czwartek, 6 czerwca 2019

Spółka hultajska - bajka niemiecka braci Grimm

Spółka hultajska
bajka niemiecka

Rzekł kogucik do kurki:
- Dojrzewają już orzechy, pójdźmy na górkę i najedzmy się raz do syta, anim wiewiórka sprzątnie wszystko.

- Masz rację - odparła kurka - chodźmy i sprawmy sobie wesołą ucztę.
Ruszyli więc na górkę, a że dzień był słoneczny, zabawili tam do wieczora.


Otóż nie wiem, czy się tak bardzo najedli, czy duma ich taka rozpierała, dość że nie chciało się im wracać piechotą i kogucik musiał zrobić wózeczek z łupin orzecha. 
Siadła kurka do wózka i rzekła:
- A ty się zaprzęgnij!
- Nie głupim - odparł kogucik. - To już wolę pieszo wracać! Nie, takeśmy się nie umawiali. Woźnicą chętnie bym był i na koźle siedział, ale zaprzęgnąć się nie chcę!
Kiedy się tak sprzeczali, nadeszła kaczka:
- A hultaje, kto wam pozwolił wchodzić na moją górkę orzechową? Czekajcie, ja wam dam nauczkę! - i z rozwartym dziobem rzuciła się na kogucika.
Ale kogucik też był chwat i tak skuł kaczkę ostrogami, że ta wkrótce prosiła o łaskę; aby ponieść karę, pozwoliła się zaprząc do wózka. 
Kogucik siadł na koźle jako woźnica i bezustannie poganiał kaczkę:
- Prędzej, prędzej, kaczuszko!

Ilustracja: Bernhard Oberdieck

Gdy już spory kawał drogi ujechali, spotkali dwie piesze podróżniczki, szpilkę i igłę.
- Stój, stój! - zawołały obie i poprosiły, aby zabrano je na wózek, były bowiem u krawca z wizytą i zasiedziały się przy piwie, a teraz tak jest ciemno i takie błoto na gościńcu, że boją się same wracać.
Ponieważ były to szczupłe osóbki, zgodził się kogucik, aby wsiadły, jednakże pod warunkiem, że nie będą jemu ani kurce deptać po nogach.
Późnym wieczorem dotarli do karczmy, a że nie chcieli jechać dalej nocą, a i kaczka chwiała się już na nogach, postanowili prosić o nocleg. Karczmarz początkowo wzbraniał się przyjąć tak podejrzane towarzystko, ale uległ wreszcie ich namowom, zwłaszcza że kogucik obiecał dać mu jajko, które kurka zniosła po drodze, i kaczkę, która co dzień jajko znosi. Zasiedli więc wesoło do wieczerzy.
O świcie, gdy wszyscy jeszcze spali, zbudził kogucik kurkę, przyniósł jajko, które zjedli razem, a skorupki wrzucił do pieca. Potem wetknęli igłę, która jeszcze spała, w fotel gospodarza, a szpilkę w jego ręcznik i cichaczem wymknęli się z karczmy. 
Kaczka, która lubiła spać pod gołym niebem i nocowała na podwórzu, słysząc, co się dzieje, wymknęła się za nimi, skoczyła do strumyka i popłynęła. A wolała to, niż ciągnąć wózek.
Po godzinie wstał karczmarz z łóżka, umył się i chciał wytrzeć twarz ręcznikiem, a tu szpilka drapnęła go po twarzy, rysując mu czerwoną krechę od ucha do ucha. Podszedł do pieca, aby sobie fajkę zapalić, a tu skorupki od jajka prysneły mu w oczy.
- Cóż to za nieszczęśliwy poranek mam dzisiaj! - mruknął zły i siadł ciężko na fotelu.
Wnet jednak podskoczył z krzykiem, gdyż igła ukłuła go boleśniej jeszcze niż szpilka, i to nie w głowę. Teraz rozgniewał się na dobre, a podejrzewając o te psoty wczorajszych późnych gości, poszedł się z nimi rozmówić. Ale daremnie ich szukał, śladu już po nich nie było. Wówczas poprzysiągł sobie, że nigdy już nie przyjmie do karczmy takich hultajów, co to dużo jedzą, nie płacą, a zamiast podziękowania płatają złośliwe figle.


Autor: Wilhelm i Jacob Grimm
Przeczytaj też bajki z innych zakątków świata w zakładce: 

poniedziałek, 27 maja 2019

Szkolne przygody Pimpusia Sadełko - bajka polska wierszowana

Szkolne przygody Pimpusia Sadełko
bajka polska
wierszowana


I. Szkoła

Szkoła pani Matusowej
Głośne w świecie ma przymioty,
Uczęszczają do niej wszystkie
Dobrze wychowane koty.

Już to sam nieboszczyk Matus
Był wybornym pedagogiem,
I prowadził przez lat wiele
Znaną pensję „Pod batogiem”.*

Ilustracja: Max Kunzli

Kot to był uczony wielce;
A siadywał na zapiecku,
Pomrukując sobie zcicha
Po łacinie i po grecku.


Osierocił wszakże szkołę,
I zostawił żonę wdowę,
Gospodarną, zabiegliwą,
Jejmość panią Matusową.

piątek, 17 maja 2019

Franek - bajka polska - Maria Konopnicka

Franek
bajka polska


Ilustracja: Joanna Knap

A co tam za hałas?
- To Franek wrzeszczy!
- Cóż mu się stało?
- A nic. Tak, z rozpusty!
- A kto tę szybę wybił?
- To Franek kamieniem cisnął.
- A kot czego tak miauczy?
- Franek go poturbował!
- Cóż to za urwis spod ciemnej gwiazdy! A to bić, a kija nie zdejmować z niego!...
I nic innego nie było słychać w całej kamienicy o tym Franku, tylko takie mowy. 
Tak się ten chłopak wszystkim dał we znaki! 


Raz konewkę praczce chwycił, w kąt schował. Praczka chodzi, lamentuje, wymyśla, a Franek patrzy i śmieje się jej w żywe oczy.
- Franek - mówi praczka - ty pewno wiesz, gdzie moja konewka!
- Ja? Skąd bym wiedział!
- Boś ją schował!
- Ja ją schował? Widzieliście, jakem ją chował?

Ilustracja: Janusz Grabiński

I tak się nastawił, jakby mówił najprawdziwszą prawdę. Praczka do izby, a Franek po konewkę i na drodze ją stawia. Praczka wychodzi, patrzy - jest konewka!

Szakal i lew - bajka sudańska z Afryki

Szakal i lew
bajka sudańska 



Pewnego razu, potężny lew - król pustyni - zaprzyjaźnił się z szakalem. Odwiedzali się nawzajem i często rozmawiali spokojnie o tym i owym. 

Prawdą jest, że szakal ma mądrość w nogach, bo na pustyni nie było żadnego miejsca, którego by szakal nie znał. Cokolwiek by się stało, szakal zawsze pierwszy wiedział o wszystkim. Był niegorszy od gadatliwej przekupki, która powtarza w około to, co usłyszy przed momentem. 


Kiedyś lew rzekł do swego przyjaciela szakala: 
- Słuchaj, wszystko wiesz, pouczasz wszystkich i wszystkim doradzasz. Nazywają cię „mędrcem pustyni”. Może i dla mnie znajdziesz jakieś mądre słowo? 
Szakal na to: 
- Potężny przyjacielu! Jesteś królem pustyni, co rozkażesz to się stanie. Zrobię co polecisz. Jakiej rady mogę więc udzielić swemu władcy i jednocześnie przyjacielowi? Powiem tyle: „Bój się tego, czego nie znasz. Co było – to było, ale najgorsze jest to, co stać się jeszcze może".

środa, 15 maja 2019

Lis i Tygrys - bajka chińska z Dalekiego Wschodu Azji

Lis i tygrys
bajka chińska

Głodny tygrys upolował lisa.
— Nie masz prawa mnie zjeść — powiada lis. 
— Czemuż to? — dziwi się tygrys. 
— Albowiem bóg mnie uczynił władcą wszystkich zwierząt. 

Ilustracja: Sara Ugolotti?

— Cha, cha, cha! — śmieje się tygrys. — Ciebie? Władcą? Z takim nędznym wzrostem? To ja, ja właśnie jestem władcą zwierząt. To mnie się boją zwierzęta. 
— A więc nie wierzysz mi? — zapytał spokojnie lis. 
— Ani trochę — odpowiedział zuchwale tygrys. 
— No, to się przekonasz. Chodź ze mną i zobaczysz na własne oczy, jak wszystkie zwierzęta będą przede mną w strachu umykać — rzekł lis. 
Poszli. I rzeczywiście zwierzęta, gdy napotkały lisa w towarzystwie tygrysa, uciekały w popłochu. 

Ilustracja: Witold Chmielewski

Ale głupi tygrys nie zrozumiał, że to właśnie jego zwierzęta się boją, że to przed nim tak uciekają, i pomyślał, że lis rzeczywiście budzi w nich trwogę. I wielki drapieżnik tygrys, złożywszy przed malutkim lisem głęboki ukłon, cofnął się przed nim z szacunkiem. 

Autor: Maria Górska
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia 1956 rok



Przeczytaj także: 

Wyspa Słońca - bajka chińska z Dalekiego Wschodu

Wyspa Słońca
bajka chińska
"Chciwość żarem swym spopiela życie człowieka."

Dawne to dzieje. Żyli ongiś niedaleko miasta Czendu dwaj bracia: Starszy i Młodszy. Mieszkali w jednym domu. Ale nie było między nimi zgody. Starszy Brat był bogaty i chciwy, a Młodszy był biedny. Żona Starszego Brata nie lubiła biednego krewniaka. Przyszła wiosna i trzeba było siać ryż. Starszy Brat zasiał, a Młodszy nie miał czym.
Przyszedł Młodszy do Starszego i prosi:
— Pożycz, bracie, troszkę ryżu na zasiew. Gdy zbiorę plon, zwrócę ci wszystko do ostatniego ziarnka.
Pożałował bogaty chciwiec garsteczki ryżu dla biednego brata i nie dał mu nic.
A żona bogacza powiedziała:
— Dobrze. Zaraz ci przyniosę ryżu, ale musisz troszkę poczekać.
Złośliwa kobieta pobiegła do kuchni, ugotowała garnek ryżu i dała ugotowane ziarno Młodszemu Bratu. Zasiał biedak ten ryż i czeka, aż zakiełkuje, żeby przesadzić go na pole. Ale, oczywiście, gotowane ziarno nie wypuściło kiełków. Kiełek wypuściło tylko jedno jedyne ziarenko. Zielony kiełek rósł, rósł i z każdym dniem stawał się większy. Pielęgnował go Młodszy Brat i strzegł jak źrenicy oka. Polewał, okopywał, chronił przed gąsienicami. 




I oto wkrótce ryżowy kiełek wyrósł na prawdziwe drzewo — rozłożyste i wysokie, a gałęzie jego tak były gęste, że przykryły całe pole i pod ciężarem olbrzymich ziarn uginały się do samej ziemi.

wtorek, 14 maja 2019

Najlepszy samochód - seria z "Wiewiórką", 1976 rok


Najlepszy samochód
bajka polska
 wierszowana




Kiedy wybuchnie wielki pożar,
oddział strażaków pędzi chwackich.
Dla nich najlepszy na bezdrożach
jest niezawodny wóz strażacki.

Kacperek - bajka polska wierszowana Janiny Porazińskiej

Kacperek
bajka polska
wierszowana





Gdzie to było? Za górami. 

Kiedy było? Przed wiekami. 

Czy to prawda? Powiem szczerze: 
ja w tę bajkę troszkę wierzę. 
Gdy przeczytasz - powiesz i ty, 
tu: prawda, tu: bajdy - klity. 
Była mama Kłopocinka. 
Miała kozę, miała synka. 
I nad rzeczką srebrnosiną 
chatkę. Spójrz - pod jarzębiną.


Pod tym drzewem, co się przecie 
zdaje w śniegu, gdy jest w kwiecie. 
Pod tym drzewem, co się z dala 
widzi w ogniu, gdy w koralach. 
Koza była poczciweczka: 
co dzien dała garnek mleczka. 
A ten synek - prawdę powiem, 
to miał tylko psoty w głowie, 
aż martwiła się mateczka: 
"Co wyrośnie z mego dziecka? 
nie chcę mieć syneczka osła, 
wiec go oddam do rzemiosła". 
- Moj Kacperku, chodź do miasta. 
Musisz uczyć się i basta! 
Podsłuchała jarzębinka, 
jak strofuje mama synka. 
Koralami zadzwoniła: 
- W pracy radość, w pracy siła.

piątek, 10 maja 2019

Na jagody - bajka polska wierszowana - Maria Konopnicka

Na jagody
bajka polska
wierszowana


Tuż nad Bugiem, z lewej strony,
Stoi wielki bór zielony.
Noc go kryje skrzydłem kruczem,
Świt otwiera srebrnym kluczem,



A zachodu łuna złota
Zatrzaskuje jasne wrota.
Nikt wam tego nie opowie,
Moje panie i panowie,
Jakie tam ogromne drzewa,
Ile ptaszyn na nich śpiewa,



czwartek, 9 maja 2019

Li - In i makaka - bajka chińska

Li- In i makaka
bajka chińska


Ilustracja: Witold Chmielewski


Czyżbyście nie znali żółwia Lu-In? No, tego Lu-In, co mieszka w rozpadlinie skalnej na brzegu oceanu. Nie znacie go? To wielka szkoda. Lu-In przeżył na tym świecie trzysta lat i ma co opowiadać swoim przyjaciołom. Ale o jednej przygodzie stary żółw nigdy nikomu nie wspomina ani słowem. O przygodzie z małpą. Zaraz zrozumiecie, dlaczego Lu-In nie lubi o tym mówić. 
Było to tak: 
Pewnego dnia, gdy żółw przechadzał się po wybrzeżu, spotkał małpę — makakę. 
Małpiszon bardzo przypadł żółwiowi do serca, Lu-In powiada więc do niego:
— Czcigodny makako! Już dawno marzyłem o przyjaźni z tobą i jestem szczęśliwy z tego spotkania. — Niezmiernie długą drogę odbyłem — odpowiedział makaka — żeby ciebie, czcigodny Lu-In, zobaczyć, rozkoszować się twoją mądrością i podziwiać twoją wspaniałą urodę i niezwykły wdzięk. 
I tak, prawiąc sobie nawzajem miłe słówka, niepostrzeżenie zbliżyli się do skały, gdzie znajdowało się mieszkanie żółwia.

Jak zważyć słonia? - bajka chińska

Jak zważyć słonia?
bajka chińska
(ludowa)


Ilustracja: Witold Chmielewski


Przed wielu laty żył w Chinach sławny wojownik Tao- Tsen. Pewnego razu Tao - Tsen otrzymał niezwykły dar: olbrzymiego słonia. W owych czasach słoń był wielką rzadkością i budził powszechne zdumienie. Sam Tao - Tsen był zaskoczony rozmiarami tego olbrzyma. 

"Ile też może ważyć taki słoń?" - zastanawiał się Tao - Tsen. 
Wezwał swych nadwornych doradców i mędrców i rzekł:
- Na pewno wiecie i chcę, żebyście mnie też powiedzieli, jak mogę zważyć mojego słonia.

O czym mówią pisanki - bajka wierszowana polska

O czym mówią pisanki
bajka wierszowana polska


Z zielonej, fajansowej miski -
jakieś chichoty, jakieś piski...
A to pisanki kolorowe
wiodą rozmowy pisankowe.


Żółta powiada: 
- Mam sześć kogutków! 
Krążą dokoła pomalutku. 
Każdy w ogonie ma cztery pióra. 
Ile jest piórek? 
Czy zgadnie która?!

Jajko - bajka wierszowana polska

Jajko 
wierszyk polski





Było sobie raz jajko mądrzejsze od kury.
Kura wyłazi ze skóry,
Prosi, błaga, namawia; „Bądź głupsze!”
Lecz co można poradzić, kiedy się ktoś uprze?
Kura martwi się bardzo i nad jajkiem gdacze.
A ono powiada że jest kacze.
Kura prosi serdecznie i szczerze:
„Nie trzęś się, bo będziesz nieświeże”.


A ono właśnie się trzęsie
I mówi, że jest gęsie.
Kura do niego zwraca się z nauką.
Że jajka łatwo się tłuką
A ono powiada, że to bajka.
Bo w wapnie trzyma się jajka.


Kura czule namawia: „Chodź, to cię wysiedzę”.
A ono ucieka za miedzę,
Kładzie się na grządkę pustą
I oświadcza, że będzie kapustą.
Kura powiada: „Nie chodź na ulicę,
Bo zrobią z ciebie jajecznicę”.
A jajko na to najbezczelniej:
„Na ulicy nie ma patelni”.
Kura mówi: ” Ostrożnie! To gorąca woda!”
A jajko na to; „Zimna woda! Szkoda!”
Wskoczyło do ukropu z miną bardzo hardą
I ugotowało się na twardo.



Autor: Jan Brzechwa
Przeczytaj też bajki z innych zakątków świata w zakładce: 

wtorek, 30 kwietnia 2019

Błyskawica i Grzmot - bajka nikaraguańska

Błyskawica i Grzmot 
bajka nikaraguańska 


Dawno, dawno temu Błyskawica i Grzmot mieszkali daleko od siebie. I choć wcale się nie znali, to obaj wyrządzali ludziom wiele krzywd. Grzmot mieszkał na południu i co noc zjadał całe pola kukurydzy. Ludzie bali się go coraz bardziej. 
Dlatego wielki wódz ogłosił, że ten, kto pokona Grzmota, w nagrodę poślubi jego najmłodszą córkę. 
Nikt jednak nie śmiał stanąć do walki z Grzmotem. Wszyscy się go bali. Wszyscy, oprócz pewnego chorego na świerzb mężczyzny, którego ze względu na przykrą dolegliwość nazywano Sihri. Gdy Sihri przyszedł do wodza i oznajmił, że potrafi pokonać Grzmota, wódz bez wahania przystał na jego propozycję. Sihri natychmiast wyruszył w drogę. Odnalazł Grzmota, zaczął go szpiegować i szybko odkrył, że Grzmot o świcie, gdy nikogo nie ma w pobliżu, kąpie się w morzu. 
Sihri zaczaił się na niego i gdy ten miał wyjść z wody krzyknął: 
– Ej, Grzmocie! Wychodź stamtąd natychmiast! Przyszedłem po ciebie, bo jesteś bardzo, bardzo zły! 
Grzmot wnet mu odpowiedział: 
– Kim jesteś, przeklęty malcu?! I dlaczego mówisz do mnie w ten sposób? 
– Jestem twoim panem i jeżeli zaraz tu nie przyjdziesz, zabiję cię! – zagroził Sihri. 
Grzmot uwierzył w te słowa i szybko wyskoczył na brzeg, a wtedy Sihri w mig złapał go i związał mu ręce. 
– Idziemy! – rozkazał Sihri i zaprowadził Grzmota do wielkiego wodza. 
Niewzruszony władca spojrzał i rozkazał: 
– Zabij go! 
Sihri zlitował się jednak nad Grzmotem i poprosił, by panujący podarował mu jeszcze jedną noc życia, od zachodu do wschodu słońca. Wódz zgodził się na to. Grzmot miał zginąć o świcie. 
Sihri pomyślał, że będzie potrzebował pomocy Błyskawicy. 
Poszedł do niego i zawołał: 
– Panie Błyskawico, proszę posłuchać! Grzmot twierdzi, że jest najsilniejszy na świecie i wyzywa pana na pojedynek! 
Rozgniewany Błyskawica wzniósł swoje ramię, oświetlając całą Ziemię. Biedny Sihri, aż oślepł od tego blasku i odzyskał wzrok dopiero wtedy, gdy przetarł oczy błotem. 
Błyskawica rozkazał: 
– Przyprowadź mi tu zaraz tego Grzmota! Zobaczysz, jak się z nim rozprawię! 
Sihri natychmiast pobiegł do Grzmota i rzekł: 
– Idziemy! Biegiem! Błyskawica chce Cię poznać! 
Gdy Sihri i Grzmot pędzili na spotkanie, Błyskawica cały się iskrzył: „błysk! błysk!”. Rzucał piorunami na prawo i lewo, na co Grzmot ”bum! bum! bum!” – odpowiadał straszliwymi hukami. 
Kiedy zbliżyli się do siebie, wszystko dookoła zamarło. Trzask! Bum! Błysk! – walczyli bez wytchnienia przez całą noc. Grzmot uderzał z taką mocą, że trzęsła się cała ziemia, a Błyskawica swoim ogniem palił wszystko, co znalazło się w jego zasięgu. Sihri schował się za wielką skałą i zasłaniając oczy spędził tam całą noc. Giganci walczyli bez przerwy od zachodu do wschodu słońca. Bum! Błysk! 
Trzask! Błysk! I tak aż do świtu. Gdy Grzmot grzmiał, Błyskawica odpowiadał oślepiającym błyskiem. 
Pojedynek trwał i trwał, aż Grzmot uderzył tak mocno, że Błyskawicę wyrzuciło wysoko do nieba. Grzmot, chcąc jeszcze go dosięgnąć, złapał Błyskawicę za nogi, ale siła była tak wielka, że razem poszybowali w górę. 
I już nigdy nie udało im się zejść z powrotem na ziemię. Aż po dziś dzień, gdy podczas burzy grzmi i błyska się, to znak, że Grzmot i Błyskawica znowu ze sobą walczą. 
A dzielny Sihri tak, jak mu obiecano, w nagrodę ożenił się z najmłodszą córką wodza.

Przeczytaj też bajki z innych zakątków świata w zakładce: 

Śpiewająca lipka - "O dwu dziewczynach: - złej i dobrej

O dwu dziewczynach: - złej i dobrej.
bajka polska




Jednej dziewczynie źle było w domu. Macocha jej dokuczała, przyrodnia siostra miała zawsze ładne sukienki, a ona cierpiała biedę, nieraz była i głodna. Poszła kiedyś do lasu na jagody i zabłądziła. Chodzi po boru, ciemno już się robi, a tu drogi wcale nie widać; zaczęła płakać.

Anansi i czarodziejska fontanna - bajka kubańska z Ameryki Północnej

Anansi i czarodziejska fontanna
bajka kubańska

z Ameryki Północnej
Ta bajka znana jest też pod tytułem: 
"Mirote i czarodziejska fontanna"




Była sobie raz mała dziewczynka. Na imię miała Anansi. Wcześnie ją odumarła matka i biedna, mała Anansi wychowywała się u macochy. Macocha była bardzo zła, często biła Anansi, głodziła ją i do najcięższej roboty zapędzała. Anansi była dobra, pracowita i łagodna jak baranek, ale w niczym nie mogła macosze dogodzić, toteż nieraz gorzkie łzy przelewała. 
Czasami, kiedy macocha spała, Anansi wykradała się z domu, szła nad fontannę i siadała na brzegu słuchając szemrania wody. Przychodziły tu kobiety z dzbankami i litowały się nad Anansi-sierotą, dawały jej kawałek placka słodkiego albo nawet całego banana. 

Mijały lata i mała Anansi stała się już dużą Anansi, ale jej dola ani na jotę się nie polepszyła. Anansi była chudziutka, sama skóra i kości, zabiedzona na śmierć niemal, w nędznej swojej odzieży wyglądała jak żebraczka. A trzeba wam wiedzieć, moi kochani, że macocha Anansi miała córkę, imieniem Miro ta, piękną i rozpieszczoną, o białych rączkach, co nie zaznały nigdy pracy, o policzkach jak brzoskwinie i oczach czarnych jak noc. 
Piękna Mirota była zła, kłamliwa, dumna ze swej urody jak pawica i leniwa jak kotka. Anansi musiała usługiwać swej przyrodniej siostrze, ubierać ją, czesać, stroić we wstążki, kwiaty i pióra, a Mirota za to niejeden raz darzyła ją kuksańcem, wyśmiewała się z Anansi, poszturchiwała ją ciągle i skarżyła się na nią przed matką. 
Pewnego dnia jak zwykle mówi macocha do Anansi: 
— Przynieś drew na opał, rozpal ogień i śniadanie gotuj, a żywo! 
Zwija się Anansi jak umie przy robocie, drwa rąbie, ogień nieci, wnet śniadanie gotowe. 
A tymczasem Mirota wyleguje się w łóżku do południa, obsługiwać się każe, słodyczami się opycha, a na koniec jak nie wrzaśnie na Anansi: 
— Co się dziś tak guzdrzesz, niezdaro jedna, dalejże, bierz grzebienie i wstążki, masz mnie dziś pięknie uczesać, na tańce idę.
Anansi czesze piękne włosy Miroty, stroi je we wstążki, a ta ją szpilkami kłuje i krzyczy na całe gardło: 
— Ach, ty wstrętna bezwstydnico, jak śmiesz mi targać włosy!




Na koniec wpina Anansi czerwony kwiat w loki Miroty, a ona go ze złością wyrywa, nogami depce i drze się wniebogłosy: 

— Żółty, żółty, ile razy ci mówiłam, że ma być żółty. Czerwonych kwiatów nie znoszę, bo mi w nich nie do twarzy, a ty na złość mi je wpinasz. Czekaj, czekaj, ty podła, niech tylko matka przyjdzie, to zobaczysz, jakie ci lanie sprawi. Wreszcie Mirota jest już uczesana, wystrojona, kwitnąca jak róża. Lekkim kroczkiem z domu wybiega, na złotym nadmorskim piaseczku razem z innymi dziewczętami spaceruje, oczami na prawo i lewo strzela, śmieje się wesoło i piosenki sobie śpiewa.

czwartek, 25 kwietnia 2019

Katar - bajka polska wierszowana - Jan Brzechwa

Katar
bajka polska wierszowana
(bajka na kliszy do rzutnika)




Spotkał katar Katarzynę - 




A - psik! 


Katarzyna pod pierzynę - 
A - psik!

Z Przygód krasnala Hałabały- "Jak się napisały krasnalkowe przygody"- bajka polska

Z Przygód krasnala Hałabały
"Jak się napisały krasnalkowe przygody".
bajka polska

Z Przygód krasnala Hałabały - "Jak się krasnalek z borsukiem na spacer wybierali" - bajka polska

Z Przygód krasnala Hałabały
"Jak się krasnalek z borsukiem na spacer wybierali". 

bajka polska 



Przyszedł raz krasnoludek do borsuka i puka:
- Chodź ze mną borsuczku, na spacer. Akurat jest południe, słońce świeci cudnie. Poszlibyśmy nad potok jarzębinę zobaczyć, bo ma podobno nowe, czerwone korale. Chodź, borsuczku.




- Jeszcze czego - mruczy borsuk. - Kto by tam chciał w biały dzień na spacery chodzić! Dopiero z polowania wróciłem o świcie, muszę się wyspać należycie. Norę sobie wyczyściłem, wysprzątałem szczerze i leżę.
- Ano, to siedź jak borsuk w norze - mówi krasnal - Jak nie to nie - i poszedł sam na spacer.





A borsuk wysiedział się w norze, wyleżał, wyspał i kiedy ciemna nocka zajrzała do nory, poczuł się dopiero do spaceru skory.
Puka więc w drzewo do wiewiórczej dziupli do krasnoludka i prosi:
- Chodź na spacer, malutki, gwiazdy już mrugają i nocka ciemna tuła się po lesie, chodź.
- Jeszcze czego - mruczy krasnal zaspany - kto by tam w ciemną noc po lesie się włóczył! W dzień spacerowałem, jarzębinę oglądałem, wrzosy wąchałem i brzozowe liście złote! Teraz spać mam ochotę.
- Ano, jak nie, to nie - rozgniewał się borsuk.
I poszedł w głąb lasu za nocką ciemną. Bo to zależy od upodobania: kto dzień, a kto nockę wybiera do spania.



Autor: Lucyna Krzemieniecka
Ilustracje: Zdzisław Witwicki/ Jerzy Srokowski

Wydawnictwo: Nasza Księgarnia, 1964 rok



Przeczytaj też bajki z innych zakątków świata w zakładce: