wtorek, 26 czerwca 2018

bajka bałkańska o diable, który nie grzeszył odwagą

Tchórzliwy diabeł
bajka bułgarska

Pewien chłop miał bardzo złą żonę. Czego tylko zapragnął, baba musiała mu się zawsze sprzeciwić. Ale chłop umiał się zdobyć na podstęp. Wychodząc w pole mówił do żony:
— Nie trudź się kochanko, z przynoszeniem mi obiadu, — jakoś mi się jeść nie chce.
I żona punkt o dwunastej zjawiała się z obiadem.
Jednego razu chłop kopał studnię, a na czas obiadu przykrył jamę chrustem, ażeby żona w nią nie wpadła. Na nieszczęście, zapomniał, że do baby trzeba mówić zawsze na opak.
— Nie zbliżaj się do studni, — uprzedził żonę — bo studnia bardzo głęboka.
Wystarczyło to, ażeby żona wpadła na chrust. Oczywiście znalazła się zaraz na dnie dołu. Żal się chłopu zrobiło baby i rozpłakał się. Ale zważywszy, że łzami żonie nie pomoże, wziął długi sznur i spuścił go do studni. W tej chwili uczul, ze ktoś za sznur pochwycił i zaczął też ciągnąć do góry. Jakież było jego zdziwienie, gdy zamiast żony, ukazała się ze studni rogata głowa biesa.

bajka z Bałkanów w Europie Środkowej opowiadająca o dwóch braciach

Dwaj bracia
bajka bułgarska

wybrali się dwaj bracia do lasu po drzewo. Machają siekierami, rąbią w prawo, rąbią w lewo, aż echo idzie po lesie. Tylko drew w wózku coś mało przybywa. Zasapał się starszy brat, otarł spoconą twarz młodszy brat, a do pełnego wózka jeszcze wiele brakuje. 
Wreszcie młodszy brat powiada:
- Mam już dosyć machania siekierą. I tak się nikt nie spodziewał, że aż tyle drzewa narąbiemy. Przecież jesteśmy jeszcze dziećmi. 
Rzucili bracia siekiery, siedli, by sobie odpocząć. Zabrali się do jedzenia. Zjedli pół bochna chleba, dużą cebulę i cały zapas sera. 

Książeczki z PRL-u - Kim będą

Kim będą? 
wierszyk polski 



Kiedy Zosia będzie duża,
już nie będzie leczyć lalek,
a prawdziwa pani doktor,
wielkim zajmie się szpitalem.

z serii: "Poczytaj mi mamo"- Co mam autorstwa Małgorzaty Musierowicz

Co mam


Co mam. Mam sześć lat. Mam rodziców i rower. I mam siostrę w wózku. Czego nie mam. Zębów dwóch na dole. Podwórka. I przyjaciela. Dlatego jest mi smutno. Może na to nie wyglądam, ale jest mi smutno, bo nie mam przyjaciela. Również jest mi smutno, że nie mam podwórka. 




poniedziałek, 25 czerwca 2018

bajka azjatycka (arabska) z Bliskiego Wschodu o kogucie i sokole

Sokół i kogut
bajka perska
"Gdy ci szczęście nie sprzyja, złamiesz ząb, nawet jedząc zupę." 

Pewnego razu rzekł sokół do koguta:
 - Jesteś najbardziej wrednym i niewdzięcznym ptakiem jakiego ziemia nosi, powinieneś się wstydzić.
- Czemu tak źle o mnie mówisz, przyjacielu. Przecież nie zasługuje na takie potępienie - odpowiedział kogut.
 - Ależ tak, jesteś niewdzięcznikiem - podtrzymywał swoją opinię sokół. - Nasz gospodarz karmi cię codziennie ziarnem i innymi przysmakami, ale kiedy chce cię wziąć na ręce, tu uciekasz z płotu na płot, zmuszasz go do gonitwy i zmęczenia. Jesteś niewdzięcznikiem i basta! Ja natomiast pracuję dla naszego pana, znoszę mu upolowane ptactwo i w każdej chwili przybywam, gdy usłyszę jego gwizdek. Siadam wtedy na jego ramieniu i jestem mu wdzięczny, że się mną opiekuje. 



- Przyjacielu - rzekł kogut - gdybyś podobnie jak ja, tyle razy widział jak koguty pieką się na ruszcie, jak później podawane są na stoły w różnych sosach, pewnie nie byłbyś tak odważny. Uciekałbyś wtedy nie z płotu na płot, ale ze wzgórza na wzgórze.

Autor: Janusz Krzyżowski
Przeczytaj też bajki z innych zakątków świata:
Alfabetyczny spis treści wszystkich bajek oraz inne bajki azjatyckie a także inne bajki z Bliskiego Wschodu

niedziela, 24 czerwca 2018

Ali - Baba i czterdziestu rozbójników cz. III - Księga 1000 i jednej nocy

Ali Baba i czterdziestu rozbójników 
część III

Pierwszym sklepikiem, który Alof, podchodząc do miasta, zobaczył, był sklepik Baby- -Mustafy. Baba-Mustafa, jak zazwyczaj, siedział z dratwą w ręku i łatał buty. 
Alof podszedł do niego i rzekł: 
— Co robisz, dobry człowieku? 
Baba-Mustafa zaśpiewał w odpowiedzi: 
„Łatam obuwie, 
Sam z sobą mówię, 
Sam z sobą gadam 
I piosnki składam”. 
Alof pochylił się nad nim i rzekł z udanym współczuciem: 
— Już wieczór zapada, a ty wciąż jeszcze ślęczysz nad robotą? Możesz sobie oczy nadwyrężyć. Dziwię się, że pomimo starości, potrafisz po ciemku buty łatać. 
Autor ilustracji: Servino Balardi

Ali - Baba i czterdziestu rozbójników cz. II - Księga 1000 i jednej nocy

Ali-  Baba i czterdziestu rozbójników 
część II

Kassim wcale się nie przyglądał tańcowi i zabawom turkusów, topazów, rubinów. Nie czarowało go tęczowe światło które napełniało jaskinię. Myślał tylko o tym, żeby jak najprędzej napchać swoje wory dukatami i wrócić do domu. Obojętność Kassima na cuda i na czary bardzo się nie podobała pniom malachitowym. Jeden z tych pni, najgrubszy i najsilniejszy, tak się oburzył, że potoczył się gniewnie ku Kassimowi i z całych sił uderzył go w nogi. Kassim jęknął z bólu i upadł na ziemię. Ale wnet z ziemi powstał, podszedł do kufrów z dukatami, zanurzył w nich obydwie dłonie i chciwie począł dukaty garściami wygarniać, aby je do swoich worków przesypać. Wówczas dukaty przestały bawić się w orła i reszkę, rubiny i topazy zaniechały swego topazowo-rubinowego tańca, turkusy znieruchomiały i nie chciały już na kształt bożych krówek pełzać po drzewach koralowych, a pnie malachitowe, gniewnie mrucząc, pochowały się po kątach.



Autor ilustracji: Jesus Blasco

Ali - Baba i czterdziestu rozbójników - Księga 1000 i jednej nocy cz. I

Ali - Baba i czterdziestu rozbójników 
część I

Dawno, bardzo dawno temu, w pewnym mieście perskiej prowincji Horasanu, żyło sobie dwóch braci. Starszy nazywał się Kassim, a młodszy — Ali-Baba. Ojciec, umierając, zostawił im w spadku szmat ziemi niewielki dla równego podziału. Każdy z braci swoją część otrzymał i na niej osiadł, aby ziemię uprawiać i na kawałek chleba żmudnie, w pocie czoła pracować. Obydwaj żyli w ubóstwie i wspomagali siebie nawzajem. Ale nie długo trwała miłość pomiędzy braćmi. Odmienny bowiem mieli charakter i różne dusze. Kassim był zły, pochmurny, zawistny i na dukaty łakomy, Ali-Baba zaś był łagodny, wesoły, nikomu bogactw nie zazdrościł i nie pragnął złota. Kassim narzekał na los, na ludzi i na swoje ubóstwo, Ali-Baba zaś na los nie narzekał, ludzi kochał i nie wstydził się swego ubóstwa. Kassim pomalował swoją chałupę na czarno i rzekł do Ali-Baby: 
— Życie jest czarne, los jest czarny i dusze ludzkie są czarne, więc niechże i moja chałupa będzie czarna jak noc. 
Ali-Baba zaś swoją chałupę pięknie i jasno pobielił i rzekł do Kassima: 
— Życie jest białe, los jest biały i dusze ludzkie są białe, więc niechże i moja chałupa będzie biała jak dzień o świcie. 
I każdy miał taką chałupę, jakiej sam zapragnął. Kiedy Kassim ze swojej czarnej chałupy wchodził do białej chaty swego brata, wzruszał ramionami i mówił z zazdrością: 
— Jakże tu jasno i biało i wesoło! Widocznie Allach się tobą bardziej, niż mną, opiekuje… O mnie zupełnie zapomniał. Smutno mi na świecie i czarno i markotnie. 
Na to Ali-Baba odpowiadał: 
— Nie składaj winy na Allacha, bo to nie jego, lecz twoja własna wina. Allach ci nie kazał chałupy na czarno malować i smucić się w jej wnętrzu. Przemaluj ją na biało, a zobaczysz, jak się oczy twoje rozweselą.
Ale Kassim nie usłuchał rady młodszego brata i nadal mieszkał w czarnej chałupie. 

Autor ilustracji: Elżbieta Gaudasińska

poniedziałek, 18 czerwca 2018

legenda z Europy - Szkocja o Olbrzymie i grobli

Grobla Olbrzyma 
bajka (legenda) szkocka



Dawno temu, króla Irlandii rezydującego na wzgórzu Tara ochraniała Fianna, czyli grupa najlepszych wojowników. Jej przywódcą był olbrzym Finn Mac Cool. Finn był dobrym przywódcą, lecz pewnego dnia zapragnął większej władzy. 
Postanowił pokonać swego szkockiego rywala Benandonnera. 
Wybudował więc groblę z bazaltu, aby suchą stopą przejść do Szkocji. 
Jednak gdy dotarł na miejsce, przeraził się na widok szkockiego olbrzyma, który był dużo większej postury niż Finn. W panice uciekł z powrotem do Irlandii. A ponieważ bał się, że rywal podąży za nim, przy pomocy swej żony przebrał się za dziecko. I rzeczywiście Benandonner przybył do Irlandii w poszukiwaniu Finna. Jednak gdy zobaczył "dziecko", ogarnął go strach. 
- "Skoro tak duże jest dziecko, jak wielki musi być dorosły olbrzym?" - myślał, czym prędzej wracając do Szkocji. 
Zatrzymał się jeszcze i porąbał bazaltową groblę, aby Finn nie mógł już ruszyć za nim w pogoń. 
Grobla przetrwała do dziś, a na pamiątkę tamtych wydarzeń nazwano ją Groblą Olbrzyma. 
Często też można spotkać się z określeniem Droga Olbrzymów.

Przeczytaj też bajki z innych zakątków świata w zakładce: Alfabetyczny spis treści wszystkich bajek oraz inne bajki europejskie

Aladyn i czarodziejska lampa cz. III - Księga 1000 i jednej nocy


przejdź do części I                                   Aladyn i czarodziejska lampa 
bajka arabska z Księgi Tysiąca i Jednej Nocy
część III
.....Kiedy dżin się pojawił,  rzekł głosem donośnym:
— Oto jestem na rozkazy twoje i na rozkazy tych wszystkich, którzy posiadają lampę cudowną.
— Błękitnij mi w oczach, błękitnij, dżinie błękitny! — zawołał Aladyn. — Wiesz zapewne, pod jakim warunkiem sułtan zgodził się na mój ślub z księżniczką. Spełnij natychmiast ten warunek. Prócz tego przystrój mnie i matkę moją w szaty książęce. Dla mnie sprowadź rumaka białego i dwudziestu rycerzy konnych. Dziesięciu z nich niechaj trzyma w ręku sakwy, dukatami napełnione. Dla matki mojej sprowadź dwadzieścia panien dworskich, aby jej usługiwały. Pamiętaj tylko, że matka moja lęka się twego widoku, więc bądź dla niej usłużny, lecz jednocześnie niewidzialny.
Ledwo Aladyn słów tych domówił — dżin zniknął, a po chwili wnętrze chałupy i całe podwórze zaroiło się od tłumu nagle zjawionych ludzi i koni. Aladyn spojrzał na siebie i nie poznał swej własnej postaci, miał bowiem na sobie szaty książęce, przetykane srebrem, złotem, naszywane perłami i diamentami. Skrzył się cały i złocił, i połyskiwał, i srebrzył, i perlił. Wyszedł na podwórze, aby rumaki obejrzeć. Natychmiast jeden z rycerzy podał mu białego, cudownego rumaka. Dosiadł Aladyn rumaka, wyjechał na ulicę i stanął pod chałupą. Ustawił zaraz w szyku odpowiednim czterdziestu Murzynów ze szkatułami złotymi, pełnymi po brzegi klejnotów, i czterdziestu niewolników z koszami kwiatów, nieznanych żadnemu ogrodnikowi. Na czele ich stanął rycerz z trąbą, która głosem ludzkim śpiewała hymny na chwałę sułtanowi. Rozkazał Aladyn całemu orszakowi iść niezwłocznie do pałacu sułtana i złożyć u stóp jego świetne dary.
Ruszył rycerz z trąbą, ruszyli za rycerzem niewolnicy, ruszyli za niewolnikami Murzyni, kierując swe kroki do pałacu. Tymczasem dwudziestu rycerzy konnych otoczyło Aladyna.
Autor ilustracji nieznanu
Aladyn rzekł z konia do dziesięciu pierwszych, którzy trzymali w rękach sakwy, napełnione dukatami:


Aladyn i czarodziejska lampa cz. I - "Księga 1000 i jednej nocy"


przejdź do części III                                Aladyn i czarodziejska lampa
bajka arabska z Księgi Tysiąca i Jednej Nocy
część I

W pewnym mieście chińskim mieszkał ubogi krawiec Mustafa wraz z żoną Marudą. Mustafa i Maruda mieli jedynego syna, któremu na imię było Aladyn. Gdy Aladyn doszedł do dwunastego roku życia, ojciec chciał go kształcić w rzemiośle krawieckim. Próżno jednak zachęcał syna do pracy. Aladyn był tak leniwy, że pracy unikał i dzień cały spędzał na gonitwach i zabawach z ulicznikami. Przez trzy lata Mustafa dokładał wszelkich starań, aby zbudzić w Aladynie zapał do pracy. Wszelkie jednak starania spełzły na niczym. Aladyn co chwila wymykał się z domu na ulicę i włóczył się po mieście z rozmaitymi nicponiami.


Autor ilustracji nieznany
Mustafa załamywał dłonie i mówił do Marudy:
— Poradź mi, moja Marudo, co mam robić z tym leniuchem Aladynem? Jak przemówić do jego rozumu? Jesteśmy przecie ubodzy i nie zostawimy mu żadnego spadku. Ma już lat piętnaście, a dotąd nie nauczył się rzemiosła, które by mu pozwoliło zarabiać na kawałek chleba. Włóczy się po mieście z nicponiami i sam się wkrótce stanie takim nicponiem, jak jego towarzysze.

Aladyn i czarodziejska lampa cz.II - Księga 1000 i jednej nocy


przejdź do części I                                     Aladyn i czarodziejska lampa
bajka arabska z Księgi Tysiąca i Jednej Nocy
część II

Nie wiadomo kiedy, minęło pięć lat i Aladyn był już dwudziestoletnim młodzieńcem. Pewnego razu wrócił do domu, tańcząc i klaszcząc w dłonie.
— Matko, matko! — zawołał, nie patrząc nawet na Marudę. — Siedzisz wiecznie w swojej chałupie i nie wiesz o tym, o czym ja wiem w tej chwili!
— Co się stało? — spytała zdziwiona Maruda, przyglądając się uważnie Aladynowi. — Może znów spotkałeś czarodzieja, który się podaje za twego stryja i obiecuje ci kupić szaty jedwabne, ażeby potem znów cię zwabić do ogrodów podziemnych i drzwi żelazne zatrzasnąć nad twoją łatwowierną i lekkomyślną głową?
— Nie, nie! — wołał Aladyn, tańcząc po chałupie i klaszcząc w dłonie. — Nie spotkałem czarodzieja, i nikt mnie nie zwabił do ogrodów podziemnych i nie zatrzasnął drzwi żelaznych nad moją łatwowierną i lekkomyślną głową! Stało się to, co się stało! Zdarzyło się to, co się zdarzyło! Powiedział mi strażnik miejski, że jutro, skoro świt, piękna księżniczka Badr-el-Budura, córka naszego sułtana, przejdzie pieszo przez całe miasto aż do rzeki, żeby w lustrze rzeki przejrzeć swą twarz cudowną. Nikomu nie wolno iść po tych ulicach, po których ma kroczyć księżniczka Badr-el-Budura! Nikomu nie wolno spojrzeć na nią, aby nie obrazić wzrokiem jej pięknej książęcej twarzy. Taki bowiem rozkaz wydał dzisiaj sam sułtan. Ulice będą puste, a cała ludność zamknie się w swych domach i grubymi kotarami zasłoni wszystkie okna. Ulice będą puste i bezludne, a księżniczka pieszo przejdzie przez te ulice aż do samej rzeki. Nad rzeką pochyli się i ujrzy swą cudowną twarz, odbitą w wodzie. Matko moja, matko! Cała ludność jest posłuszna rozkazowi sułtana — ja tylko jeden nie będę mu posłuszny. Nad rzeką rośnie gęsta trzcina. Skoro świt, pobiegnę nad rzekę i ukryję się w trzcinie. Ukryty w trzcinie, będę patrzał na brzeg tak długo, aż wreszcie zobaczę księżniczkę Badr-el-Budurę, gdy się pochyli nad rzeką, aby przyjrzeć się swej twarzy, odbitej w wodzie.

piątek, 15 czerwca 2018

bajka amerykańska o trzech króliczkach i ich mądrej mamie

O trzech królikach
bajka meksykańska 
z Ameryki Północnej

Na ziemi meksykańskiej w zacisznej królikarni, mieszkała rodzina królików. Matka- seniora Lapinosa, pilnie dbała o dobre wychowanie swych pociech. Gdy tylko dostrzegła coś niewłaściwego, zaraz wołała:
- Synku Lapino, trzymaj prosto uszy!
- Lapineczku, mój syneczku, jak możesz jeść marchewkę trzymając ją w brudnych łapkach? - zwracała się do młodszego synka.
Lapiniątko, ty głuptasku, kto tak robi? - mawiała do najmłodszego, najmilszego króliczka. - Nie przewracaj oczami, bo dostaniesz zeza. 
Mówiąc między nami, to Lapino i Lapineczek nie słuchali z należytą uwagą napomnień matki, a tylko Lapiniątko trzymało się stale maminego ogonka. Ale pewnego dnia stało się inaczej. Mama poszła do sąsiadów na świeżą, smaczną, chrupiącą sałatkę. 
Bracia zawołali do Lapiniątka:
- Idziesz z nami?
No cóż! Mamy nie było i Lapiniątko wybrało się z braćmi do lasu. Była to bardzo niebezpieczna wyprawa. Z początku wszystko szło gładko i zabawnie. Trawa pachniała i smakowała nadzwyczajnie. A jak przyjemnie było tarzać się po łączce! Zupełnie inaczej niż w królikarni. Lecz nagle słońce schowało się za drzewa, a piękny las stał się zaraz ciemny i straszny. 
Króliki przesrały się bawić. 
- Ja chcę do domu! - pochlipywało Lapiniątko - do mamy! Tu wszystko takie ciemne i straszne! Boję się! 
- Trzeba będzie poczekać w grocie tak długo, aż się zrobi dzień - postanowił Lapino, najstarszy z króliczków. 

Ilustracja z wydania I Nasza Księgarnia, 1967 rok

bajka syberyjska ( Federacja Rosyjska) z Azji o dwóch myśliwych

Duży i Mały
bajka udechecka

W głuchej tajdze nad brzegiem przejrzystej rzeczki stały dwa domki. Mieszkało w nich dwóch myśliwych: jeden duży, drugi mały. Żyli obok siebie, w tej samej rzece łowili ryby, w tej samej tajdze polowali na zwierzynę. A mimo to ciągle się ze sobą droczyli.
— Ej, ty krasnalu — mówi Duży — nawet pieńki jodłowe są wyższe od ciebie. Co cię tak przycisnęło do ziemi, że nijak nie możesz podrosnąć?
— A ciebie, jak widać, babcia w dzieciństwie za uszy ciągnęła — odpowiada Mały — dlatego jesteś taki duży i niezgrabny.
I tak kłócili się dzień w dzień. Pewnego razu szli przez las. Idą i drwią z siebie. Żaden z nich ani myśli ustąpić. W końcu rozzłościli się bardzo i zaczęli się bić. 
Angus McBride

— Ach ty, niedojrzała szyszko! — krzyczy Duży. — Załatwię cię jedną ręką!
— Spróbuj no, ty drągalu — odpowiada Mały — przecież tam, z góry, nie możesz mnie nawet dojrzeć.
Tłuką się i nie widzą, że spoza grubej sosny skrada się niedźwiedź. Kiedy był już blisko, skoczył na Dużego. Mały zapomniał o kłótni, chwycił siekierę i huknął nią niedźwiedzia po łbie. Rozgniewał się niedźwiedź, zostawił Dużego i rzucił się ze złością na Małego.
— Aj! — krzyczy Mały. — Ratuj, przyjacielu!
A Duży zdążył tymczasem wstać z ziemi. Chwycił swoją potężną siekierę, zamachnął się i rozliczył z niedźwiedziem-rozbójnikiem.
Niedźwiedź zawył tylko cicho i upadł ciężko na ziemię.
— Uff! — sapnął Duży i usiadł na pieńku.
— Uff! — zawołał radośnie Mały i skoczył na równe nogi.
— Ty, Mały, jesteś morowy! — mówi Duży. — Choć niewielki, ale odważny! Zręcznie rzuciłeś się na niedźwiedzia ze swoją siekierką. Bez ciebie chybabym zginął.
— I ty, długonogi, jesteś morowy — odpowiada Mały. — Ale z ciebie siłacz! Fajnie stuknąłeś misia!
— I po co te ciągłe sprzeczki? Wiesz, nie będziemy się więcej kłócić! — mówi Duży.
— Zgoda! — odpowiada Mały. — Będziemy żyć w przyjaźni. Przecież razem jesteśmy dwukrotnie silniejsi niż w pojedynkę.


Przeczytaj też bajki z innych zakątków świata w zakładce: 
Alfabetyczny spis treści wszystkich bajek oraz inne bajki z zakładki: bajka Ludów Zimnej Północy i Skandynawii


czwartek, 14 czerwca 2018

bajka syberyjska (Federacja Rosyjska) o niedźwiedziu i lisicy

Niedźwiedź i lisica
bajka nieniecka


Ilustracje: Rie Munoz
Pewnego razu po tajdze spacerował sobie niedźwiedź. Zachciało mu się pić, więc poszedł nad jeziorko. Przyszedł, stanął na brzegu i zaczął pić. Nagle zobaczył karasia i postanowił go schwytać. Łowił karasia, łowił, zmoczył się od stóp do głów, ale ryby nie złapał.
Tymczasem nad jeziorko przybiegła lisica. Zobaczyła niedźwiedzia i pyta:
— Niedźwiedziu, co ty tutaj robisz? Zachciało ci się kąpieli?
— Nie, lisiczko — odpowiada niedźwiedź — nie kąpię się. Zobaczyłem w jeziorku karasia i postanowiłem go złapać. Pomóż mi. A kiedy go złowimy, rozdzielimy zdobycz po połowie.
— Dobrze — powiedziała lisica. — Wypij więc z jeziorka całą wodę, a ja schwytam karasia, przyniosę go tutaj i będziemy się dzielić.
Ucieszony niedźwiedź powiada:
— Znakomicie! Jak mądrze i sprytnie to wymyśliłaś!
I zaczął pić wodę z jeziorka. Pije i pije. Wody w jeziorku ubywa, za to brzuch niedźwiedzia staje się coraz większy i większy. W końcu w jeziorku zostało już bardzo mało wody. Na dnie widać było karasia. A chytra lisica, jak na zawołanie, skoczyła do wody, chwyciła karasia w zęby i uciekła. Niedźwiedź rozgniewał się, ruszył za nią, ale nie mógł oszustki dogonić — za dużo wypił wody.

Przeczytaj też bajki z innych zakątków świata w zakładce: 
Alfabetyczny spis treści wszystkich bajek oraz inne bajki z zakładki bajka Ludów Zimnej Północy i Skandynawii

bajka bałtycka z Estonii (Europa Wschodnia) o prządkach złota, wiedźmie i zaqkochanym królewiczu

Prządki złota 
bajka estońska 

znana też pod tytułem "Lilia wodna"

Przed wiekami, przed dawnymi żyła w niedostępnym dzikim borze zła wiedźma. Miała trzy pasierbice, piękne jak zorza wieczorna, a najmłodsza z nich była najpiękniejsza. Żyły one w głuszy leśnej, z dala od ludzkich osad i nigdy jeszcze nie widziały człowieka. Znały tylko słońce we dnie, a księżyc i gwiazdy w nocy. Od brzasku do zmroku musiały na rozkaz złej macochy pracować przy kądzieli i prząść złote nici. 


Autor ilustracji: Zdzisław Witwicki??

Gdy tylko kończyły jeden motek, zjawiała się zaraz jak spod ziemi stara i nakładała drugi. Gotowe nici zabierała macocha do swej komory, której wrota zamykała na trzy ogromne zamki.


Siostry nie wiedziały, skąd macocha przynosi złote przędziwo do chaty, i nie domyślały się wcale, na czyje szaty je

środa, 13 czerwca 2018

bajka wschodniosłowiańska o babie i garnuszku mleka



Baba i garnuszek mleka
bajka ukraińska

Ilustracja: Gennady Spirin
Wyprosiła sobie baba garnuszek mleka. 
Postawiła mleko na zapiecku, a sama usiadła, podgięła nogi i zamyśliła się. 
"Gdyby mi, Panie Boże, to mleczko się zsiadło, to narobię sobie i masła, i sera. Ser i masło sprzedam i kupię sobie kurę. Kura naniesie jajek, posadzę ją na nich, wyhoduję kurczęta, sprzedam je i kupię wieprzka. Wieprzek wyrośnie, wezmę za niego dużo pieniędzy i kupię konika. Konika sprzedam, kupię sobie wołki. Zaprzęgnę te wołki i pojadę na jarmark. A jak ktoś mnie poprosi: „Babko miła, podwieźcie", to ja go nogą „trach"! 
Rozmarzona babka machnęła nogą, garnuszek zleciał na ziemię z zapiecka i po czarnej ziemi popłynęła biała rzeczka babczynego mleczka. Co prawda, to prawda.

Przeczytaj też bajki z innych zakątków świata:
Alfabetyczny spis treści wszystkich bajek oraz inne bajki europejskie


Ilustracje nie są oryginalnymi grafikami w wydaniach papierowych tej bajki. Zostały przeze mnie dobrane przypadkowo.

Kanczyl i krokodyle - bajka z ciepłych wysp, mórz i oceanów - Azja Poł. - Wsch. i Oceania

Kanczyl i krokodyle
bajka indonezyjska
"Chciałbym nie spojrzeć, a widzieć … "

Pewnego razu kanczyl, czyli ,,mysi jelonek", dostrzegł na drugim brzegu rzeki piękny zagajnik z drzew, na których było pełno słodkich owoców mango.


 - Och, jak bym sobie dziś podjadł - pomyślał.
Rzeka była jednak szeroka i pełna zdradliwych krokodyli.
- Jak dostać się na drugi brzeg? -głowił się maluch. 

poniedziałek, 11 czerwca 2018

bajka azjatycka (arabska) z Bliskiego Wschodu - dzisiejszy Iran o szachu w gościnie

Wizyta szacha
bajka perska


"Jeśli w południe szach powie, że jest noc, podziwiaj gwiazdy".






Autor ilustracji: Dinara Mirtalipova

Dawno, dawno temu szach postanowił zobaczyć jak żyją jego poddani. Udał się do miasta na przechadzkę. Wstąpił do biednej restauracyjki, gdzie postanowił się posilić. Gospodarz biedak, zaskoczony takim wydarzeniem, kłaniał się dostojnemu gościowi nisko i połą własnej szaty wytarł zniszczony stół, przy którym zasiadł tak ważny gość. 
Władca, nie chcąc swego poddanego wprawiać w kłopot, postanowił zamówić prosty i skromny posiłek: 
- Dobry człowieku - zagadnął szach. - Macie tu jajka?
- Tak, panie - skwapliwie odpowiedział właściciel jadłodajni.
- To zrób mi omlet z dwóch jajek - zażyczył gość. P o paru minutach pięknie wyrośnięty omlet był gotowy. Szach zjadł go z apetytem. Nie krzywił się nawet, że talerz i kubek do wody były gliniane.
- Czy smakowało ci, panie? - pytał usłużny karczmarz.
- Tak, dobry człowieku - odparł gość. - Ile płacę? - zapytał.
- Tysiąc złotych dukatów - odparł właściciel knajpki.
Szach uniósł tylko ze zdziwienia brew.
- Czyżby, tu u was, jajka były tak drogie? - zapytał. - Czy jest ich tak mało?
- Nie, panie. Jajek jest u nas pod dostatkiem - odparł gospodarz. - Ale to była królewska uczta!


Autor: Janusz Krzyżowski

Przeczytaj też bajki z innych zakątków świata: 
Alfabetyczny spis treści wszystkich bajek oraz inne bajki azjatyckie i inne bajki z Bliskiego Wschodu

Ilustracje nie są oryginalnymi grafikami w wydaniach papierowych tej bajki.

sobota, 9 czerwca 2018

Naszyjnik Iny - bajka z ciepłych wysp, mórz i oceanów - Nowa Gwinea w Oceanii

Naszyjnik Iny
bajka nowogwinejska (Oceania)

Daleko na wschodzie, w kraju o nazwie Nukutere, u podnóża gór, mieszkał człowiek o imieniu Vaitoring z małżonką Negatuą oraz córką Iną, dziewczyną piękną jak kwiat. Wszyscy żyli szczęśliwie i pogodnie aż do chwili, kiedy do ich skromnego domku zakradł się złodziej Ngonene i zabrał rodzinny skarb, naszyjnik z biało-różowych muszelek.
- Dlaczego nie ustrzegłaś naszyjnika przed złodziejem? Wiedziałaś przecież, że to nasz rodzinny talizman - gniewała się na córkę Negatua.
- Oj, córko, jak mogłaś nam to zrobić? - narzekał również ojciec.



Łzy popłynęły po twarzy dziewczynki. Żal jej było utraconego naszyjnika, ale jeszcze bardziej bolały słowa rodziców. Czuła się winna, bo w czasie, kiedy przyszedł złodziej, ona słuchała śpiewu ptaków. Nie zadbała o jedyny rodzinny skarb.
- Muszę go odzyskać - postanowiła. - Udam się do króla mórz i lądów. On mi na pewno pomoże.
I jak postanowiła, tak zrobiła. Rankiem wymknęła się z domu i udała przed siebie. Wkrótce napotkała rajskiego ptaka.
- Powiedz mi, ptaszku drogi, gdzie mieszka król mórz i lądów? Idę do niego po pomoc.

bajka bałtycka z Łotwy (Europa Wschodnia) o pająku i muszce

Pająk i mucha 
bajka łotewska

Działo się to w pradawnych czasach, kiedy ludzie jeszcze nie znali ognia i żyli w ciemności, jedli surowe mięso i cały długi rok chodzili opatuleni w skóry, ponieważ było im zimno i nie wiedzieli, jak się ogrzać. 
Kiedy to wieczne zimno i najciemniejsza ciemność dokuczały już nawet wysoko urodzonym panom na królewskim zamku, mądry władca ogłosił, że nagrodę dostanie ten, kto przyniesie ogień z czeluści piekielnej. 
W tych czasach król był absolutnym panem w swoim kraju. Nie tylko ludzie, ale i wszystkie żywe stworzenia musiały go słuchać i szanować. Kiedy król kroczył, wszyscy ludzie przed nim klękali, wszystkie zwierzęta w ciszy czołgały się w kurzu przydrożnym, ptaki zatrzymywały się w locie, a wszystkie pszczoły i trzmiele przestawały bzyczeć. Tak oddawano cześć koronowanej głowie. 
Nagroda zatem nęciła wielu. 
Niejeden dzielny junak próbował przynieść królowi ogień, ale każdy ginął w czeluści piekielnej. Niektóre zwierzęta, na przykład mądry lis, odważny ryś i szybkonogi renifer też wybrały się po ogień, ale żadne z nich już nie wróciło. Orzeł także próbował chwycić ogień w swe silne szpony, ale spalił sobie przy tym skrzydła i spadł w płomienie. 
Król i jego poddani na próżno czekali. Już nikt nie chciał się wybrać w czeluść piekła. 
Wtedy jeden mądry dworzanin poradził królowi: 
— Musisz, królu, obiecać większą nagrodę. Ogłoś na przykład, że ten, kto przyniesie ogień, może z tobą siedzieć przy jednym stole podczas posiłku. Taki zaszczyt każdego skusi. 
Ten pomysł zbytnio się królowi nie podobał, bo dlaczego niby miałby z kimś siedzieć przy królewskim stole? W końcu trochę to zmienił i jego posłowie ogłosili wkrótce we wszystkich zakątkach państwa, że temu, kto przyniesie ogień, czy to człowiek, czy zwierzę, ptak czy owad, będzie wolno na wieczne czasy zasiadać przy jakimkolwiek stole. 

piątek, 8 czerwca 2018

z serii: "Bez pracy nie ma kołaczy" (Kłos, Siał kogut pszenicę oraz Konik polny i mrówka)

Kłos
bajka ukraińska
 (wschodniosłowiańska)


W pewnym gospodarstwie żyły sobie dwie małe Myszy i Kogut. Myszy zainteresowane były tylko i wyłącznie zabawą. Ciągle by tylko tańczyły i śpiewały i cały dzień nic innego nie robiły. 





Kogut natomiast był pracowity i miał swoje obowiązki, chociażby wskakiwanie co rano na płot i pianie donośnego "ku-ku- ryku." Wszyscy wtedy wiedzieli, że nastał świt i pora wstawać do pracy. Kogut pilnował również porządku na podwórzu i miał na wszystko oko. Tymczasem Myszy od rana do nocy harcowały i swawoliły do woli. 


Pewnego dnia kogut patrolował dziedziniec i dojrzał na ziemi kłos pszenicy. 

- Hej! Myszy! - zawołał Kogucik - spójrzcie, co znalazłem! 

Myszy podbiegły i powiedziały:

czwartek, 7 czerwca 2018

bajka wschodniosłowiańska z Iwanuszką- głuptaskiem (Siwka- Burka, O Iwanuszce głuptasku, O Iwanuszce głuptaski i jego braciach)

Siwka- Burka
bajka ludowa rosyjska

Za górami, za lasami, żył sobie pewien starzec. Miał trzech synów: dwóch było mądrych, a trzeciego wszyscy nazywali Iwanuszką-głuptaskiem.  Posiał starzec razu pewnego pszenicę. Wyrosła piękna, dorodna, ale co z tego, skoro ktoś ją zaczął deptać i niszczyć.




poniedziałek, 4 czerwca 2018

bajka z Ameryki Łacińskiej - żółw i tygrys jako malarze swoich ciał w innej amerykańskiej wersji

Tygrys i żółw 
bajka nikaraguańska 

Dawno, dawno temu zwierzęta wyglądały zupełnie inaczej niż teraz – wszystkie żółwie miały czarne skorupy, a tygrysy białą sierść. Żółwie i tygrysy żyły wtedy w różnych miejscach - tam, gdzie im było wygodnie. Białe tygrysy i czarne żółwie przyjaźniły się z ptakami, ludźmi i zwierzętami.
Pewnego dnia Żółw spotkał Tygrysa i tak do niego powiedział:
– Przyjacielu, czy mógłbyś pomalować moją skorupę? Jestem cały czarny i przez to nie lubią mnie ani ludzie, ani zwierzęta.
Tygrysowi zrobiło się żal biednego czarnego Żółwia i zgodnie z prośbą zaczął dekorować i malować jego skorupę. Właśnie dlatego skorupa i skóra żółwi jest dzisiaj kolorowa, pomalowana w piękne zielono-brązowe plamki, kropki i pręgi.



Wkrótce po tym Tygrys stwierdził, że on sam jest zdecydowanie zbyt biały i postanowił zmienić kolor swojej skóry.

bajka cygańska o lisie i deszczu

Lis – zaklinacz deszczu 
bajka cygańska

To było upalne lato! Liście na gałęziach, trawa na łąkach wszystko powiędło i pożółkło, czekając nadaremnie na deszcz. Nie chciał przyjść i ludzie martwili się, że złe będą plony, że nie ma gdzie paść koni ani owiec. Aż pewnego dnia zjawił się we wsi stary dziad, co tak się znał na zamawianiu pogody jak koń na fruwaniu. Ale że był stary i mruczał do siebie rozmaite czarodziejskie zaklęcia, ludzie błagali go, aby sprowadził deszcz.
– Dobrze – zgodził się dziad. – Ale dacie mi za to sto kilo gruszek. 
Bo dziad był bardzo łasy na gruszki. Zaprowadzili go ludzie w pole, żeby wziął się jak najszybciej do ściągania deszczu. Dziad usiadł sobie w ocienionym miejscu, poskrobał się w głowę i zamruczał: 
- Jek – szmek, trin – gin, szow – bow, efta – cefta, ochto – mochto! 
Wszyscy ludzie przeżegnali się nabożnie, a dziad kazał im wracać do domów. 
Kiedy odeszli, rzekł sam do siebie: " Jakże ja im sprowadzę ten deszcz? Choćbym mruczał tydzień cały, to i tak ani jednej kropelki nie wycisnąłbym z czystego nieba. Boję się, że nie tylko nie dostanę ani jednej ulęgałki, ale jeszcze mnie ludzie w dodatku kijami wytłuką...” 
Spojrzał dziad w lewo, spojrzał w prawo, przed siebie i za siebie, ale nie znalazł na niebie ani kawałeczka chmurki. W pobliżu siedział lis w swojej kryjówce i czatował na jakąś zdobycz. 
Słyszał, co dziad powiedział, rzekł więc do siebie: 
-„Poczekaj no, dziadu! Już ja ci ściągnę taki deszcz, że ci ucho ogłuchnie, gęba oniemieje, a oko zbieleje!” 
Wyskoczył z kryjówki, pomerdał kitą i rzekł do dziada: 
– Kłaniam się uniżenie wielmożnemu panu! Słyszałem, że prosisz o deszcz. Chętnie w tym dopomogę, jako że znam świetnie sztukę sprowadzania deszczu. Musisz mi tylko przyrzec, że nikomu nie piśniesz o tym ani słówka. Przyjdę do ciebie wieczorem. Przygotuj dla mnie tłustą, pieczoną gęś, a ściągnę deszcz jeszcze tej nocy. 
Dziad z radością zgodził się na to i w te pędy pobiegł do wsi. 
Tam oznajmił wszystkim ludziom: 
– Dziś w nocy będzie padać! Ja sprowadzę deszcz! Szykujcie sto kilo gruszek! 
Poszedł dziad do karczmy, kazał upiec tłustą gęś i nakryć do stołu. 
Wieczorem przyszedł lis i najadł się do syta, a potem wypił jeszcze dzban piwa. 
– No, a teraz, kochany gościu – rzekł dziad – zrób coś, żeby zaczęło padać, bo ludzie czekają na deszcz. 
– Zaraz, wielmożny panie! – powiedział lis. – Wyjdę teraz, a kiedy cię zawołam, wybiegnij na dwór. 
Poszedł lis na podwórze i znalazł tam stojącą u drzwi drabinę i beczkę piwa. Zanurzył swój puszysty ogon w piwie, wlazł na drabinę i zawołał:
– Chodź już, wielmożny panie, i popatrz tylko, jaki deszcz! 
Dziad wybiegł przed próg, a lis zdzielił go z całej siły mokrym ogonem między oczy, aż zamroczył dziada. 
Uciekł więc z powrotem do izby, a lis za nim. 
– Brrr! – otrząsnął się lis. – To dopiero psia pogoda! Futro mi całkiem przemokło! Spójrz no! l podsunął dziadowi pod nos swoją mokrą kitę. 
– Tak, tak! – pisnął dziad. – Niezła pogoda! Właśnie o to mi chodziło. 
Wytarł dziad mokrą twarz i usiadł przy stole. 

bajka cygańska o Cyganie i czerwonym wężu

O Cyganie i czerwonym wężu 
bajka cygańska 

Miał Cygan Phuro dwóch synów. Młodszy z nich był posłuszny i dobry, a starszy nierób i zły. Co dzień powozili synowie końmi – raz starszy, a raz młodszy, na zmianę. Właśnie przyszedł czas jazdy i Phuro dał lejce swemu młodszemu synowi.
– Jedźmy – powiedział. – Ty dziś będziesz powoził.
Weszli dwaj Cyganie pod płócienną budę wozu, a młodszy syn trzasnął z bicza i konie ruszyły w drogę. Droga była piaszczysta i konie z trudem ciągnęły wielki cygański wóz. Koła skrzypiały miarowo i sennie, jakby ktoś śpiewał kołysankę. Toteż młodszy syn usnął wkrótce, a konie szły same prosto przed siebie. Kiedy się młodszy Cygan ocknął, było już południe. Konie stały na rozstajach dróg.
– Wio! – zawołał Cygan. – Jedźcie w prawo!




Szarpnął lejcami, krzyczał, ale nic z tego. Konie szarpały wozem, przebierały nogami w miejscu – i tyle. Wóz stał nieporuszony, jakby korzenie w ziemię zapuścił. Zeskoczył Cygan z kozła, żeby zobaczyć, co się stało, i ujrzał wielkiego, czerwonego węża, który wplótł się między szprychy tylnego koła, a ogonem owinął luśnię u wozu tak mocno, że koło wcale nie chciało się kręcić. Sięgnął Cygan do swojej torby, wyjął kawałek pieczonego mięsa i dał wężowi. 

Wąż pomerdał ogonem z zadowolenia i połknął mięso, a potem odezwał się w te słowa: