sobota, 7 lipca 2018

bajka z Dalekiego Wschodu Azji o wieśniaku Słomce

Wieśniak Słomka
bajka japońska

Dawno, dawno temu była sobie mała wioska, leżąca w samym środku żółtych pól ryżowych. Pod siedmioma klonami stało siedem chat. Ta siódma prawie się już rozlatywała. Tylko potężny pień klonowy jeszcze ją podtrzymywał. Pod jej dachem żył młody Szobei. Jego rodzice umarli. Był sam na świecie, a głód ssał mu żołądek. Kiedy wieśniacy szli rankiem na pola ryżowe, tak mówili między sobą:
- Biedny Szobei! Co też z nim będzie!
Ale, że sami wiedli nędzny żywot i każdy z nich zbierał tyle, że wystarczyło tylko na własny stół, nie wiedzieli jak mu mogą pomóc. Szobei patrząc na nich, myślał:
- Gdybym miał choć całkiem małe poletko ryżu nie musiałbym odżywiać się liśćmi paproci i korzeniami ostu, co rośnie na skraju pól. 
Pewnego razu próg chaty Szobei przestąpił sąsiad. Był on najstarszy we wsi. 
- Posłuchaj, Szobei, co ci powiem. Zanim głód odbierze ci ostatnie siły, spróbuj jeszcze na ostatek pójść do świątyni bogini miłosierdzia. może ona znajdzie jakieś wyjście. Musisz ją tylko dostatecznie długo prosić, wtedy ześle ci ona sen, w którym wyjawi ci swoją radę.

bajka azjatycka z Dalekiego Wschodu o Uraszima Taro

Uraszima Taro
bajka japońska (legenda)

W małej japońskiej wiosce rybackiej żyli przed wieloma, wieloma laty - rybak z rybaczką. Rybak zwał się Uraszima. Kiedy urodził im się syn, nazwali go Uraszima Taro, czyli po japońsku - syn morskiej wyspy. Każdego ranka, o bladym świcie, ojciec - rybak, wraz z innymi rybakami z wioski, wypływał na morze na połów. Kiedy słońce wstało i dał się słyszeć głos górskiej kukułki, mama małego Tary brała go na plecy i schodziła z nim z chaty na zboczu, przez sosnowy las, aż na brzeg morza. Tam czekali na powrót ojca. Matka wsadzała Tarę na białym piasku w cieniu sosen, gdzie bawił się muszelkami. Znad morza nadlatywały mewy i kucały obok niego. Morze miało wiele twarzy, niepodobnych całkiem do siebie. Raz było poorane falami, szarozielone i huczące. Innym razem leżało spokojnie w słonecznym żarze, jasne niczym srebro i przezroczyste.




niedziela, 1 lipca 2018

bajka z Argentyny (Ameryka Południowa) o księżniczce, kamieniu i ogniu.

Księżniczka ognia 
bajka argentyńska 

Żyła sobie kiedyś pewna księżniczka. Była niewyobrażalnie bogata, a zarazem piękna i mądra. Mnóstwo kandydatów starało się o jej rękę. Zjeżdżali z różnych stron świata, jednak nie tyle ze względu na jej mądrość i urodę, co na bogactwa, które chcieli posiąść dzięki małżeństwu. Księżniczka była bardzo zmęczona tymi fałszywymi adoratorami, dlatego postanowiła, że wyjdzie za tego, który przyniesie jej delikatny i szczery prezent.
Kiedy publicznie ogłoszono jej decyzję pałac zapełnił się wonnymi kwiatami, cennymi i mniej cennymi prezentami, listami miłosnymi oraz wierszami zakochanych poetów. Księżniczka, przeglądając dary, znalazła wśród nich najzwyklejszy kamień.
- A cóż to za śmiałek podarował mi zwykły, brudny kamień? - zapytała wzburzona i rzuciła go w kąt.
Sprawa nieszczęsnego kamienia nie dawała jej spokoju. Intrygowało ją, co taki prezent może oznaczać. Kim jest ofiarodawca? Jak wygląda? Nie znając odpowiedzi na żadne z tych pytań, wezwała do siebie służbę.
- Kto mi ofiarował ten kamień? Chcę widzieć człowieka, który być może ze mnie zakpił - rozkazała.
I obrażona czekała na tego, który podarował jej tak niezwykły prezent.
- Proszę mi wyjaśnić, co oznacza ten twardy, szary kamień? - zapytała, gdy stanął przed nią urodziwy młodzieniec.
- Wybacz, księżniczko, jeśli cię obraziłem. Ten kamień symbolizuje moje serce, które mógłbym ci ofiarować na zawsze. Niestety, nie może być ono jeszcze twoje, bo jest za twarde i zamknięte jak ten kamień. Jeśli jednak napełniłoby się miłością, to z pewnością by zmiękło i stało się delikatne jak nic na świecie. Musiałby jednak znaleźć się ktoś taki, kto by to uczynił. 

legenda indiańska o maskach tithu z Ameryki Północnej

Kacziny i tithu – indiańskie lalki 
legenda indiańska 
z Ameryki Północnej 

Bardzo dawno temu, u zarania ludzkości bóstwa zwane Kaczinami zeszły na ziemię, aby żyć wśród indiańskich plemion na południowo-zachodnich obszarach Ameryki Północnej.
Początkowo bóstwa były nauczycielami i strażnikami ludzi, żyły otoczone powszechnym szacunkiem. Po pewnym czasie Kacziny zrozumiały, że straciły uwielbienie i szacunek i stały się czymś powszednim. Wtedy postanowiły wrócić w niebiosa. Jednak zanim odeszły, nauczyły ludzi robić maski. Maski te miały być podobne do Kaczinów. Było to niezwykle ważne i niezbędne do tego, by w czasie obrzędów i tańców wokół ogniska członkowie plemienia mogli przejąć moce bóstw. Kacziny poprzez maski udostępniły ludziom możliwość sprowadzania deszczu, a także uleczania chorych. Plemię Hopi do dziś wykonuje lalki Kaczinów, nazywane tithu. Dzięki temu zaznajamiają dzieci z duchami. Członkowie plemienia wierzą też, że lalki wciąż maja w sobie część mocy Kaczinów. Obecnie tithu wykonuje się najczęściej z topoli, maluje na jaskrawe kolory i ozdabia piórami oraz symbolami religijnymi. Ciekawostką jest to, że nie ma dwóch takich samych - dzięki ręcznemu wykonaniu każda jest wyjątkowa i niepowtarzalna.

Przeczytaj też bajki z innych zakątków świata w zakładce: Alfabetyczny spis treści wszystkich bajek oraz inne bajki amerykańskie

bajka amerykańska z Ameryki Środkowej o zimie i o lecie

Zima i lato 
bajka nikaraguańska 
ludowa opowieść z Ameryki Łacińskiej

Ilustracja: Michael Whelans
Dawno, dawno temu Zima – Królowa Deszczu była jedyną i absolutną władczynią na Ziemi. Nie pozwalała, aby Lato – Królowa Suszy i jej odwieczny wróg – pojawiała się na świecie. Wiele roślin i zwierząt, takich jak ryby, żółwie, rekiny i jaszczurki było bardzo szczęśliwych pod panowaniem deszczowej Zimy. Lecz były też takie zwierzęta jak jelenie, pancerniki, tygrysy czy króliki, które za czasów panowania Królowej Deszczu cierpiały, umierały i powoli znikały z powierzchni ziemi. Także wielu roślinom ciężko było przeżyć pod wodą - tonęły lub umierały z wyczerpania. Wszystkie stworzenia na ziemi zaczęły okazywać swoje niezadowolenie. 
Pewnego dnia zebrały się i razem udały się do Zimy, by poprosić ją, aby pogodziła się z Latem i aby wspólnie panowali na Ziemi. Przyniosłoby to wiele pożytku zarówno roślinom, jak i zwierzętom.
– Ale jesteś podła! – złościła się Królowa Suszy – Lato na Królową Deszczu – Zimę. – To przez Ciebie umierają zwierzęta i rośliny! Woda zalewa wszystko i dlatego nikt cię już nie kocha. A mnie kochają wszyscy, bo przynoszę ciepło i słońce!
Obrażona Zima odparła mu na to:
– Jeśli pozwolę, abyś to ty rządziła światem, wszystkie zwierzęta zginą z pragnienia i z gorąca, a rośliny uschną! Nie zgadzam się też, abyśmy rządziły Ziemią razem!
Ale kiedy Zima została sama i miała czas, aby spokojnie pomyśleć, stwierdziła, że rzeczywiście zbyt wiele ziemskich stworzeń jest niezadowolonych z jej rządów.
– Już wiem, co zrobię. – powiedziała Zima sama do siebie. – Będę rządzić przez jakiś czas, a potem odpocznę trochę, aby woda mogła wsiąknąć w ziemię. Nikt już nie będzie cierpiał z nadmiaru wody.
Jak powiedziała, tak zrobiła, ale zwierzęta i rośliny wciąż umierały.
Wtedy Zima – Królowa Deszczu zawołała do siebie Lato – Królową Suszy i tak powiedziała:
– Podzielimy rok na dwie równe części i każde z nas będzie rządziło w swojej połowie roku.
Królowa Suszy, choć rozwiązanie nie wydawało jej się idealne, zgodziła się na taki podział obowiązków. Zima pracowała i pracowała bez chwili odpoczynku przez pierwsze sześć miesięcy roku. Rzeki znowu zaczęły wylewać, morza i jeziora występować z brzegów. Zalewająca wszystko woda sprawiała, że życie na Ziemi zamierało.
– Widzisz, co się dzieje? Twoja praca nie jest dobra! – powiedziało Lato i zabrało się do działania.
Pracowało i pracowało bez wytchnienia przez kolejne sześć miesięcy.  Było tyle słońca, że rośliny zaczęły usychać, a zwierzęta umierać z pragnienia i braku wody. Również bardzo wielu ludzi umarło z powodu upałów.
Wtedy Zima powiedziała:
– Twoja praca też nie jest dobra! Przez Ciebie umierają rośliny, zwierzęta i ludzie!
W końcu, po długich rozmowach, obie pory roku doszły do porozumienia i wymyśliły nowe rozwiązanie.
Zima i Lato miały razem rządzić na Ziemi.
– Kiedy ja pracuję, ty odpoczywasz – zaproponowało Lato.
– A kiedy ja pracuję, odpoczywasz ty – odparła na to Zima.
Od tej pory, kiedy Zima - Królowa Deszczu pracuje, deszcze nawilżają ziemię, a zwierzęta i rośliny mogą do woli pić życiodajną wodę.
A kiedy do pracy zabiera się Lato - Królowa Suszy, wszystkie stworzenia mogą cieszyć się ciepłem i wygrzewać w promieniach słońca.  Czasem, kiedy Lato zmęczone pracą potrzebuje odrobiny odpoczynku, Zima przychodzi mu z pomocą i przysyła trochę deszczu, który nawilża ziemię. Dlatego latem od czasu do czasu pada deszcz.

Przeczytaj też bajki z innych zakątków świata w zakładce: Alfabetyczny spis treści wszystkich bajek oraz inne bajki amerykańskie

z serii "Poczytaj mi mamo" - Ptasie ulice

Ptasie ulice
bajeczka polska wierszowana

Przemoczyła kaczka nóżki na ulicy Gęsiej,
Pewnie będzie miała katar. A to mi nieszczęście!


Więc pobiegła, by się podgrzać prosto na Słoneczną.
Siedzi sobie, nóżki suszy, pije ciepłe mleczko.

bajka azjatycka o walecznym zającu

Wdzięczny zając
bajka baszkirska 

Rodzice posłali swojego synka, żeby zaprosił gości na świąteczny obiad.
— Zaproś dziadka Chisama, wuja Urmana, naszego zięcia Aminbeka...
I tak dalej i tak dalej... Powtarzał sobie po drodze, kogo mu kazano zaprosić i szedł wzdłuż płotu, ale powiedzieli chłopcu tyle imion, że je pozapominał, zanim płot się skończył.
Co robić? Bał się wrócić do domu, póki nie wypełni rozkazu, więc pomyślał: “Najlepiej zaproszę wszystkich ludzi z całej wioski. Będę pukał do wszystkich domów po obu stronach ulic, wtedy nie opuszczę nikogo z tych, których miałem zaprosić".
Jak pomyślał, tak zrobił. Wszyscy mu dziękowali i powiedzieli, że przyjdą, a chłopiec wrócił do domu.
W południe goście zaczęli się schodzić. Szli i szli, aż zebrali się wszyscy mieszkańcy wsi. Kto nie mieścił się w domu, ten siadał przed domem. Wszyscy czekali na poczęstunek.
Kiedy ojciec i matka zobaczyli tylu gości, przestraszyli się:
— Co to ma znaczyć? Skąd wziąć dość jadła dla wszystkich?
Zaczęli wypytywać chłopca, aż się przyznał, że zapomniał kogo ma zaprosić, więc zaprosił całą wieś.
Rodzice zgromadzili wszystkie zapasy, jakie mieli: mało! Ojciec się rozgniewał i zawołał do syna:
— Tyś nabroił, to teraz poradź coś na to!
Chłopiec zapłakał i wybiegł z domu. Przebiegł przez pustą wieś i schował się w lesie. Usiadł na pieńku i rozpłakał się jeszcze rzewniej.
Ilustracja: Margaret Tarrant
Wtem patrzy: biegnie do niego zając. Ten zając był jego przyjacielem. Bo kiedy zając był małym zajączkiem, niedobry człowiek zabił mu matkę, a wtedy chłopiec znalazł zajączka i zabrał go do domu. Wychował sierotkę, a kiedy zając wyrósł, chłopiec wypuścił go z powrotem do lasu.
— Czego płaczesz? — zapytał zając.
Chłopiec opowiedział mu, co się stało. Zając posłuchał, pomyślał, poruszał długimi uszami. Potem stanął słupka, pogłaskał chłopca po ręce przednimi łapkami i pisnął:
— Nie płacz. Wracaj do domu, wszystko będzie dobrze — i pokicał w głąb lasu.
Chłopiec posłuchał zająca i wrócił do domu. Tam już goście wszystko zjedli i wypili, a nie wystarczyło nawet dla połowy zaproszonych i rodzice bardzo się martwili, że nie mają czym częstować.
Niektórzy goście niecierpliwili się, ktoś nawet zawołał:
— Czemu zaprosiliście nas, skoro nie macie dość jedzenia? Narobiliście wstydu sobie i nam.
Wtem jeden z tych, którzy siedzieli przed chatą, spojrzał w stronę lasu i przestraszył się. Pokazał drugiemu, drugi trzeciemu, z izby też ludzie zaczęli wyglądać, co się dzieje.
Patrzą, a tu pełno wszelakiego zwierza ciągnie wioską i każdy coś niesie. Niedźwiedzie toczą beczułki z miodem. Jelenie ostrożnie dźwigają wiadra z mlekiem uwieszone u rogów. Lisy niosą w zębach kury i gęsi, wiewiórki — orzechy w kobiałkach, zające — jagody w torebkach z liści.
Przed innymi biegnie znajomy zając i pokazuje drogę. Bo to on poprosił leśnych przyjaciół, żeby pomogli w nieszczęściu temu chłopcu, który

bajka azjatycka z Czeczenii o mulle

Jak mułłe rozumu nauczono 
bajka czeczeńska 

Żył niegdyś w pewnej wiosce ubogi wieśniak imieniem Chamid. Jedynym jego bogactwem była piękna żona, Zejnaj. Oboje najmowali się do pracy, harowali od świtu do nocy, a mimo to nadal żyli w biedzie. Ale za to kochali się tak bardzo, że we wiosce wszyscy nie mogli się nadziwić:
- Patrzcie no, taka bieda u nich, a żyją w zgodzie i pogodzie – nikt nie słyszał, żeby się kłócili!
Radowali się ludzie widząc to, jeden tylko mułła (duchowny muzułmański) krzywym okiem patrzył na ich szczęście.
„I po cóż temu nędzarzowi Chamidowi taka piękna żona?” - myślał. 
Pewnego razu wybrał się Chamid do lasu po drzewo. Wychodzi na leśną polankę za wioską, patrzy – rosną dwa arbuzy, a tak ogromne, jakich jeszcze w życiu nie widział. Zdumiał się biedak, tym bardziej, że wyrosły w porę najmniej oczekiwaną, bo zimą. 
Zerwał wieśniak jeden arbuz i pośpieszył do swojej chaty. 
Położył go przed żoną i mówi:
- Popatrz, jaki arbuz ci przyniosłem!
Wziął do ręki nóż i chciał rozciąć arbuz, lecz Zejnaj powstrzymała go:
- Arbuzy w naszej okolicy to rzadkość, tym bardziej o tej porze roku. Czy nie lepiej byłoby sprzedać go komuś zamożnemu i kupić chleba?
- Słusznie – zgodził się Chamid – ale komu? Kto go kupi?
- Zanieś go mulle, to najbogatszy człowiek w naszej wiosce. 

bajka cygańska o księżycu

Dlaczego księżyc to rośnie, to maleje 
bajka cygańska

Stary Cygan, mieszkający na skraju podgórskiej wioski, miał już tyle lat, że dobrze zdążył poznać życie. Ale najlepiej poznał głód. Im Cygan był starszy, im mniej miał sił, tym trudniej mu było zarobić, tym mocniej głód dawał mu się we znaki. Wędrował w góry, zbierał chrust na rozpałkę i sprzedawał go za grosze wieśniakom. Niewiele miał z tego, ale zawsze starczało mu na kupno kukurydzy. Co dzień gotował sobie zupę kukurydzianą i zjadał jej pełną miskę. Pewnego wieczoru wrócił do domu, dźwigając wielki wór chrustu. Kiedy zbliżył się do swej chaty, przeraził się, bo zobaczył, że drzwi do izby są otwarte szeroko. Światło księżyca zaglądało do środka i widać było siedzącego przy stole jakiegoś starca z długą, popielatą brodą. Siedzi i najspokojniej zajada zupę kukurydzianą. Zanurza w misie wielką drewnianą łyżkę i czerpie nią żółtą, gęstą, rozgotowaną kukurydzę.
Gdy to stary Cygan zobaczył, cisnął wór chrustu na ziemię i wrzasnął:
– Złodziej! Rabuś! Jak śmiesz jeść moją kukurydzę? Kto ci pozwolił?!
Starzec odpowiedział:
– Jestem zmęczony i głodny. Kiedy zobaczyłem tę żółtą i smakowitą kukurydziankę, nie mogłem się powstrzymać, żeby jej nie spróbować.
– Patrzcie go! – zawołał Cygan. – Zobaczył misę z żółtą strawą i język mu zaczął skakać z łakomstwa! Jeśli tak lubisz żółty kolor, to idź i jedz to!
To mówiąc, Cygan wskazał palcem księżyc, który właśnie wisiał za oknem, wielki jak dynia. Nie odpowiedział starzec ani słowa, tylko dźwignął się z ławy, wziął swój kostur i chciał odejść.
Ale Cygan zastąpił mu drogę i wrzasnął:
– Hola, złodziejaszku! Nie wyjdziesz, póki mi nie zapłacisz za zjedzoną kukurydziankę! Należy mi się siedem grajcarów.
– Nie mam ani grosza – odpowiedział starzec. – Daruj mi. Byłem naprawdę bardzo głodny.
– Nie daruję ci! – krzyknął Cygan. – Musisz zapłacić mi za to!

bajka cygańska (romska) o krótkiej bajeczce

Krótka bajeczka
bajka cygańska

Ilustracja: Rob Barnes
Był raz sobie chłop i zaprzągł pewnego dnia swoje woły do pługa. A kiedy już woły były zaprzęgnięte, pognał je w pole na orkę. Na polu pług wyorał ze skibą ziemi skrzynkę z żelaznym wieczkiem. Uniósł chłop żelazne wieczko tej skrzynki znalezionej w ziemi, aż tu nagle wyskoczył z niej zając i pobiegł w pole. Zając ten miał maleńki króciutki ogonek. A że ogonek zajęczy był taki krótki to i ta bajka musi być krótka. Z pewnością gdyby zając miał ogonek dłuższy, dłuższa byłaby i moja bajka, ale mały ogonek miał zajączek więc już maleńką bajkę kończę...:)

Autor: Jerzy Ficowski ze zbiorku " Gałązka z Drzewa Słońca". 

bajka cygańska o wygnanych dzieciach

Wygnane dzieci 
bajka cygańska



W gęstym lesie mieszkał raz Cygan z dwojgiem dzieci – chłopcem i dziewczynką. Przez cały dzień pracował przy spławianiu drzewa, aby zarobić na kawałek razowca. Dzieci na długie dnie pozostawały w pustym namiocie i wychowywały się same jak leśne zwierzęta. 
Wreszcie rzekł do siebie Cygan: 
– Muszę się ożenić jeszcze raz, bo odkąd mi zmarła żona, źle jest moim dzieciom. Ożenię się, a na pewno lepiej będzie nam się wiodło. Jak powiedział – tak też zrobił. 
Ożenił się ze starą panną z pobliskiej wsi i wybudował małą chatkę. Od tej chwili zmieniło się wszystko, jakby w domu sam diabeł zagościł! To była zła kobieta! Całymi dniami i nocami zrzędziła i kłóciła się o byle co, biła dzieci i mówiła Cyganowi, że powinien je wypędzić z domu. 
Spierał się z nią Cygan i prosił, aby pozwoliła dzieciom zostać przy nim, ale ona nie chciała słuchać nawet, tylko wrzeszczała: – Musisz je wygnać! Nie każę ci robić im nic złego, tylko wyprowadzić daleko w las i porzucić w dalekim lesie. O resztę możesz się już nie troskać, byleś tylko zrobił to, co ci każę. Jeśli mnie nie posłuchasz, zginiesz marnie. Pamiętaj! 
Cóż miał zrobić biedny Cygan? Dręczył się, popłakiwał, aż wreszcie jednego wieczoru powiedział żonie: 
– Dobrze. Spełnię to, czego żądasz. Jutro wezmę dzieci ze sobą do lasu i tam je zostawię. Bóg im dopomoże. 
Usłyszała to córeczka Cygana. Zbudziła swojego brata i powtórzyła mu wszystko. 
Brat odrzekł jej na to szeptem: 

bajka cygańska o złotych owcach

Złote owce 
bajka cygańska


W wielkim mieście żył król bogaty i okrutny. Okrucieństwo pomnożyło jego bogactwa, bo kazał zabić wszystkich majętnych ludzi i przywłaszczył sobie ich skarby, pieniądze i posiadłości. 

A potem rzekł swoim poddanym: 
– Teraz nie musicie już się kłócić. Jesteście szczęśliwi, nie potrzebujecie zazdrościć sobie wzajemnie, bo żaden z was nic nie ma. Za to wszyscy macie wielkiego, bogatego króla. To jest wasze szczęście prawdziwe! To jest wasze bogactwo!
Poddani potakiwali chórem i bili czołem o ziemię, bo gdyby ktoś ośmielił się sprzeciwić słowom władcy, król natychmiast kazałby go uśmiercić. Poza innymi skarbami, ukrytymi w skarbcu, miał król tysiąc złotorunych owiec, jakimi żaden król na całym świecie nie mógł się pochwalić. Nikt nie mógł ich pasać na łące, bo rozbiegały się i same wracały do domu. 
Kiedy król przyjmował pasterza na służbę, mówił mu: 

sobota, 30 czerwca 2018

bajka europejska z Wielkiej Brytanii o gnieździe sroki

Gniazdko sroki
bajka angielska


Wówczas, gdy kury w ostrogach chodziły, 
A małpy żuły tytoń, skacząc wśród listowia, 
A świnie wierszem do siebie mówiły, 
A kaczki zażywały tabakę dla zdrowia, 

wszystkie ptaki zleciały się do sroki, żeby je nauczyła, jak się wije gniazdo.
Sroka bowiem, jeśli chodzi o budowę gniazd, jest najmądrzejszym z ptaków. Zebrała więc wszystkie ptaki wokół siebie i zaczęła pokazywać, jak się to robi. Najpierw wzięła trochę błota i zrobiła z niego rodzaj okrągłego ciastka. 
- Ach, więc to tak się robi - rzekła jemiołuszka i odleciała. 

Dlatego to jemiołuszki do dziś budują takie gniazdka. Sroka wzięła parę gałązek i powtykała je naokoło w błoto. 
- Teraz już wszystko wiem - rzekł kos i odleciał. 
Dlatego kosy po dziś dzień w ten właśnie sposób budują gniazdka. Tymczasem sroka położyła jeszcze jedną warstwę błota na gałązki. 
- To całkiem proste - rzekła mądra sowa i odleciała. 
Dlatego sowy nigdy nie budowały lepszych gniazd. A sroka wzięła znów parę gałązek i oplotła nimi gniazdko.


- Więc o to chodzi! - rzekł wróbel i odleciał.

piątek, 29 czerwca 2018

bajka z Azji z Półwyspu Indochińskiego - Spotkanie z tygrysem - z serii Najkrótsze bajki

Spotkanie z tygrysem
bajka wietnamska


Pewnego dnia królik spotkał słonia.Słoń miał bardzo smutne oczy.
- Co ci jest? Czemuś taki zmartwiony? - spytał znany ze swej bystrości królik.
Lepiej o tym nie mówić, króliczku - odrzekł słoń i machnął żałośnie trąbą. - Tygrys kazał mi się stawić w południe u wodopoju.
- No, to pójdziesz i już. Spotkać się z tygrysem nie taki wielki trud - pocieszał słonia króliczek.
- Tak, ale tygrys powiedział, że mnie zje w południe u wodopoju.
Królik podrapał się w ucho, a potem powiedział do słonia:
- Masz się też kogo bać! Chwyć mnie trąbą i posadź na swojej głowie między uszami. Pójdziemy razem na umówione spotkanie. Tylko zapamiętaj sobie, co ci teraz powiem: gdy tylko uderzę cie łapką, masz się zwalić z nóg i udawać nieżywego.
Słoń i królik ruszyli w drogę. Ledwie słoń zjawił się na brzegu, zobaczył tygrysa.


Wydanie I z 1967 roku, Nasza Księgarnia
Królik ugryzł słonia w ucho i zawołał:
- Do niczego takie mięso! Nie nadaje się do jedzenia! - i palnął słonia łapką w czoło.
Słoń upadł i rozciągnął się jak długi, udając nieżywego.
Przeląkł się tygrys królika, zawył:
- Co za straszny zwierz! Jednym uderzeniem łapy powala słonia!
Nie czekał już na nic. Dał susa w najgęstsze zarośla. Słoń opowiedział o swojej przygodzie zwierzętom w dżungli, a zwierzęta długo się śmiały z tchórzliwego tygrysa.


Autor: Bolesław Zagała
Ilustracje: Zdzisław Witwicki
Przeczytaj też bajki z innych zakątków świata w zakładce: Alfabetyczny spis treści wszystkich bajek oraz inne bajki azjatyckie
W zakładce:  Najkrótsze bajki znajdziecie więcej bajeczek z tej serii.



czwartek, 28 czerwca 2018

bajka z Europy Wschodniej (wschodniosłowiańska) o grymaśnej czapli

Grymaśna czapla
bajka białoruska

Czapla spacerowała sobie po łące nad rzeką i namyślała się, co by tu zjeść. Woda płynęła płytko i spokojnie, wszystko było z góry widać jak przez szybę. Czapla dostrzegła szczupaka-zbója, kiedy przemykał się w pogoni za stadkiem maleńkich rybek. 
— Patrz, szczupak! — krzyknęła przelatująca czajka. — Widzisz go? Złap go i zjedz. 
Ale czapla pokłapała tylko długim dziobem i powiedziała: 
— Szczupak jest za chudy. 
Czekała, długo czekała, aż tu nadpłynął lin. 
— Lin, lin, widzisz go? — wołała czajka, trzepocząc skrzydłami. — Lin jest tłusty, złap go i zjedz. 
Ale czapla pokręciła tylko długą szyją i powiedziała: 
— Lin ma za wiele ości.
Ilustracja: John James Audubon
Czekała, jeszcze dłużej czekała, aż tu błysnęły w wodzie dwie srebrne płotki. 
— Płotki, płotki! — krzyknęła czajka. — Złap je i zjedz. 
Ale czapla przestąpiła z jednej długiej nogi na drugą długą nogę i powiedziała: 
— Płotki są za małe. Czajka zawołała: 
— Kiedy tak grymasisz, to już nie będę nic dla ciebie wypatrywać na śniadanie. Poluj sobie sama. Ki — wit! Ki — wit! 
I odleciała. Słońce wzeszło wysoko i grzało, ryby się pochowały. 
Czapla czekała, długo czekała, strasznie długo czekała. Wreszcie poczuła taki głód, że już nie mogła czekać dłużej. 
Pokiwała długim dziobem, pokręciła długą szyją, poszła na długich nogach nad rów i zjadła zwykłą żabę.


Przeczytaj też bajki z innych zakątków świata w zakładce:
Alfabetyczny spis treści wszystkich bajek oraz inne bajki europejskie
Ilustracje nie są oryginalnymi grafikami w wydaniach papierowych tej bajki.

bajka z Europy o dwóch niegrzecznych myszach

Dwie niegrzeczne myszy 
bajka angielska


Był raz sobie bardzo piękny dom dla lalek. Cały z czerwonej cegły, miał białe okna, prawdziwe, muślinowe firanki, drzwi frontowe i komin. Należał on do dwóch lalek: Lucyndy i Janki, a w każdym razie na pewno do Lucyndy. Janka była kucharką, ale nigdy niczego nie przyrządzała, bo w pudełku pełnym wiórków czekał już gotowy, kupiony obiad. Składał się on z dwóch czerwonych homarów, szynki, ryby, budyniu oraz kilku gruszek i pomarańcz. Nie można było ich wprawdzie zdjąć z talerzy, ale były nadzwyczaj piękne. 


środa, 27 czerwca 2018

bajka z Księgi 1000 i jednej nocy o myszy i łasicy

Opowiadanie o myszy i łasicy
(bajka arabska z Księgi Tysiąca i Jednej Nocy) 

Opowiadają, że w mieszkaniu pewnego człowieka gnieździły się mysz i łasica.
A człowiek ów był biedny. Pewnego razu, gdy któryś z

Ilustracja: Wiebke Rauers
jego przyjaciół zachorował, a lekarz zalecił mu łuskany sezam, dał mu ów przyjaciel pewną ilość sezamu, aby mu go wyłuskał. Ów biedny człowiek zaś powierzył ziarno sezamu swojej żonie, polecając jej, aby wykonała tę pracę, a ona spełniła polecenie i przyrządziła sezam. Tymczasem skoro tylko łasica spostrzegła ziarna sezamu, podbiegła i nie ustając przenosiła ziarna do swojej nory przez cały dzień, aż przeniosła tam większą jego część. A gdy przyszła żona owego biednego człowieka, zobaczyła, że sezamu z pewnością ubyło. Usiadła więc pilnując, kto po niego przyjdzie, aby poznać przyczynę braku. Gdy zaś przybiegła znowu łasica, aby przenieść trochę sezamu do swej nory, tak jak to przedtem czyniła, ujrzała siedzącą w mieszkaniu niewiastę i zauważyła, że ona się jej pilnie przygląda. 
Rzekła tedy do siebie:
- Zaiste, mój czyn mógłby mieć złe następstwa! A kto nie. baczy na skutki, temu los nie jest przyjacielem! Boję się, bo ta kobieta mnie już spostrzegła! Nie mam więc innego wyjścia, jak uczynić coś dobrego, 
przez co wykażę moją niewinność i usunę w cień wszystko, co źle zrobiłam!
I zaczęła wynosić z powrotem ów sezam, który zgromadziła w norze. 
Ilustracja: Sydney Hanson
A gdy kobieta zobaczyła, co robi łasica, tak rzekła do siebie:
- To nie ona jest sprawczynią tego braku, wynosi bowiem sezam z nory złodzieja i składa go tutaj. Oddaje nam przysługę wynosząc sezam z powrotem, a temu, kto dobrze czyni, nie płaci się inaczej, jak tylko dobrym uczynkiem. Ta łasica z pewnością nie zawiniła, że ubyło sezamu! Jednak nie odejdę stąd i będę czatowała, aż przyjdzie złodziej, i dowiem się, kto to taki.
A łasica wyczuła, co przyszło na myśl kobiecie, pobiegła prędko do myszy i powiedziała jej:
- Siostro moja, doprawdy, nic dobrego nie ma w takim, kto nie dba o sąsiadów i nie umacnia przyjaźni!
Rzekła mysz:
- Tak, przyjaciółko moja, cieszę się tobą i twoim sąsiedztwem. Ale z jakiej przyczyny mówisz mi to?
Łasica rzekła:
- Gospodarz tego domu przyniósł sezam i jadł go, on i jego rodzina nasycili się i nie potrzebują już sezamu. Zostawili go przeto i zabrały sobie z niego po trosze wszystkie żyjące stworzenia. Jeżeli więc ty jako ostatnia weźmiesz coś z tego, będziesz miała większe prawo niż inni, którzy już korzystali!
Zadziwiła się mysz, podskoczyła i pomerdała ogonkiem, a łakomstwo zaślepiło ją. Wstała natychmiast i wyszła ze swej nory, i oto ujrzała sezam wyłuskany i błyszczący białością. Kobieta zaś siedziała i pilnowała go, przygotowawszy sobie kij. Ale mysz nie zastanawiała się nad następstwami i nie mogła zapanować nad sobą, podbiegła więc do sezamu i zaczęła jeść. Wówczas kobieta uderzyła ją kijem i rozbiła jej głowę. Przyczyną zguby myszy stało się jej łakomstwo i to, że nie brała pod uwagę następstw swych czynów.


Przeczytaj też bajki z innych zakątków świata w zakładce: 
Alfabetyczny spis treści wszystkich bajek oraz inne baśnie z Księgi 1000 i jednej nocy

Ilustracje nie są oryginalnymi grafikami w wydaniach papierowych tej bajki.

Ach, te wilki...- bajka o głupim wilku, Głupie wilczysko, Wilczysko

Bajka o głupim wilku 
bajka ukraińska 

Szedł wilk drogą, zobaczył, że gęsi się pasą. A były to gęsi popa. 

Pyta się wilk: 
— Czyjeście wy, gęsi?
— Popowe — mówią.
A wilk na to:
— Wyście dla mnie już dawno gotowe, ja was zjem.
A gęsi mówią:
— My pójdziemy na górę, a ty stań w dolinie. Otwórz pysk, a my ci same do niego wlecimy.
Wzbiły się gęsi i poleciały. A wilk nie zjadł ani jednej. Poszedł dalej, spotkał kobyłę popa.
Pyta jej: 
— Czyjaś ty kobyło?
A ona mówi:
— Popowa.
Wilk: 
— Tyś już dla mnie dawno gotowa, ja cię zjem.
Ona:
 — Ja wyjdę na górę i sama ci wbiegnę do pyska. Bryknęła kobyła i pobiegła. A głupi wilk został sam i poszedł dalej.
Spotyka barany i owce:
— Czyjeście wy, owce? 
A one mówią:
— Popowe.
A wilk:

— Wyście już dawno gotowe, ja was zjem.
A jeden baran mówi do niego:
— Siedź tutaj, w dole, otwórz pysk, to ja ci sam do niego wbiegnę. Baran jak rozpędził się z góry, jak trzasnął wilka czołem w zęby, to wilk aż upadł na ziemię, aż mu krew poszła z pyska.
A baran zabrał się i poszedł. Kiedy się wilk opamiętał, to sam do siebie mówi: 
— Nie wiadomo, czy go zjadłem, czy nie. Zdaje mi się, że go zjadłem, bo z pyska krew mi leci.
Wilk jak był głodny, tak i jest dalej, bo był i jest głupi.



z Księgi 1000 i jednej nocy opowieść o pawiu i wróblu

Opowiadanie o pawiu i wróblu 

W dawnych czasach żył wróbel, który odwiedzał codziennie pewnego ptasiego króla. 
A tak długo zawsze przebywał u niego w gościnie, że był pierwszym, który do króla przychodził, i ostatnimi który od niego wychodził. I zdarzyło się kiedyś, że na pewnej wysokiej górze zebrała się gromada ptaków i tak między sobą mówiły: - Zaiste, rozmnożyliśmy się i wzrosła ilość sporów pomiędzy nami. Trzeba więc koniecznie, abyśmy wybrali króla, który by miał baczenie na nasze sprawy. Wtedy zapanuje wśród nas zgoda i ustaną kłótnie. 
A właśnie przelatywał koło nich ów wróbel i poradził im, aby uczynili królem pawia; bo właśnie paw był tym królem, którego wróbel tak często odwiedzał. I ptaki wybrały pawia czyniąc go swoim królem, a on wyświadczył im wiele dobrodziejstw, wróbla zaś mianował swym wezyrem i doradcą. Lecz bywało, że wróbel zaniedbywał czasem swoje obowiązki zajmując się innymi sprawami. Aż pewnego razu opuścił pawia, którego to bardzo zaniepokoiło, a gdy ów trwał w tym stanie, powrócił nagle wróbel. 
Spytał go paw: 
- Cóż cię zatrzymało z dala ode mnie? I to właśnie ciebie, który jesteś mi najbliższy z dworzan?
Odrzekł wróbel:
- Ujrzałem coś, co wydawało mi się podejrzane i napełniło mnie strachem!
Paw zapytał:
-A co takiego widziałeś?
Odrzekł wróbel:
- Widziałem człowieka z sidłami. Ustawił je przy moim gnieździe, przymocował kołki, nasypał do środka ziarna i usiadł obok, a ja usiadłem także, aby zobaczyć, co będzie robił. A gdy tak patrzyłem, wtem los i przeznaczenie zaprowadziły tam żurawia i jego małżonkę, tak że wpadli w sam środek sideł. Zaczęli krzyczeć, a wtedy myśliwy wstał i złapał ich oboje – i to mnie przeraziło. Z takiej właśnie przyczyny nie było mnie przy tobie, o królu czasu! Nie będę już mieszkał w tym gnieździe, gdyż wystrzegać się muszę sideł!
I rzekł mu paw:
- Na nic się nie przyda ostrożność przeciw przeznaczeniu. Nie opuszczaj przeto swego miejsca!
Wróbel usłuchał rozkazu pawia i rzekł:
- W imię posłuszeństwa dla króla wytrwam i nie oddalę się stąd!
Lecz cały czas wróbel był ostrożny i uważał. Przynosił pawiowi jedzenie, paw jadł do syta, a potem pił wodę – wówczas wróbel odchodził. A gdy pewnego dnia wyszedł od pawia, ujrzał dwa wróble bijące się zawzięcie na ziemi.
I rzekł do siebie:
- Jakże będąc wezyrem króla, mogę patrzeć na ptaki, które się przy mnie biją? Na Allacha, zaprowadzę między nimi zgodę!
I podszedł do nich, aby je uspokoić, a wtedy myśliwy zarzucił sieć na wszystkie trzy wróble, a wezyr pawia wpadł w sam jej środek. Myśliwy wstał, chwycił go, podał swojemu towarzyszowi i rzekł:
- Pilnuj go, bo jest tłusty, a ładniejszego od niego nigdy nie widziałem!
Rzekł wówczas do siebie wróbel:
- Oto wpadłem w to, czego się obawiałem! Bezpieczny byłem tylko u pawia! Nie pomogła mi przeciw przeznaczeniu ostrożność i nie ma od przeznaczenia ucieczki w ostrożność!
Cóż bowiem jest słuszniejsze od słów poety:
"Co się zdarzyć nie ma, nigdy zdarzyć się nie może, 
To zaś, co ma być, zaiste kiedyś będzie. 
Stanie się, co stać się miało, we właściwej porze, 
Ale głupiec jeno podstęp węszy wszędzie.”

Przeczytaj też bajki z innych zakątków świata w zakładce: 

wtorek, 26 czerwca 2018

Księżniczka z kamforowego drzewa - bajka z ciepłych wysp, mórz i oceanów - Azja Poł. - Wschodnia (Malezja)

Księżniczka z kamforowego drzewa
bajka malajska 

W dawnych czasach dużo więcej zajmowano się duchami i wróżkami niż obecnie. Powszechnie wierzono, że czarodziejskie istoty fruwają w powietrzu, przebywają w strumieniach i mieszkają we wnętrzu drzew. Wróżki i skrzaty mogły ludziom pomagać, ale mogły im również szkodzić. Czasami, powiadano, wróżka przybierała postać pięknej dziewczyny i zjawiała się w chacie młodego myśliwego jako jego żona. Tak właśnie zrobiła księżniczka z kamforowego drzewa: mówi o tym stara baśń, którą zaraz usłyszycie. Było to na Malajach, na drugim krańcu świata.
Ilustracja: Juliusz Makowski

Ze wszystkich zbieraczy kamfory w tej krainie stary Bongsu był z pewnością najmądrzejszy. Od wielu lat zbierał żywicę z drzew kamforowych w dżungli. Potem gotował ją długo nad ogniskiem, dopóki nie wytworzyły się kryształki białe jak obłoki na letnim niebie. Bongsu na pierwszy rzut oka rozpoznawał drzewo kamforowe obfitujące w soki, gdy tymczasem inni musieli dopiero wąchać odłupane wiórki albo wypatrywać grudki żywicy na korze.

Stary zbieracz kładł tylko dłoń na pniu drzewa i mówił: 
— Tu jest dużo kamfory.
I nigdy się nie mylił. Po okorowaniu pnia ostry zapach wypełniał cały las. Bongsu wytapiał mnóstwo kryształków i sprzedawał je tym, co używali kamfory do wyrobu leków i do innych celów. Rok za rokiem jednak Bongsu posuwał się w latach tak jak wszyscy ludzie. I w końcu przestał zbierać kamforę w dżungli razem ze swymi siedmioma synami. Młodzieńcy musieli zbierać ją sami.
Ilekroć bracia wyruszali do lasu z koszami na plecach i nożami w rękach, ojciec żegnał ich tymi samymi słowami:
— Uważajcie, synkowie, aby nie rozgniewać Bizanów, duchów kamforowych drzew. Strzeżcie się kłamstwa, bo Bizanie od razu je wykryją. Niech no tylko który z was weźmie sobie o jedno ziarnko ryżu więcej, niż mu się należy, duchy tak go otumania, że nie trafi na żadne kamforowe drzewo. Pracujcie pilnie. Jeśli przestaniecie pracować nawet na małą chwilę, żeby nasmarować oliwą włosy, niewiele zbierzecie do koszyków. A przede wszystkim — powtarzał za każdym razem stary ojciec — nie zapomnijcie co wieczór złożyć Bizanom ofiary z ryżu. Odmawiajcie na głos modlitwę, aby duchy prowadziły was prosto do drzew obfitujących w kamforę.

bajka z wyspy Haiti w Ameryce Północnej o hienie, która się głodziła

Ganida się głodzi
bajka haitańska

W lesie żyła hiena. Zwano ją Ganida, bo nocami, jak była głodna, strasznym głosem wyła do księżyca: gani-i-i, gani-i-i! Była drapieżna, silna i zła, tak że wszyscy jej się bali. I żył sobie też w tym lesie króliczek, imieniem Mali. Pewnego razu tygrys zabił słonia. Hiena tak się objadła, tak się objadła mięsem, że ruszać się nie mogła z obżarstwa, a była gruba jak hipopotam. 

"Ganida, Ganida Spaśna jak wieprz, Ganida, Ganida, Zjedz jeszcze pieprz! "— wołały papugi kakadu zanosząc się od śmiechu, a wszyscy mieszkańcy lasu im wtórowali.
 Ganida zawstydziła się bardzo i postanowiła się odchudzać. Kiedy tak rozmyślała nad tym, nagle z krzaków wyskoczył królik Mali. Skłonił się grzecznie i mówi: 
— Kumo Ganido, czemuś taka smutna? 
Ganida na to: 
— Wiesz co, mój mały? Postanowiłam schudnąć, tylko nie wiem, jak to zrobić. 
— Ależ to bardzo proste! — wykrzyknął Mali. — Wystarczy nie jeść dzień, dwa i już się schudnie. 
— Jak to? — pyta Ganida. — Nic nie jeść? 
— Nic a nic — mówi Mali. — O, dla mnie to nie nowina, ja czasem potrafię i tydzień nic do ust nie wziąć. Taką mam silną wolę. Jak sobie coś postanowię, to żeby tam nie wiem co, muszę to wykonać i kwita! Taki już jestem. Ale tyś, kumo, nieprzyzwyczajona, przywykłaś jeść dużo i tłusto, to ci będzie trudniej.
 — Głupiś — mruknęła hiena przeciągając się leniwie — zobaczysz, jeszcze ciebie prześcignę, jak się zacznę głodzić. 
— O nie rób tego, droga kumo, szkoda by cię było, gotowaś się rozchorować. Co innego ja, ja w ogóle nie potrzebuję jedzenia. 
— Jak to, nie potrzebujesz jedzenia? — wyszczerzyła zęby hiena. — Nie wierzę! 
— Wyobraź sobie, kumo Ganido, że ja po prostu jem dla towarzystwa, tylko dlatego, że inni jedzą, ale nie mam w ogóle apetytu i mógłbym wcale nie jeść, po prostu nie odczuwam nigdy głodu. 
— Et, gadanie — mówi hiena. — Nie wierzę. 
— Ano, załóżmy się — rzekł Mali — kto z nas dłużej wytrzyma bez jadła i picia. 
— Doskonale — mówi Ganida. — Załóżmy się. 
Królik podskoczył i powiada: 
— Moja przyjaciółka, małpka rezus, przybije zakład. 
Tak się też stało. Małpka rezus przybiła i wnet po całym lesie rozniosła się wieść o dziwnym wydarzeniu: Ganida się głodzi. Założyła się z Malim, kto dłużej wytrzyma. Wszędzie rozlegały się wołania, porykiwania, bzykania, ćwierkania, pohukiwania wśród buszu. Hienie i królikowi zbudowały zwierzęta, wybrane na świadków, specjalne dwie chatki, kryte trzciną, bez drzwi i okien, z małym, szczelnie zamkniętym otworem w dachu.

bajka z Oceanii ( Malenezja) - O pięknej Inie, dzielnym Tuanie i Wyspie Znikąd-Donikąd

O pięknej Inie, dzielnym Tuanie i Wyspie Znikąd-Donikąd 
bajka nowogwinejska 


Daleko na morzach Południa leżał atol maleńki jak pierścień z koralu, zewsząd oblany błękitnymi wodami tworzącymi u brzegów płytkie mielizny. Pośrodku atolu lśniło w blaskach słońca jeziorko pokryte kwieciem błękitnych lotosów. Nad brzegiem jeziorka stała chatka z bambusu kryta palmowymi liśćmi. W tej chatce mieszkała uboga wdowa wraz ze swym synem Tuanem.
Pewnego razu poszła wdowa ze dzbanem po wodę do jeziora. Patrzy, a tu na liściach lotosu leży jak w gniazdku maleńka, śliczna dziewczynka i rzewnie płacząc wyciąga do niej rączki. Zabrała wdowa dziewczynkę do chaty, utuliła, nakarmiła, napoiła i ułożyła do snu w kołysce z trzciny cukrowej.
Ilustracja: Gizela Bachtin - Karłowska
Dziecko wyrosło po latach na piękną dziewczynę. Drugiej takiej nie było na calutkim świecie. Przybrana matka nadała jej imię Ina i kochała ją jak własną córkę, a młody Tuan nazwał ją Kwiatem Lotosu i świata poza nią nie widział, znosił jej najcudniejsze korale i konchy perłowe, pióra dzikich łabędzi i flamingów, naszyjniki z zębów rekina, grzebienie z szylkretu. Z dalekich morskich wypraw przywoził jej nanizane na sznury maleńkie białe muszelki, tkaniny barwione jak tęcza i maty tkane z najdelikatniejszych włókien białej tapy.
Kiedy czas nadszedł, rzekła wdowa do Iny:
— Pora pomyśleć o zaślubinach. Ciężko mi będzie na sercu, gdy opuścisz moją chatę, ale tak już jest na świecie, że dziewczyna idzie za tym, który jej przeznaczony na męża.
— Albo mi tu źle u ciebie, matko? — zaśmiała się Ina. — Nie chcę odchodzić. Tu jest moje miejsce i mój dom — dodała spoglądając na Tuana.
Słyszał to młody żeglarz i, nie posiadając się z radości, zawołał:

Dżataki o lekkomyślności...

Lekkomyślny magik 
bajka buddyjska

Dawno, dawno temu, gdy Brahmadatta panował w Benares, Bodhisattwa urodził się w rodzinie bogatego bramina. Gdy osiągnął pełnoletność, udał się na studia do Taksaszila, gdzie otrzymał pełną edukację. W Benares jako nauczyciel zyskał światową sławę i miał pięciuset młodych braminów jako uczniów. Wśród nich był jeden bardzo zdolny o imieniu Sandżiwa, którego Bodhisattwa nauczał zaklęcia, jak wskrzeszać zmarłych. Młody człowiek nie posiadł jednak wiedzy, jak odwołać to zaklęcie. 
Dumny ze swojej nowej umiejętności udał się pewnego dnia z kolegami do lasu po drewno i tam napotkali martwego tygrysa.
– Teraz patrzcie, przywrócę temu tygrysowi życie – powiedział młodzieniec – chcąc popisać się swą umiejętnością. 
– Nie potrafisz tego zrobić – odpowiedzieli towarzysze. 
– Patrzcie i zobaczycie, jak to zrobię.
– Cóż, jeśli potrafisz, zrób to – odpowiedzieli i wspięli się na drzewo. 
Wtedy Sandżiwa wypowiedział zaklęcie i dotknął tygrysa skorupą z kubeczka do herbaty. Tygrys poderwał się i szybki jak błyskawica skoczył nań, przegryzł mu gardło, zabijając na miejscu. Śmierć ponownie złapała tygrysa w tym samym momencie, tak więc leżeli obaj martwi obok siebie. Młodzi bramini wzięli drewno i wrócili do swojego mistrza, któremu opowiedzieli całą historię. 
– Moi drodzy uczniowie – odpowiedział – zauważcie, jak z powodu karygodnej pychy i dla zaszczytów, tam gdzie nie było to potrzebne, wasz kolega ściągnął na siebie nieszczęście. Taka była nauka Bodhisattwy dla młodych braminów, a po życiu pełnym dobrych uczynków, odszedł on, tak jak na to zasłużył. 

bajka indyjska i tybetańska o małpach i ksieżycu w studni

Małpy i księżyc
bajka indyjska 
opowiadana także w Tybecie

W gęstym lesie było liczne stado małp. Którejś nocy weszły one do wsi i węsząc za pożywieniem natrafiły na studnię. Zajrzały i zobaczyły w głębi odbicie księżyca w wodzie. 



Ilustracja: Zdzisław Witwicki