piątek, 28 grudnia 2018

Rada Szczurów - bajka de La Fontaine

Rada szczurów 
bajka francuska wierszowana

Attyla kotów, Gryzosław krwiożerczy,
Straszne wśród szczurów czynił spustoszenia.
Gdzie spojrzeć, stoją mary lub mogiła sterczy,
A niedobitki szczurzego plemienia
Siedząc jak trusie w norach, aby ujść przed zgubą,
Marły z głodu i ze strachu.
Lecz raz, gdy z Minetką lubą
Kot zakochany igrał gdzieś na dachu,
Szczury przeciwko wspólnemu wrogowi
Walną naradę zwołały



Prezes sejmu, Myszomir w bojach posiwiały,
Radził dzwonek do szyi uwiązać kotowi,
Ażeby szczury, dźwiękiem ostrzeżone,
Miały czas zmykać, każdy w swoją stronę.
Sejm, tak dowcipnym zdumion wynalazkiem,
Mowę prezesa nagrodził oklaskiem.
Lecz wnet ostygły zapały,
Skoro Myszomir spytał, kto dzwonek przywiąże.
«Jam stary - rzecze jeden - za kotem nie zdążę».



«Ja w męstwie nie szukam chwały»
Rzekł drugi. «Ja za wszystkich mam nadstawiać skóry?
Nie głupim!» - rzecze trzeci. Słowem, mądre szczury,
Sejm zakończywszy na próżnej gawędzie,
Z kwitkiem do nor wróciły.
Chciejcie przyznać sami,
Czy tak nie dzieje się wszędzie,
Nie tylko między szczurami?


Autor: Jean de La Fontaine

"Sreberko" z serii "Poczytaj mi mamo"

Sreberko 

poniedziałek, 24 grudnia 2018

bajka rosyjska - "Bajka o Złotym Koguciku"

Bajka o złotym koguciku

bajka rosyjska 
(wierszowana)


Za siedmioma królestwami, dziesięcioma granicami, 
żył car Dadon. Od młodości, słynął dość w swej srogości, 
by sąsiadów gnębić śmiało, kiedy tylko mu się chciało. 
Lecz na starość zmienił zdanie, gdy mu zbrzydło wojowanie. 
Zakosztować chciał pokoju. Tak sąsiedzi dla rozboju: 
wojów słać na jego grody jęli, czyniąc straszne szkody.

niedziela, 23 grudnia 2018

bajka nordycka z Danii - "Bałwan ze śniegu".

Bałwan ze śniegu 

bajka duńska

– Jakiż ten mróz jest wspaniały! - powiedział bałwan ze śniegu. – A jakie "to" w górze jest rozżarzone! - miał na myśli słońce. – Nie zmusi mnie do mrugania, będę mocno zaciskał moje skorupki śniegu. 
Zamiast oczu miał dwa duże, trójkątne kawałki dachówek, usta miał zrobione z kawałka starych grabi, posiadał więc i zęby. Przyszedł na świat wśród radosnych okrzyków dzieci, powitany brzęczeniem dzwoneczków sanek i strzelaniem z bicza. 

Anton Pieck

Słońce zaszło, wzeszedł księżyc w pełni, okrągły i wielki, jasny i piękny w błękitnym powietrzu. 
– Gdybym tylko wiedział jak ruszyć się z miejsca. Gdybym to potrafił, poszedłbym teraz poślizgać się po lodzie, widziałem jak to robili chłopcy. Ale nie potrafię biegać.

bajka duńska (skandynawska) - Dwunastu podróżnych

Dwunastu podróżnych 
bajka duńska



Był trzaskający mróz, niebo jasne i usiane gwiazdami, zupełna cisza. - "Bęc!" - rzucono o podłogę garnek. - "Pif, paf!" - wystrzelono na powitanie Nowego Roku. Był to wieczór sylwestrowy, zegar wybił dwunastą. 
- Tra – ta – ta – ta! - przyjechała poczta.


Wielka kareta pocztowa zatrzymała się przed bramą miasta, przyjechało w niej dwanaście osób, więcej nie mogło się już zmieścić, wszystkie miejsca były zajęte. 
- Wiwat! Wiwat! - śpiewano w domach, gdzie obchodzili Sylwestra. 
Wszyscy właśnie w tej chwili wstawali ze swoich miejsc z pełnymi szklankami w ręku i życzyli sobie szczęśliwego Nowego Roku. 
- Szczęśliwego Nowego Roku! - mówiono – życzymy szczęścia, zdrowia, żony, pieniędzy! Końca wszelkich zmartwień!

bajka duńska/skandynawska - Dziewczynka z zapałkami

Dziewczynka z zapałkami
bajka duńska 



Było bardzo zimno; śnieg padał i zaczynało się już ściemniać; był ostatni dzień w roku, wigilia Nowego Roku. W tym chłodzie i w tej ciemności szła ulicami biedna dziewczynka z gołą głową i boso; miała wprawdzie trzewiki na nogach, kiedy wychodziła z domu, ale co to znaczyło! 


To były bardzo duże trzewiki, nawet jej matka ostatnio je wkładała, tak były duże,

Kolęda myszki - seria z Wiewiórką, (piosenka dla teatru lalek)

Kolęda myszki 
piosenka dla teatru lalek 
z muzyką Jerzego Derfla


Była sobie nocka miła

gdy się myszka urodziła,

bim, bam, bom. 


Jedno uszko miała małe,
drugie uszko miała białe,
bim, bam, bom.

Opowieść wigilijna - cz. 4 - "Ostatnie spotkanie z duchem".

Ostatnie spotkanie z duchem - cz. 4 
bajka angielska

Gdy widmo zbliżało się do Scrooge’a, on upadł przed nim na kolana. Przybysz wnosił ze sobą coś bardzo tajemniczego i groźnego. Długi, czarny płaszcz, podobny do całunu, szczelnie spowijał całą postać ducha, nawet głowę i twarz, wystawała z niego tylko jedna wyciągnięta ręka. Gdyby nie ta ręka, trudno byłoby dojrzeć postać w nocnej ciemności. Znalazłszy się tuż przy duchu, Scrooge zauważył jego niezwykły wzrost i poczuł, że ogarnia go niewypowiedziana trwoga. Tajemniczy przybysz wciąż milczał, stał w miejscu bez żadnego ruchu. 
– Zdaje się, że mam przed sobą ducha przyszłych świąt Bożego Narodzenia? – wyszeptał nieśmiało Scrooge. 
Duch nic nie odpowiedział, ale wciąż trzymał wyciągniętą rękę. 
– Pokażesz mi rzeczy, które staną się dopiero w przyszłości? Czy nie tak? – zapytał Scrooge. 
Duch kiwnął potakująco głową. Taką tylko otrzymał odpowiedź. Scrooge już przywykł do obcowania z duchami; jednak w obecności tego milczącego widma doznawał takiego strachu, że nogi się pod nim chwiały. Nie mógł więc podążać za duchem. Zauważywszy to, zjawa zatrzymała się, jakby chcąc mu dać przyjść do równowagi. Zmieszało to Scrooge’a jeszcze bardziej. Za każdym razem, gdy wyczuwał, że oczy widma przenikliwie wpatrują się w niego, przejmowała go groza i dreszcze niewypowiedzianej trwogi. 
Pomimo wysiłków, nie mógł nic rozróżnić pod tą czarną szatą; widział tylko wciąż wyciągniętą rękę widma i niewyraźne zarysy jego postaci.





– Duchu przyszłości – zawołał wreszcie – napełniasz mnie przerażeniem, jakiego nie doznawałem wobec twoich poprzedników. Ponieważ wierzę, iż pragniesz mego dobra i szczerze pragnę poprawić się, dziękuję ci już z góry z całego serca i gotów jestem wszędzie iść za tobą. Ale dlaczego nie przemawiasz do mnie?

Opowieść wigilijna - cz. 1 - "Duch Marleya".

Duch Marleya - cz.1 
bajka angielska


Zaczęło się od tego, że Marley umarł. To nie ulegało wątpliwości. Świadectwo zgonu podpisali: pastor, urzędnik, grabarz i właściciel zakładu pogrzebowego. Scrooge, wspólnik Marleya, także je podpisał, a jego nazwisko było cenione, cokolwiek by podpisał. Zwłaszcza na giełdzie. Stary Marley był martwy jak ćwiek w drzwiach; tak mówi znane angielskie przysłowie. 
Czy Scrooge wiedział o śmierci Marleya? Oczywiście. Jakżeby mogło być inaczej?
Scrooge i on byli wspólnikami przez wiele lat. Scrooge był też jedynym spadkobiercą, zarządcą, przyjacielem Marleya i jedynym człowiekiem, który szedł za jego trumną. Przy tym Scrooge nie był zbytnio dotknięty tym wypadkiem, bo okazał się doskonałym kupcem i w dniu pogrzebu obmyślił korzystny interes. 
Scrooge nie kazał zamalować nazwiska starego Marleya na szyldzie swego domu handlowego. Jeszcze po wielu latach na szyldzie nad drzwiami wejściowymi ich firmy można było czytać: “Scrooge i Marley”.





Firma ta bowiem była znana powszechnie. Nowicjusze w sprawach handlowych zwracali się do Scrooge’a – Scrooge albo Marley, on zaś odpowiadał na obydwa nazwiska. Było mu wyraźnie wszystko jedno. 
Trzeba też przyznać, że Scrooge miał silną rękę, gdy szło o interes. Chwytała ona, ściskała, ze skóry obdzierała swoją ofiarę, nie wypuszczając jej, aż po doszczętnym wyzyskaniu. Był to jednym słowem chciwy i stary grzesznik. Twardy i ostry jak krzemień; zamknięty w sobie, milczący i samotny jak ostryga.

Opowieść wigilijna - cz. 5 - "Przebudzenie i koniec historii".

Przebudzenie i koniec historii - cz. 5 -  ostatnia 
bajka angielska

Tak, to była rzeczywiście poręcz jego własnego łóżka. Jeszcze więcej ucieszyło go przekonanie, że ma jeszcze tyle czasu, iż wystarczy go na gruntowne zreformowanie swego życia.
– Będę żył, pamiętając o przeszłości, teraźniejszości i przyszłości! – przyrzekał sobie wstając. – Duchy trzech czasów pokonały mnie zupełnie. O, Jakubie Marley! Cześć i błogosławieństwo Niebiosom i wigilii Bożego Narodzenia za ich dobrodziejstwo! Składam im dzięki na kolanach, stary Jakubie Marley; tak jest, na kolanach! 


Był tak podniecony i ożywiony dobrymi zamiarami, że jego słaby, drżący głos nie odpowiadał sile przepełniających go uczuć. Łkał gwałtownie, a twarz jego zlewały strumienie łez.
– Są na swoim miejscu! – zawołał, całując kotary łóżka. – Nikt ich nie zerwał, nikt nie naruszył ich pierścieni. Jestem tutaj, a obrazy tego, co się zdarzyć mogło, mogą jeszcze być rozwiane. Wiem, że one znikną, jestem o tym przekonany. 

Opowieść wigilijna - cz. 3 - "Odwiedziny drugiego ducha".

Odwiewdziny drugiego ducha - cz. 3 
bajka angielska


Scrooge’a obudziło własne chrapanie. Natychmiast usiadł na łóżku, by pozbierać myśli. Czuł, że obudził się o właściwej porze i wyraźnie w tym celu, aby odbyć konferencję z drugim gościem, przysłanym mu przez Jakuba Marleya. Na myśl jednak, że którąś z kotar jego łóżka mogłoby odsunąć nowe widmo, niemiły dreszcz przebiegł jego członki; sam przeto rozsunął kotary. 

Potem znów się położył i postanowił czuwać. Chciał pierwszy odezwać się do ducha w chwili jego zjawienia się, nie lubił bowiem być zaskakiwany. Ludzie szczególnej odwagi, którzy nigdy nie tracą zimnej krwi, zwykle o sobie mówią: “Jesteśmy zdolni do wszystkiego – od zjadania chleba aż do połykania ludzi”. Między tymi dwiema ostatecznościami znajduje się niewątpliwie szerokie pole do popisu. Nie pragnę bynajmniej przedstawić Scrooge’a jako samochwała, mogę was jednak zapewnić, że był on przygotowany na wszystkie nadzwyczajne zjawiska. 
Wmawiał w siebie, że teraz nic nie może go wprawić w zdumienie, poczynając od kolebki dziecka, a na olbrzymim nosorożcu kończąc. 

Ponieważ był przygotowany na wszystko, nie spodziewał się niczego nadzwyczajnego. Gdy zegar wybił pierwszą i nie zjawił się nikt, uczuł lodowate zimno, a ciało jego przebiegły dreszcze. Minęło pięć minut, dziesięć, kwadrans – żadnego widma! Kiedy tak leżał na łóżku, nagle oblało go czerwone światło. Zaniepokoiło go to o wiele więcej niż gdyby ukazał się cały tuzin duchów, ponieważ niepodobna było odgadnąć, co ono znaczy i do czego ma służyć. Przez chwilę obawiał się, że może nagle spłonąć. Wreszcie przyszło mu na myśl, że źródło tego dziwnego światła znajduje się w sąsiednim pokoju, z którego – jak to stwierdził po bliższej obserwacji – istotnie promieniowało. 

Wstał po cichu i w pantoflach podreptał do drzwi. Gdy Scrooge położył rękę na klamce, jakiś obcy głos kazał mu wejść. Usłuchał. Był to jego własny pokój. To nie ulegało wątpliwości. 






Ale zaszła w nim dziwna zmiana! Ściany i sufit były przystrojone zielonymi gałęziami, a cały pokój wyglądał jak altana, ozdobiona mnóstwem purpurowych jagód. Liście bluszczu, jemioły i świerku odbijały światło i wyglądały jak mnóstwo małych zwierciadełek. Na kominie płonął tak silny ogień, jakiego ten komin od wielu lat nie znał.

Opowieść wigilijna - cz. 2 - "Wizyta pierwszego ducha"

Wizyta pierwszego ducha - cz. 2 
bajka angielska



Kiedy Scrooge obudził się, było tak ciemno, że ledwie mógł odróżnić przejrzyste okno od ciemnych ścian pokoju. W chwili gdy usiłował przeniknąć ciemność – zegar z wieży sąsiedniego kościoła wybił cztery kwadranse. Słuchał pilnie, która wybije godzina? Ku jego wielkiemu zdziwieniu, ciężki dzwon wybił sześć, siedem, osiem i tak dalej aż do dwunastu. Dwunasta? 
To niemożliwe. Było przecież już po drugiej, gdy poszedł spać. Zegar mylił się. Lód musiał się dostać między jego koła i tryby. 
Dwunasta! Przycisnął sprężynę swego repetiera w celu skontrolowania ogłupiałego zegara, lecz repetier także wybił dwunastą. 

– To niepodobna – mruczał Scrooge – żebym przespał dzień i część drugiej nocy. 
Niepodobna również, żeby słońcu przytrafiło się coś nadzwyczajnego i żeby zamiast południa była teraz północ.


Zaniepokojony, najprędzej jak mógł wygrzebał się z łóżka i po omacku zbliżył się do okna. Rękawem szlafroka starł mróz z szyby, ale zobaczył niewiele. Zauważył tylko, że było bardzo mglisto i nadzwyczaj zimno. Nie było słychać ludzi, biegnących w różne strony i sprawiających zwykły hałas. Spostrzeżenie to przyniosło mu wielką ulgę. 

środa, 19 grudnia 2018

bajka japońska - "Zając z Inaby" - 因幡の白兎 (Inaba no shirousagi)

Zając z Inaby 
因幡の白兎 Inaba no shirousagi
bajka japońska (legenda)


Było sobie kiedyś osiemdziesięciu jeden braci, którzy byli książętami pewnego kraju. Każdy z nich był zazdrosny o drugiego, każdy chciał zostać królem i rządzić pozostałymi i całym królestwem. Oprócz tego każdy z nich chciał poślubić tę samą księżniczkę. Była to księżniczka Yagamuhime mieszkająca w Inabie.



W końcu wymyślili, że razem wybiorą się do Inaby, i każdy z osobna spróbuje przekonać księżniczkę by poślubiła właśnie jego. Choć osiemdziesięciu z tych braci było zazdrosnych o siebie nawzajem, wspólnie nienawidzili i byli niemiłymi dla osiemdziesiątego pierwszego, który był dobry i miły, a przy tym nie znosił brutalnego i kłótliwego postępowania braci. 
Kiedy wyruszyli w drogę, kazali biednemu osiemdziesiątemu pierwszemu wlec się z tyłu i nieść bagaże, jakby był jakimś ich służącym a nie rodzonym bratem, a przy tym księciem jak i oni.

Poczytaj mi mamo - Noc kota Filemona

Noc kota Filemona
bajka polska

wtorek, 18 grudnia 2018

bajka japońska - Mysz bierze ślub (Nedzumi no Yome-ire)

Mysz bierze ślub 
(Nedzumi no Yome-ire) 
bajka japońska

Dawno temu była sobie biała mysz o imieniu Kanemochi. Służył on Daikoku, Bogowi Fortuny. Jego żona nazywała się Onaga. Zarówno Kanemochi, jak i jego żona byli bardzo ostrożni. Nigdy w dzień ani nawet w nocy nie zaryzykowali wyjścia do salonu czy kuchni. Dzięki temu żyli w spokoju, niezagrożeni spotkaniem z kotem. Ich jedyny syn Fukutaro także miał łagodne usposobienie. Gdy podrósł na tyle by się ożenić, rodzice postanowili mu jakąś zdobyć, przekazali mu wszystko co posiadali i przeszli na emeryturę. Na szczęście, ich krewny Chudayu miał cudowną córkę Hatsukę. Tak więc posłaniec mógł rozpocząć negocjacje w celu zaaranżowania ślubu z Chudayu.




Pan młody posłał wybrance zwyczajowe rzeczy: obi, jedwabie, suszone suszoną rybę, suszoną mątwę, biały len, wodorosty oraz sake. Panna młoda natomiast posłała wybrakowi: płócienne kami-shimo, suszoną mątwę, biały len, wodorosty, rybę oraz sake. To przypieczętowało przysięgę małżeńską.

poniedziałek, 17 grudnia 2018

Cygan i Baba - bajka polska wierszowana

Cygan i Baba

bajka polska 
wierszowana


Mówią ludzie, że przed laty,
Cygan wszedł do wiejskiej chaty.
Skłonił się Babie u progu
i powitawszy ją w Bogu,
prosił, by tak dobrą była
i przy ogniu pozwoliła
z gwoździa zgotować wieczerzę.
I gwóźdź długi w rękę bierze.


To potrawą całkiem nową!
Baba trochę wstrząsła głową,
ale Baba jest ciekawa,
co to będzie za przyprawa.
W garnek zatem wody wlewa
i do ognia kładzie drzewa.
Cygan włożył gwóźdź powoli 
i garsteczkę prosi soli.

bajka rosyjska - Królewicz Jaś i Wilk Szary

Królewicz Jaś i Wilk Szary 
bajka rosyjska

Dawno, dawno temu w Dalekiej Krainie żył król, a miał on trzech synów. Najmłodszy zwał się Jaś. Król miał cudowny ogród, w którym rosła jabłoń rodząca złote jabłka. Ale od pewnego czasu, co noc ktoś zakradał się do sadu i zrywał trzy złote jabłka. 


Król chodził smutny po swym ogrodzie i nie mógł tknąć ni jadła, ni napoju ze zmartwienia. 
Wtedy powiedzieli jego synowie: 
– Nie martw się, drogi ojcze, od dziś będziemy strzec ogrodu. 


Najstarszy zaś zawołał: 
– Dzisiejszej nocy na mnie kolej i na pewno uda mi się wpaść na trop złodzieja! 

bajka wschodniosłowiańska z Rosji - Jarzębinka

Jarzębinka

bajka rosyjska

Szła przez las babka Olena. Widzi - stoi jarzębina, a gałęzie ma połamane.
-Kto ci, jarzębino, gałęzie połamał?
-To szarego wilka sprawka.
Wyprostowała babka gałęzie, przewiązała, opatrzyła, a jarzębina powiada:
-Dziękuję, babciu. 
Powiedz, co byś chciała mieć?
Zamyśliła się babka.
-Wszystko niby mam. Chyba tylko wnuczka by mi się na stare lata przydała - i poszła do domu. 


Podchodzi do swojego domu, patrzy - na progu siedzi dziewczynka w czerwonym fartuszku w białe groszki, w czerwonych butkach i czerwonej chusteczce na głowie.
- Kim jesteś, dziewczynko?
- Jestem twoją wnuczką.
- A jak ci na imię?
- Jarzębinka.
Ucieszyła się babka i wprowadziła wnuczkę do domu. 
Rano wstała i rzekła:
-Idę w pole, Jarzębinko, a ty zostań w domu. Pamiętaj, nie odchodź nigdzie.
Zostawiła babcia Jarzębince pierniczków, orzechów, miodu i poszła. 


Siadła Jarzębinka przy oknie. Patrzy, a tu łabędzie lecą.
- Daj nam coś jeść, Jarzębinko!

bajka polska wierszowana w serii z Wiewiórką- Ptasie Radio

Ptasie radio
bajka wierszowana polska



Halo, halo! Tutaj ptasie radio w brzozowym gaju,
Nadajemy audycję z ptasiego kraju.
Proszę, niech każdy nastawi aparat,
Bo sfrunęły się ptaszki dla odbycia narad:

bajka niemiecka braci Grimm - "Wieloskórka"

Wieloskórka
bajka niemiecka


Dawno, dawno temu, żył w pewnym królestwie król, który miał żonę o złotych włosach. A była ona tak cudnej urody, że ​na świecie nie było piękniejszej. Zdarzyło się, że zachorowała i gdy tylko poczuła, że ​​śmierć jest blisko, zawołała króla i rzekła: 
- Jeśli chcesz po mojej śmierci ożenić się ponownie, wybierz kobietę, która jest piękna jak ja, a jej włosy są równie cudne jak moje. Musisz mi to obiecać! 

niedziela, 16 grudnia 2018

bajka angielska - O tym, jak Jacuś poszedł szukać szczęścia.

O tym, jak Jacuś poszedł szukać szczęścia.
bajka angielska

Żył niegdyś chłopczyk imieniem Jacuś. Pewnego dnia wyruszył w świat szukać szczęścia. Przeszedł kawałek drogi, gdy spotkał kota.

- Dokąd idziesz, Jacusiu? - spytał kot.
- Idę szukać szczęścia.
- Czy mogę iść z tobą?
- Naturalnie. Im więcej nas będzie, tym weselej.

Ilustracja: Lisbeth Zwerger

Poszli razem, tup, tup, tup! Ledwie przeszli kawałek drogi, spotkali psa.

- Dokąd idziesz, Jacusiu? - spytał pies.
- Idę szukać szczęścia.
- Czy mogę iść z tobą?
- Naturalnie. Im więcej nas będzie, tym weselej.

bajka niemiecka braci Grimm - Muzykanci z Bremy

Muzykanci z Bremy
bajka niemiecka





Był sobie kiedyś człowiek, który miał osła. Osioł ów niezmordowanie nosił worki do młyna. Lecz w końcu skończyły się siły osła, nie nadawał się już do pracy. Jego pan myślał by go oddać, lecz osioł spostrzegł, że jego pan ma coś złego na myśli, uciekł i ruszył w drogę do Bremy. Zamierzał zostać tam miejskim muzykantem.


Gdy szedł już chwilkę, znalazł na drodze psa myśliwskiego, który żałośnie wył. 

- Czemuż to tak wyjesz? - zapytał osioł.

bajka rosyjska (ludowa) - "Bocheneczek" lub "Kołobok"

Bocheneczek
ludowa bajka rosyjska 
spisana przez Tołstoja

Ilustracja: W. Kurczewski

Żyli sobie dziad z babą. Pewnego razu dziad rzecze do baby: 
– Pójdź no babko, poszperaj w koszyku, popatrz po zagrodzie,
czy nie nazbierałoby się mąki na bochenek. 

Ilustracja: W. Kurczew

Wzięła baba miotełkę, po koszyku poszperała,
po zagrodzie popatrzyła i nazbierała całe dwie garście mąki.
 Zagniotła mąkę na śmietanie, zrobiła bocheneczek,
podsmażyła na maśle i położyła na okno , żeby się wystudził.

bajka skandynawska z Dani - "Słowik" - autorstwa Hansa Christiana Andersena

Słowik
bajka duńska 
Ilustracja: Pirrko Vainio


W Chinach, wiesz pewnie o tym, cesarz jest Chińczykiem i wszyscy, którzy go otaczają, są również Chińczykami. Historia, którą opowiem, działa się przed wielu laty, ale właśnie dlatego trzeba jej wysłuchać, zanim o niej nie zapomną. 

Ilustracja: Igor Olejnikow

Zamek cesarza był najwspanialszym zamkiem na świecie, cały zrobiony z delikatnej porcelany, niezwykle kosztownej, a tak kruchej, ze lada dotkniecie mogło ja stłuc, wiec trzeba było bardzo uważać. W ogrodzie rosły najdziwniejsze kwiaty, a do najwspanialszych przywiązano srebrne dzwonki, które dzwoniły po to, aby nikt nie minął ich nie zwróciwszy na nie uwagi.

bajka bałtycka z Łotwy - Jak się diabeł uczył chrapać

Jak się diabeł uczył chrapać 
bajka łotewska

Kiedy na łąkach rozpoczęły się sianokosy, to naprawdę potrzebna była każda para rąk. Koszeniem trawy zarobił na życie nawet ten najbiedniejszy, a komu koszenie nie szło, to mógł jeszcze zająć się suszeniem siana. Prawda, że człowiek musiał całe długie dnie spędzać samotnie, zanim wysuszone siano poskładał w stodole, ale w gruncie rzeczy nie była to ciężka praca. Chodził więc na suszenie siana także wiecznie zaspany leniuch Brencis, który właściwie nie umiał nic, tylko chrapać, a robił to tak, jakby ktoś piłą rżnął. 


I właśnie to chrapanie nadzwyczaj spodobało się pewnemu diabłu. Był to właściwie jeszcze taki diabelski podrostek: właśnie na próbę wysłany z piekła w świat, żeby nabrał trochę rozumu, bo go dotąd nie miał zbyt wiele.  Nic więc dziwnego, że ledwie to młode diablę wylazło z piekielnych czeluści i usłyszało chrapanie Brencisa, natychmiast chciało wiedzieć, kto i jak takie piękne dźwięki z siebie wydaje.  A Brencis naprawdę chrapał wspaniale. Leżał sobie na wznak na pachnącym sianie, o świecie nie miał zielonego pojęcia, a belki stropowe nad nim tylko podrygiwały. Młody diabeł biegał wokół niego w ciemności, przyświecał sobie czerwonymi ślepiami i wzdychał z zachwytu. 

bajka duńska (skandynawska) z północy Europy - "Świniopas" - Hans Christian Andersen

Świniopas 
bajka duńska 

Ilustracja: Nika Goltz

Był sobie pewnego razu bardzo ubogi książę. Miał księstwo małe, ale dość duże na to, by mógł się ożenić; a chciał się właśnie żenić!


Było to co prawda zuchwalstwo, że odważył się spytać córkę cesarza:
- Czy chcesz mnie mieć za męża?" -  ale jednak ośmielił się to uczynić, bo imię jego było sławne na cały świat. 
Tysiąc księżniczek zgodziłoby się chętnie, ale dowiecie się zaraz, co uczyniła córka cesarza. 

bajka włoska - Czy nie ma fig do jedzenia?


"Czy nie ma fig do jedzenia?"
bajka włoska

Miał król córkę jedynaczkę. Piękna była, miła była, ale miała jedną wadę. 
Powtarzała co dzień, co godzinę:
- Czy nie ma fig do jedzenia?



Wszyscy na dworze znosili jej figi, ale ciągle było mało. W końcu król kazał ogłosić, że kto nakarmi królewnę figami do syta, ten zostanie jej mężem i następcom króla.

"O niedźwiadku Fąfeluszku, bardzo wielkim łakomczuszku" - bajka polska (na rzutnik)

O niedźwiadku Fąfeluszku, 
bardzo wielkim łakomczuszku
bajka polska
(bajka na kliszy do rzutnika)


Jest miś pewien, Fąfeluszek,
który ma okrągły brzuszek.
Ach, bo z tego Fąfeluszka
ładny kawał łakomczuszka.

piątek, 14 grudnia 2018

Opowieść o Sindbadzie Żeglarzu - cz. IV - "Księga Tysiąca i Jednej Nocy"

Opowieść o Sindbadzie Żeglarzu - cz. IV
"Trzecie opowiadanie Sindbada Żeglarza dotyczące podróży trzeciej" 
bajka asyryjsko - bagdadzka

Bracia moi, wysłuchajcie mojej opowieści i wiedzcie, że jest ona zaiste jeszcze cudowniejsza niż te, które wam przedtem opowiedziałem. 
- Powróciwszy więc z mej drugiej podróży, żyłem w wielkiej radości i szczęśliwości, ciesząc się tym, że ocalałem. Jak już zresztą wiecie z tego, co wczoraj wam opowiadałem, dorobiłem się znacznego majątku. Przez pewien czas przebywałem w Bagdadzie pogrążony w wielkim szczęściu, pogodzie, radościach i weselu. Wszelako dusza moja gorąco zapragnęła podróży i oglądania dalekich krajów i znów postanowiłem zająć się handlem, zarabiać i mnożyć zyski. A że dusza ludzka skłonna jest do złego, przeto po namyśle nakupiłem wielką ilość towarów i rzeczy potrzebnych do drogi, spakowałem je i z tym wszystkim opuściłem Bagdad udając się do miasta Basry. 
Przybyłem na brzeg morza i ujrzałem tam wielki statek, a na nim wielu kupców i podróżników – ludzi dobrych i miłych, zacnych, mądrych, pobożnych i prawych. Wraz z nimi wsiadłem na statek i wyruszyliśmy. Cieszyliśmy się pomyślnością i bezpieczeństwem i podróżowaliśmy bezustannie z morza na morze, z wyspy na wyspę i z miasta do miasta, a każde leżące na naszej drodze miejsce zwiedzaliśmy, sprzedając tam i kupując, radośni i weseli. 
Aż pewnego dnia, gdyśmy płynęli przez spienione morze o falach bijących jedna o drugą, kapitan, stojący przy burcie statku i rozglądający się na różne strony, począł nagle bić się po twarzy, a potem rozkazał zwinąć żagle i zarzucić kotwicę. Szarpał przy tym brodę, rozdzierał szaty i krzyczał wielkim głosem. 
Spytaliśmy więc:
- Kapitanie, co się stało?
Odpowiedział: 
- Wiedzcie, o podróżni – oby pokój i bezpieczeństwo były wam dane – że wicher nas znosi i na środek morza pędzi, a los nieszczęśliwy pcha nas ku Małpim Górom. A jeszcze nikt, kto tam się znalazł, nie uszedł cało z tego miejsca i serce moje mówi mi, że wszyscy poginiemy! 
I zaledwie kapitan skończył mówić te słowa, nadbiegły małpy, otoczyły nasz statek i niczym szarańcza zaroiły się na całym pokładzie i na brzegu przy statku.


Ilustracja: Areon Alfey

Złota kaczka - bajka polska/legenda warszawska

Złota kaczka
bajka polska
legenda warszawska


I 
Był sobie szewczyk warszawski. Nazywał się Lutek. Dobre było chłopczysko, wesołe, pracowite, ale biedne, jak ta mysz kościelna. Pracował ci on u majstra jednego, u majstra na Starym Mieście. Ale cóż? Majster, jak majster, grosz zbierał do grosza, z groszy ciułał talary i czerwońce, a u chłopaka bieda, aż piszczy. 


Niby to mu tam pożywienie dawał. Boże, zmiłuj się: wodzianka, kartofle — i tyle! I odział go, mówi się, ale ta przyodziewa spadała z Lutka, boć to stare łachy majstrowskie, co ledwo się kupy trzymały. Dość, że w takim sianie i pies by nie wytrzymał, a cóż dopiero człowiek