piątek, 9 listopada 2018

"Dzikie gęsi"- bajka rosyjska lub "Dzikie łabędzie - gęsi Baby - Jagi"

Dzikie gęsi
bajka rosyjska

Była na wsi chatka, a w niej ojciec i matka. Mieli córeczkę i synka małego.  I dobrze im się żyło.


Ilustracja: V. Losin

Pewnego razu gdy rodzice szykowali się na jarmark rzekli do córeczki:
- Idziemy na jarmark do miasteczka. Ty zaś, córuchno, braciszka pilnuj, samego go na podwórzu nie zostawiaj, nie daj mu wyjść na drogę ani też sama się nigdzie nie zgub. Bo gdzie twój braciszek, tam i ty musisz być. A jak będziesz grzeczna, to ci chustkę czerwoną kupimy albo i duże, okrągłe korale. 


Ilustracja: Nina Noskovich

Ledwo rodzice za próg wyszli, córeczka wnet o wszystkim zapomniała. Posadziła braciszka na trawce pod oknem chaty, a sama wybiegła na drogę. Bawiła się, skakała , a o braciszku zapomniała. 

niedziela, 4 listopada 2018

bajka francuska "Wróżki" z 1697 roku - Ch. Perrault

Wróżki
bajka francuska (ludowa)
według Charlesa Perraulta 

Była sobie raz pewna wdowa. Miała ona dwie córki. Starsza – była to wykapana matka, zarówno z twarzy, jak i z usposobienia. Jedna i druga były tak nieuprzejme, tak zawsze odęte, że nie sposób było z nimi wytrzymać. Młodsza córka, istny obraz ojca – była miła i uprzejma, a ponadto – rzadkiej piękności dziewczyna. Że w ludziach podoba nam się najbardziej to, co nas samych przypomina, matka do głupoty kochała starszą córkę, niezwyczajny wstręt zaś czuła do młodszej. Kazała jej jadać w kuchni i pracować bez ustanku. Biedne dziewczątko musiało dwa razy dziennie wędrować do strumienia po wodę i przynosić pełen dzban. 


Gdy pewnego dnia młodsza córka stała nad brzegiem strumienia, ujrzała zbliżającą się kobiecinę, która podszedłszy poprosiła, aby dziewczyna dała jej się napić. 
– Napijcie się, matko – powiedziała piękna i wypłukawszy dzban, nabrała wody. 
Po czym podała dzban staruszce i podtrzymywała, gdy staruszka piła, aby miała w tym wygodę. 

bajka skandynawska (nordycka) z Danii o dzikich łabędziach

Dzikie łabędzie
bajka duńska 
według Hansa Christiana Andersena


Daleko stąd, tam, dokąd lecą jaskółki, kiedy u nas jest zima, mieszkał król, który miał jedenastu synów i jedną córkę, Elizę. Bracia byli królewiczami, chodzili do szkoły z orderami na piersiach i szablami u boku, pisali diamentowymi szyferkami* na złotych tabliczkach. Co tylko przeczytali, zaraz umieli na pamięć; od razu widać było, że są królewiczami.

Ilustracja: Susan Jeffers

Siostra Eliza siedziała na małym, szklanym stołeczku i oglądała książkę z obrazkami, książkę, którą kupiono za pół królestwa.  Ach, jak dobrze było tym dzieciom!

Ukamańska dziewczyna - bajka Ludów Zimnej Północy z Syberii

Ukamańska dziewczyna
bajka eskimoska z Syberii

Dawno, dawno temu, na pewnej lodowej wyspie, mieszkała dziweczyna o imieniu Ukamanan. Pewnego razu na wyspę przybyli handlarze niewolników. Tak się zdarzyło, że zobaczyli właśnie samotną Ukamanan i złapali ją. Dziewczyna próbowała się bronić, wyrywać i wołać o pomoc, ale nic to nie dało. Wokoło nie było nikogo. 


Porwali ją z rodzinnej wyspy i odpłynęli na stały ląd. Związali dziewczynę sznurem, przymocowali sznur do słupa i czekali na kogoś, kto da za nią dobrą cenę. 

bajka niemiecka braci Grimm o słomce, węgielku i grochu

Słomka, węgielek i groch
bajka niemiecka 
według braci Grimm


W pewnej wsi uboga staruszka zebrała w ogródku garść grochu i postanowiła go ugotować. Podpaliła więc pod kominem, aby zaś się szybciej paliło, roznieciła ogień garścią słomy. Kiedy wsypała groch do garnka, jedno ziarenko upadło jej na podłogę i potoczyło się obok słomki; wkrótce potem z pieca wyskoczył żarzący się węgielek i padł obok nich.

sobota, 3 listopada 2018

Królewna - foka - bajka (legenda) szkocka - Północnoeuropejska z Wielkiej Btytanii

Królewna - foka 
bajka szkocka/ legenda 


Wszyscy wiedzą, że w północnych morzach i oceanach żyją foki o błyszczących futerkach i o łagodnych, brunatnych oczach. Ale mało komu wiadomo, że niegdyś foki były zupełnie inne — były podobne do nas, ludzi.  Działo się to bardzo dawno, jeszcze zanim pierwsi żeglarze Północy wypłynęli na swych tratwach w świat, aby odkrywać zamorskie kraje. 
Król i królowa mórz mieszkali w cichej głębinie pod przejrzystym sklepieniem z fal morskich. Byli szczęśliwi, mieli bardzo wiele ślicznych dzieci. Dzieci króla mórz spędzały dnie na igraszkach z dzikimi końmi morskimi, na pływaniu wśród zarośli purpurowych anemonów podwodnych. Śpiewały przy tym bezustannie, ich śpiew mieszał się ze śmiechem fal. 
Pewnego dnia wielki smutek spadł na morskiego króla i jego beztroskie dzieci: królowa mórz zachorowała i umarła. Pochowano ją w koralowym grobowcu na dnie morza. Odtąd nie było już komu wychowywać morskich dzieci, śpiewać im kołysanek, czesać ich pięknych, długich włosów. Król mórz widział, jak te włosy zwisają im splątane niby morskie wodorosty; słyszał, jak dzieci po nocach szepczą i wzdychają, nie mogąc zasnąć. Postanowił poszukać nowej żony, żeby zajęła się dziećmi. Wiedział jednak, że nie pokocha już żadnej tak bardzo jak dobrą, marła żonę — wydawało mu się, że razem z nią pochował w koralowym grobowcu swoje serce. 





W głębi podwodnych borów, w zielonym mroku, mieszkała morska czarownica. Pomyślała, że byłoby bardzo przyjemnie zostać królową morza, panią najbardziej rozległego królestwa na wiecie. Toteż chętnie zgodziła się zostać żoną króla mórz, macochą jego dzieci. Zła to była macocha. Zazdrościła pasierbom ich urody, bo nie mogła tego znieść, żeby w morzu żyły jakieś istoty piękniejsze od niej.

bajka włoska o mądrej wieśniaczce

Sprytna Katarzyna
bajka włoska 
z Toskanii (gmina Montale)

Pewien chłop, okopując raz winorośl w swojej winnicy, uderzył motyką w coś twardego. Schyla się i widzi, że wykopał piękny moździerz. Podnosi go, zaczyna oskrobywać i spostrzega, że pod skorupą z ziemi jest cały ze złota.
- To coś dla Króla! - powiada. - Zaniosę go Królowi i ciekaw jestem, co mi da w nagrodę.
W domu czekała nań jego córka Katarzyna, a on pokazał jej złoty moździerz, mówiąc, że chce go podarować Królowi.
Katarzyna powiada:
- Piękne to piękne, nie można zaprzeczyć. Ale jeśli zaniesiesz go Królowi, znajdzie coś do zganienia, bo czegoś tu brakuje, i jeszcze na tobie się to skrupi. - A czegóż tu może brakować? Co tu może znaleźć do zganienia choćby sam Król, głuptasie?
A Katarzyna odpowiedziała:
- Zobaczysz, że Król powie „Piękny moździerz, ale gdzie Jest do niego tłuczek?”
Chłop wzruszył ramionami:
- Król miałby przemawiać w taki sposób? Zdaje ci się, że jest taki głupi, jak ty? I wziąwszy moździerz pod pachę, poszedł do pałacu królewskiego. Wartownicy nie chcieli go wpuścić, ale gdy powiedział, że przynosi cudowny podarek, zaprowadzili go przed oblicze jego królewskiej mości.
- Najjaśniejszy panie - rzekł chłop - znalazłem w swojej winnicy ten oto złoty moździerz i wydało mi się, że godzien jest stać tylko w pałacu waszej królewskiej mości, i dlatego przyniosłem go tutaj, bo chcę go podarować waszej królewskiej mości, jeśli wasza królewska mość raczy go przyjąć.

bajka środkowoeuropejska z Węgier o głupim Michasiu i jego narzeczonej

Helenka i Michaś
bajka węgierska


Było czy nie było, gdzieś bardzo daleko żyła pewna wdowa, która miała głupiutkiego syna, Michasia.
Pewnego razu Michaś rzekł do matki:
— Matulu, chciałbym się żenić.
— A z kim, kochanie?
— Z Helenką, matulu.
— No to poproś ją o rękę!
Poszedł Michaś do domu Helenki i dostał od niej w prezencie szpilkę. W drodze powrotnej znudziło się chłopcu trzymać szpilkę w dłoni i kiedy tylko zobaczył wóz z sianem, czym prędzej wbił szpilkę w siano. Kiedy wóz przyjechał na miejsce, Michaś szukał w zrzuconym sianie szpilki, ale na próżno. Poszedł więc do domu, do matki.
— Gdzie byłeś, drogi Michasiu?
— U Helenki, matulu.
— Co zaniosłeś jej w prezencie?
— Nic, to mnie dali.
— Co ci dali?
— Szpilkę.
— Pokaż!
— Wbiłem szpilkę w siano na wozie, a potem nie mogłem jej znaleźć.
— Oj, synu, źle zrobiłeś! Powinieneś wpiąć ją do swej czapki.
— Zrobię tak następnym razem.


Znowu Michaś zwraca się do matki:

piątek, 2 listopada 2018

bajka indiańska z Ameryki Północnej - Kobieta u źródła

Kobieta u źródła
bajka (legenda) indiańska


Kiedy Szejenowie mieszkali jeszcze na północy, całe plemię koczowało w wielkim obozowisku. Wejście doń wyznaczał głęboki i rwący strumień, spływający z pobliskich wzgórz. Szejenowie zawsze mieli pod dostatkiem wody, ale zdobywanie pożywienia przychodziło im z trudem. Bizony gdzieś zniknęły i ludzie zaczęli głodować. 
Pewnego pięknego dnia, na placu w środku obozowiska kilku mężczyzn grało w obręcz i włócznię. Mieli dwie obręcze, czerwoną i czarną, i cztery kije – dwa czerwone i dwa czarne. Toczyli obręcz po ziemi i próbowali trafić w jej środek. Wygrywał ten, komu ta sztuka się udała. Ludzie przyglądali się zawodom, kiedy z południowej części obozu nadszedł młody człowiek. Chciał przyłączyć się do gry. Ubrany był w skórę bizona, sierścią wywiniętą na zewnątrz. Całe jego ciało pomalowane było na żółto, a we włosach tkwiło żółte orle pióro. Ledwo się pojawił, od strony północnej nadszedł drugi młodzieniec, ubrany dokładnie tak samo. 

Śnieżka i Różyczka bajka niemiecka

Śnieżka i Różyczka
bajka ludowa niemiecka
według braci Grimm

Pewna biedna wdowa żyła samotnie w chałupince, a przed jej domem był ogród. Stały w nim dwa różane krzewy, jeden nosił róże śnieżnobiałe, a drugi różane. A miała ona także dwoje dzieci, były jako ten krzew różany, jedno z nich zwało się Śnieżka, a drugie Różyczka. Były tak pobożne i dobre, tak robotne i radosne, jak żadna inna dwója dzieci na świecie.

Ilustracja: Gustaf Tengreen

wtorek, 30 października 2018

Wojownicza Zulfija - bajka z Armenii z pogranicz Azji i Europy

Wojownicza Zulfija
bajka ormiańska


Żył sobie pewien król, który czując, że śmierć jest blisko, wezwał do siebie siedmiu synów i tak im rzekł: 

- Moje dzieci, kiedy umrę, najstarszy z was zasiądzie na tronie. Jeśli coś mu się stanie, jego miejsce zajmie drugi z was. Jeśli i jemu coś złego się przytrafi, tron obejmie następny w kolejności, aż do najmłodszego. Nie martwcie się, wszystko się ułoży, pod warunkiem, że posłuchacie mojej rady i nigdy nie będziecie polować na Magicznej Górze. Jest to miejsce przeklęte, wielu moich towarzyszy stamtąd nie powróciło. Posłuchajcie więc do mojej rady, a będziecie żyli w szczęściu. 

Po niedługim czasie król zmarł i najstarszy jego syn objął tron. Ponieważ był bardzo ciekawy jaką tajemnicę kryje Magiczna Góra, za wszelką cenę postanowił ją poznać. Wyruszył na polowanie na zbocza Magicznej Góry, nie bacząc na przestrogi ojca. Nigdy jednak stamtąd nie powrócił.

sobota, 27 października 2018

bajka indiańska "Wilczek"

Wilczek
bajka indiańska 


Ilustracja: Vojtech Kubasta
Żył sobie kiedyś indiański wojownik, który był człowiekiem dobrym i sprawiedliwym. Kochał ludzi i zwierzęta, brzydził się okrucieństwem, pogardzał kłamstwem. Mając dość swych współplemieńców, ludzi o twardym sercu, niewzruszonych niczym głazy i bardzo samolubnych, postanowił ich opuścić. Wyruszył więc pod osłoną nocy wraz z żoną i dziećmi w głąb lasu. Dotarł na polanę nad brzegiem cichego strumienia i tam postawił wigwam dla rodziny. 
Przez wiele lat żył szczęśliwie w swoim nowym domu, który opuszczał tylko po to, aby polować. Dzikie zwierzęta, dostarczały rodzinie Indianina mięsa oraz skór i futer. Podczas zimy mogli mieć z nich ciepłe ubrania i okrycie, a mięso wysuszyć i zrobić zapasy. Nadszedł jednak czas, gdy wojownik ciężko zachorował. 
Domyślając się rychłego końca swego żywota zawołał żonę, córkę i dwóch synów i powiedział do nich: 
- Niedługo wyruszę w swą ostatnią podróż do Krainy Wiecznych Łowów. Ty, moja żono, wierna towarzyszko mojego życia, dołączysz do mnie kiedy księżyc wzejdzie na niebo po raz ósmy. Ale wy, moje dzieci- zwrócił się do synów i córki - jesteście jeszcze bardzo młodzi i macie przed sobą całe życie. Z czasem poznacie co to zło i okrucieństwo, od których uciekłem, by cieszyć się szczęściem w tych lasach. Moje serce będzie spokojne, jeśli obiecacie mi, że zawsze będziecie mieć mnie w swoich sercach, i nigdy nie porzucicie swojego młodszego brata. 
-Nigdy ojcze go nie opuścimy! - odpowiedzieli zgodnie, podnosząc ręce na znak uroczystej przysięgi. 
Usłyszawszy obietnicę, Indianin ostatni raz spojrzał na najbliższych, uśmiechnął się i spuścił głowę na ramię. W tym momencie jego duch odleciał w poszukiwaniu Krainy Wiecznych Łowów. Kiedy na niebo po raz ósmy wszedł księżyc, jego żona zgodnie z przepowiednią, podążyła za nim, pozostawiając dzieci same. Ale zanim umarła, ponownie poprosił dwoje starszych, by nie porzucili swojego młodszego brata. Był on za mały żeby móc o siebie zadbać. 
-Nigdy matko go nie opuścimy! - przyrzekli jej syn i córka. 
Wtedy Indianka odeszła cicho, aby dołączyć do męża. Dzieci zostały same pośrodku leśnej głuszy. 
Kiedy śnieg pokrywał ziemię, a lodowaty wiatr wył z większą siłą niż wilki, rodzeństwo dzielnie wypełniało swoją obietnicę. Opiekowali się młodszym bratem z wielką troską i czułością. 
Kiedy jednak nadeszła wiosna i pierwsze pędy zielonej trawy pojawiły się na ziemi, najstarszy z rodzeństwa młodzieniec poczuł, że jego serce staje się niespokojne. Jakaś niewidzialna siła ciągnęła go do wojowników ze szczepu ojca. Pragnął gorąco choć raz w życiu ich ujrzeć. 

piątek, 26 października 2018

bajka (legenda) australijska o duchu bagien Bunyipie

Mały Bunyip
bajka (legenda) aborygeńska
z Australii


Wiele lat temu, po drugiej stronie świata, myśliwi szykowali się na polowanie. Tańcząc w rytm muzyki, wymachiwali dzidami i śpiewali plemienne pieśni. Z nieba lał się żar, a ich rozgrzane ciała lśniły w słońcu niczym smoła. Im mocniej grzało słońce, tym byli szczęśliwsi. Im głośniej śpiewali, tym większą mieli nadzieję na obfite łowy. Mężczyźni byli głównymi żywicielami swych rodzin i polowali całymi dniami, aby nikomu z plemienia nie zabrakło pożywienia. Przynosili zdobycze swoim rodzinom mieszkającym w małych, górskich jaskiniach. Myśliwym, z wielką uwagą przyglądali się mali chłopcy z wioski. Oni też wznosili dzikie okrzyki, wymachując przy tym kijami i niezmordowanie tańczyli do upadłego w prażącym słońcu. Organizowali zawody w strzelaniu z łuku i w rzucie bumerangiem, który zawsze powracał do rąk tego, kto nim rzucał. Ćwiczyli i uczyli się pilnie tej trudnej sztuki polowania, aby w przyszłości zając miejsce swych ojców i starszych braci.

środa, 24 października 2018

bajka szkocka o dzielnym rycerzu Rolandzie i goblinach w kraju elfów.

Dzielny rycerz Roland

bajka szkocka


Dawno, dawno temu, na północy kraju żył król, który miał trzech synów i córkę. Pewnego dnia królewskie dzieci grały w piłkę, gdy najmłodszy z nich, rycerz Roland, rzucił piłkę z taką siłą, że ta zniknęła nad kopułą kościoła. Księżniczka Elena pobiegła szukać piłki i ... nigdy nie wróciła. Cały dwór szukał księżniczki Eleny przez długi czas. Szukano jej w całym kraju, na północy i południu, na wschodzie i na zachodzie, ale nigdzie nie znaleziono śladu pięknej Eleny. 
Całe królestwo opłakiwało jej zniknięcie.
Najstarszy z jej braci udał się do słynnego czarnoksiężnika, aby ten pomógł mu odnaleźć siostrę.
- Twoją siostrę porwały złe wróżki - powiedział czarnoksiężnik- teraz znajduje się w ponurej wieży władcy goblinów. Wiedz jednak, że nawet najodważniejszy z rycerzy nie odważyłby się zapuszczać w tamte strony. To kraina elfów, magii i zaklęć .
Książę oświadczył, że nie ma takiego niebezpieczeństwa, które nie pozwoliłoby mu wyruszyć na poszukiwania ukochanej siostry. Czarnoksiężnik wskazał więc drogę, którą książę powinien podążać i poradził co powinien zrobić, aby odnaleźć księżniczkę. Książę dosiadł swojego wierzchowca i wyruszył w świat pełen nadziei na odnalezienie siostry. Niestety, nigdy już nie powrócił na dwór ojca.
Wtedy drugi z książąt wyruszył na poszukiwanie księżniczki, ale i po nim słuch zaginął. Pozostał najmłodszy z braci, rycerz Roland. I on również, zapragnął wyruszyć na poszukiwania siostry oraz zaginionych braci. Jego matka, królowa błagała go, ze łzami w oczach, aby nie wyruszał na poszukiwania Eleny dopóki nie powrócą bracia. Jednak nic nie mogło powstrzymać Rolanda. Pobłogosławiła go więc matka, a jego ojciec dał mu magiczny miecz, którego dotąd nikt nie używał. Młody Roland wyruszył natychmiast w poszukiwaniu maga, który wskazałby mu drogę do kraju goblinów.
Kiedy Roland do niego przybył, ten rzekł:
- Musisz pamiętać o dwóch rzeczach: gdy przybędziesz już do krainy wróżek i elfów, nie możesz skosztować ani kęsa pokarmu, nie możesz też niczego pić. Nawet kropelki wody czy wina. I pamiętaj, że choć mieszkańcy krainy goblinów i elfów będą odpowiadać na twoje pytania zgodnie z prawdą, i bez względu na to jak niewinne i szczere wydawać ci się będą ich odpowiedzi, bądź ostrożny.

poniedziałek, 22 października 2018

Uparty kotek - wierszyk polski i śliczne ilustracje

Uparty kotek
wierszyk polski


Autor: Barbara Szczepańska "Judyta"
Ilustracje: Anna Smak - Drewniak
Wydawnictwo: Oficyna Wydawnicz "Impuks", Kraków 2014 rok

bajka indyjska/tybetańska - dżataka o małym słoniu*

Mały słoń*
dżataka buddyjska



Dawno, dawno temu, gdy Brahmadatta był królem Benares, Bodhisattwa urodził się w rodzinie bramina. Dorósłszy, zostawił swój ziemski dom i wiódł religijne życie, a po pewnym czasie stał się przywódcą grupy pięciuset mnichów, którzy mieszkali razem w regionie Himalajów. Wśród nich był uparty i mężczyzna o imieniu Indasamanagotta. Miał on małego słonika. Bodhisattwa posłał po niego i zapytał czy on naprawdę trzyma w domu małego słonia. 
– Tak – odpowiedział mężczyzna – mam słonia, który zgubił swoje stado. 
– Cóż – powiedział Bodhisattwa – kiedy słonie dorastają, zdarza się, że zabijają nawet tych, którzy je karmili; tak więc lepiej pozbądź się tego zwierzęcia. 
– Ale ja nie mogę bez niego żyć, mój Nauczycielu! – padła odpowiedź. 
– Och, no cóż – powiedział Bodhisattwa – być może pożałujesz tego. 


Człowiek ten jednak dalej wychowywał zwierzę, aż w końcu osiągnęło naprawdę imponujące rozmiary. Zdarzyło się raz, że wszyscy mnisi wybrali się daleko, aby zebrać gałęzie i owoce w lesie, i nie było ich przez kilka dni.

bajka estońska ludów Bałtów, o tym dlaczego morze jest słone?

Dlaczego woda morska jest słona?

bajka estońska


Daleko nad morzem żyli dwaj bracia, jeden bogaty, a drugi biedny. Kiedyś przed Bożym Narodzeniem, przychodzi biedny do bogatego i mówi:
— Wolę dawać, bracie, niż prosić, żeby mi dano. Ale tak mi się w tym roku nie powiodło, że nie mam nic dla dzieci na święta. Może podarowałbyś mi trochę jedzenia.
Bogaty pomyślał i pyta:
— A zrobisz to, co ci każę? Jeżeli mi przyrzekniesz, że zrobisz, to ci podaruję całą szynkę wędzoną.
— Przyrzekam — odpowiedział biedny.
— No to bierz tę szynkę. A teraz idź z nią do diabła i nie przychodź do mnie więcej.
Słowo się rzekło, trzeba go dotrzymać. Wziął biedak szynkę, westchnął ciężko i poszedł. Idzie, idzie, diabła szuka, skoro brat kazał iść do diabła. Zawędrował wreszcie do podziemnej jaskini, w której palił się wielki ogień.
Obok ogniska starzec z białą brodą ociosywał kłodę.
— Co robisz? — zapytał wędrowiec.
— Chociaż tu już przedsionek piekła, jednakże zachowujemy ziemskie obyczaje, więc szykuję kłodę Jul na świąteczne ognisko.
— Kiedy tu przedsionek piekła, to może jest i diabeł?
— Diabeł stróżuje obok, w sieni. Ale pilnuj swojej szynki, bo tam głodują za karę łakomczuchy. Jak zobaczą, że masz szynkę, nie opędzisz się od nich. Najlepiej zrób tak: powiedz im, że sprzedasz tę szynkę, ale nie za pieniądze, tylko za stary, ręczny młynek, który stoi u nich w sieni przy drzwiach. Posłuchaj mojej rady, nie pożałujesz.

Ilustracja: Vojtech Kubasta

Biedak wszedł do piekielnej sieni i zaraz dopadła go zgraja brudnych, wychudzonych potworków ze szczurzymi ogonami. Szczerząc zęby i skamląc starały się wyrwać mu szynkę tak zapalczywie, że diabeł-dozorca nie mógł ich rozpędzić.
— Oddam wam szynkę, ale dajcie mi wasz młynek — zawołał biedak, chociaż co prawda trochę mu było żal tej pięknej szynki.

niedziela, 21 października 2018

bajka nordycka z Finlandii o głodnych zwierzętach - *z motywam okrucieństwa

Głodne zwierzęta*
bajka fińska


Żył sobie kiedyś stary człowiek, który mieszkał
w małej chacie na skraju lasu. Był całkowicie szczęśliwy, z wyjątkiem jednego szczegółu. 

Każdej nocy kuna wykradała z jego kurnika jednego kurczaka. Dzień po dniu staruszek ustawiał pułapki
i naprawiał kurnik, ale noc po nocy kuna powracała 
i zabierała swoją zdobycz. W końcu człowiek dał za wygraną i przestał polować na złodzieja. 
Pewnego dnia upolował dużego renifera i wszystko układało by się dobrze, gdyby nie to, że staruszek tej właśnie nocy zmarł. Owej nocy kuna również przyszła po kurczaka.
Ale kiedy zobaczyła ciało renifera przed chatą, mlasnęła, oblizała pyszczek i potarła pazury 
z zadowolony, po czym rzekła:

- Oto będzie prawdziwa uczta. Renifer to znacznie lepsza zdobycz niż kurczak. Wezmę mięso, zaniosę do nory i wepchnę do spiżarni. Będę jeść po trochu, na długo mi starczy.
Ułożył renifera na saniach i zaczął go ciągnąć do swej nory. Ale renifer był bardzo ciężki, a ponieważ kuna była mała, nie zrobiła dużego postępu i sanie posuwały się powoli.
Po drodze spotkała wiewiórkę i przywitała się z nią przyjacielskim tonem:
- Jak się masz, siostro! Pomóż mi, proszę, a dam ci za to duży kęs mięsa, który możesz usmażyć sobie nad ogniem.
Wiewiórka się zgodziła i obie zaczęły ciągnąć sanie. Ale i pomoc wiewiórki nie na wiele się zdała. 
Nieco później natknęły się na zająca i pozdrowiły go.
- Hej, bracie! - zawołał kuna- pomóż nam pchać sanki, a otrzymasz dużą porcję mięsa.
Propozycja wydała się zającowi kusząca i już po chwili cała trójka pchała z całej siły sanie, ale mimo to nie posuwali się na przód. Nagle uszczęśliwili się, bo spotkali lisa i wilka. Obiecali lisowi i wilkowi duży kawał mięsa w zamian za pomoc w pchaniu sań. Zwierzęta jednak posmutniały gdy dołączył do nich niedźwiedź. Mimo iż on sam był silniejszy niż oni razem, kuna obawiała się, że dla wszystkich może mięsa zabraknąć. Zwierzęta jednak zgodnie zaniosły renifera do nory kuny i obiecały sobie wieczną przyjaźń.

bajka turecka o magicznym zaklęciu

Magiczne słowo:
"Madschun"
bajka turecka


Wiele, wiele lat żyła sobie była kobieta, która miała tylko jednego syna. Był on niestety tak leniwy, że całymi dniami nic nie robił. W ogóle nie chciała pracować, ani robić niczego pożytecznego. Spędzał całe dnie wylegując sie pod drzewem i patrzył co dzieje się u sąsiadów. Kiedy osiągnął wiek dwudziestu lat, nie miał na głowie ani jednego włosa. Był łysy jak kolano. 
Jego matka często mu mówiła: 
- Co się z tobą stanie, kiedy mnie zabraknie? Jak będziesz żyć, kiedy nie chce ci się pracować? Która z dziewcząt zechce cię na męża, takiego leniwego i łysego chłopaka? - zamartwiała się matka. 
Ale pewnego dnia to młody mężczyzna zdecydował, kogo chce poślubić. I wybrał nikogo innego jak córkę sułtana. Zobaczył ją pewnego popołudnia jak przypadkiem przejeżdżała ze swym orszakiem przez miasto, w którym mieszkał chłopak. 
- Matko- powiedział chłopak - musisz iść do sułtana i powiedzieć mu, że chcę poślubić jego córkę. 
-Co ty mówisz?- kobieta krzyknęła przerażona - Musisz być szalony! Nawet gdyby na twojej głowie szalała burza pięknych loków, sułtan nie zawahałby się jej ściąć, gdy tylko powiedziałabym mu o twojej prośbie! Moja głowa też długo by się nie ostała na mojej szyi!

bajka bałkańska z greckiej wyspy Rodos, o dwóch królach

Bajka o dwóch królach
bajka grecka z Rodos

Dawno, dawno temu, żył stary król, który czując, że chwila śmierci jest już blisko, wezwał swoich dwóch synów: Amona i Linydosa. Powiedział do nich:
- Nie mam wiele czasu moje dzieci. Tobie - powiedział, zwracając się do najstarszego - pozostawiam moje królestwo, ale wraz z nim ciężar rządów, który bywa udręką i przekleństwem. A tobie Linydosie z racji tego, że jesteś najmłodszy, a ja nie mam innego królestwa, mogę zostawić tylko moje błogosławieństwo. Niech sam Helios cię chroni!


To mówiąc, stary król umarł. Najstarszy syn chętnie przyjął królestwo po swoim ojcu, a ponieważ królestwo było związane z klątwą, ją również musiał przyjąć. Jego młodszy brat odszedł z błogosławieństwem ojca szukać szczęścia w świecie. 
Powędrował do sąsiedniego kraju, szukając miejsca do życia i pracy, aby się wyżywić. Dotarł do miasta nad brzegiem morza, a w mieście do nędznej tawerny, której właścicielem był bardzo stary człowiek. 

bajka tunezyjska z Bliskiego Wschodu - Abu Nowas i jego żona

Abu Nowas i jego żona
bajka tunezyjska


Żył sobie kiedyś człowiek imieniem Abu Nowas. Był on ulubieńcem sułtana, którego często odwiedzał w pałacu w Tunisie. 

Pewnego dnia, Abu Nowas pojawił się w wielkiej sali, w której spoczywał monarcha i płacząc  powiedział : 

- Szlachetny Panie, moja żona nie żyje! ... - zalewał się łzami.
- Wszyscy kiedyś musimy umrzeć- odpowiedział sułtan- a martwa żona nie jest, aż taką tragedią. Znajdę dla ciebie nową żonę, młodszą. 
I kazał wielkiemu wezyrowi wezwaćć swoją małżonkę. 
- Biedny Abu Nowas stracił żonę- powiedział władca, kiedy się pojawiła sułtanka. 
- Dostanie więc kolejną- zawołała żona sułtana - to nie będzie trudne zadanie! Wśród moich pokojówek jest młoda kobieta, która będzie dla niego idealna! 


Kazała przyprowadzić młodą kobietę. Zarówno ona jak i Abu Nowas byli sobą zachwyceni. Ślub odbył się z wielką pompą, sułtan i sułtanka podarowali im cenne podarki, a młoda para osiadła z wszelkimi luksusami i wygodami w nowym domu. 
Byli bardzo szczęśliwi przez jakiś czas, ale wydawali pieniądze nie myśląc o jutrze.

bajka afrykańska z Sudanu o tchórzliwym księciu

Tchórzliwy książę
bajka sudańska 

Na odległych ziemiach południa, gdzie przepływa przez dżunglę wielka rzeka, żył kiedyś król, który miał jedynego syna, zwanego Sambą. Książę był przystojny i mądry, ale niestety cierpiał na pewną wstydliwą przypadłość - był bowiem wielkim tchórzem. 
Kiedy jako dziecko uciekał przed słoniem lub małym lwiątkiem poddani mówili: 
- Och, jest jeszcze małym chłopcem! - mówili – jak dorośnie to zmężnieje i nabierze z czasem odwagi. Król ogłosi go swym spadkobiercom i powierzy dowództwo nasz armią, wtedy nauczy się odwagi.
Wszyscy myśleli w ten sposób i wierzyli, że książę się zmieni z upływem lat. Kiedy nadszedł dzień, w którym król ogłosił syna swoim następcom, poddani i królewska rodzina patrzyli na niego z zachwytem. Był najwyższym żołnierzem w całej armii, najpotężniejszym i najsilniejszym, a jego szlachetna i majestatyczna twarz wyróżniała się w tłumie innych twarzy. Niestety nadal był największym tchórzem. Ale o tym poddani nie wiedzieli. 
- Możemy teraz żyć spokojnie -krzyczało całe miasto-kiedy dzicy ludzie napadną na nas, książę Samba będzie nas bronił i wypędzi wroga z naszych ziem!- i wiwatowali na cześć księcia.
Nadszedł dzień, kiedy wroga armia zaatakowała miasto księcia. Książę Samba niestety nie pojawił się na czele wojsk, aby bronić swych ziem. Stary król musiał maszerować przed swoimi wojownikami i wypędzić intruzów z kraju. Kiedy, kilka dni później, pojawił się Samba i opowiedział piękną historię o lwie, którego ścigał, nikt mu nie wierzył. 
- Samba, tchórz!- krzyczeli na niego. 
Życie księcia stało się nie do zniesienia. Pewnego ranka, wstał Samba bardzo wcześnie, osiodłał najlepszego konia ze stajni królewskiej i wyjechał na północ, szukając kraju, w którym nie ma wojen i ludzie żyją w spokoju. Przemierzał dżunglę i pustynie, żył w ciągłym strachu, gdy tylko usłyszał ryk dzikich zwierząt. Wędrował jednak wytrwale, aż dotarł do wielkiego miasta, które leżało nad brzegiem rzeki. 

Ilustracja: Vojtech Kubasta

Podjeżdżał właśnie pod bramę miasta, gdy z okna dostrzegła do księżniczka. 

sobota, 20 października 2018

bajka brazylijska z Ameryki Południowej - o magicznej pieśni Yary


Magiczna pieśń Yary 
bajka brazylijska 

Dawno temu w ciepłych lasach deszczowych, gdzie wolno i leniwie wije się Wielka Rzeka, mieszkał młody Alonso i dziewczyna o imieniu Julia. Mieszkali w krainie, gdzie słońce mocno prażyło przez całe dnie i wcale nie zamierzało szybko zachodzić. Jej mieszkańcy często spali w ciągu dnia, by przetrwać skwar lejący się z nieba. Nawet lasy milczały w dzień, bo nie szemrał w nich wiatr, nawet najmniejszym podmuchem nie poruszał liśćmi. Tylko o zmierzchu rozgrzana do czerwoności ziemia doznawała chwilowej ulgi. Tylko o zmierzchu ludzie wychodzili ze swych domów, aby popracować i porozmawiać. 
Julia, odkąd pamiętała, zawsze mieszkała w miasteczku nad brzegiem Wielkiej Rzeki. Ale Alonso przybył z innego kraju i nie znał niebezpieczeństw wielkich lasów. 
Alonso po raz pierwszy zobaczył Julię na festynie w mieście. Było wtedy gwarno i wesoło. Młodzieńcy podziwiali tańce dziewcząt, wystrojonych na tę okazję w czerwone i niebieskie sukienki. W ich czarnych włosach bieliły się róże. Spośród wszystkich tańczących dziewcząt tylko jedna przykuła uwagę Alonsa i swą urodą przyćmiła pozostałe. Była ubrana w białą suknię ozdobioną kwiatami granatu i była tak piękna, że chłopak nie mógł oderwać od niej oczu. Była to właśnie Julia. Impreza dobiegła końca, a Alonso nadal wpatrywał się w dziewczynę. 


W nocy nie mógł spać, bo ciągle o niej myślał. Wyszedł więc z domu, by wykąpać się w jeziorze. Jezioro znajdowało się w pobliskiej dżungli nieopodal brzegu Wielkiej Rzeki. Cokolwiek jednak robił, twarz dziewczyny pojawiała się stale w jego wyobraźni. Zdecydował więc spełnić swe marzenie.

piątek, 19 października 2018

bajka polinezyjska "Siódma siostra i rybka Djulung" lub w oryginale "Kości Djulunga"

Siódma siostra i rybka Djulung.
bajka polinezyjska
znanz też w indonezji na wyspie Jawa

Dawno temu, na jednej ze słonecznych wysp Morza Południowego, mieszkało siedem sióstr. Mieszkały razem, a najstarsza z nich zarządzała domem i rozdzielała obowiązki między pozostałe siostry. Zawsze najtrudniejszą pracę przydzielała najmłodszej siostrze, którą wszystkie pozostałe dziewczęta pogardzały. 
Ona to musiała codziennie chodzić do pobliskiego lasu, ścinać pnie ogromnych drzew. Była to praca bardzo męcząca i niesamowicie ciężka. Jednak tylko tym drewnem można było rozpalić ogień w kuchni pod paleniskiem oraz oświetlić chatę. Potem, młoda dziewczyna musiała jeszcze przytaszczyć drewno do chaty, rozpalić ogień oraz pilnować aby nie wygasł. Po tej ciężkiej pracy, miała w zwyczaju chwilę odpoczywać w cieniu drzewa i ucinać sobie krótką drzemkę. 
Pewnego ranka, wracając z lasu i zataczając się pod ciężarem drewna, spostrzegła, że rzeka wyglądała wyjątkowo rześko i kusząco. Postanowiła tym razem popływać, zamiast uciąć sobie zwyczajową drzemkę. Gdy tylko skończyła układać drewno, pobiegła do lasu i zanurkował w chłodnej wodzie. Pływała i patrzyła na gałęzie drzew, które łączyły się nad jego głową, tworząc zielony baldachim z liści. Gdy zanurkowała w wodzie, ujrzała piękną małą rybkę, która wydawała się stworzona z tęczy. Przypominała lśniący promień słońca, który migotał w przejrzystych falach rzeki. 

by Vojtech Kubasta

W chwili, gdy mała rybka zbliżyła się do niej, dziewczyna wyciągnęła rękę i wzięła ją ostrożnie w dłonie. Przyjrzała się tej pięknej tęczowej rybce i szybko opuściła rzekę.

bajka rosyjska - Konik Garbusek

Konik Garbusek
bajka rosyjska


Hen daleko, za górami, za lasami, za morzami, a może jeszcze dalej żył we wsi ojciec z trzem synami. Najstarszy miał na imię Daniło i był najsilniejszy. Młodszego i najpiękniejszego zwali Waniło , a na najmłodszego, głuptasa, wołali po prostu Wania. Wania do roboty się nie palił, całymi dniami na piecu drzemał i o księżniczkach rozmyślał. 


Zasiał raz ojciec pszenicę. Obrodziła tak, że kłosy falowały ponad głowami najwyższych mężczyzn, a złociły się tak, że i w pochmurny dzień na polu było jasno. Jednak co noc ktoś tratował polany - otrząsał złote kłosy, łamał smukłe łodygi.

środa, 17 października 2018

bajka niemiecka - Królewna Śnieżka

Królewna Śnieżka 
bajka niemiecka

Gisela Gottschilch

Pewnego razu w środku zimy, gdy z nieba padały płatki śniegu jak pierze, królowa siedziała przy oknie o ramach z czarnego hebanu i szyła. Szyjąc tak patrzyła na śnieg aż ukłuła się igłą w palec. Na śnieg poleciały trzy krople krwi. 
A ponieważ czerwień pięknie wyglądała na białym śniegu, pomyślała sobie: 
- Chciałabym mieć dziecko białe jak ten śnieg, czerwone jak krew i czarne jak drewno tych ram.

poniedziałek, 15 października 2018

Jak zwierzęta zimowały/ Odwiedziny - bajka rosyjska

Odwiedziny 
 lub
Jak zwierzęta zimowały
bajka rosyjska (ludowa)

Staruszek ze staruszką mieli: Byka, Barana, Gęś, Koguta i Świnię. 
Pewnego dnia staruszek mówi do żony:
- Święta za pasem, trzeba zarznąć koguta.
- Cóż, jak trzeba to trzeba – odpowiedziała staruszka.


Usłyszał to Kogut, przestraszył się i w nocy uciekł do lasu. Następnego dnia staruszek rozgląda się po podwórzu, ale nigdzie Koguta nie widzi. 
Wieczorem powiada do żony: 
- Nie znalazłem Koguta, nie ma rady, trzeba zarżnąć Świnię!

niedziela, 14 października 2018

bajka duńska - Księżniczka na ziarnku grochu

Księżniczka na ziarnku grochu
bajka duńska


Był sobie pewnego razu książę, który chciał się ożenić z księżniczką, ale to musiała być prawdziwa księżniczka. Jeździł więc po całym świecie, żeby znaleźć prawdziwą księżniczkę, lecz gdy tylko jakąś znalazł, okazywało się, że ma jakieś „ale”. 

Braciszek i siostrzyczka bajka według braci Grimm

Braciszek i siostrzyczka
bajka braci Grimm

Braciszek ujął siostrzyczkę z rękę i rzekł:
- Od śmierci mateczki nie zaznaliśmy chwili radości. Macocha bije nas i kopie, kiedy się do niej zbliżymy, a za cały pokarm służą nam twarde skórki od chleba. Psu pod stołem lepiej się dzieje niż nam, spada mu przynajmniej smaczny kąsek. 
O Boże, gdyby o tym nasza mateczka wiedziała! Chodź, ruszamy razem w daleki świat.


Poszły dzieci przed siebie i szły cały dzień przez łąki i pola, a gdy deszcz począł padać, rzekła siostrzyczka:
- Pan Bóg płacze razem z naszymi sercami!

Siostrzyczka Alonuszka i braciszek Iwanuszka - bajka rosyjska, ludowa.

Siostrzyczka Alonuszka i braciszek Iwanuszka 

bajka rosyjska ludowa
(znana też pod tytułem:
 "Siostrzyczka Hanusia i braciszek Jaś"
lub 
"Siostrzyczka Tania i braciszek Wania")

Dawno temu żyło sobie dwoje staruszków. Wiele nie posiadali, tylko chatkę ubogą i kawałeczek łąki, a jedyną ich pociechą była dwójka dzieci: córeczka Alonuszkai i synek Iwanuszka. Iwanuszka był psotny, na nauki rodziców nie zważał. 
Za to Alonuszka, starsza i poważniejsza, wszystkiego słuchała, wszystko zapamiętywała, zawsze ostrożna i rozumna. 
Pewnego razu staruszkowie pomarli i dzieci zostały na świecie samiuteńkie. Ruszyła Alonuszka szukać pracy dla siebie i opieki nad braciszkiem. Zawiązała węzełek na kijaszku, wzięła braciszka za rękę i poszli w świat daleki za chlebem. 


Idą polem szerokim, szli cały dzień, aż braciszkowi zachciało się pić. 
- Siostrzyczko, pić mi się chce - zapłakał Iwanuszka.

Jaś i Małgosia - bajka europejska

Jaś i Małgosia
bajka ludowa 
według braci Grimm


Przed wielkim lasem mieszkał pewien biedny drwal ze swoją żoną i dwojgiem dzieci; chłopczyk nazywał się Jaś, a dziewczynka Małgosia. Nie miał co na ząb położyć ani bochenka by się nim przełamać, a pewnego dnia, gdy kraj nawiedziła drożyzna, nie mógł zarobić na chleb powszedni. 
Kiedy tak leżał wieczorem w łóżku zastanawiał się nad losem, a z trosk przewracał się z boku na bok, westchnął i powiedział do swojej żony: 
- Co z nami będzie? Jak wykarmimy nasze biedne dzieci, kiedy sami nic nie mamy?
–Wiesz co, mężu,- odparła żona, - Jutro wczesnym rankiem wyprowadzimy dzieci do lasu, gdzie jest najgęstszy, rozpalimy im ogień i damy każdemu po kawałku chleba. Potem zabierzemy się do roboty, a dzieci zostawimy same. Nie znajdą drogi do domu, a my będziemy od nich wolni.


– Nie żono,- powiedział mąż, - nie zrobię tego, bo serce mi pęknie z żalu, że dzieci w lesie zostawiłem, aby wnet rozszarpały je dzikie zwierzęta.

bajka z Bliskiego Wschodu o czarodziejskim ptaku

Czarodziejski ptak
bajka perska (irańska)

Dawno temu, żył sobie stary zielarz, który trudnił się zbieraniem różnych leczniczych roślin i ziół. Miał on piękną i młodą żonę oraz dwóch synów, o imieniu Ahmed i Mahmed.
Pewnego dnia staruszek zbierał właśnie zioła w górach, gdy z drzewa sfrunął piękny, czarodziejski ptak i złożył jajo pod krzewem. Zielarz podniósł jajo i przyniósł do domu. 

Jego żona, słusznie spostrzegła, że to niezwykłe jajo i zaniosła je do kupca Malika z nadzieją na sowitą zapłatę. I faktycznie, dostała od kupca dwieście złotych dukatów.