piątek, 22 marca 2019

Mądry mysi jelonek - bajka indonezyjska

Mądry mysi jelonek
bajka indonezyjska


"Gdzie morze, tam piraci."


Kanczyl nazywany ze względu na swą wielkość ,,mysim jelonkiem", znany był ze swego sprytu. Pewnego razu spotkał na swej drodze tygrysa. 
- Hej, maluchu, będziesz dziś moim obiadkiem. 
To wcale nie uśmiechało się kanczylowi. W pobliżu dostrzegł jednak błotnistą kałużę. 
- Nie mogę, panie, być twym obiadem, bo król kazał mi pilnować swego budyniu. 
Wskazał na kałużę. 
- Królewski budyń? - zdziwił się tygrys. - To musi być pyszne. Dasz mi spróbować? 
- Proszę, ale nie mogę być przy tym. Pozwól mi odejść. 
Kiedy pobiegł do lasu, tygrys zabrał się do ,,królewskiego budyniu". 
- A fuj - krzyknął. - Toż to jest błoto! Ja ci pokażę maluchu! - krzyczał za mysim jelonkiem. 
Po kilku dniach znów się spotkali na leśnej ścieżce. 
- Dzisiaj mi nie umkniesz, maluchu. Dziś będziesz moją przekąską - zaryczał tygrys. 
- Dzisiaj nie mogę - ze strachem piszczał kanczyl, który kątem oka zobaczył leżącą w pobliżu wielką kobrę. - Król kazał mi pilnować swego drogocennego pasa, aby nikt go nie ruszał - i tym momencie wskazał na lśniącą kobrę. 
- Pozwól mi go choć na chwilę przymierzyć - prosił tygrys. 
- Dobrze - odparł malec. - Nie chcę mieć jednak nic z tym wspólnego. 
- Królewski pas, ho ho - mamrotał tygrys, okręcając się kobrą. 
Wtedy usłyszał już tylko: Ssssssssss i po chwili leżał martwy.

Autor: Janusz Krzyżowski
Ilustracja: Surmaajav Chimeddor

Jak małpy uratowały ryby - bajka tanzańska z Afryki

Jak małpy uratowały ryby
bajka tanzańska

Ilustracja: Anna Chernyshova

Pora deszczowa tego roku była wyjątkowo silna – do tego stopnia, że miejscowa rzeka wystąpiła z brzegów.
Wszędzie panowała powódź i zwierzęta uciekały przed wodą na wysokie wzgórze. Mimo to, ponieważ powódź przyszła niespodziewanie, wiele zwierząt utonęło. Uratowały się małpy, które w porę wspięły się na korony drzew.
Patrzyły w dół na taflę wzburzonej wody i zauważyły ławicę ryb, która nic sobie nie robiła z powodzi, z gracją płynąc i przeskakując z fali na falę.
Jedna z małp na widok ryb w wodzie krzyknęła do pozostałych: 
- Patrzcie, jak te biedne stworzenia walczą z żywiołem! Chyba powinnyśmy im pomóc!
Inne małpy podchwyciły pomysł i postanowiły uratować ryby przed zatonięciem. Przeniosły się nad nieco płytsze miejsce, gdzie zaczęły wyławiać ryby z wody i delikatnie układać je na suchej łące. Po krótkim czasie ryby, pozbawione wody przestały się ruszać. 
Jedna z małp zauważyła: 
- Widzicie? Tak walczyły o życie, że są zmęczone i wszystkie zasnęły. Gdyby nie my, wszystkie niechybnie zginęłyby w tej powodzi. Jak je wyławiałyśmy, chciały uciekać, bo nie wiedziały, że chcemy im pomóc. Ale jak się obudzą, będą nam na pewno bardzo wdzięczne, za pomoc i uratowanie życia...

Przeczytaj też bajki z innych zakątków świata w zakładce:

poniedziałek, 18 marca 2019

Kogut i Kaczka - bajka afrykańska

Kogut i Kaczka 
bajka afrykańska 

Wszystkie dzieci doskonale wiedzą, jak wygląda kogut a jak kaczka. Każde też wie, że kaczka jest świetnym pływakiem i żadna woda jej nie straszna, kogut natomiast jest ptakiem, który absolutnie stroni od wszystkiego, co mokre. A teraz posłuchajcie historii, która opowiada o pewnej przygodzie obydwu ptaków. 
Któregoś dnia Kaczka postanowiła odwiedzić swojego przyjaciela Koguta. Ostatnio trudno było im się spotkać, bo ich drogi jakoś się rozchodziły. Ona miała swoje liczne zajęcia, a on swoje. Dłużej jednak nie chciała zwlekać i dlatego udała się w drogę. Trochę frunąc, trochę kołysząc się na swych krótkich nogach, wreszcie znalazła się przed zagrodą przyjaciela. I oto jej oczom ukazał się co najmniej dziwny widok. Kogut zawzięcie tarzał się w piasku. 
- Witaj, przyjacielu - zagadnęła zdziwiona. - A cóż to takiego porabiasz? 
Kogut wyraźnie ożywił się na widok Kaczki i natychmiast przerwał zajęcie. 
- Ach, właśnie się kąpałem - odpowiedział. 
Słysząc to Kaczka aż zatrzęsła się ze śmiechu. Słowa Koguta tak ją rozbawiły, że jeszcze przez dłuższą chwilę nie mogła dojść do siebie. 
- I ty to nazywasz kąpielą? Chyba nie mówisz poważnie!? 
Tym razem Kogut był zdziwiony. Nic a nic nie rozumiał przyjaciółki. Nie wiedział, o co jej tak naprawdę chodzi. 
- Ależ, oczywiście, mówię jak najpoważniej. Właśnie przed chwilą brałem kąpiel. Zawsze w ten sposób to robię. 
- Czyżbyś stracił rozum? Przecież w ten sposób wcale się nie kąpiesz, tylko jeszcze bardziej brudzisz! Myć można się tylko w wodzie. 
- No coś ty! Woda nie jest po to, żeby się myć, ale po to, by ją pić - słowa przyjaciółki wydawały się Kogutowi niedorzecznie, dlatego próbował ją uświadomić. 
- Ej, co ty wygadujesz - Kaczka nie dawała za wygraną. - Wodę można pić, w wodzie można się myć, ale też można przyjemnie popływać. Chyba, że nie umiesz pływać, to lepiej wcześniej się przyznaj. 
- No coś ty! Jak mogłaś tak pomyśleć? Zaraz ci udowodnię - Kogut dumnie wypiął pierś. - Chodźmy nad rzekę. 
I tak zrobili. Razem powędrowali nad wodę. Kiedy stanęli nad brzegiem wielkiej rzeki, Kaczka od razu wskoczyła do wody i z wdziękiem sobie popłynęła. Kogut natomiast stanął na gorącym przybrzeżnym piasku jak zamurowany. 
- Wskakuj, przyjacielu - zawołała kaczka ze środka rzeki. - No chodź, na co czekasz? 
- Jest mi zimno, nie czuję się dobrze - poskarżył się Kogut. - Lepiej będzie, jak zostanę na brzegu. 
- Dobra wymówka. A nie mówiłam, że nie umiesz pływać? - nie ustępowała Kaczka. 
Kogut posmutniał jeszcze bardziej. Nie chciał, żeby przyjaciółka pomyślała, że jest tchórzem. Zamknął więc oczy i wskoczył do wody. 
- Na pomoc! - wrzasnął po chwili. 
Kaczka zaczęła się śmiać, widząc trzepocącego się w wodzie Koguta. Po chwili jednak zorientowała się, że przyjaciel tonie. Szybko podpłynęła do niego i wyciągnęła ledwo żywego na brzeg. Od tego czasu Kogut nie przechwala się już, że umie pływać, a Kaczka dyskretnie milczy na temat umiejętności przyjaciela. Kogut z wdzięczności stara się ją nauczyć śpiewu.

Przeczytaj też bajki z innych zakątków świata w zakładce:

niedziela, 17 marca 2019

Lew i Mysz - bajka afrykańska i perska na podstawie bajki Ezopa

Lew i Mysz 

bajka opowiadana w Afryce i na Bliskim Wschodzie
(Persja, dzisiejszy Iran)
na podstawie bajki Ezopa

Dawno temu, żył Lew - władca zwierząt i mała Mysz. Lew był dumny i ważny. Spacerując po lesie, nikogo nie zauważał, nikomu się nie kłaniał. Mała Mysz zawsze, gdy widziała sąsiada, miło i uprzejmie witała się z nim. 
„Nie wypada wielkiemu i potężnemu władcy sawanny bratać się małą Myszą” - myślał wtedy Lew, po czym odwracał się i dostojnie kroczył dalej.


Mysz nie dawała za wygraną i codziennie, gdy spotykała Lwa kłaniała mu się. Lew pewnego dnia nie wytrzymał, złapał Mysz za ogonek i z pogardliwą miną, rzucił Mysz w zarośla. 


Ale, pewnego dnia Lew gdzieś zniknął. Minął dzień, minął kolejny, a Lew nie pojawiał się na ścieżce, którą tak lubił spacerować. 
- Mój sąsiad pewnie zachorował- zaniepokoiła się Mysz.

bajka afrykańska - Lis i kogut

Lis i kogut
bajka afrykańska


Pewnego razu Lis wybrał się na polowanie. Sprytnie przeskakiwał leżące drzewa, chował się za krzakami, wskakiwał na niższe gałęzie drzew. Apetyt wzrastał mu coraz bardziej, a tu jak na złość, żadnego ptaka nie było widać. Lis oddalał się coraz bardziej od swojego domu i w rezultacie znalazł się w części lasu zupełnie mu nie znanej. Nagle zauważył z daleka dużego ptaka dumnie stojącego na leżącej na ziemi gałęzi. Nigdy go przedtem w lesie nie widział. Błyszczące kolorowe pióra, czerwony grzebień na głowie... 

bajka afrykańska - Lew i Zając

Lew i Zając
bajka afrykańska

Dawno, dawno temu Lew był królem wszystkich zwierząt żyjących na sawannie. Pewnego dnia chciał się upewnić czy jego poddani posłusznie wykonają wydawane przez niego rozkazy. Szczególnie chciał się dowiedzieć które ze zwierząt są jemu posłuszne, a które zuchwałe. Jego zamiarem było poznać tych najsilniejszych i jednocześnie najniebezpieczniejszych aby ich zawczasu zaatakować i zniszczyć. Bardzo długo zastanawiał się w jaki sposób zrealizować swój plan aż pewnej nocy zaczął bardzo groźnie ryczeć. Przerażającym głosem zaczął wydawać rozkazy: 
- Chcę aby każde zwierzę jutro lub pojutrze przyniosło tyle mięsa ile będzie w stanie unieść.


Wszystkie zwierzęta przerażone, odpowiedziały na wezwanie króla Lwa tak szybko jak tylko potrafiły. Wszystkie z wyjątkiem Zająca. On jako jedyny nie przyniósł mięsa. Król Lew postanowił udać się wprost do domu Zająca i ukarać go za to. Gdy tylko dotarł na miejsce, Lew z wściekłością zaczął ryczeć:
- Dlaczego nie przyniosłeś mi jeszcze żadnego mięsa? Dlaczego nie wykonujesz moich rozkazów? Teraz zobaczymy jak twoja zuchwałość ci pomoże. 

Siłacz Ali - bajka kurdyjska z Bliskeigo Wschodu

Siłacz Ali 

bajka kurdyjska 

Kiedyś, dawno temu żył w pewnym mieście biedny człowiek o imieniu Ali. Z wyglądu był bardzo wysoki, barczysty, a swoimi ogromnymi rękoma mógłby zgiąć nawet żelazny pal. Kto spotykał Alego w górach brał go za olbrzyma. Ali mieszkał z żoną Fatmą w starym maleńkim domku na obrzeżach miasta. Nie mieli dzieci. Codziennie Ali wyruszał do lasu, powalał drzewa, drewno wypalał, a węgiel wkładał do trzcinowego kosza, który następnie ładował na osła, wiózł do miasta i tam sprzedawał. W ten sposób zarabiał na siebie i żonę. 
Żyli tak długo, nigdy się nie skarżąc. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie strachliwe usposobienie Alego. Bał się wszystkiego na świecie, nocą nie odważyłby się wyjrzeć z domu. Co gorsza przyśnił mu się zły sen, w którym zobaczył, jak w lesie wilki rozszarpują go na strzępy.
- Nie pójdę więcej do lasu – powiedział do żony – tam mnie wilki zjedzą.
Żona mu odrzekła:
- W naszym lesie nikt nie widział wilków. A poza tym, jak możesz ty, taki silny człowiek, obawiać się wilków?
- Nie żono, boję się. Choć lepiej porzucimy te okolice – powiedział Ali.
I za każdym razem, kiedy powracał z lasu, ciągle powtarzał:
- Boję się wilków, one mnie zjedzą...Choć, żono lepiej stąd wyjedziemy.
Wreszcie żona straciła cierpliwość, by słuchać jego skarg i rzekła: 
- Dobrze wyjedźmy, już mam dość ciebie i twego ciągłego biadolenia.
Sprzedali swój stary dom, załadowali cały swój dobytek na osła nie zapominając o starej szabli Alego, i wyruszyli w świat. Spędzili w drodze kilka dni i nocy.


I oto, pewnego razu, znaleźli się na szerokiej polanie, gdzie szemrały strumyki i falowała wysoka trawa.
Ali rzekł:
- Żono moja droga, już kilka dni i nocy nie śpię. Ściągnijmy bagaże i dajmy osłowi odpocząć i popaść się, a ja tymczasem sobie trochę pośpię. A ty weź szablę i siądź na straży, żeby wilki na nas nie napadły.

bajka kazachska - Majster Ali

Majster Ali 
baśń kazachska

Przed wielu laty żył na świecie chan. Był on tak zły i okrutny, że ludzie bali się nawet wymawiać jego imię w zwykłej rozmowie. A jeżeli zdarzało się, że chan jechał drogą, to cała ludność uciekała z wiosek w stepy i chowała się, gdzie kto mógł, byle tylko nie pokazać się chanowi na oczy. Chan skazywał na śmierć swoich najbliższych dworzan za najmniejsze przekroczenie. Przyjaciół nie miał, żaden z pobliskich chanów nie chciał przyjaźnić się z tak okrutnym i srogim sąsiadem. Żona chana dawno umarła ze zmartwienia i zgryzoty. Ale został mu syn, młodzieniec niezwykłej urody i mądrości. Nazywano go Hussein. Była to jedyna na ziemi istota, którą kochał okrutny, stary chan. Hussein miał wielu przyjaciół i towarzyszy. Razem z nimi hasał po stepie, jeździł na polowanie z sokołami, współzawodniczył w strzelaniu z łuku. Ale najbardziej lubił Hussein polować w górach na dzikie zwierzęta. Wracał wtedy do domu zadowolony i szczęśliwy, a służba niosła za nim jego zdobycz: wielkie cielska zabitych odyńców. Stary chan lękał się o syna i nie lubił, kiedy Hussein 
zapuszczał się daleko w góry. 

— Niepotrzebnie popisujesz się odwagą w tak niebezpiecznych zabawach — powtarzał witając syna wracającego z łowów.
Ale Hussein tylko śmiał się. Był pewien swojej siły i zręczności. Długi czas wszystko szło dobrze. Ale oto pewnego dnia Hussein znów wybrał się w góry na polowanie. Tym razem pojechał sam, bez służby i towarzyszy. Powiedział tylko staremu koniuchowi, że wybiera się na odyńca, który niedawno pokazał się w okolicy.

Stary sługa zatrwożył się. 
— Strzeż się, Husseinie, żeby cię odyniec nie napadł.

Kłótliwe wydry - bajka indyjska

Kłótliwe wydry 
bajka indyjska 

Dawno, dawno temu na północy Indii żył wilk, któremu zachciało się zakosztować, jak smakuje ryba. 
Rzekł do żony:
- Pójdę zapolować na ryby. 
Jednak jako zwierzę lądowe nie umiał ich złapać. Postanowił użyć fortelu. Zaczaił się nad rzeką aby przyjrzeć się, jak wydry będą łowić ryby.


Dwie wydry właśnie w tym czasie dostrzegły piękną wielką rybę. Rzuciły się obie do wody i obie ją chwyciły w tym samym czasie. 

Jackie Morris and Robert McFarlane

Po wyciągnięciu ofiary na brzeg jedna z nich rzekła:
- Ja pierwsza chwyciłam rybę, więc mnie należy się ta połowa z głową, ty zaś siostro weźmiesz tę z ogonem. 
Druga wydra zaprotestowała:
- To ja pierwsza ją chwyciłam. Mnie należy cię część z głową.


Takim sposobem wdały się w coraz bardziej zacięty spór. Gotowe były nawet się pobić i pogryźć. Zobaczyły wilka i wpadły na pomysł, aby ten rozsądził, która z nich ma rację. Wilk wziął rybę, oderwał głowę i dał jednej siostrze. Później oderwał ogon i dał go drugiej. Sam wziął resztę, czyli prawie całą rybę i powiedział, że ta mu się należy jako wynagrodzenie dla sędziego.

W Tybecie tą bajkę opowiadają nieco inaczej - przeczytaj zatem: Dwie wydry i szakal.



Przeczytaj też bajki z innych zakątków świata w zakładce: 

Dwie wydry i szakal- bajka tybetańska

Dwie wydry i szakal 
bajka tybetańska

Nad brzegiem Tsangpo żyły niegdyś dwie wydry. 
Każdego dnia wyruszały na łowy i schwytawszy w wodzie ryby, wynosiły je na brzeg. 


Ilekroć jednak oddalały się nieco, by wygrzać się w słońcu, ryby uciekały z powrotem do wody. Wydry wracały z powrotem i dziwiły się widząc, że spiżarnia ich jest pusta. Postanowiły więc, że odtąd jedna z nich będzie stale czuwać, podczas gdy druga będzie zażywać kąpieli, bądź igrać na lądzie.

 

Dyżurować miały na zmianę, a zdobycz spożywać wspólnie. Aby przygotować większy zapas żywności, jedna z wydr ruszyła na połów. Chwytała ryby i wyrzucała na brzeg, gdzie ta druga zabijała je i układała w jamie. Tym sposobem udało się im zgromadzić mnóstwo pożywienia.

sobota, 16 marca 2019

Kociołek - bajka angielska

Kociołek
bajka angielska 

Na przyzbie małej chatki, na skraju wsi, siedziało dwoje staruszków. 
— Cóżeś się tak zafrasował? — spytała żona. 
— Bo myślę o tym, że trzeba będzie sprzedać krowę, a żal mi jej. 
— Co, naszą Krasulę chcesz sprzedać? Chyba cię coś zamroczyło! Karmiła nas własnym mlekiem tyle lat, a teraz na starość, jak już straciła mleko, chcesz jej się tak odwdzięczyć? 
— A czym ją wyżywimy przez zimę? Myśmy przecież nie gospodarze, tylko wyrobnicy, własnego gruntu nie mamy ani zagonka. A nasz gospodarz nie da paszy dla Krasuli. 


Staruszka westchnęła:
— Oj, nie da, nie da, to prawda. Odprawił nas, jakeśmy się zestarzeli i nic go nie obchodzi, że możemy umrzeć z głodu. Jeszcze tak pokręcił rachunki na pożegnanie, że nie wypłacił nam ani gotówki, ani zboża, które nam był winien. “Nic wam się nic należy", powiedział, “a więcej was nie potrzebuję, bo nie macic już sił do pracy". Nasz gospodarz, chociaż sam ma tyle krów i owiec, i pola, i łąki, nie dałby dla Krasuli nawet garści sieczki.

piątek, 15 marca 2019

bajka ałtajska (syberyjska) - Sprytny lisek

Sprytny lisek

bajka ałtajska


Kiedy przyszła wiosna i lody spłynęły, młody lis pomyślał 
jak by to zrobić, żeby zjeść świeżą rybkę. 
Wtem patrzy: strumieniem płynie belka, a na niej siedzą kaczki. 

— Co wy tam robicie? — zapytał lisek. 
— Łowimy ryby. 
— Weźcie mnie z sobą, 
— To skacz! 


Lisek skoczył. Belka się odwróciła, kaczki poleciały, a lisek wpadł do wody. Strumień płynął do morza i poniósł liska z sobą. Płynie lisek po morzu, rozgląda się — nic, tylko woda dookoła. 


— No, moje łapy, wiosłujcie — mówi odważnie. — A ty ogo­nie, steruj.

bajka (legenda) warszawska- Jak Maćko Kwasiżur przechytrzył diabła Chmielorza

Jak Maćko Kwasiżur 
przechytrzył diabła Chmielorza
bajka (legenda) warszawska

W XVI wieku w Warszawie żył rycerz Maćko Kwasiżur. Odznaczał się wyjątkowym męstwem nie tylko na polu bitwy. Wieść niesie, że pewnej nocy Maćko wraz z druhami biesiadował w gospodzie. I coraz głośniej przechwalał się, że da radę każdemu, nawet samemu diabłu.
Na te słowa z ciemnego kąta gospody wyskoczył diabeł Chmielorz. Diabeł słyszał przechwałki Maćka. Ale powiedział, że chce to usłyszeć jeszcze raz. Rycerz nie był tchórzliwy, powtórzył więc diabłu prosto w twarz, że może go przechytrzyć. I zaproponował zakład.
Diabeł Chmielorz sam z ławy nie wstanie. Słysząc tak banalne zadanie, diabeł wybuchnął śmiechem. A zgromadzeni w gospodzie ludzie zaczęli prosić Maćka, aby się wycofał. Nic z tego. Rycerz trwał przy swoim. Chmielorz ochoczo przyjął zakład i usiadł na ławie. A Maćko usiadł obok.


Mężczyzna jeszcze raz powtórzył wszystkim zakład. Diabeł usiadł na ławie, a potem wstał, chichocząc jak łatwo wygrał. Ale wraz z diabłem wstał i Maćko. Za każdym razem gdy diabeł się podnosił, podnosił się również rycerz. I wtedy wszyscy wszyscy zrozumieli, o co chodziło w zakładzie. Sam diabeł z ławy nie wstawał, bo przecież razem z nim wstawał Maćko Kwasiżur.
Tak oto rycerz przechytrzył diabła, wygrywając dzban miodu, worek złotych monet i dziesięcioletnią diabelską służbę. Maćko kupił łódź i zajął się przeprawianiem towarów z Warszawy do Gdańska. A o swoje towary był spokojny. Przecież czuwał nad nimi sam diabeł. 

Przeczytaj też bajki z innych zakątków świata w zakładce: 

bajka rosyjska - Fujarka

Fujarka 
bajka rosyjska 


Żyło w jednej wsi dwoje staruszków, mieli syna Iwana. Byli bardzo biedni. Iwan od małego lubił grać na fujarce. Tak ładnie grał, że jak ludzie zaczynali słuchać, to zapominali o całym świecie. Kiedy zagrał smutną piosenkę — wszyscy się martwili, aż im łzy w oczach błyszczały. Kiedy zagrał do tańca — wszyscy puszczali się w pląs, nie mogli się powstrzymać.
Iwan podrósł i powiedział do rodziców:
— Pójdę w świat, ojcze, matko, zgodzę się za parobka. Co zarobię, to wam przyniosę.
Pożegnał się i poszedł. Przyszedł do jednej wsi — nikt go nie najął. Przyszedł do drugiej — tam też robotników nie potrzebują. Poszedł Iwan jeszcze dalej. Szedł; szedł długo, aż zaszedł do jakiejś nieznajomej wsi. Chodził od chaty do chaty. 
Która tylko wyglądała zamożniej, tam pytał:
— Czy kto nie potrzebuje parobka?
Z jednej chaty wyszedł gospodarz i pyta:
— Zgodzisz się paść owce?
— Zgodzę się, to robota nietrudna.
— To prawda, że nietrudna. Ale mój warunek jest taki: jeżeli będziesz je dobrze pasł, wypłacę zarobek podwójny. Ale jeżeli zgubisz mi chociażby najmniejsze jagniątko czy najmarniejszą owcę, nie dostaniesz nic, wygonię cię bez grosza, rozumiesz?
— Może nie zgubię — odpowiedział Iwan.
— No, no, uważaj! Umówili się, a Iwan zaczął paść owce. Rano wychodzi skoro świt, wraca po zachodzie słońca. Kiedy wraca z pastwiska, gospodarz z gospodynią już stoją u wrót i liczą owce:
— Jedna, dwie, trzy... dziesięć... dwadzieścia... czterdzieści... pięćdziesiąt...
Są wszystkie!


Tak przeszedł miesiąc, przeszedł drugi i trzeci. Nadchodzi czas obrachunku, wypadnie pastuszkowi zapłacić.
"Co za dziwo - myśli gospodarz - jak on potrafi moich owiec dopilnować? Innych lat zawsze któraś przepadła: a to wilk rozszarpał, a to same się gubiły... To jakaś nieczysta sprawa. Trzeba podpatrzeć, co pastuch robi na pastwisku”.
Nad ranem, kiedy wszyscy jeszcze spali, gospodarz wziął kożuch barani, odwrócił go sierścią na wierzch, naciągnął go na siebie i chyłkiem przemknął się do owczarni. Opuścił się na czworaki i schował się pomiędzy owce. Udaje, że ma cztery nogi jak one i czeka, kiedy pastuch wygoni stado na pastwisko. Słońce wstało, Iwan obudził się i wypuścił owce z owczarni. Zaczęły beczeć i pobiegły przed siebie.

czwartek, 14 marca 2019

bajka angielska - Troje głuptasów

Troje głuptasów 
bajka angielska 


Był sobie raz gospodarz, który miał żonę i córkę, a z tą córką chciał się ożenić pewien młody człowiek z pańskiej rodziny. Przychodził on co wieczór do nich i zostawał zwykle na wieczerzy. Dziewczynę posyłano wtedy do piwnicy po piwo, które tam stało w beczce.


Pewnego wieczoru, kiedy podstawiła dzbanek i wyjęła czop, wzrok jej powędrował od niechcenia w górę i dziewczyna zauważyła młotek zatknięty za jedną z belek pod sklepieniem piwnicy. Z pewnością tkwił on tam już dawno, ale ona dopiero teraz go dostrzegła.

środa, 13 marca 2019

bajka japońska (legenda) - Duch wierzby

Duch wierzby
bajka (legenda) japońska

W pobliżu małej japońskiej wioski rosła stara, rozłożysta wierzba płacząca. W cieniu swym dawała gościnne schronienie każdemu, kto go potrzebował. Rano pod zielonym namiotem jej gałęzi bawiły się dzieci, wieczorem odpoczywali strudzeni drogą wędrowcy i zakochani. Nie było człowieka, który by nie miał dobrych i miłych wspomnień związanych z wierzbą, nawet najstarsi nie pamiętali czasów, kiedy tu nie rosła. 
Ze wszystkich wieśniaków najbardziej chyba kochał wierzbę młody Heitaro. Codziennie o zachodzie słońca, wracając do domu po ciężkiej pracy, siadywał w chłodzie i ciszy pod ulubionym drzewem, nigdy go nie ominął. Zdawało się, że między sędziwą wierzbą i wieśniakami zawiązała się głęboka, trwała przyjaźń. 
Ale serca ludzkie nie zawsze potrafią dochować przyjaźni któregoś dnia mieszkańcy wsi postanowili ściąć wierzbę do budowy mostu. Jeden tylko Heitaro pozostał jej wierny. Dowiedziawszy się o zamiarze sąsiadów, gotów był raczej poświęcić wszystkie drzewa rosnące w swym ogrodzie niż dopuścić do spełnienia niegodziwego czynu. 
- Ojcowie naszych ojców wyrośli w cieniu tej wierzby, a my mielibyśmy ją zniszczyć? - przekonywał i błagał, aż w końcu wieśniacy ulegli jego prośbom. 
Drzewo zostało ocalone. Nazajutrz Heitaro, wracając jak zwykle po pracy, spostrzegł na swym ulubionym miejscu młodą i piękną dziewczynę. Wiedziony jakimś dziwnym uczuciem, podszedł i pozdrowił ją uprzejmie. Rozmawiali potem tak serdecznie, jak gdyby znal i się od dawna. Odtąd Heitaro zawsze spędzał wieczory pod wierzbą w towarzystwie pięknej dziewczyny. Na imię jej było Higo. 


