niedziela, 23 grudnia 2018

Opowieść wigilijna - cz. 1 - "Duch Marleya".

Duch Marleya - cz.1 
bajka angielska


Zaczęło się od tego, że Marley umarł. To nie ulegało wątpliwości. Świadectwo zgonu podpisali: pastor, urzędnik, grabarz i właściciel zakładu pogrzebowego. Scrooge, wspólnik Marleya, także je podpisał, a jego nazwisko było cenione, cokolwiek by podpisał. Zwłaszcza na giełdzie. Stary Marley był martwy jak ćwiek w drzwiach; tak mówi znane angielskie przysłowie. 
Czy Scrooge wiedział o śmierci Marleya? Oczywiście. Jakżeby mogło być inaczej?
Scrooge i on byli wspólnikami przez wiele lat. Scrooge był też jedynym spadkobiercą, zarządcą, przyjacielem Marleya i jedynym człowiekiem, który szedł za jego trumną. Przy tym Scrooge nie był zbytnio dotknięty tym wypadkiem, bo okazał się doskonałym kupcem i w dniu pogrzebu obmyślił korzystny interes. 
Scrooge nie kazał zamalować nazwiska starego Marleya na szyldzie swego domu handlowego. Jeszcze po wielu latach na szyldzie nad drzwiami wejściowymi ich firmy można było czytać: “Scrooge i Marley”.





Firma ta bowiem była znana powszechnie. Nowicjusze w sprawach handlowych zwracali się do Scrooge’a – Scrooge albo Marley, on zaś odpowiadał na obydwa nazwiska. Było mu wyraźnie wszystko jedno. 
Trzeba też przyznać, że Scrooge miał silną rękę, gdy szło o interes. Chwytała ona, ściskała, ze skóry obdzierała swoją ofiarę, nie wypuszczając jej, aż po doszczętnym wyzyskaniu. Był to jednym słowem chciwy i stary grzesznik. Twardy i ostry jak krzemień; zamknięty w sobie, milczący i samotny jak ostryga.

Opowieść wigilijna - cz. 5 - "Przebudzenie i koniec historii".

Przebudzenie i koniec historii - cz. 5 -  ostatnia 
bajka angielska

Tak, to była rzeczywiście poręcz jego własnego łóżka. Jeszcze więcej ucieszyło go przekonanie, że ma jeszcze tyle czasu, iż wystarczy go na gruntowne zreformowanie swego życia.
– Będę żył, pamiętając o przeszłości, teraźniejszości i przyszłości! – przyrzekał sobie wstając. – Duchy trzech czasów pokonały mnie zupełnie. O, Jakubie Marley! Cześć i błogosławieństwo Niebiosom i wigilii Bożego Narodzenia za ich dobrodziejstwo! Składam im dzięki na kolanach, stary Jakubie Marley; tak jest, na kolanach! 


Był tak podniecony i ożywiony dobrymi zamiarami, że jego słaby, drżący głos nie odpowiadał sile przepełniających go uczuć. Łkał gwałtownie, a twarz jego zlewały strumienie łez.
– Są na swoim miejscu! – zawołał, całując kotary łóżka. – Nikt ich nie zerwał, nikt nie naruszył ich pierścieni. Jestem tutaj, a obrazy tego, co się zdarzyć mogło, mogą jeszcze być rozwiane. Wiem, że one znikną, jestem o tym przekonany. 

Opowieść wigilijna - cz. 3 - "Odwiedziny drugiego ducha".

Odwiewdziny drugiego ducha - cz. 3 
bajka angielska


Scrooge’a obudziło własne chrapanie. Natychmiast usiadł na łóżku, by pozbierać myśli. Czuł, że obudził się o właściwej porze i wyraźnie w tym celu, aby odbyć konferencję z drugim gościem, przysłanym mu przez Jakuba Marleya. Na myśl jednak, że którąś z kotar jego łóżka mogłoby odsunąć nowe widmo, niemiły dreszcz przebiegł jego członki; sam przeto rozsunął kotary. 

Potem znów się położył i postanowił czuwać. Chciał pierwszy odezwać się do ducha w chwili jego zjawienia się, nie lubił bowiem być zaskakiwany. Ludzie szczególnej odwagi, którzy nigdy nie tracą zimnej krwi, zwykle o sobie mówią: “Jesteśmy zdolni do wszystkiego – od zjadania chleba aż do połykania ludzi”. Między tymi dwiema ostatecznościami znajduje się niewątpliwie szerokie pole do popisu. Nie pragnę bynajmniej przedstawić Scrooge’a jako samochwała, mogę was jednak zapewnić, że był on przygotowany na wszystkie nadzwyczajne zjawiska. 
Wmawiał w siebie, że teraz nic nie może go wprawić w zdumienie, poczynając od kolebki dziecka, a na olbrzymim nosorożcu kończąc. 

Ponieważ był przygotowany na wszystko, nie spodziewał się niczego nadzwyczajnego. Gdy zegar wybił pierwszą i nie zjawił się nikt, uczuł lodowate zimno, a ciało jego przebiegły dreszcze. Minęło pięć minut, dziesięć, kwadrans – żadnego widma! Kiedy tak leżał na łóżku, nagle oblało go czerwone światło. Zaniepokoiło go to o wiele więcej niż gdyby ukazał się cały tuzin duchów, ponieważ niepodobna było odgadnąć, co ono znaczy i do czego ma służyć. Przez chwilę obawiał się, że może nagle spłonąć. Wreszcie przyszło mu na myśl, że źródło tego dziwnego światła znajduje się w sąsiednim pokoju, z którego – jak to stwierdził po bliższej obserwacji – istotnie promieniowało. 

Wstał po cichu i w pantoflach podreptał do drzwi. Gdy Scrooge położył rękę na klamce, jakiś obcy głos kazał mu wejść. Usłuchał. Był to jego własny pokój. To nie ulegało wątpliwości. 






Ale zaszła w nim dziwna zmiana! Ściany i sufit były przystrojone zielonymi gałęziami, a cały pokój wyglądał jak altana, ozdobiona mnóstwem purpurowych jagód. Liście bluszczu, jemioły i świerku odbijały światło i wyglądały jak mnóstwo małych zwierciadełek. Na kominie płonął tak silny ogień, jakiego ten komin od wielu lat nie znał.

Opowieść wigilijna - cz. 2 - "Wizyta pierwszego ducha"

Wizyta pierwszego ducha - cz. 2 
bajka angielska



Kiedy Scrooge obudził się, było tak ciemno, że ledwie mógł odróżnić przejrzyste okno od ciemnych ścian pokoju. W chwili gdy usiłował przeniknąć ciemność – zegar z wieży sąsiedniego kościoła wybił cztery kwadranse. Słuchał pilnie, która wybije godzina? Ku jego wielkiemu zdziwieniu, ciężki dzwon wybił sześć, siedem, osiem i tak dalej aż do dwunastu. Dwunasta? 
To niemożliwe. Było przecież już po drugiej, gdy poszedł spać. Zegar mylił się. Lód musiał się dostać między jego koła i tryby. 
Dwunasta! Przycisnął sprężynę swego repetiera w celu skontrolowania ogłupiałego zegara, lecz repetier także wybił dwunastą. 

– To niepodobna – mruczał Scrooge – żebym przespał dzień i część drugiej nocy. 
Niepodobna również, żeby słońcu przytrafiło się coś nadzwyczajnego i żeby zamiast południa była teraz północ.


Zaniepokojony, najprędzej jak mógł wygrzebał się z łóżka i po omacku zbliżył się do okna. Rękawem szlafroka starł mróz z szyby, ale zobaczył niewiele. Zauważył tylko, że było bardzo mglisto i nadzwyczaj zimno. Nie było słychać ludzi, biegnących w różne strony i sprawiających zwykły hałas. Spostrzeżenie to przyniosło mu wielką ulgę. 

środa, 19 grudnia 2018

bajka japońska - "Zając z Inaby" - 因幡の白兎 (Inaba no shirousagi)

Zając z Inaby 
因幡の白兎 Inaba no shirousagi
bajka japońska (legenda)


Było sobie kiedyś osiemdziesięciu jeden braci, którzy byli książętami pewnego kraju. Każdy z nich był zazdrosny o drugiego, każdy chciał zostać królem i rządzić pozostałymi i całym królestwem. Oprócz tego każdy z nich chciał poślubić tę samą księżniczkę. Była to księżniczka Yagamuhime mieszkająca w Inabie.



W końcu wymyślili, że razem wybiorą się do Inaby, i każdy z osobna spróbuje przekonać księżniczkę by poślubiła właśnie jego. Choć osiemdziesięciu z tych braci było zazdrosnych o siebie nawzajem, wspólnie nienawidzili i byli niemiłymi dla osiemdziesiątego pierwszego, który był dobry i miły, a przy tym nie znosił brutalnego i kłótliwego postępowania braci. 
Kiedy wyruszyli w drogę, kazali biednemu osiemdziesiątemu pierwszemu wlec się z tyłu i nieść bagaże, jakby był jakimś ich służącym a nie rodzonym bratem, a przy tym księciem jak i oni.

Poczytaj mi mamo - Noc kota Filemona

Noc kota Filemona
bajka polska

wtorek, 18 grudnia 2018

bajka japońska - Mysz bierze ślub (Nedzumi no Yome-ire)

Mysz bierze ślub 
(Nedzumi no Yome-ire) 
bajka japońska

Dawno temu była sobie biała mysz o imieniu Kanemochi. Służył on Daikoku, Bogowi Fortuny. Jego żona nazywała się Onaga. Zarówno Kanemochi, jak i jego żona byli bardzo ostrożni. Nigdy w dzień ani nawet w nocy nie zaryzykowali wyjścia do salonu czy kuchni. Dzięki temu żyli w spokoju, niezagrożeni spotkaniem z kotem. Ich jedyny syn Fukutaro także miał łagodne usposobienie. Gdy podrósł na tyle by się ożenić, rodzice postanowili mu jakąś zdobyć, przekazali mu wszystko co posiadali i przeszli na emeryturę. Na szczęście, ich krewny Chudayu miał cudowną córkę Hatsukę. Tak więc posłaniec mógł rozpocząć negocjacje w celu zaaranżowania ślubu z Chudayu.




Pan młody posłał wybrance zwyczajowe rzeczy: obi, jedwabie, suszone suszoną rybę, suszoną mątwę, biały len, wodorosty oraz sake. Panna młoda natomiast posłała wybrakowi: płócienne kami-shimo, suszoną mątwę, biały len, wodorosty, rybę oraz sake. To przypieczętowało przysięgę małżeńską.

poniedziałek, 17 grudnia 2018

Cygan i Baba - bajka polska wierszowana

Cygan i Baba

bajka polska 
wierszowana


Mówią ludzie, że przed laty,
Cygan wszedł do wiejskiej chaty.
Skłonił się Babie u progu
i powitawszy ją w Bogu,
prosił, by tak dobrą była
i przy ogniu pozwoliła
z gwoździa zgotować wieczerzę.
I gwóźdź długi w rękę bierze.


To potrawą całkiem nową!
Baba trochę wstrząsła głową,
ale Baba jest ciekawa,
co to będzie za przyprawa.
W garnek zatem wody wlewa
i do ognia kładzie drzewa.
Cygan włożył gwóźdź powoli 
i garsteczkę prosi soli.

bajka rosyjska - Królewicz Jaś i Wilk Szary

Królewicz Jaś i Wilk Szary 
bajka rosyjska

Dawno, dawno temu w Dalekiej Krainie żył król, a miał on trzech synów. Najmłodszy zwał się Jaś. Król miał cudowny ogród, w którym rosła jabłoń rodząca złote jabłka. Ale od pewnego czasu, co noc ktoś zakradał się do sadu i zrywał trzy złote jabłka. 


Król chodził smutny po swym ogrodzie i nie mógł tknąć ni jadła, ni napoju ze zmartwienia. 
Wtedy powiedzieli jego synowie: 
– Nie martw się, drogi ojcze, od dziś będziemy strzec ogrodu. 


Najstarszy zaś zawołał: 
– Dzisiejszej nocy na mnie kolej i na pewno uda mi się wpaść na trop złodzieja! 

bajka wschodniosłowiańska z Rosji - Jarzębinka

Jarzębinka

bajka rosyjska

Szła przez las babka Olena. Widzi - stoi jarzębina, a gałęzie ma połamane.
-Kto ci, jarzębino, gałęzie połamał?
-To szarego wilka sprawka.
Wyprostowała babka gałęzie, przewiązała, opatrzyła, a jarzębina powiada:
-Dziękuję, babciu. 
Powiedz, co byś chciała mieć?
Zamyśliła się babka.
-Wszystko niby mam. Chyba tylko wnuczka by mi się na stare lata przydała - i poszła do domu. 


Podchodzi do swojego domu, patrzy - na progu siedzi dziewczynka w czerwonym fartuszku w białe groszki, w czerwonych butkach i czerwonej chusteczce na głowie.
- Kim jesteś, dziewczynko?
- Jestem twoją wnuczką.
- A jak ci na imię?
- Jarzębinka.
Ucieszyła się babka i wprowadziła wnuczkę do domu. 
Rano wstała i rzekła:
-Idę w pole, Jarzębinko, a ty zostań w domu. Pamiętaj, nie odchodź nigdzie.
Zostawiła babcia Jarzębince pierniczków, orzechów, miodu i poszła. 


Siadła Jarzębinka przy oknie. Patrzy, a tu łabędzie lecą.
- Daj nam coś jeść, Jarzębinko!

bajka polska wierszowana w serii z Wiewiórką- Ptasie Radio

Ptasie radio
bajka wierszowana polska



Halo, halo! Tutaj ptasie radio w brzozowym gaju,
Nadajemy audycję z ptasiego kraju.
Proszę, niech każdy nastawi aparat,
Bo sfrunęły się ptaszki dla odbycia narad:

bajka niemiecka braci Grimm - "Wieloskórka"

Wieloskórka
bajka niemiecka


Dawno, dawno temu, żył w pewnym królestwie król, który miał żonę o złotych włosach. A była ona tak cudnej urody, że ​na świecie nie było piękniejszej. Zdarzyło się, że zachorowała i gdy tylko poczuła, że ​​śmierć jest blisko, zawołała króla i rzekła: 
- Jeśli chcesz po mojej śmierci ożenić się ponownie, wybierz kobietę, która jest piękna jak ja, a jej włosy są równie cudne jak moje. Musisz mi to obiecać! 

niedziela, 16 grudnia 2018

bajka angielska - O tym, jak Jacuś poszedł szukać szczęścia.

O tym, jak Jacuś poszedł szukać szczęścia.
bajka angielska

Żył niegdyś chłopczyk imieniem Jacuś. Pewnego dnia wyruszył w świat szukać szczęścia. Przeszedł kawałek drogi, gdy spotkał kota.

- Dokąd idziesz, Jacusiu? - spytał kot.
- Idę szukać szczęścia.
- Czy mogę iść z tobą?
- Naturalnie. Im więcej nas będzie, tym weselej.

Ilustracja: Lisbeth Zwerger

Poszli razem, tup, tup, tup! Ledwie przeszli kawałek drogi, spotkali psa.

- Dokąd idziesz, Jacusiu? - spytał pies.
- Idę szukać szczęścia.
- Czy mogę iść z tobą?
- Naturalnie. Im więcej nas będzie, tym weselej.

bajka niemiecka braci Grimm - Muzykanci z Bremy

Muzykanci z Bremy
bajka niemiecka





Był sobie kiedyś człowiek, który miał osła. Osioł ów niezmordowanie nosił worki do młyna. Lecz w końcu skończyły się siły osła, nie nadawał się już do pracy. Jego pan myślał by go oddać, lecz osioł spostrzegł, że jego pan ma coś złego na myśli, uciekł i ruszył w drogę do Bremy. Zamierzał zostać tam miejskim muzykantem.


Gdy szedł już chwilkę, znalazł na drodze psa myśliwskiego, który żałośnie wył. 

- Czemuż to tak wyjesz? - zapytał osioł.

bajka rosyjska (ludowa) - "Bocheneczek" lub "Kołobok"

Bocheneczek
ludowa bajka rosyjska 
spisana przez Tołstoja

Ilustracja: W. Kurczewski

Żyli sobie dziad z babą. Pewnego razu dziad rzecze do baby: 
– Pójdź no babko, poszperaj w koszyku, popatrz po zagrodzie,
czy nie nazbierałoby się mąki na bochenek. 

Ilustracja: W. Kurczew

Wzięła baba miotełkę, po koszyku poszperała,
po zagrodzie popatrzyła i nazbierała całe dwie garście mąki.
 Zagniotła mąkę na śmietanie, zrobiła bocheneczek,
podsmażyła na maśle i położyła na okno , żeby się wystudził.

bajka skandynawska z Dani - "Słowik" - autorstwa Hansa Christiana Andersena

Słowik
bajka duńska 
Ilustracja: Pirrko Vainio


W Chinach, wiesz pewnie o tym, cesarz jest Chińczykiem i wszyscy, którzy go otaczają, są również Chińczykami. Historia, którą opowiem, działa się przed wielu laty, ale właśnie dlatego trzeba jej wysłuchać, zanim o niej nie zapomną. 

Ilustracja: Igor Olejnikow

Zamek cesarza był najwspanialszym zamkiem na świecie, cały zrobiony z delikatnej porcelany, niezwykle kosztownej, a tak kruchej, ze lada dotkniecie mogło ja stłuc, wiec trzeba było bardzo uważać. W ogrodzie rosły najdziwniejsze kwiaty, a do najwspanialszych przywiązano srebrne dzwonki, które dzwoniły po to, aby nikt nie minął ich nie zwróciwszy na nie uwagi.

bajka bałtycka z Łotwy - Jak się diabeł uczył chrapać

Jak się diabeł uczył chrapać 
bajka łotewska

Kiedy na łąkach rozpoczęły się sianokosy, to naprawdę potrzebna była każda para rąk. Koszeniem trawy zarobił na życie nawet ten najbiedniejszy, a komu koszenie nie szło, to mógł jeszcze zająć się suszeniem siana. Prawda, że człowiek musiał całe długie dnie spędzać samotnie, zanim wysuszone siano poskładał w stodole, ale w gruncie rzeczy nie była to ciężka praca. Chodził więc na suszenie siana także wiecznie zaspany leniuch Brencis, który właściwie nie umiał nic, tylko chrapać, a robił to tak, jakby ktoś piłą rżnął. 


I właśnie to chrapanie nadzwyczaj spodobało się pewnemu diabłu. Był to właściwie jeszcze taki diabelski podrostek: właśnie na próbę wysłany z piekła w świat, żeby nabrał trochę rozumu, bo go dotąd nie miał zbyt wiele.  Nic więc dziwnego, że ledwie to młode diablę wylazło z piekielnych czeluści i usłyszało chrapanie Brencisa, natychmiast chciało wiedzieć, kto i jak takie piękne dźwięki z siebie wydaje.  A Brencis naprawdę chrapał wspaniale. Leżał sobie na wznak na pachnącym sianie, o świecie nie miał zielonego pojęcia, a belki stropowe nad nim tylko podrygiwały. Młody diabeł biegał wokół niego w ciemności, przyświecał sobie czerwonymi ślepiami i wzdychał z zachwytu. 

bajka duńska (skandynawska) z północy Europy - "Świniopas" - Hans Christian Andersen

Świniopas 
bajka duńska 

Ilustracja: Nika Goltz

Był sobie pewnego razu bardzo ubogi książę. Miał księstwo małe, ale dość duże na to, by mógł się ożenić; a chciał się właśnie żenić!


Było to co prawda zuchwalstwo, że odważył się spytać córkę cesarza:
- Czy chcesz mnie mieć za męża?" -  ale jednak ośmielił się to uczynić, bo imię jego było sławne na cały świat. 
Tysiąc księżniczek zgodziłoby się chętnie, ale dowiecie się zaraz, co uczyniła córka cesarza. 

bajka włoska - Czy nie ma fig do jedzenia?


"Czy nie ma fig do jedzenia?"
bajka włoska

Miał król córkę jedynaczkę. Piękna była, miła była, ale miała jedną wadę. 
Powtarzała co dzień, co godzinę:
- Czy nie ma fig do jedzenia?



Wszyscy na dworze znosili jej figi, ale ciągle było mało. W końcu król kazał ogłosić, że kto nakarmi królewnę figami do syta, ten zostanie jej mężem i następcom króla.

"O niedźwiadku Fąfeluszku, bardzo wielkim łakomczuszku" - bajka polska (na rzutnik)

O niedźwiadku Fąfeluszku, 
bardzo wielkim łakomczuszku
bajka polska
(bajka na kliszy do rzutnika)


Jest miś pewien, Fąfeluszek,
który ma okrągły brzuszek.
Ach, bo z tego Fąfeluszka
ładny kawał łakomczuszka.

piątek, 14 grudnia 2018

Opowieść o Sindbadzie Żeglarzu - cz. IV - "Księga Tysiąca i Jednej Nocy"

Opowieść o Sindbadzie Żeglarzu - cz. IV
"Trzecie opowiadanie Sindbada Żeglarza dotyczące podróży trzeciej" 
bajka asyryjsko - bagdadzka

Bracia moi, wysłuchajcie mojej opowieści i wiedzcie, że jest ona zaiste jeszcze cudowniejsza niż te, które wam przedtem opowiedziałem. 
- Powróciwszy więc z mej drugiej podróży, żyłem w wielkiej radości i szczęśliwości, ciesząc się tym, że ocalałem. Jak już zresztą wiecie z tego, co wczoraj wam opowiadałem, dorobiłem się znacznego majątku. Przez pewien czas przebywałem w Bagdadzie pogrążony w wielkim szczęściu, pogodzie, radościach i weselu. Wszelako dusza moja gorąco zapragnęła podróży i oglądania dalekich krajów i znów postanowiłem zająć się handlem, zarabiać i mnożyć zyski. A że dusza ludzka skłonna jest do złego, przeto po namyśle nakupiłem wielką ilość towarów i rzeczy potrzebnych do drogi, spakowałem je i z tym wszystkim opuściłem Bagdad udając się do miasta Basry. 
Przybyłem na brzeg morza i ujrzałem tam wielki statek, a na nim wielu kupców i podróżników – ludzi dobrych i miłych, zacnych, mądrych, pobożnych i prawych. Wraz z nimi wsiadłem na statek i wyruszyliśmy. Cieszyliśmy się pomyślnością i bezpieczeństwem i podróżowaliśmy bezustannie z morza na morze, z wyspy na wyspę i z miasta do miasta, a każde leżące na naszej drodze miejsce zwiedzaliśmy, sprzedając tam i kupując, radośni i weseli. 
Aż pewnego dnia, gdyśmy płynęli przez spienione morze o falach bijących jedna o drugą, kapitan, stojący przy burcie statku i rozglądający się na różne strony, począł nagle bić się po twarzy, a potem rozkazał zwinąć żagle i zarzucić kotwicę. Szarpał przy tym brodę, rozdzierał szaty i krzyczał wielkim głosem. 
Spytaliśmy więc:
- Kapitanie, co się stało?
Odpowiedział: 
- Wiedzcie, o podróżni – oby pokój i bezpieczeństwo były wam dane – że wicher nas znosi i na środek morza pędzi, a los nieszczęśliwy pcha nas ku Małpim Górom. A jeszcze nikt, kto tam się znalazł, nie uszedł cało z tego miejsca i serce moje mówi mi, że wszyscy poginiemy! 
I zaledwie kapitan skończył mówić te słowa, nadbiegły małpy, otoczyły nasz statek i niczym szarańcza zaroiły się na całym pokładzie i na brzegu przy statku.


Ilustracja: Areon Alfey

Złota kaczka - bajka polska/legenda warszawska

Złota kaczka
bajka polska
legenda warszawska


Był sobie szewczyk warszawski. Nazywał się Lutek. Dobre było chłopczysko, wesołe, pracowite, ale biedne, jak ta mysz kościelna. Pracował ci on u majstra jednego, u majstra na Starym Mieście. Ale cóż? Majster, jak majster, grosz zbierał do grosza, z groszy ciułał talary i czerwońce, a u chłopaka bieda, aż piszczy. 


Niby to mu tam pożywienie dawał. Boże, zmiłuj się: wodzianka, kartofle — i tyle! I odział go, mówi się, ale ta przyodziewa spadała z Lutka, boć to stare łachy majstrowskie, co ledwo się kupy trzymały. Dość, że w takim sianie i pies by nie wytrzymał, a cóż dopiero człowiek

poniedziałek, 3 grudnia 2018

bajka japońska - "O przyjaźni małpy z żółwiem"

O przyjaźni małpy z żółwiem
bajka japońska 
z prowincji Yamaguchi

Dawno, dawno temu żyło dwoje przyjaciół, małpa górska i żółw morski. Przyjaźń ich była tak wielka, że małpa zdobywała pożywienie w górach i obdarowywała żółwia, a żółw dawał małpie to, co zdobył w morzu. 
Pewnego razu małpa zapragnęła poznać głębiny morskie. 
- Słuchaj żółwiu, podobno pałac Ryuge, w którym mieszkasz jest niebywale piękny. 
Na co żółw odrzekł: 
- No pewnie. 
- Chciałabym choć raz zwiedzić Ryugu. 

Ilustration: Paul Galdone

Pałac Ryugu należał do króla Ryu, którego córka była ciężko chora. Nadworny wróżbita zawyrokował, że jedynym lekarstwem dla dziewczynki jest wątroba małpy. Ziemia i woda to dwa odmienne światy. Król martwił się, że ma władzę tylko nad morzami, a na ląd nie może wyjść żaden z jego poddanych. Okazało się jednak, że jest jeden wyjątek - Żółw. 
Król wezwał go niezwłocznie przed swoje oblicze i rzekł: 
- Jeżeli zdobędziesz małpią wątrobę to czeka cię wysoka nagroda.

Opowieść o Sindbadzie Żeglarzu - cz.VI - "Księga Tysiaca i Jednej Nocy"

Opowieść o Sindbadzie Żeglarzu cz. VI
"Piąte opowiadanie Sindbada Żeglarza dotyczące podróży piatej" 
bajka asyryjsko - bagdadzka

Wiedzcie, o bracia moi, że powróciwszy z mej czwartej podróży, rzuciłem się w wir zabaw, uciech i rozrywek i zadowolony z zysków, zdobyczy i łupów wnet zapomniałem o wszystkim, co przeszedłem, co przecierpiałem od przeciwności losu i czego doznałem, a dusza moja znów mnie kusiła do nowej podróży, do oglądania nieznanych krajów, ludów i wysp.

Podjąwszy więc postanowienie wstałem i nakupiłem cennych towarów potrzebnych do morskiej podróży, zapakowałem toboły i z miasta Bagdadu udałem się do miasta Basry. 
Poszedłem na brzeg rzeki i zobaczyłem wielki, wysoki i piękny statek. Zachwyciłem się nim i kupiłem go. Był on świeżo ożaglowany, więc przyjąłem tylko kapitana i załogę, poleciłem też mym niewolnikom i sługom pełnić na statku służbę, po czym załadowałem nań swoje towary. 
Potem przybyła jeszcze gromada kupców, którzy płacąc mi za przewóz wnieśli na statek swoje mienie i odpłynęliśmy dobrej myśli i zadowoleni wielce. Ciesząc się na zyski spodziewane i tym, że nic nam nie zagraża, podróżowaliśmy bez ustanku od wyspy do wyspy i z morza na morze i oglądając kraje i wyspy schodziliśmy na ląd, aby sprzedawać i kupować. 

Ilustracja: Stefan Mart

I było tak przez jakiś czas, aż pewnego dnia przybiliśmy do brzegu wielkiej, bezludnej wyspy. Nie było na niej nikogo i wyglądała na wymarłą i opustoszałą, znajdowała się na niej tylko olbrzymia, potężna, biała kopuła. Niektórzy z nas poszli ją więc obejrzeć – a było to ogromne jajo Roka.  Kupcy podeszli i patrzyli na tę kopułę, a nie wiedząc, że jest ona jajem Roka, poczęli tłuc w nią kamieniami, aż ją rozbili. Wtedy z jaja wyciekła obfita ilość płynu i oczom ich ukazało się pisklę Roka. Kupcy chwycili je, wywlekli ze skorupy, zarżnęli i wycięli z niego dużo mięsa. Ja byłem w tym czasie na statku i o niczym nie wiedziałem. 

Opowieść o Sindbadzie Żeglarzu - cz. III - "Księga Tysiąca i Jednej Nocy".

Opowieść o Sindbadzie Żeglarzu cz. III
"Drugie opowiadanie Sindbada Żeglarza dotyczące podróży drugiej" 
bajka asyryjsko - bagdadzka

Wieść niesie, że gdy przyjaciele zebrali się u Sindbada Żeglarza, ów tak im opowiadał:
- Zaiste, wiodłem żywot rozkoszny, ale pewnego dnia przyszło mi na myśl, aby znów udać się w podróż do nieznanych krajów i ludów. Moja dusza podszeptywała mi, abym zajął się kupiectwem, gdyż w ten sposób, zarabiając na życie, mógłbym oglądać różne kraje i wyspy. Począłem więc przygotowywać się do tego przedsięwzięcia i z majątku swego wydałem niemało na zakup towarów i wszystkich innych rzeczy potrzebnych do drogi. Potem zapakowałem to wszystko i udałem się na wybrzeże. Tam zastałem nowy, okazały statek, ożaglowany piękną tkaniną, mający liczną załogę, zasobny i we wszystko zaopatrzony, więc załadowałem nań swoje rzeczy. Wraz ze mną była na statku spora gromada innych kupców i odpłynęliśmy jeszcze tego samego dnia.
Podróż układała się nam pomyślnie i nie ustając płynęliśmy z morza na morze i z wyspy na wyspę, a w każdym miejscu, gdzieśmy kotwicę zarzucali, spotykaliśmy kupców i ludzi możnych, sprzedających i kupujących, i sami też uprawialiśmy handel i wymienialiśmy towary.




Tak było, dopóki los nie rzucił nas na piękną wyspę, gdzie dojrzewały owoce soczyste, gdzie rosło wiele drzew rosochatych i gdzie przepięknie pachniały kwiaty, gdzie była ptaków śpiewających przystań, a w rzekach woda przeźroczysta. Nie było na niej tylko żadnych domostw ani nikogo, kto by rozpalał ogniska. Kapitan zarzucił przy owej wyspie kotwicę, a kupcy i inni podróżni wysiedli na ląd, aby popatrzeć na ptaki i drzewa tam rosnące (...) W tym samym celu i ja za innymi na wyspę zszedłem i usiadłem nad jednym z przejrzystych źródeł pomiędzy drzewami. Miałem ze sobą jadło, więc siedząc tam spożyłem to, co mi dał Allach Najwyższy. Muskał mnie miły wietrzyk, czas przyjemnie płynął i senność zaczęła mnie morzyć. Ległem tedy i we śnie się pogrążyłem, ukołysany pieszczotą łagodnego wietrzyku i upojony słodkimi woniami.

Opowieść o Sindbadzie Żeglarzu cz. V - :Księga Tysiąca i Jednej Nocy"

Opowieść o Sindbadzie Żeglarzu cz. V
Czwarte opowiadanie Sindbada Żeglarza dotyczące podróży czwartej 
bajka asyryjsko - bagdadzka

Wiedzcie, o bracia moi, że powróciwszy do miasta Bagdadu, znów zgromadziłem wokół siebie mych towarzyszy, rodzinę i przyjaciół i żyłem pośród największych rozkoszy, w zadowoleniu i dostatku. Otoczony nieprzeliczonym zbytkiem, zapomniałem wkrótce o tym, co było, i oddany rozrywkom, weselu i towarzyskim biesiadom, czerpałem z życia wszystko, co najprzyjemniejsze. Cóż, kiedy moja podstępna dusza szeptała mi o podróżach w kraje nieznanych ludów, tak że znów zapragnąłem zobaczyć innych ludzi i zająć się handlem i zarabianiem. 
Opanowany tą myślą, nakupiłem różnych cennych towarów nadających się do morskiego handlu, spakowałem jeszcze więcej niż zwykle tobołów i z Bagdadu udałem się do Basry. Tam załadowałem swe rzeczy na statek i przyłączyłem się do grupy najzamożniejszych kupców Basry. 
Ruszyliśmy w drogę, a statek odbił z nami od brzegu. Wiele dni i nocy płynęliśmy szczęśliwie z wyspy na wyspę i z morza na morze, aż pewnego dnia zerwał się przeciwny wiatr. Kapitan zarzucił kotwicę i zatrzymał statek pośrodku morza, bojąc się, by w rozszalałym żywiole nie zatonął. My poczęliśmy się modlić i pokornie błagaliśmy Allacha Najwyższego, a gdy to czyniliśmy, znienacka uderzył w nas potężny huragan, poszarpał żagle, podarł je na strzępy i zmiótł z pokładu wszystkich ludzi wraz z ich dobytkiem i tym, co mieli spośród towarów i majątku.





Opowieść o Sindbadzie Żeglarzu - cz. VII - :Księga Tysiaca i Jednej Nocy"

Opowieś o Sindbadzie Żeglarzu- cz. VII
"Szóste opowiadanie Sindbada Żeglarza dotyczące podróży szóstej"
bajka asyryjsko - bagdadzka 

Wiedzcie, o moi bracia, towarzysze i przyjaciele, że powróciwszy z mej piątej podróży, wnet dzięki zabawom, rozrywkom, radości i weselu zapomniałem, co w niej wycierpiałem. Byłem bardzo szczęśliwy i zadowolony i trwałem w tym stanie, aż oto pewnego dnia, gdy siedziałem sobie wesoły, uśmiechnięty i zadowolony, przybyła do mnie grupka kupców. Było po nich widać przebyte trudy podróży i ich widok przypomniał mi dzień mojego powrotu z ostatniej wędrówki, moją radość ze spotkania z rodziną, przyjaciółmi i towarzyszami i to, co czułem, gdy znów wstępowałem na swą ojczystą ziemię. Duszę moją porwała wówczas tęsknota za włóczęgą i handlem i znowu postanowiłem wyruszyć w drogę. Nakupiłem kosztownych towarów potrzebnych do morskiej podróży, spakowałem je i z miasta Bagdadu udałem się do miasta Basry. Tam ujrzałem wielki statek, a na nim kupców i bogatych podróżników wiozących cenne towary. Załadowałem tedy na ów statek również moje ładunki i pomyślnie wyruszyliśmy z Basry.
Płynęliśmy nie ustając z miejsca na miejsce i z miasta do miasta, oglądaliśmy obce kraje, po drodze kupując i sprzedając. Szczęście nam w tej podróży sprzyjało i zgarnialiśmy wielkie zyski, aż oto pewnego dnia kapitan począł krzyczeć i zawodzić, rzucił pod nogi swój turban, bił się po twarzy i brodę szarpał, aż w końcu upadł na pokład zrozpaczony i znękany jakąś wielką zgryzotą.
Wszyscy kupcy i podróżni otoczyli go i pytali:
- Kapitanie, co się stało?


A on odpowiedział:
- Wiedzcie, wy wszyscy, że nasz statek pobłądził. Oto opuściliśmy morze, po którym powinniśmy byli żeglować, i znajdujemy się teraz na morzu innym, którego dróg nie znamy. Jeśli Allach nie ześle nam jakiejś pomocy, by nas z tego morza wyratować, wszyscy zginiemy. Przyzywajcie więc Allacha Najwyższego, by nas od tego nieszczęścia ocalił!
To powiedziawszy kapitan wstał i wspiął się na maszt, aby opuścić żagle, ale wicher się wzmógł i dął z całą siłą w statek, pchając go do tyłu, aż ster roztrzaskał się u stóp jakiejś wysokiej góry.

Opowieść o Sindbadzioe Żeglarzu - cz. VIII (ostatnia) - "Księga Tysiąca i Jednej Nocy"

Opowieść o Sindbadzie Żeglarzu - cz. VIII - ostatnia
"Siódme opowiadanie Sindbada Żeglarza dotyczące podróży siódmej"
bajka asyryjsko - bagdadzka

Wiedzcie, o zebrani, że gdy powróciłem z mej szóstej podróży, pogrążyłem się, tak jak i dawniej bywało, w wirze zabaw i rozrywek, w przyjemnościach i weselu i tak było przez pewien czas nieustannie, dniami i nocami. Ale cóż, kiedy, mimo że zarobki i zyski moje były nader obfite, dusza moja znów się rwała do tego, by nieznane kraje oglądać, po morzach płynąć, żyć wśród kupców i rozmaitych nowin słuchać. Przystąpiłem więc do dzieła, zapakowałem w sakwy cenne towary przydatne w czasie morskiej podróży i z miasta Bagdadu powiozłem je do miasta Basry. 

Tam ujrzałem statek gotowy do drogi, a na nim gromadę bogatych kupców. Wszedłem na pokład i wnet się z kupcami zaznajomiłem. I wyruszyliśmy w podróż bezpiecznie i zdrowo. 
Wiatry nam sprzyjały, aż przybyliśmy do miasta zwanego Madinat as-Sin. Byliśmy pełni najlepszych myśli i wesoło rozprawialiśmy o sprawach podróży i handlowaniu, gdy nagle zerwał się gwałtowny wicher, który dął w dziób okrętu, a potem spadł deszcz i zmoczył nas i wszystkie nasze sakwy. 


W obawie, by deszcz nie zniszczył nam towarów, poprzykrywaliśmy je pilśniowymi płachtami i workami. I przyzywaliśmy Allacha Najwyższego błagając, aby odwrócił klęskę, która na nas spadła. Kapitan wstał, podkasał suknie i podwinął rękawy, po czym wspiął się na maszt i zaczął się rozglądać na prawo i na lewo. Potem spojrzał w dół na ludzi stojących na pokładzie statku i począł bić się po twarzy, i szarpał brodę.

niedziela, 2 grudnia 2018

Opowieść o Sindbadzie Żeglarzu - cz.II - "Księga Tysiąca i Jednej Nocy"

Opowieść o Sindbadzie Żeglarzu cz.II
Pierwsze opowiadanie Sindbada Żeglarza dotyczące podróży pierwszej
bajka asyryjsko - bagdadzka

Wiedzcie, że ojciec mój był jednym z najzamożniejszych kupców, miał wiele pieniędzy i znaczny majątek. Zmarł on, gdy byłem małym chłopcem, pozostawiając mi w spadku pieniądze, kosztowności i wiejską posiadłość. Gdy podrosłem, na wszystkim tym położyłem swą rękę. Jadałem wykwintne potrawy, piłem wyszukane trunki, nie stroniłem od towarzystwa młodzieży i strojąc się w piękne szaty, zabawiałem się wraz z mymi przyjaciółmi i towarzyszami. Zdawało mi się, że będzie to trwało wiecznie i wyjdzie mi na dobre. Żyłem tak beztrosko przez pewien czas, a gdy mi wreszcie rozum wrócił i opamiętałem się, spostrzegłem, że majątek mój skurczył się, a tym samym położenie moje całkiem się odmieniło. Roztrwoniłem bowiem wszystko i gdy zdałem sobie z tego sprawę, ogarnęły mnie zgroza i przerażenie i wspominałem zdanie, które mi kiedyś ojciec powiedział. 




Była to przypowieść pana naszego Sulejmana, syna Dauda – pokój im obu – a przypowieść ta mówi:
„ Trzy rzeczy lepsze są od trzech innych: dzień śmierci od dnia narodzin, pies żywy od martwego lwa i grób od ubóstwa”.
Zebrałem tedy, co mi jeszcze pozostało z domowych sprzętów i szat, i sprzedałem to wszystko. Później sprzedałem również dom razem ze wszystkim, co jeszcze posiadałem, i zebrałem w ten sposób trzy tysiące dirhemów. 
Wtedy powstał w mej głowie pomysł, aby się udać w podróż do obcych krajów i ludów, i przypomniałem sobie wiersz pewnego poety, który mówił: