem kupili wspólnie garnek smalcu. Nie wiedzieli jednak, gdzie go postawić, wreszcie po długim namyśle kot rzekł:

O Kurce - Krzykurce - bajka polska na kliszy do projektora*

O Kurce - Krzykurce
bajka polska 
(na rzutnik)

Kurka-Krzykurka obudziła się z przerażeniem, bo w nocy przyśniło jej się, że będzie koniec świata, jeżeli nie pójdzie do Ryczywólki.


Sfrunęła z grzędy, przekrzywiła główkę w jedną stronę, w drugą... i poszła.

wtorek, 13 listopada 2018

Dwanaście gwiazd - bajka amerykańska (indiańska)

Dwanaście gwiazd
bajka/ legenda indiańska

plemienia Irokezów 

Dwanaścioro dzieci bawiło się razem na trawie w pobliżu chat swoich ojców. 
Chciały pobawić się w coś nowego. 
Złapały się w kółku za ręce i zaczęły tańczyć, 
lecz nie skacząc wokoło, ale stojąc w miejscu. 
Podczas tańca śpiewały: 
- Tańczymy. Tańczymy.
Rodzice patrzyli na nie i przysłuchiwali się. 
Wkrótce zauważyli, że stopy dzieci nie dotykają ziemi. 
Rodzice się przerazili i wybiegli z chat, 
aby powstrzymać swoje dzieci, lecz te były już wysoko,
 ponad ich głowami i wznosiły się coraz wyżej ciągle śpiewając:
- Tańczymy. Tańczymy.
Wznosiły się, aż całkiem zniknęły z widoku. 
Później rodzice ujrzeli dwanaście gwiazd świecących 
zaraz ponad dachami ich chat. 
Jedno z dzieci oddaliło się odrobinę od okręgu 
i odtąd jest gwiazdą nieznacznie bardziej oddaloną od środka koła niż inne. 

Przeczytaj też bajki z innych zakątków świata w zakładce: Alfabetyczny spis treści wszystkich bajek, a także inne bajki amerykańskie

poniedziałek, 12 listopada 2018

Oj, sikorko, sikoreczko... - z serii "Poczytaj mi mamo."

Oj, sikorko, sikoreczko ...

Poczytaj mi mamo - "Ali - Baba i czterech rozbójników".

Ali - Baba i czterech rozbójników 

seria z Wiewiórką: "Orzeszek"

Orzeszek 


Jacek Konopka w gąszczu dąbrowy,
znalazł na drodze orzech laskowy.
- Brawo! - zawołał - nie lada gratka!
To będzie prezent dla mego dziadka!
A dziadek klasnął w dłonie z uciechy:
- O, jakże lubię świeże orzechy!
Zgryźć takie ziarnko to rozkosz sama - 
- zacisnął szczęki i ząb ułamał.


- A to co orzech! Niech dunder świśnie!
Lecz ja się łatwo poddać nie myślę!
Zaraz znajdziemy na niego radę,
niech nam pomoże żelazny dziadek.
Siadł na fotel i bez pośpiechu,
gniótł orzech dziadkiem, tym do orzechów.


Szczątki żelaza w kąt poleciały,
nie ma już dziadka, a orzech cały.
Wtedy zawołał dziadek do Jacka:
- Już się nie będę z orzechem cackał!
Znam najtęższego z naszych kowali
niech mi ten orzech młotem rozwali.

Poczytaj mi mamo - "Przygoda wielkanocna"

Wielkanocna przygoda 

Poczytaj mi mamo - "Agnieszka opowiada bajkę"

Agnieszka opowiada bajkę 

Poczytaj mi mamo "Elementarz wiewióreczki" z 1963 roku

Elementarz wiewióreczki 

Poczytaj mi mamo - "Kolczasty gość".

Kolczasty gość 

Opowiedział dzięcioł sowie - bajka wierszowana polska

Opowiedział dzięcioł sowie
bajka polska wierszowana






Opowieści różne znacie:
więc opowieść o piracie, 

o magiku-mechaniku,
o zaklętym koguciku, 

o północnym, groźnym wietrze
 i o chorym termometrze. 

O uczonym kocie w butach
i o wyspach Bergamutach, 
o diabełku na kominie,
o sierotce Klementynie, 
o entliczku, o pentliczku
i o Janku Wędrowniczku,
o Paproszku - mądrym skrzacie
- wszystkie te historie znacie. 
Ale dziś mam - daję słowo
- bajkę dla was całkiem nową. 
Posłuchajcie: pod Dąbrową
 jest dąbrowa. W tej dąbrowie
opowiedział dzięcioł sowie
o tym, czego się dowiedział,
 kiedy w leśnej dziupli siedział. 

sobota, 10 listopada 2018

Poczytaj mi mamo - "Nad zielonym lasem" z 1965 roku

Nad zielonym lasem

Poczytaj mi mamo - "Czerwony pantofelek" książeczka z 1974 roku

Czerwony pantofelek 



Pewnego dnia w lesie, myszka znalazła czerwony pantofelek. Obwąchała go, obejrzała ze wszystkich stron, trąciła łapką i pokręciła głową. Zostawiła go i już miala odejść, a tu spod korzenia wylazł kret. Dotknał pantofelek łapką. 
- Twój? - zapytał.
- Mój.
- Daj mi go - prosi kret.
Myszka pomyślała chwilę. 
- Pomóż mi wykopać norkę, a dostaniesz go. 
Kret zabrał się do roboty i już niedługo gotowa była norka pod debem. Kret zbrał pantofelek.
- Do widzenia. Dziękuję ci.