Po jakimś czasie zrozumiał, że ją kocha i spytał, czy nie zechciałaby zostać jego żoną. Dziewczyna z ujmującą prostotą przyjęła wyznanie ukochanego. Postawiła jeden tylko warunek, że nigdy nie spyta ją o przeszłość.

bajka japońska - Sąsiedzi

Sąsiedzi 
bajka japońska 

Dawno temu w mieście Kito mieszkało dwóch sąsiadów. Pierwszy był biednym szewcem, drugi bogatym właścicielem rybnego sklepu. Bogaty sąsiad od rana do wieczora krajał i smażył ryby. Szczególnie apetycznie przyrządzał węgorze. Wrzucał je do aromatycznego sosu, podgrzewał w oleju na patelni, po czym moczył w occie. Słowem, był to kucharz doskonały, ale to mu nie przeszkadzało być strasznym skąpcem. Nikomu ze swych klientów nie dawał nawet ociupiny towaru na kredyt. 
Jego sąsiad, ubogi szewc, bardzo lubił węgorze. Nie miał jednak zbędnego grosza, aby móc je kupić i spróbować chociaż kąsek. Wymyślił sobie inną przyjemność. 
Kiedy zbliżało się południe, szewc przychodził do sklepu rybnego. Wyjmował zza pazuchy ryżowy placek, sadowił się blisko komina, gdzie smażyły się węgorze. Rozmawiał o tym i o owym z właścicielem sklepu, a jednocześnie wdychał łapczywie zapach smakowitej ryby. 
Ach! Jaki to był wspaniały zapach! 
Szewc jadł kawałki ryżowego placka, a wydawało mu się, że je prawdziwego węgorza. Robił tak każdego dnia. Ale bogaty właściciel sklepu rybnego, był nie tylko chytry, ale i sprytny. Nawet za wąchanie chciał od biednego szewca ściągnąć zapłatę. 
Szewc właśnie pracował, trzymał na kopycie czyjeś tam obuwie, kiedy wszedł do jego chaty chytry sąsiad i bez słowa wręczył mu arkusz papieru. 

Ilustarcja: Zdzisław Witwicki

Szewc przeczytał i dowiedział się, ile razy wstępował do sklepu i ile razy wdychał aromat węgorza. 

poniedziałek, 11 marca 2019

bajka mansyjska (syberyjska) - Dlaczego zając ma długie uszy?

Dlaczego zając ma długie uszy?
bajka mansyjska (syberyjska)

Było to bardzo, bardzo dawno temu. Wtedy lasem i zwierzętami rządził Wielki Łoś. 
Pewnego razu Łoś i Łosiowa radzili nad tym, któremu ze zwierząt podarować rogi. Właśnie opodal przebiegał zając. Posłyszał rozmowę. Zatrzymał się, a potem podkradł się blisko i schował za pieńkiem. 
Słucha zając pilnie i myśli sobie: „Gdy dostanę rogi, będę zwierzem srogim”… 
Tymczasem Wielki Łoś mówi: 
- Te zgrabne rogi damy jeleniowi. A te drugie większe, jak myślisz, czyją głowę ozdobią? 
Łosiowa już, już chciała coś Łosiowi poradzić, gdy zając wyskoczył szybko zza pieńka i zawołał: 
- O, te rogi pasują tylko do mojej głowy! Podaruj, Wielki Łosiu, rogi zajączkowi. Popatrz, jak bardzo są mi potrzebne! Teraz nie ja, zając, będę się bał, ale wszyscy ci, którzy mnie napotkają. 


- Chcesz, bierz – odparł Łoś i na tym skończył tego dnia obdarowywanie zwierząt.

Tyczka - bajka rosyjska autorstwa Sutiejewa

Tyczka

bajka rosyjska


Szedł Jeż do domu. Dogonił go Zając i poszli dalej razem. Kiedy się idzie we dwójkę, droga wydaje się dwa razy krótsza. Do domu mieli daleko, więc idą i rozmawiają. A tu — leży w poprzek drogi kij. 

Zając tak się zagadał, że go nie zauważył. Potknął się o kij i o mało nie upadł.
— A niechże cię!... — rozzłościł się Zając i kopnął kij z całej siły, tak że kij daleko odleciał.
Ale Jeż podniósł go, wziął na ramię i pobiegł, żeby dopędzić Zająca.

niedziela, 10 marca 2019

Pod grzybem - bajka rosyjska

Pod grzybem 
bajka rosyjska

Pewnego razu złapał Mrówkę silny deszcz. Gdzie się schronić? 


Zobaczyła Mrówka na polance mały grzybek, 
podbiegła do niego i ukryła się pod jego kapeluszem. 


Siedzi pod grzybem w nadziei, że deszcz przeczeka. 
Ale deszcz leje i leje jak z cebra...

Myszka i Ołówek - bajka rosyjska

Myszka i Ołówek 
bajka rosyjska


Na stoliku Janka mieszkał sobie Ołówek. 
Pewnego razu, kiedy Janek spał, wdrapała się na stół Myszka. 


Worek jabłek - bajka rosyjska Sutiejewa z jego ilustracjami

Worek jabłek 
bajka rosyjska

Wyszedł Zając z workiem do lasu, szukać grzybów i jagód dla swojej rodziny.
Niestety, nie udało mu się znaleźć ani grzybów, ani jagód.. Zupełnie nic do jedzenia.



Nagle, na środku zielonej polanki ujrzał dziką jabłoń. 
A na niej i pod nią leżą rumiane jabłuszka – jakich próżno gdzie indziej szukać. 
Nie namyślając się wiele, rozwiązał Zając swój worek i zaczął zbierać do niego jabłka. 
Wtem Wrona nadleciała, usiadła na pieńku i zakrakała: 
- Kra! Kra! Hańba! Zaraz każdy tu przyjdzie i ani jedno jabłko nie zostanie! 
- Niepotrzebnie się martwisz - mówi Zając – tych jabłek dla całego lasu starczy. 
A na mnie w domu Zajączki głodne czekają. 


O trzech prządkach - bajka niemiecka braci Grimm

O trzech prządkach 
bajka niemiecka 


Była raz leniwa dziewczynka, która nie chciała prząść, a matka w żaden sposób nie mogła jej do tego zmusić. Wreszcie pewnego razu matka straciła cierpliwość i zbiła leniwą córkę, która poczęła głośno płakać.


Właśnie królowa przejeżdżała koło ich chatki, a usłyszawszy płacz zatrzymała powóz, weszła do izby i zapytała, za co matka tak bije dziewczynkę, że krzyki słychać aż na drodze. 

Kogucik i kurka - bajka ukraińska (łańcuszkowa)

Kogucik i kurka
bajka ukraińska
(łańcuszkowa)

Był kogucik i kurka, poszli oboje grzebać w śmieciach. 
Kogucik znalazł w śmieciach krzemień i udławił się nim.
Kurka pobiegła do swojej siostrzyczki i mówi:
— Już nie ma mojego kogucika! — i płacze.
A siostrzyczka mówi:
— Nie płacz, pobiegnij do morza, poproś wody
 i daj się kogucikowi napić. Kogucik ożyje.



Pobiegła kurka do morza, poprosiła wody, a morze mówi:
— Po co ci woda?
— Dla kogucika.
— Po co kogucikowi?
— Bo się udławił!
Morze mówi:

O koguciku i kurce - bajka polska (łańcuszkowa)

O koguciku i kurce 
bajka polska 
(łańcuszkowa)

Był sobie raz kogucik i kurka i poszli ze sobą na spacer. 
Kogucikowi strasznie zechciało się pić, tak że wyciągnął nóżki i zemdlał. 


Kurka bardzo się tym zmartwiła, biegnie do morza i mówi: 
- Morze, morze daj wody, komu wody, kogucikowi wody, bo kogucik leży koło drogi i ani tchnie. 
- Nie dam ci aż mi przyniesiesz od panien wieniec.


- Panny, panny dajcie wieniec, 
- Komu wieniec?

Jak chłopiec przechytrzył diabła - bajka ukraińska

Jak chłopiec przechytrzył diabła 
bajka ukraińska

Raz chłopiec pasł owce w dolinie, gdzie rosła dzika cebulka. Narwał chłopiec z cebulki szczypiorku i plecie z niego jakby gołębnik czy coś takiego. Aż tu przychodzi do niego diabeł. 
Mówi: 
— Co ty robisz, chłopcze? 
A ten na to: 
— Siatki plotę. 
— Ale jakie siatki? — pyta diabeł. 
— A będę łapał w nie wszystkie diabły! 
— Tylko mnie nie złap! — mówi diabeł. 
— Jak dobrze zapłacisz, to cię nie złapię. 
Zaczynają się targować. 


Chłopiec mówi: 
— Nie chcę nic więcej, jeśli napełnisz mój but pieniędzmi. A jak nie dasz, to i ciebie złapię. 
I tak się ugodzili. Diabeł poszedł po pieniądze, a chłopiec znalazł lisią norę, włożył w nią but, wydarł dziurę w podeszwie i tak stoi, czeka, kiedy diabeł przyniesie pieniądze. 

Jak szakal wywiódł tygrysa w pole - bajka wietnamska

Jak szakal wywiódł tygrysa w pole
bajka wietnamska
W Indiach, ta bajeczka znana jest pod tytułem "Bramin, tygrys i szakal". 

Pewnego razu tygrys, uganiając się za zwierzyną, wpadł w pułapkę zastawioną przez myśliwych. Właśnie przechodził obok jakiś wędrowiec. 
Gdy go tygrys zobaczył, zaczął go prosić: 
— Dobry człowieku, ratuj mnie! Zlituj się nade mną i uwolnij mnie stąd. Nigdy ci tego nie zapomnę i wynagrodzę cię hojnie. 
Wędrowiec uwolnił tygrysa z pułapki. 
Tygrys wyskoczył, wygiął grzbiet w łuk, przeciągnął się, uderzył się ogonem po bokach i powiada: 
— Już dawno nic nie jadłem. Tak osłabłem z głodu, że z ledwością trzymam się na nogach. Muszę cię pożreć, by sił nabrać.


— To tak mi się odwdzięczasz, tygrysie, za to, że cię oswobodziłem z matni? Takaż to twoja nagroda dla twego wybawcy? Złem za dobre mi odpłacasz? Zapytaj, kogo chcesz, a każdy ci odpowie, że tak się nie postępuje. 
— Dobrze — powiada tygrys — zapytamy tego drzewa chlebowego. 
— Drzewo, drzewo chlebowe, czy tobie dobrem płacą za dobre, czy złem?

Bajeczny skarb - bajka mołdawska

Bajeczny skarb
bajka mołdawska
(ludowa)

Dawno, dawno temu żył sobie człowiek, który miał trzech synów. Sam był gospodarny i pracowity, nigdy czasu po próżnicy nie tracił. Pracował od świtu do nocy, nie wiedząc, co to zmęczenie. Ze wszystkim nadążał. Rośli synowie urodziwi, krzepcy, lecz trudzić się nie lubili. Ojciec i w polu, i w sadzie, i w domu pracował, a synowie siedząc w cieniu drzew trwonili czas na pogaduszki lub nad Dniestr na ryby chodzili. 
— Czy wy nigdy nie weźmiecie się za robotę? Dlaczego nie pomagacie ojcu? — pytali ich sąsiedzi. 
— A po cóż mamy pracować? — odpowiadali synowie.— Ojciec troszczy się o nas! 
Tak mijał rok za rokiem. Synowie dorośli, ojciec posunął się w latach, na siłach podupadł i nie mógł już pracować jak dawniej. Marniał sad koło domu, pole chwastami zarosło. Widzą to synowie, lecz trudzić się nie mają ochoty. 
— Dlaczegóż to, synkowie, tracicie czas po próżnicy? —pyta ich ojciec— Pracowałem, póki byłem młody, a teraz przyszła na was kolej. 
— Zdążymy się jeszcze napracować — mówią w odpowiedzi synowie. 
Gorycz ogarnia starca, że doczekał się takich próżniaków. Z tej rozpaczy rozchorował się i zaniemógł nie na żarty. Wtedy rodzina całkiem w nędzę popadła. Zarósł sad, zdziczał, pokrzywy i lebioda wybujały w nim tak, że spoza nich nawet domu nie było widać. 
Pewnego razu wezwał starzec swych synów i powiedział: 
— No, synkowie, wybiła moja ostatnia godzina. Jak wy sobie teraz beze mnie poradzicie? Nie lubicie i nie potraficie pracować. 
Ból ścisnął serca synów, zaszlochali. 
— Ojcze, na ostatek powiedz nam coś, poradź! — poprosił najstarszy. 
— Zgoda! — rzekł ojciec.— Zwierzę wam wielką tajemnicę. Dobrze wiecie, że ja i świętej pamięci wasza matka nie odrywaliśmy rąk od pracy. Przez długie lata zgromadziliśmy dla was ogromne bogactwo — garnek ze złotem. Zakopałem ten garnek koło domu, lecz gdzie, nijak nie mogę sobie przypomnieć. Szukajcie mego skarbu, a wtedy będziecie żyć biedy nie zaznając. 
Pożegnał się ojciec z synami i umarł. Pochowali synowie staruszka, opłakali. 
Potem najstarszy brat powiedział: 
— Cóż, braciszkowie, bieda nam doskwiera, nie mamy nawet za co chleba kupić. Pamiętacie, co ojciec przed śmiercią mówił? Chodźmy szukać garnka ze złotem! 
Chwycili bracia za łopaty i zaczęli kopać niewielkie dołki, tuż przy samym domu. Kopali, kopali, lecz garnka ze złotem znaleźć nie mogli. 
Zabrał głos średni brat: 
— Braciszkowie! Jeśli będziemy tak kopać, to nigdy nie znajdziemy ojcowego skarbu. Bierzmy się do przekopania całej ziemi wokół naszego domu! 
Zgodzili się bracia. Znów chwycili za rydle, przekopali całą ziemię, lecz i tak garnka ze złotem nie znaleźli. 
— Ech, na nic taka robota! — rzecze najmłodszy.— Kopmy raz jeszcze, za to głębiej! Może ojciec garnek ze złotem głęboko w ziemi zakopał? 
Bracia się zgodzili, tak im spieszno było zawładnąć ojcowym skarbem! 
Znów wzięli się do roboty. Kopał, kopał najstarszy, nagle jego łopata natknęła się na coś dużego i twardego. Zabiło mu serce, uradował się, zwołał swych braci. 


— Szybko do mnie: znalazłem skarb! 
Przybiegł średni brat, przybiegł i najmłodszy, zaczęli pomagać. Męczyli się, męczyli, aż wykopali z ziemi nie garnek ze złotem, ale ciężki kamień. Naradzają się rozgoryczeni. 
— Co z tym kamieniem robić? Zostawiać go przecież nie warto. Lepiej odnieść stąd jak najdalej i rzucić do wąwozu. 
Tak też zrobili. Uprzątnęli kamień i dalejże ziemię kopać. Cały dzień pracowali, o jedzeniu, o odpoczynku zapomnieli. Przekopali raz jeszcze swoją ziemię. Spulchnili ją znakomicie, a garnka ze złotem i tak nie znaleźli. 
— Cóż — rzecze najstarszy — przekopaliśmy ziemię, po co ma więc leżeć odłogiem? Chodźcie, posadzimy winorośl. 
— Zgoda — przytaknęli bracia.— Przynajmniej nasz trud nie pójdzie na marne. 
Posadzili winną latorośl, zaczęli jej doglądać. Nie minęło wiele czasu, jak pnącza rozrosły się w piękną, dużą winnicę. Dojrzały słodkie, soczyste grona. Zebrali bracia bogate plony. Część zostawili sobie, a resztę sprzedali — dużo pieniędzy dostali. 
Wtedy rzekł najstarszy z braci:
— Nie na próżno przekopaliśmy całą naszą ziemię: znaleźliśmy w niej drogocenny skarb, o którym przed śmiercią opowiedział nam ojciec!


Przeczytaj też bajki z innych zakątków świata w zakładce: