środa, 15 sierpnia 2018

Dlaczego kocur myje się dopiero po jedzeniu 
bajka litewska

Każdy wie, że koty są nadzwyczaj czyste. Kot co rusz starannie czyści sobie łapką futerko. Zauważyliście jednak, że koty z zasady „myją się" dopiero po jedzeniu. A wiecie dlaczego?
Otóż kiedyś, a było to już bardzo dawno temu, pewnemu wielkiemu czarnemu kocurowi przejadły się myszy. Krótko mówiąc, miał apetyt na coś delikatniejszego. „Mysz ciągle grzebie w glinie pod podłogą, wyciera sobą jakieś zapyziałe kąty, a potem ma mieć smaczne mięso!" — snuły się ponure myśli w okrągłej kocurzej łepetynie. — „A gdyby tak złowić jakiegoś ptaszka? Ten dopiero pachnie: wietrzykiem, słoneczkiem i sosnowym lasem. To, mój panku, musi mieć zupełnie inny smak!"
Tak więc kocur skradał się po miedzy, długo czatował pod kwitnącą tarniną, aż w końcu polowanie mu się powiodło. Złapał zwinną sikorkę i niesie ją w pyszczku za chatę: tam dopiero w zaciszu urządzi sobie ucztę!
Sikorka tymczasem otrząsnęła się z przerażenia i zapytała:


Kot Psot - rosyjska bajka o kocie

Kot- Psot
bajka rosyjska

Mieszkali na jednym podwórzu kozioł i baran, a żyli ze sobą w przyjaźni i zgodzie, nawet wiązką siana się dzielili. A jeśli kto kiedy lanie obrywa, to nikt inny, tylko kot Psot! Bo taki z niego złodziej i zbój, że strach! Ciągle na coś dybie, ciągle coś kradnie i jeśli komu czegoś brak w spiżarni, to niczyja inna, tylko kota Psota robota. Leżą sobie kozioł i baran i gwarzą.
A tu nagle idzie kot Psot i gorzko płacze.
- Kocie Psocie, czego płaczesz, na trzech łapkach skaczesz? - Jakże nie mam płakać? Biła mnie gospodyni, za uszy wytargała, że ledwo chodzę, i jeszcze z chałupy precz wygnała.

Kotek - Czysty kotek - Kotek na płotku - wierszyki o kotkach

Kotek
polski wierszyk


Miauczy kotek: miau!- Coś ty, kotku, miał?
- Miałem ja miseczkę mleczka,
Teraz pusta jest miseczka,

A jeszcze bym chciał.

Wzdycha kotek: o!
- Co ci, kotku, co?
- Śniła mi się wielka rzeka,
Wielka rzeka, pełna mleka
Aż po samo dno.

Pisnął kotek: pij..
- Pij, koteczku, p
ij!
Skulił ogon, zmrużył ślipie,
Śpi - i we śnie mleczko chlipie,
Bo znów mu się śni.


Autor:
Julian Tuwim

Czysty kotek
polski wierszyk


- Czemu się często myjesz? - pytano raz kota.
- Bo czystość - odpowiedział - jest to piękna cnota.
Mył się prawie co godzina.
Chętnie mu do pokoju wchodzić pozwalano,
Powszechnie go kochano,
Doznawał wszelkich pieszczotek:
- A czemu?
- Bo czysty był kotek.

Autor: Stanisław Jachowicz


Kotek na płotku
piosenka przedszkolaka


Wlazł kotek na płotek
I mruga,
Ładna to piosenka,
Nie długa.
Nie długa, nie krótka,
A w sam raz.
Zaśpiewaj koteczku,
Jeszcze raz..
.


Przeczytaj też bajeczki z innych stron świata:

Koty niegrzeczne...


Kot z fajką

Znałem kiedyś taką bajkę,
w której kot palił fajkę.
Wielką miałem więc ochotę,
spotkać się gdzieś z takim kotem.
Chętnie bym pogadał dłużej,
z Mruczkiem, który fajkę kurzy,
o tabace, dymku, fajach
i o dawnych obyczajach.
Lecz choć szukam lata całe,
kota z fajką nie spotkałe
Dzisiaj zrozumiałem z żalem,
że nie spotkam go już wcale.
Choćbym nawet szukał co dzień.
Fajka, bowiem już nie w modzie.
Koty też jej moją dosyć.
Palą teraz papierosy.


Autor: Jerzy Jesionowski
Ilustracja: Louis Wai


Jak kot palił fajkę

Opowiem ci bajkę,
jak kot palił fajkę,
a kocica papierosa
upaliła kawał nosa.
Prędko, prędko po doktora,
bo kocica bardzo chora.
Przyszedł doktor z wielkimi okularami,
a kocica pod fajerami.
Przyjechał doktor z wielkim brzuchem,
a kocica pod kożuchem.
Przyszedł doktor z nożycami,
a kocica z kociętami.
Przyszedł doktor z lekarstwami,
a kocica z pazurami.
Doktor mówi co to? co to?
Wziął za ogon rzucił w błoto.

i wersja inna:)

Opowiem ci bajkę,
jak kot palił fajkę,
a kocica papierosa,
upaliła kawał nosa.
Szybko, szybko! Po doktora!
Bo kocica bardzo chora.
Przyszedł doktor z lekarstwami,
a kocica z... pazurami!

Autor: nieznany ale za to ile wersji:)
Ilustracje: Louis Wain

i jeszcze jedna:)

Opowiem ci bajkę,
jak kot palił fajkę,
a kocica papierosa,
upaliła kawał nosa.
Prędko, prędko po doktora,
bo kocica bardzo chora.
Przyszedł doktor,
był pijany, więc przykleił się do ściany.
A że ściana była mokra,
to przykleił się do okna.
A że okno było duże,
to wyleciał na podwórze.
A z podwórza na ulicę i zobaczył… czarownicę!

albo inaczej..:

na podwórzy były dzieci
i wrzuciły go do śmieci
a w śmieciach były koty
ściągnęły mu galoty.....


Przeczytaj też bajki z innych zakątków świata:




z Księgi 1000 i jednej nocy - opowieść o złodzieju i głupcu

Opowieść o  złodzieju i głupcu 

Opowiadają też, że pewien głupiec szedł, trzymając w ręku powróz, na którym ciągnął za sobą swego osła. I zobaczyło go dwóch złodziei, a jeden z nich rzekł do swego towarzysza:
- Zabiorę osła temu człowiekowi.
Spytał na to ten drugi:
- Jak to zrobisz?
Powiedział mu 
–  Chodź za mną, to zobaczysz.
I poszedł ów drugi złodziej. Pierwszy zaś zbliżył się do osła, zdjął mu z szyi powróz i kazał zwierzę prowadzić swemu towarzyszowi. Sam zaś nałożył sobie na szyję powróz i szedł za głupcem tak długo, aż upewnił się, że jego towarzysz zdołał już oddalić się z osłem. Wtedy stanął, a głupiec ciągnął go za powróz, ale on nie ruszał z miejsca. Wówczas odwrócił się głupiec i zobaczył, że ciągnie na powrozie człowieka.
I zapytał go:
- Czym ty jesteś?
Złodziej odparł:
- Jestem twoim osłem, a zdarzyła mi się rzecz dziwna. Miałem mianowicie matkę, pobożną staruszkę, i przyszedłem do niej pewnego dnia pijany, a ona powiedziała: «Synu mój, nawróć się do Allacha Najwyższego, porzuć grzech!» Chwyciłem laskę i zbiłem matkę. Wtedy przeklęła mnie i Allach Najwyższy zamienił mnie w osła, oddając w twoje ręce. Spędziłem cały ten czas u ciebie, aż do dziś, kiedy to moja matka przypomniała sobie o mnie. Allach bowiem napełnił jej serce tęsknotą do mnie i wznosiła modły, a Allach przywrócił mi ludzką postać, jaką miałem przedtem.
I rzekł na to głupiec:

legenda grenlandzka ludu innuitów o Sednie - bajka Ludów Zimnej Północy

Legenda o Sednie 

legenda innuicka z Grenlandii

Sedna była piękną inuicką dziewczyną, która mieszkała wraz z ojcem. Była bardzo próżna i uważała, że jest zbyt piękna, aby ożenić się z byle kim. Raz po raz odrzucała myśliwych, którzy przybywali do jej obozu z zamiarem ożenienia się z nią.
Wreszcie pewnego dnia jej ojciec powiedział do niej:
— Sedno, nie mamy co jeść i wkrótce będziemy głodować. Trzeba ci męża, aby dbał o ciebie, więc następnego myśliwego, który przyjdzie, by poprosić o twoją rękę, będziesz musiała poślubić.
Sedna zignorowała ojca i dalej szczotkowała włosy i przyglądając się z zachwytem swemu odbiciu w tafli wody. Niezadługo jej ojciec zobaczył kolejnego myśliwego, który zbliżał się do ich obozu. Mężczyzna był ubrany w eleganckie futra i wydawał się być dobrze sytuowany, mimo że jego twarz była ukryta.
Ojciec Sedny przemówił do mężczyzny. 



bajka rosyjska o Babie Jadze i sierotce

Baba Jaga
ludowa bajka rosyjska


W dalekim kraju żyli sobie mąż z żoną. Mieli córeczkę, jedynaczkę. Pewnego razu zdarzyło się nieszczęście — żona zachorowała i umarła. Rozpaczał wdowiec, płakał, a potem ożenił się po raz drugi. Od pierwszego dnia znienawidziła macocha pasierbicę, biła, łajała i tylko myślała, jak by się jej pozbyć.
Któregoś dnia wybrał się ojciec na targ, a macocha powiada do dziewczynki:
— Idź do mojej siostry, twojej ciotki, przynieś igiełkę i nitkę, uszyję ci kaftanik.
A rodzoną siostrą macochy była Baba Jaga, kościana noga.


Złoty Łabędź - bajka indyjska z Azji - dżataka

Złoty Łabędź 
bajka hinduska 


Dawno, dawno temu w Indiach żyła uboga wdowa z dwiema córkami. Jedna z nich była skromna, pracowita i cicha. Druga była zarozumiała; zamiast pracować snuła tylko marzenia, jak zostać bogatą. Pewnego razu dziewczęta spotkały na łące pięknego łabędzia. 
Miał on na dodatek wszystkie pióra złote. Dziewczęta zaprowadziły go do swej zagrody i ukryły przed obcymi. Bardzo się cieszyły, że maja u siebie tak cennego ptaka. Ich radość wzrosła jeszcze, kiedy pewnego razu łabędź zgubił jedno ze swych piór i okazało się, że było ono całe ze złota. Zaniosły je do miasta, gdzie dostały za nie dużo pieniędzy. Po drodze do domu kupiły dużo łakoci i piękne stroje. Ta z dziewczyn, która była chytra, namówiła matkę, aby nie czekać, aż łabędziowi znów wypadnie jakieś piórko, a raczej wyrywać mu po jednym co jakiś czas. Tak się też stało. Coraz częściej dziewczęta biegały do miasta i w zamian za złote pióra znosiły do domu coraz więcej fatałaszków. Wszystkiego było jednak mało łakomej dziewczynie. 
Pewnego razu powiedziała: 
— Ten złoty łabędź pewnie niebawem od nas odleci. Wszystkie łabędzie przecież kiedyś odlatują. Oskubmy go ze wszystkich piór i wtedy będziemy naprawdę bogate. Nigdy już nie zaznamy biedy. 
— Tak nie można — odezwała się skromna siostra. — Chciwość nigdy nie popłaca. 
Nie posłuchały jednak głosu rozsądku ani chytra siostra, ani chytra matka. Powyrywały łabędziowi wszystkie złote pióra. Ptak drżał teraz z zimna, ale one się tym wcale nie przejmowały. Zaniosły czym prędzej złote pióra do miasta i kupiły tyle strojów, błyskotek i łakoci, że musiały wynająć wóz, aby je zawiózł do domu. 
Szybko zjadły smakołyki. Część musiały wyrzucił, bo kupiły za dużo. Nowe suknie szybko ubrudziły. Inne drobiazgi pogubiły.  Czekały, kiedy łabędziowi wyrosną nowe pióra, aby mogły je znów sprzedać. Tym razem jednak ptakowi nie wyrastały pióra złote, a tylko białe. Kiedy były dostatecznie duże, aby ptak mógł pofrunąć łabędź opuścił niegościnną zagrodę. 
Mądrzejsza dziewczyna wyjechała do innej wsi, gdzie znalazła pracę, a dwie chytruski do końca życia klepały biedę i kłóciły się, kto jest winien takiej sytuacji. 

Autor: Janusz Krzyżowski
Ilustracje: Surmaajav Chimeddorj
Przeczytaj też bajki z innych zakątków świata w zakładce: Alfabetyczny spis treści wszystkich bajek oraz inne bajki azjatyckie, a także posty w zakładce bajka buddyjska/indyjska/dżataki


bajka o przyjaźni z Ameryki Południowej

Przyjaźń wierna jak drzewo 
bajka z Ameryki Południowej 


W głębokiej dżungli wśród wielu różnych drzew, krzewów i bluszczów rosło drzewo, które czuło się bardzo samotne. Nic je nie cieszyło: ani ciepłe promienie słońca, ani spływające krople deszczu czy rosy. Z każdym dniem popadało w coraz większa apatię. 

Pewnego jednak razu sytuacja się zmieniła. Otóż na leśnej polanie pojawił się mały Indianin i upodobał sobie właśnie osamotnione drzewo. Przychodził pod nie tak często, że nawiązała się między nimi nić przyjaźń. Chłopiec zbierał z ziemi liście, które drzewo gubiło, i robił z nich królewską koronę. Później zakładał ją sobie na głowę i udawał, że jest królem dżungli. Kiedy indziej wspinał się na drzewo i huśtał na jego gałęziach. Innym razem bawił się w chowanego pośród jego liści. A gdy przychodził czas owocowania, zajadał się pysznymi owocami. Zawsze po takich harcach zasypiał w jego cieniu. Drzewo pokochało chłopca, a chłopiec drzewo. Oboje byli szczęśliwi…
Jednak jak to w życiu bywa upływający czas stał się ich wrogiem. Chłopiec wkroczył w okres dorastania i coraz mniej czasu spędzał pod drzewem, które ponownie poczuło się samotne.
- O, cieszę się, że jesteś. Pohuśtaj się na moich gałęziach – powiedziało drzewo, kiedy pewnego razu przyszedł do lasu.
- Nie, jestem już za duży, żeby się bawić – odpowiedział. – Teraz muszę mieć pieniądze na dobrą zabawę. Możesz mi je dać?
- Niestety nie mam pieniędzy, ale zerwij moje owoce i sprzedaj na targu. W ten sposób zdobędziesz pieniądze i będziesz szczęśliwy.
I chłopiec tak zrobił. Wspiął się na drzewo, strząsnął wszystkie owoce i zabrał je na targ. Drzewo znowu poczuło się szczęśliwe. Nie na długo jednak. Chłopiec bowiem przestał przychodzić. Mijały dni, a ono na próżno wypatrywało swego przyjaciela. 
Kiedy więc pojawił się na horyzoncie, zaszumiało z radości:
- Przyszedłeś do mnie. Bardzo się cieszę. Wejdź na mój konar i pohuśtaj się na gałęziach, a znowu poczujesz się szczęśliwy – rzekło widząc, że chłopiec jest smutny.
- Nie mam czasu na zabawę, jestem zbyt zajęty, bo chcę zbudować dom, przyszedł bowiem czas na żonę i dzieci. Czy możesz mi dać dom? – zapytał.
- Niestety nie mam domu. Moim domem jest las, ale jeśli chcesz, możesz ściąć moje gałęzie i wybudować sobie dom. Wtedy znowu będziesz szczęśliwy.

I tym razem młody człowiek posłuchał rad drzewa. Ściął wszystkie jego gałęzie i zabrał ze sobą, by zbudować dom. A drzewo ponownie odzyskało radość życia.
Indianin znów nie przychodził do lasu przez długi czas.
A gdy pewnego dnia pojawił się pod drzewem, ono było tak szczęśliwe, że nie mogło mówić:
- Witaj chłopcze, może tym razem zechcesz się pobawić - wyszeptało ze wzruszeniem.
- O, nie! Za stary i za smutny jestem, żeby się bawić. Potrzebuję łodzi, która zabrałaby mnie daleko stąd. Czy możesz mi ją dać? – po raz kolejny poprosił o coś drzewo.
- Tak, zetnij mój pień i zrób z niego łódź. Będziesz mógł popłynąć daleko stąd na pewno będziesz szczęśliwy – ucieszyło się drzewo, że i tym razem może pomóc swojemu ulubieńcowi.
Mężczyzna ściął pień, wydrążył łódź i odpłynął. Drzewo znowu było szczęśliwe. Upływały dni, miesiące, lata. Kiedy drzewo całkiem już straciło nadzieję, że ujrzy przyjaciela, wtedy pojawił się przed nim.
- Przepraszam, chłopcze – powiedziało drzewo – ale nie mam już nic do ofiarowania. 
Nie mam owoców, żebyś mógł zjeść, nie mam gałęzi, żebyś mógł się pohuśtać, nie mam nawet konara, żebyś mógł się po nim wspiąć.
- Moje zęby są za słabe, żeby jeść owoce – odpowiedział Indianin. – Jestem też za stary, żeby się huśtać i nie mam sił, żeby się wspinać.
- Tak mi przykro, że nie mogę nic ci podarować, ale nic mi już nie zostało. Jestem tylko starym pniem. Przepraszam – westchnęło drzewo.
- Ale ja już niewiele potrzebuję do szczęścia – odpowiedział Indianin.
- Może tylko spokojnego miejsca, gdzie mógłbym sobie odpocząć, bo jestem bardzo zmęczony. 
Drzewo słysząc te słowa, prawie podskoczyło z radości.
- O! To mój stary pień nadaje się do tego doskonale. Usiądź zatem na nim i odpocznij sobie.
Człowiek spełnił życzenie drzewa i usiadł na jego starym pniu, a ono znowu było szczęśliwe.


Przeczytaj też bajki z innych zakątków świata w zakładce: Alfabetyczny spis treści wszystkich bajek oraz inne bajki amerykańskie

piątek, 27 lipca 2018

Kaczątko - Poczytaj mi mamo z Naszej Księgarni

Kaczątko 

Szóste kaczę - Poczytaj mi mamo - książeczki sprzed lat - Wydawnictwo Nasza Księgarnia

Szóste kaczę 


Paw pyszałek - bajka azjatycka z Nepalu - buddyjska

Paw pyszałek 
bajka nepalska



Dawno, bardzo dawno temu różne zwierzęta mieszkające w Indiach postanowiły wybrać swoich królów. Te, które miały cztery nogi, obrały na króla wielkiego lwa. Zwierzęta morskie wybrały wielką rybę. Ptaki zgromadziły się u podnóża Himalajów i ustaliły, że ich królem zostanie Złoty Łabędź. Kiedy minęło kilka lat, w rodzinie króla ptaków dorosła piękna panna – Złota Księżniczka. Ojciec bardzo ją kochał i ulegał wszystkim jej kaprysom. Zgodził się również, aby księżniczka sama wybrała sobie przyszłego męża. W tym celu król obwieścił, że wszyscy ptasi kawalerowie mają się zebrać na polanie u stóp dwudziestu ośmiu gór, w kraju, który nazywał się Nepal. Przybyły ptaki z całych Indii, a nawet niektórzy kawalerowie przylecieli aż z Tybetu. Były tam piękne łabędzie, zwinne sokoły, kolorowe bażanty, mądre sowy, śnieżnobiałe gęsi i wiele, wiele jeszcze innych ptaków. Księżniczce spodobał się jednak najbardziej kolorowy ze wszystkich — paw. Miał donośny głos, pióra na ciele mieniły się szmaragdowo, a wielki ogon mienił wszystkimi kolorami tęczy. Wszyscy ptasi kawalerowie zbliżyli się, aby pogratulować mu szczęścia. Przyjmował pochwały z zadowoleniem, a na koniec postanowił zaprezentować całą swoją krasę. Nadął się, rozstawił szeroko ogon i zaczął wykonywać dziwne pląsy. Tańczył tak i tańczył w koło, aż znudził wszystkie zebrane ptaki. Odwróciły się od niego i oddaliły, a on jeszcze tańczył zapamiętale. Zagniewał się ptasi król – Złoty Łabędź. Zawstydziła się księżniczka. Powiedziała ojcu: – Nie chcę mieć za męża takiego pyszałka. Nie chcę go więcej widzieć! Zgodziła się zostać żoną przyzwoitego, skromnego łabędzia, który przyleciał na uroczystości z sąsiedniego kraju.

Autor: Janusz Krzyżowski
Ilustrator: Surmaaja Chimeddorj
Przeczytaj też bajki z innych zakątków świata w zakładce: Alfabetyczny spis treści wszystkich bajek oraz inne bajki azjatyckie, 
a także posty w zakładce bajka buddyjska/indyjska/dżataki

niedziela, 15 lipca 2018

Cztery motylki - poczytaj mi mamo

Cztery motylki
bajeczka polska


Na zielonej łące pod lasem fruwały wesoło cztery motylki.


Jeden był biały jak kwiatek rumianku. 
Drugi - żółty jak kwiatek dziewanny. 
Trzeci błękitny jak kwiatuszek cykorii.


A czwarty? 
Czwarty był jeszcze inny.
Miał szarobrązowe skrzydełka 
niby kora topoli rosnącej pod lasem.


Dobrze było motylkom na łące. 
Fruwały z kwiatka na kwiatek i spijały słodki, wonny sok.


Wtem od strony lasu, łopocząc skrzydłami, nadleciała niby czarna chmura 
– wrona. Głodna była. Z daleka dojrzała motylki i wielką miała na nie ochotę. 
Ale motylki także spostrzegły grożące niebezpieczeństwo. 
Przez chwilę kręciły się bezradnie, trzepotały skrzydełkami. 
-Gdzie by tu się skryć? 
A na łące pełno kwiatów…


Przysiadł więc biały motylek na rumianku- 
– ani go widać. 
Wtulił się żółty w kwiatuszek dziewanny – 
-jakby jeszcze jeden płatek przyrósł.


Przycupnął błękitny na kwiatuszku cykorii, 
co nad rowem rosła – i zniknął. 
A ten czwarty, szarobrązowy, długo fruwał nad łąką.
Przerażony był bardzo, bo wrona była tuż... tuż!
Przysiadł więc prędziutko na pniu topoli, 
przytulił się do szarobrązowej kory i już go nie ma.


Przyleciała wrona nad łąkę. Rozgląda się.
Co się stało? Gdzie podziały się cztery motylki? 
Przecież fruwały tu przed chwilą.


Pokręciła zdumiona głową, zakrakała ze złości i, jak niepyszna, odleciała do lasu.


Motylki zerwały się po chwili z gościnnych kwiatków


i znów beztrosko fruwały nad pachnącą łąką. 


Ach, ale wrona? Bardzo była zdziwiona. 
A minę miała taką – O!… 


Autor: Wiera Badalska
Ilustracje: Wanda Zawidzka
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia, rok 1961 - z własnej kolekcji



Przeczytaj też inne bajki z serii: Poczytaj mi mamo oraz bajki z cyklu Książeczki z PRL-u

Śniadanie zajączka - bajeczka o zajączku i liściu kapusty

Śniadanie zajączka
bajeczka polska

Parasol - Marii Konopnickiej - ponadczasowa bajeczka wierszowana

Parasol
bajeczka polski




Wuj parasol sobie sprawił. 

Ledwo w kątku go postawił,

Stefek Burczymucha z ilustracjami Jerzego Flisaka

Stefek Burczymucha
bajeczka wierszowana polska

z serii Poczytaj mi mamo - Przepraszam smoku - bajka wierszowana polska

Przepraszam smoku
bajka polska wierszowana





Za górą wielką, stromą 
w czasach niezmiernie dawnych 
żył pewien mężny rycerz 
ze swej grzeczności sławny.

Pan Kocicki i Kot Wojewoda - bajki ludowe

Pan Kocicki 
bajka ukraińska - ludowa



Jeden człowiek miał starego kota, który nie był już zdolny łowić myszy. No, to gospodarz wziął go 
i wywiózł do lasu. „Na co on mi się przyda? Będę go tylko na próżno karmił — niechaj sobie lepiej żyje 
w lesie". Porzucił go, a sam odjechał. Ale oto przychodzi do kota lisiczka i pyta go: 
— Ktoś ty taki? 
A on na to: 
— Jestem pan Kocicki. 
Lisiczka mówi: 
— Bądź mi za męża, a ja ci będę za żonę. 
Zgodził się na to. Zaprowadziła go lisiczka do swego domu. Dogadza mu bardzo, jak gdzieś kurę złapie, to sama nie je, a jemu przyniesie. 
A kiedyś zobaczył lisiczkę zajączek i mówi jej: 
— Lisiczko-siostrzyczko, przyjdę do ciebie na wieczornicę. 
A ona: 
— Jest teraz u mnie pan Kocicki, on by ciebie rozszarpał. 
Zając opowiedział o panu Kocickim wilkowi, niedźwiedziowi i dzikowi. Zeszli się razem, zaczęli myśleć, jakby tu zobaczyć tego pana Kocickiego i mówią: 
— Najlepiej wydajmy obiad! I zaczęli się zastanawiać, co kto ma przynieść. 
Wilk mówi:
Kot i głupie małpy 
bajka indonezyjska 
opowiadana też w Libanie

"Choć byś wronę kąpał w różanej wodzie, pióra jej nie zbieleją… "

Autor ilustracji: Surmaajav Chimeddorj

Małpy zawsze czynią wiele hałasu, szczególnie gdy jest ich wiele. Był ciepły letni czas poobiedniej drzemki. Wielki kot, syty i zadowolony, rozciągnął się w cieniu na tarasie przed domem. Kłótliwe małpy zaczęły krzyczeć. Młodsze broiły 
i psociły. Harmider się zrobił okropny. Obudzony kot ze złością rozejrzał się dokoła i rzekł: 

- Moje drogie. Możecie hałasować do woli, jednak nie wolno wam uderzyć
w dzwon, który gospodarz umieścił na drzewie mango. Tylko on sam może nim dzwonić kilka razy do roku w wielkie święto. Nikomu obcemu nie wolno go ruszać. 
-Nam wszystko wolno - krzyknęły małpy i pobiegły do mangowego drzewa. 

Afera - wierszyk o kotku

Afera
wierszyk polski

W całym domu już od rana

Jest afera niesłychana:
Na podłodze, obok biurka,
Trzy leżały ptasie piórka.
A gdzie ptaszek? Właśnie, gdzie?
Gdzie, biedaczek, podział się?
Może w chwili tej radości
Chciał skorzystać raz z wolności?
Lecz nikt okna nie otwierał...
I stąd właśnie ta afera,
No bo gdyby je otworzył
To by sobie ptaszek pożył,
A tak kot, niby leniwy,
Leży syty i szczęśliwy. 

Autor: Krzysztof Roguski
Ilustracja: pochodzi z karty okolicznościowej z 1910 roku - autor nieznany

Przeczytaj też bajki z innych zakątków świata w zakładce: Alfabetyczny spis treści wszystkich bajek oraz posty 
w zakładce bajka o kotach.

niedziela, 8 lipca 2018

bajka łańcuszkowa z Anglii

Nieposłuszna świnka
bajka angielska, 

łańcuszkowa

Pewna staruszka robiła kiedyś w domu porządki i znalazła pogiętą monetę sześciopensową. 
- Co mam zrobić z tą monetą? - zaczęła się zastanawiać. - Chyba pójdę na targ i kupię świnkę – i jak postanowiła, tak zrobiła. 
Wracając do domu, trzeba było przejść przez płotek; ale świnka nie chciała przejść przez płotek. Staruszka poszła dalej i spotkała psa. 
- Piesku, piesku - powiedziała do niego - ugryź świnkę, świnka nie chce przejść przez płotek, a ja nie będę mogła wrócić do domu przed nocą. 
Ale piesek nie chciał ugryźć świnki. Staruszka poszła dalej i zobaczyła kij. 
Powiedziała do niego: 
- Kiju, kiju, uderz psa! Pies nie chce ugryźć świnki, świnka nie chce przejść przez płotek, a ja nie będę mogła wrócić do domu przed nocą. 
Ale kij nie chciał uderzyć psa. Staruszka poszła dalej i zobaczyła ogień.

bajka bengalska z Azji o łysej żonie i jej mężu

Łysa żona
bajka bengalska

Pewien człowiek miał dwie żony*. Młodszą z nich kochał bardziej od starszej. Młodsza miała na głowie dwa sploty włosów, starsza zaś tylko jeden.
Pewnego dnia mężczyzna wybrał się po towar do odległego miasta. Żony pozostały w domu same, a nienawidziły się nawzajem zaciekle. Ponieważ młodsza była ulubienica męża, dokuczała starszej. Kazała jej wykonywać czarną robotę w gospodarstwie, łajała dzień i noc, a na ostatek głodziła.
Tego dnia młodsza rzekła do starszej:
- Chodź mnie uczesać.
A kiedy już starsza czesał młodszą żonę, jeden z włosów odpadł przypadkiem z głowy jej rywalki. Młodsza, tak się tym rozwścieczyła, że wyrwała z głowy starszej jedyny jej splot włosów i wypędziła ją z domu. Starsza żona, teraz całkiem łysa, postanowiła pójść do lasu i tam albo umrzeć z głodu, albo rzucić się na pożarcie dzikim bestiom. W drodze natknęła się na krzew bawełny. Zatrzymała się przy nim, związała miotłę z leżących nieopodal gałęzi i zamiotła do czysta ziemię wokoło. Krzew, ogromnie zadowolony, pobłogosławił ją. Idąc dalej zobaczyła drzewo bananowe. Również wokół niego zamiotła ziemię, a drzewo, zadowolone, pobłogosławiło ją. Nieco dalej ujrzała w szopie byka bramińskiego, a ponieważ szopa była bardzo brudna, wyczyściła ją. Byk, zaś, bardzo tym uradowany, pobłogosławił ją. Następnie ujrzała świętą bazylię i pokłoniła się jej nisko. A gdy zmiotła wokół niej ziemię, roślina udzieliła jej swojego błogosławieństwa. Wędrując tak dalej, zobaczyła przed sobą chatkę skleconą z gałęzi i liści. Siedział przy niej ze skrzyżowanymi nogami świętobliwy mąż pogrążony w medytacji.