piątek, 5 października 2018

bajka rosyjska o Marii Uroczej Długowarkoczej i Iwanuszce

Maria Urocza Długowarkocza i Iwanuszka
bajka rosyjska


W królestwie położonym na bagnistej północy panowali car i carowa. Mieli córkę jedynaczkę, zwaną Marią Uroczą Długowarkoczą. Żyli szczęśliwie i panowali sprawiedliwie.

Wasylisa Piękna - ludowa bajka rosyjska

Wasylisa Piękna
bajka ludowa rosyjska
znana we wszystkich krajach słowiańskich, 
także pod tytułem: "Wasylisa Mądra."

Dawno temu, w pewnym niewielkim miasteczku, żył sobie kupiec z żoną i córeczką Wasylisą Piękną. Przez dwanaście lat żył w małżeństwie szczęśliwie i spokojnie. Ale w trzynastym roku, żona kupca zachorowała i była umierająca.
Zawołała do siebie córkę i tak rzekła:
- Posłuchaj mnie teraz, Wasyliso uważnie i zapamiętaj moje ostatnie słowa. Daję ci tą lalkę – i to mówiąc wydobyła spod koca laleczkę, która miała takie same jasne warkocze, haftowaną bluzę i czerwone trzewiki wypisz wymaluj jak Wasylisa.- Jeśli kiedykolwiek zgubisz drogę – szeptała dalej matka - albo będziesz potrzebowała pomocy, zapytaj laleczkę o radę. Ona ci pomoże. Miej ją zawsze przy sobie. Nikomu o niej nie mów i nikomu nie pokazuj. Nakarm ją, kiedy będzie głodna i dbaj o nią. To moje błogosławieństwo dla ciebie, dziecko- to mówiąc zamknęła oczy na zawsze.

Ilustracja Laurel Long

Domeczek - bajka rosyjska ludowa

Domeczek
bajka rosyjska (ludowa)
istnieje wiele wersji tej bajeczki, np. "Rękawica". 





Jechał raz chłop wozem na targ. Wiózł garnki, a jeden garnek po drodze zgubił. 
Przyleciała Mucha-co-brzęczy-do-ucha i pyta: 
- Czyj to domeczek? Czyj to domeczek? Kto w nim mieszka? 
Patrzy a w garnku nie ma nikogo. Wleciała mucha do środka i już tam zamieszkała. 
Przyleciał Komar - Bzykacz i pyta: 
- Czyj to domeczek? Czyj to domeczek? Kto w nim mieszka?
- Ja, Mucha-co-brzęczy-do-ucha. A tyś co za jeden? 
- Jestem Komar-Bzykacz. 
- No to wejdź do środka. Zamieszkamy razem. No i zamieszkali razem we dwójkę.
Przybiegła Myszka-Chrobotka i pyta: 
- Czyj to domeczek? Czyj to domeczek? Kto w nim mieszka? 
- Ja, Mucha-co-brzęczy-do-ucha. 
- Ja, Komar-Bzykacz. A tyś co za jedna? 
- Jestem Myszka-Chrobotka. 
- No to wejdź do środka. Zamieszkamy razem. 
I zamieszkali we trójkę. 
Przyskoczyła Żaba-Rechotka i pyta: 
- Czyj to domeczek? Czyj to domeczek? Kto w nim mieszka? 
- Ja, Mucha-co-brzęczy-do-ucha. 
- Ja, Komar-Bzykacz. 
- Ja, myszka chrobotka. A tyś co za jedna? 
- Jestem Żaba-Rechotka. 
- No to wejdź do środka. Zamieszkamy razem.

Mrozisko (Mróz Mrozowicz) - bajka rosyjska

Mrozisko 
(Mróz Mrozowicz)
bajka rosyjska


Było to dawno, dawno temu. Żyli sobie dziad i baba. Każde z nich miało własną córkę. Swoją jedynaczkę starucha hołubiła, rozpieszczała, pyłek jej spod stóp zgarniała, a pasierbicy nie cierpiała, całą robotę na nią zwalała, ciągle biła, krzyczała, głodem morzyła.


Ciężki i gorzki los przypadł dziewczynie. Nigdy się jednak nie uskarżała, od pracy się nie wymigiwała, wszystko szybko i zręcznie robiła.

bajka zachodniosłowiańska o wilku i chłopie

Czy za dobre trzeba odpłacać złem?
bajka słowacka 
ze zbiorku: "Śpiewająca lipka". 

Szedł raz chłop do młocki i spotkał po drodze wilka. 
Wilk pyta go:
 - Hej, dokąd idziesz?
 - Idę do młocki!
 - Masz przy sobie worek? Schowaj mnie! 
- Dlaczego mam cię schować w worku? 
- Bo tropią mnie myśliwi i chcą mnie zabić. Jak mnie poratujesz, sowicie ci to wynagrodzę. 
Chłop wsadził wilka do worka i poszedł wprost na myśliwych, bo tak mu wypadła droga. 



Ci pytają go:
 - Nie widziałeś wilka? 
- Nie!
I myśliwi poszli dalej.
Wtedy chłop do wilka: 

niedziela, 30 września 2018

bajka bałtycka - Kaszel i Grypa

Kaszel i Grypa 
bajka karelska

Którejś jesieni pogoda zrobiła się tak nieprzyjemna, że psa by nie wypędził z domu. Przez całe dnie od rana do wieczora lało jak z cebra, pastwiska i lasy były przesiąknięte wodą, a kto nie musiał, ten nawet nosa z domu nie wystawiał. 
Tylko młody Jurgis każdego rana chwytał za strzelbę i ruszał do lasu. Był tak zapalonym myśliwym, że ta zła pogoda zupełnie mu nie przeszkadzała, choć cała zwierzyna schowała się przed deszczem, a on wracał zwykle z niczym. 
— Przynajmniej pooddycham świeżym powietrzem — tłumaczył ze śmiechem rodzicom i żonie, a oni tylko głowami kręcili, że jest cały mokry i że takie polowanie nic nie jest warte. 


Miłośnicy kotów- bajka o kotach z Dalekiego Wschodu Azji.

Miłośnicy kotów 
bajka japońska

Dawno, dawno temu żył sobie piękny kot, o gładkiej i błyszczącej sierści, która była tak delikatna i miła w dotyku jak najdelikatniejszy jedwab. Kot ów miał mądre, świecące w ciemności oczy, wielkie jak zielone szmaragdy. Nazywał się Gon i mieszkał w domu muzyka, który za nic na świecie nie oddałby kota komu innemu.
Tuż nieopodal, mieszkała wybitna dama, która posiadała piękną kotkę. Ona również czule kochała swoją pupilkę. Kotka nosiła imię Koma, była śliczna, delikatnie mrużyła lśniące, wielkie oczka, a kiedy jadła, na przykład rybę, przeżuwała wolno i z całą starannością każdy kęs, a kiedy kończyła pić mleko, zawsze czyściła swój mały, różowy nosek swym równie małym i różowym języczkiem.
Wybitna dama, codziennie i niezmordowanie powtarzała, więc:
-Koma, Koma, co ja bym bez Ciebie zrobiła?
Pewnego wiosennego popołudnia, los sprawił, że te dwa piękne koty, niezależnie od siebie poszły na spacer. Oba znalazły się, w jednym czasie, pod drzewem kwitnącej wiśni. Gdy tylko się ujrzały, zakochały się w sobie bez pamięci.




Gon wprawdzie, przez ostatnie kilka miesięcy, rozważał możliwość poszukania sobie żony, ale żadna kotka mu nie pasowała. Jednak, gdy tylko zobaczył Komę, wiedział, że znalazł tą jedyną. Koma, natychmiast poczuła, że Gon jest dla niej właśnie tym, wymarzonym kotem.

Zwierciadło Matsuyamy - bajka(legenda) japońska

Zwierciadło Matsuyamy 
bajka japońska


W dawnych czasach, żył w odległej Japonii mąż ze swą żoną oraz śliczną, małą córeczką. Dziewczynka była oczkiem w głowie rodziców i bardzo ją kochali.  Pewnego razu mężczyzna musiał wyruszyć w interesach do odległego Kioto. Przed wyjazdem zapowiedział córce, że jeśli będzie grzeczna i posłuszna, przywiezie jej z wyprawy ładny prezent. Córeczka bardzo się ucieszyła i obiecała posłuszeństwo. Następnie żona i córka pożegnały głowę rodziny i jeszcze długo stały na progu domu, patrząc jak odjeżdża. Kiedy ów mężczyzna załatwił w Kioto to co miał do załatwienia, powrócił do domu.  Żona i córka powitały go serdecznie, kłaniając się co chwila w geście pozdrowienia. Przyjęły z jego rąk podróżny, kapelusz z dużym rondem, zdjęły z jego nóg zakurzone sandały. 
Wtedy dopiero, mężczyzna usiadł na plecionych, trzcinowych matach i otworzył bambusowy kosz. Obserwował uważnie reakcję swojej córeczki, której przecież obiecał podarek. Wyjął z kosza wspaniałą lalkę oraz pudełko pełne słodyczy i wsunął je w wyciągnięte ręce dziewczynki. Jeszcze raz zajrzał do kosza i wyjął z niego metalowe lustro, które podarował żonie. Jego wypukła powierzchnia świeciła jasno niczym tafla jeziora, a jego brzegi ozdabiał misternie wykonany wzory sosen i bocianów.



Kobieta, nigdy wcześniej nie widziała lustra i patrząc na nie, miała wrażenie, że inna kobieta patrzy na nią. Z rosnącym zdumieniem zauważyła, że kobieta w lustrze ma takie same oczy jak ona sama, takie same oczy i uśmiech, a nawet identyczną suknię. Jej mąż wyjaśnił, co to za przedmiot i czemu służy. Jednocześnie nakazał jej dbać o zwierciadło.

Koza z dzwonkiem - bajka rumuńska z Bałkanów

Koza z dzwonkiem
bajka rumuńska
ze zbiorku "Bajarka Opowiada" - Marii Niklewiczowej




Chłop dał swojej kozie srebrny dzwoneczek. Koza poszła pochwalić się nim całemu światu. Skakała, biegała, głową trzęsła, a dzwonek dzwonił i dzwonił. Przyszła koza pod sam las. Zobaczyła krzaki tarniny. Chciała się między nimi przecisnąć. 
Tarnina ją ostrzegała: 
— Obejdź dookoła, bo mam ostre kolce.
Ale koza była uparta. Wlazła między ciernie. Zaczepiła o nie rzemyczkiem, na którym wisiał dzwonek. Dzwonek zsunął się kozie z szyi i zawisnął na kolcu. 
Koza się rozgniewała, bryknęła i zaczęła beczeć ze złością: 
— Beee, beee, ty tarnino, dlaczego zabrałaś mi dzwonek? Oddaj zaraz. 
— Samaś go tu powiesiła, to i sama zdejm — odpowiedziała tarnina. 
— Toś ty taka! — zawołała koza. — Czekaj, znajdę na ciebie sposób. 
Poszła do piły. 
— Beee, beee, piło kochana, poratuj mnie. Tarnina zabrała mi srebrny dzwonek i nie chce mi go oddać. Przepiłuj ją, niech się przewróci. 
— Jestem za stara, żeby piłować — odpowiedziała piła. — Zęby mam już tępe. 
— Toś ty taka! — zawołała koza. — Czekaj, znajdę na ciebie sposób. 
Poszła do ognia. 
— Beee, beee, ogniu kochany, poratuj mnie. Tarnina zabrała mi srebrny dzwonek i nie chce go oddać, a piła nie chce tarniny przepiłować. Spal piłę, mój ogniu kochany! 
— Za co mam ją palić? Biedaczka ma już tępe zęby. Nie spalę jej. 
— Toś ty taki! — zawołała koza. — Czekaj, znajdę na ciebie sposób. 
Poszła do strumyka. 
— Beee, beee, strumyku kochany, poratuj mnie. Tarnina zabrała mi srebrny dzwonek i nie chce go oddać, a piła nie chce tarniny przepiłować, a ogień nie chce piły spalić. Zalej ogień, kochany strumyku! 
— Ogień pożałował starej piły, to ja jego pożałuję — odpowiedział strumyk. — Nie zaleję go. 
— Toś ty taki! — zawołała koza. — Czekaj, znajdę na ciebie sposób.

Janie Olsen
Poszła do wołów.

bajka szwajcarska - "U wielkoludów".

U Wielkoludów

bajka szwajcarska
w opracowaniu M, Niklewiczowej



Jak dawno to się działo, tego nie wiem, ale wiem, że chodziły wtedy jeszcze po świecie wielkoludy.
A o tym nawet moja prababka od swojej prababki nie słyszała, żeby kto widział wielkoludy. Więc chyba parę setek lat minęło od tego czasu. 
W skalnej dolinie pośród gór żyli dwaj bracia. Rodziców mieli biednych, bo na takich skałach nic nie urośnie, a i krowina się nie pożywi. Tym więcej, że nad doliną niedaleko leżał już śnieg wieczysty, co nie topnieje nawet w lipcu. Chmury wlokły się tędy, czepiały się każdego krzaka, każdego płota. Jak człowieka owionęły, to jakby go kto zawinął w mokry całun. 
W takim zimnie, w pustce i w biedzie ludzie gorzknieją. Tak też i rodzice tych dwóch synów. Ojciec ich łajał, matka fukała i garnkami trzaskała po kuchni. Co tamci dwaj zrobili, wszystko zdało się rodzicom nie tak. Wciąż ich pędzali po to, po owo, wciąż kazali coś robić, a potem gniewali się, że źle.
Kiedyś ojciec posłał synów o świcie do lasu po drwa. Nie pożegnał ich dobrym słowem, matka nie dała im kawałka chleba na drogę — po prawdzie to nie miała. Las tam był sosnowy, mizerny jak to na wysokościach wielkich i cały śniegiem zawiany. Idą bracia, mróz pcha im się do butów, ziąb pod kurty zagląda, a żołądki aż burczą z głodu. 
Wreszcie starszy brat stanął i wykrzyknął: 
— Dość mam takiego życia! Pójdę w świat. Albo zginę, albo mi będzie lżej. 
— Ja z tobą — powiedział młodszy. — Jak się gdzieś ustalimy, to weźmiemy rodziców do siebie. 
Poszli ku dolinom. Przy starej sośnie koło źródła ścieżki się rozchodziły. Jedna zbiegała nad strumyk i w dół przez łąki, na których śnieg już stajał. A druga skręcała w jeszcze wyższy, jeszcze czarniejszy bór. Starszy brat chciał iść łąką, a młodszy lasem. Więc pożegnali się pod tą sosną i obiecali sobie, że za rok spotkają się w tym samym miejscu.  Młodszy wszedł znowu w las. Szedł i szedł aż do wieczora. Ledwo już się wlókł, tak zesłabł z głodu i z zimna.  Słońce zaraz zajdzie, a bór szumi, jakby groził. Czasem śnieg osypie się z gałęzi za kołnierz, czasem szyszka w głowę pacnie. Czasem zatrzeszczy sucha gałąź, a wtedy nie wiadomo, czy to nie dziki zwierz się skrada. Straszno w tym borze. Wreszcie chłopak doszedł do ogromnego drzewa. A to drzewo rozrosło się szeroko i było całe zielone i gęstymi liśćmi szemrzące, jakby to był środek lata. 
Stanął i aż głowę zadarł ze zdziwienia, że wierzchołek drzewa sięga tak wysoko w niebo nad sosny borowe i taki jest zielony, mrozem nie tknięty, śniegiem nie osypany. Poznał, że to jabłoń.


Bajka o smokach - seria z Wiewiórką

Bajka o smokach 

czwartek, 20 września 2018

bajka japońska - o dwóch żabach

Dwie żaby 
bajka japońska

Dawno, dawno temu w Japonii, żyły dwie żaby. Jedna z nich osiedliła się w rowie, na morskim wybrzeżu w pobliżu miasta Osaka, podczas, gdy druga mieszkała w czystym strumyku, który przebiegał przez miasto Kioto. Mieszkając w tak dużej odległości, nawet o sobie nie słyszały, ale obie chciały zobaczyć trochę świata. Co zabawne, pomysł narodził się w ich głowach jednocześnie. Tak więc, żaba, która mieszkała w Kioto, chciała odwiedzić Osakę, a żaba, która mieszkała w Osace, chciała udać się do Kioto.
Pewnego pięknego poranka na wiosnę, ruszyły więc wzdłuż drogi prowadzącej z Kioto do Osaki. Jedna wyruszyła z jednego końca drogi, a druga z drugiego jej końca. Podróż była bardziej męcząca, niż się spodziewały, ponieważ nie wiedziały zbyt wiele o podróżowaniu. Dodatkowo, mniej więcej w połowie drogi, między dwoma miastami, natknęły się na wysoką górę. Co prawda było to niewielkie wzniesienia, ale dla tak małych żab stanowiło nie lada wyzwanie. Należało się na nią wspiąć, aby podróż kontynuować. Zajęło im to dużo czasu, ale w końcu szczęśliwie obie dotarły na szczyt. Wielkie było zaskoczenie żab, gdy w tym samym momencie ujrzały się nawzajem.



sobota, 15 września 2018

Wizyta Pana Generała - seria z Wiewiórką

Wizyta Pana Generała 


Autor:  Stanisław Krzysztof Stopczyk
Ilustracje: okładka Janusz Stanny/ pozostałe: Zygmunt Zaradkiewicz
Krajowa Agencja wydawnicza  - 1980 rok
Przeczytaj też bajki z innych zakątków świata w zakładce: Alfabetyczny spis treści wszystkich bajek oraz inne bajki z serii Poczytaj mi mamo, a także bajki z cyklu Książeczki z PRL-u.

wtorek, 4 września 2018

bajka hiszpańska - Półkurek, czyli kogucik z Madrytu

Półkurek 
bajka hiszpańska 

Była kiedyś piękna czarna kwoka, która miała duże stadko kurcząt. Wszystkie się udały oprócz najmłodszego. Starsze były śliczne, pulchniutkie, okrąglutkie, a to najmłodsze wyglądało tak nędznie, kiedy wykluło się z jajka, że matka pomyślała ze zgrozą: ,,to chyba nie moje dziecko!" Ale to było jej dziecko, tylko nie wyrosło w skorupce jak należy. Wydawało się, jakby ktoś przekrajał kurczę na pół i połówkę wypuścił w świat. Pisklę miało tylko jedną nóżkę, jedno skrzydełko, jedno oczko, połowę główki i połowę dziobka.
Kwoka zmartwiła się i powiedziała:
— No cóż, mój najmłodszy to nie kogutek, tylko nieudany pół- kurek. Z tamtych wyrosną przystojne koguty, każdy z nich będzie kiedyś rządził stadkiem na własnym podwórku. A to małe biedactwo będzie musiało zawsze trzymać się matki, bo samo nie da sobie rady.




Nazwała tego synka Medio Pollito. Bo to się działo w Hiszpanii, a Medio Pollito znaczy po hiszpańsku: ,,pół kurczęcia". Ale chociaż Medio Pollito wyglądał tak niepokaźnie, matka przekonała się wkrótce, że jej pół- kurek wcale nie jest niezaradny i że nie chce zostawać wciąż pod jej opieką.

Ziarno bobu - bajka rosyjska - łańcuszkowa

Ziarno bobu 
rosyjska bajka ludowa

Byli raz sobie kogut i kura. Kogut grzebał pazurkiem w ziemi i wygrzebał ziarno bobu. 
Zawołał kurkę:
- Ko-ko-ko! Zjedz kurko, ziarno bobu!
- Ko-ko-ko, koguciku, zjedz sam! - odpowiada kurka.




poniedziałek, 3 września 2018

Kot i kura - bajka syberyjska z Buriacji - Ludy Zimnej Północy


Kot i kura 
bajka buriacka (syberyjska)


- Lubię cię, kuro powiedział kiedyś kot. Ty jesteś bura i ja jestem bury – musimy się zaprzyjaźnić. 
Kura mu nie uwierzyła i powiedziała: 
- Pamiętam, jak twoja matka ukradła mi kurczaka w zeszłym roku. Czy mogę, więc ci wierzyć? Nie chcę cię obrazić, ale wy koty, jesteście fałszywe. Ale jeśli chcesz, możesz udowodnić swoje oddanie, kotku! 
Kot nie wiedział, co powiedzieć i bardzo się zdenerwował. Ale kilka dni później przyszedł polować na myszy do starej stodoły, gdzie stał stóg siana. Zobaczył kurę. Nagle przerażona kura rzucił się do ucieczki i ukryła się właśnie w tym stogu siana.  
- Co się jej stało?- myślał kot. Może powinienem jej pomóc ?...
Kot pobiegł za nią i zobaczył jastrzębia spadającego z nieba. Jastrząb z wysokości nie zauważył różnicy, ponieważ kot i kura były bure. 
Kot szybko odwrócił się na plecy, złapał jastrzębia ostrymi pazurami. Niestety, nie przeżył tego spotkania. 
Potem kura opuściła schronienie i powiedziała: 
- Teraz wierzę ci, kotku. Tylko prawdziwy przyjaciel może tak się poświęcić w imię przyjaźni. 
I ktoś nadal jeszcze uważa, że kot i kura nigdy nie mogą się zaprzyjaźnić!?


Opracowanie: Agnieszka Jasińska
Przeczytaj też bajki z innych zakątków świata w zakładce: Alfabetyczny spis treści wszystkich bajek oraz bajki Ludów Zimnej Północy i Skandynawii, a także inne bajki azjatyckie



bajka rumuńska o bogaczu, który chciał żyć wiecznie.

Głos śmierci. 
bajka rumuńska


Wiele lat temu, żył sobie człowiek, którego jedynym pragnieniem było posiadanie bogactw i cały swój czas, poświęcał na osiągnięcie tego celu. Wkrótce stał się tak bogaty, że mógł kupić wszystko czego tylko zapragnął. 
Jednak pewnego dnia, ogarnął go jakiś wewnętrzny lęk i pomyślał: "Wspaniale jest mieć wszystko, czego się pragnie, ale co się stanie z moim wielkim majątkiem kiedy umrę? Musiałbym rozstać się z moimi skarbami i nie mógłbym już cieszyć nimi moich oczu".
Wyruszył więc w szeroki świat, szukać kraju, w którym nie ma śmierci. Przez długi, długi czas szukał go na próżno. 
W  końcu znalazł krainę, w której nie znano słowa "śmierć".
- Nikt tutaj nie umiera - mówili miejscowi ludzie. 
- No tak, ale jeśli nikt nie umiera, to kraj wasz powinien być bardzo ludny, a ja nie widzę tu tłumów - odparł bogacz. 
- Nie jest zbyt tłoczno - odpowiedzieli miejscowi - bo od czasu do czasu słychać głos, który zaczyna nawoływać. Kto ten głos usłyszy jako pierwszy podąża za nim i nigdy nie wraca. 
- Cóż ... Jeśli jest się tak głupim, aby pójść za głosem...- pomyślał bogacz, uśmiechając się pod nosem...- to jest to kraj w sam raz dla mnie.

Dlaczego wielbłąd tarza się w popiele z ogniska? - bajka buriacka z mroźnej Syberii

Dlaczego wielbłąd tarza się w popiele z ogniska? 
bajka buriacka (syberyjska)


Kiedyś bardzo duży i bardzo głupi wielbłąd kłócił się z małą, ale inteligentną myszą. 

- Jestem tym, który pierwszy ogląda wschody słońca – chwalił się. 

- Ależ nieprawda- odpowiedziała mysz – wszyscy widzą wschód słońca w jednym czasie. 

- Co ty myszko opowiadasz za brednie! - oburzył się wielbłąd – jestem wielki, a ty mała. Do pięt mi nie dorastasz, więc jak możesz pierwsza zobaczyć wschodzące słońce? - zapytał.- Jestem jak góra w porównaniu z tobą. Nie zamierzasz chyba kłócić się ze mną? 
Sprzeczali się, sprzeczali, aż w końcu postanowili się przekonać, kto pierwszy ujrzy o świcie wschodzące słońce? 
Wielbłąd rozumował w ten sposób: "Jestem sto razy większy niż ta mysz. Tak więc, zauważę sto razy szybciej niż ona wschód słońca. A ponieważ ziemia jest okrągła, skądkolwiek wzejdzie słońce, zawsze je zobaczę. I zawsze zrobię to pierwszy!” 
Głupi wielbłąd! Nie wiedział, że słońce wschodzi tylko na wschodzie! Odwrócił się pyskiem na południe i wypatrywał słońca. A mała mysz wspięła się na garb wielbłąda i zaczęła patrzeć na wschód.

Lucia Steward

- Oto i słońce! - krzyknęła mysz do wielbłąda – zobaczyłam je pierwsza! – i szybko zeskoczyła z wielbłądziego garbu. 
Wielbłąd odwrócił się i zobaczył, że słońce już wstało. Wydawało mu się nawet, że słońce śmieje się z niego. Był bardzo zły. Nie na siebie, ale oczywiście na mysz. 
Pośpieszył w pogoń za nią i chciał ją stratować racicami. Ale sprytnej myszy udało się ukryć w popiele z ogniska. 
Od tego czasu, za każdym razem, gdy wielbłąd widzi popiół, kładzie się i zaczyna się w nim tarzać od stóp do głów. A kiedy skończy usatysfakcjonowany myśli, że tym razem poradził sobie ze znienawidzoną myszą. 
Mysz, jak widzisz, jest mądrzejsza od wielbłąda!


Opracowanie: Agnieszka Jasińska
Przeczytaj też bajki z innych zakątków świata w zakładce: Alfabetyczny spis treści wszystkich bajek oraz bajki Ludów Zimnej Północy i Skandynawii, a także inne bajki azjatyckie.

Dlaczego gronostaj ma czarny koniec ogona, a zając czarne końce uszu - bajka Ludów Zimnej Północy

Dlaczego gronostaj ma czarny koniec ogona, a zając czarne końce uszu? 
bajka ałtajska (syberyjska)

W pewną zimową noc gronostaj wybrał się na polowanie. Wskoczył pod śnieżną zaspę, wynurzył się z niej, stanął na tylnych łapach, wyciągnął szyję, nadsłuchiwał. Jego mokry nosek węszył... I nagle, coś ciężkiego spadło mu na plecy. Gronostaj jest wprawdzie mały, ale jest bardzo odważny - odwrócił się i rzucił z zębami na napastnika. 
- A-ach-ach! - rozległ się nagle krzyk, jęk i zając spadł z grzbietu gronostaja. Tylną nogę miał całą pogryzioną a krew pokryła biały śnieg. 
Zając płacze, szlocha i pyta: 
- Och! Co za nieszczęście! Uciekałem przed sową, chciałem ratować życie, przypadkowo przewróciłem się na plecy, a ty mnie pogryzłeś ... 
- Och- och!  zajączku, przepraszam cię bardzo. Ugryzłem cie całkiem przez przypadek...- wyjaśnił gronostaj. 
- Nie chcę tego słuchać! – odparł obrażony zając - Nigdy ci tego nie wybaczę! Poskarżę się na ciebie niedźwiedziowi! 
Jeszcze słońce nie wzeszło, a gronostaje już otrzymał surowe nakaz wstawienia się przed oblicze niedźwiedzia.
Stary niedźwiedź był w lesie najmądrzejszy, cieszył się szacunkiem i respektem. Był też bardzo surowy i groźny. Bały się go wszystkie zwierzęta i schodziły mu z drogi. Gronostaj niezwłocznie z bijącym sercem i na trzęsących się nogach udał się do niedźwiedzia. 
Niedźwiedź siedział na pniu wielkiej sosny, palił fajkę, a obok niego siedział zając. Kulawą nogę wyciągnął przed siebie, podparł na kamieniu i łypie spod byka na gronostaja. 



Niedźwiedź spojrzał swoimi ślepiami na gronostaja, groźnie zmarszczył brwi i zagrzmiał: 
- Jak śmiałeś pogryźć zająca?!!! 

Wesołe przygody Leniwego Smoka - "Rzeźbiarz i hafciarka" z Chin (Daleki Wschód)

Rzeźbiarz i hafciarka
bajka chińska
ze zbioru 
"Wesołe przygody Leniwego Smoka"
dla nieco starszych dzieci*



- ległych okręgach. Któregoś dnia, spostrzegłszy nagle, że wiosna mija, zabrał kilka swych faworyt na wycieczkę, aby nacieszyć się pięknem krajobrazu.

niedziela, 2 września 2018

Dlaczego gronostaj ma czarny koniuszek ogona? - bajka według Jakutów z mroźnej Syberii

Dlaczego gronostaj ma czarny koniuszek ogona? 
Bajka jakucka (syberyjska)


Działo się to dawno temu, kiedy wszystkie zwierzęta żyjące na ziemi wyglądały inaczej niż dziś. Na przykład gronostaje wcale nie były białe tylko ciemno rude. 
Pewnego razu, podczas mroźnej i srogiej zimy, zwierzęta dowiedziały się, że w lesie, w ciepłej chacie, zamieszkał stary myśliwy. Omijały to miejsce z widomych przyczyn. Mały gronostaj, cierpiący z zimna i głodu, podkradł się jednak do myśliwskiej chaty, wspiął na dach i przez niewielkie okienko na poddaszu dostał się do środka. Chciał się choć trochę ogrzać. Umościł się wygodnie na półce tuż nad ogniem. Ciepło paleniska miło grzało jego małe ciałko i szybko zapadł w błogi sen.

czwartek, 30 sierpnia 2018

O kaszubskich wiatrach - piękna kaszubska opowieść z Pomorza

O kaszubskich wiatrach
bajka pomorska (kaszubska)



Między dzisiejszym Władysławowem a Chałupami na wąskim cyplu Półwyspu Helskiego, leżała niegdyś mała osada rybacka, po której dziś nie zostało żadnego śladu. Nie zachowała się nawet nazwa. Może nazywała się Glada czy Żyda? A może to były jednak Chałupy? 
Nikt już nie rozwiąże tej zagadki. Jedynie w gwarze kaszubskiej pozostały dziwne nazwy na określenie wiejących tu wiatrów, z którymi Kaszubi z biegiem czasu zżyli się, traktując je pobłażliwie niby członków rodziny. Wioska była nieduża. Liczyła kilkanaście checzy, które przytuliły się do wysokiego brzegu, jakby w ten sposób chciały uchronić się przed gniewnymi wodami potężnego boga Bałtyku. Jedne z nich były duże i piękne, inne małe i nędzne, w zależności od tego, jak się wiodło ich mieszkańcom. 

środa, 29 sierpnia 2018

Dlaczego żuk chodzi z opuszczoną głową? - bajka eskimoska z dalekiej Syberii (Półwysep Czukocki)

Dlaczego żuk chodzi z opuszczoną głową?
bajka czukocka (eskimoska)

Wiosną z zagonu kwitnących ziemniaków wyszła mucha. Rozpostarła  skrzydła, zabrzęczała, zabrała ze sobą laskę, bo już była wiekową muchą i pofrunęła prosto w kierunku tundry. Postanowiła zrobić sobie wakacje i przy okazji odwiedzić inne robaki i owady. Pofrunęła do zagrody, w której mieszkała pewna koza. A na kozie rodzina pcheł. Obok w ziemiance mieszkał żuk, a pod strzechą obórki utkał sieć pająk. Natomiast w dziupli na drzewie rosnącym obok zagrody zadomowiła się wiewiórka.  
Mucha wylądowała w zagrodzie, wbiła swą laskę w ziemię, położyła obok prezenty i powiedziała:
- Które z was najszybciej obiegnie tą górę, zza której przyleciałam i dotknie mojej laski - ten otrzyma prezent.





Pierwsza pobiegła pchła. Za nią biegła koza, potem wiewiórka, a na ostatku pająk.
Pchła szybko pogalopowała wokół pagórka i dotknęła laski. Koza przybiegła tuż za nią i też laski dotknęła. Następnie przybiegła wiewiórka, a za nią przybył pająk. Stoją i oddychają ciężko, trudno im oddech złapać po takim szybkim biegu. Po chwili uczestnicy biegu spostrzegli, że nie ma wśród nich żuka. Czekają na niego, czekają ale doczekać się nie mogą.
Wreszcie widzą, że żuk się czołga. Jego nogi i ręce omdlały ze zmęczenia. 
Doczołgał się w końcu żuk do laski resztką sił jej dotknął.
- Och, długoś coś biegał wokół góry-powiedziała mucha-  nie mogliśmy się ciebie doczekać. 
Wreszcie mucha zaczęła rozdawać obiecane prezenty. 
Pchle, która była najszybsza - podarowała swoją laskę. Pchła, aż podskoczyła z radości. Oj, będzie się miała na czym wpierać - skakała do góry uradowana. 
Koza dostała białą koszulę. Włożyła ją na siebie i pobiegła zadowolona do zagrody. 
Pająk otrzymał pułapkę dzięki której mógł łapać komary i komary. W końcu przyszła kolej na żuka. 
- A dla ciebie - powiedział mucha - nic mi nie zostało. Przyszedłeś ostatni. 
Zawstydził się żuk okropnie. Opuścił głowę do ziemi i na swych zgiętych nogach powlókł się do  swojej ziemianki.



I od tamtej pory żuk czołga się wolno po tundrze z opuszczoną głową. Patrzy w dół na swoje stopy i zastanawia się dlaczego jego stopy tak wolno, bardzo wolno stąpają?

Opowiedział ją w 1941 roku, wówczas 14- letni Eskimos o imieniu Taghiakak ze wsi Unazik na Półwyspie Czukockim. 

niedziela, 26 sierpnia 2018

Pani Zima - bajka niemiecka

Pani Zima
(Pani Zamieć)
bajka niemiecka

Pewna wdowa miała dwie córki. Jedna była piękna i pracowita, a druga brzydka i leniwa. Wdowa więcej serca miała dla tej brzydkiej, bo była ona jej rodzoną córką. Piękną córkę traktowała jak popychadło i zmuszała do wykonywania całej pracy w gospodarstwie. Każdego dnia biedna dziewczyna musiała prząść przy studni tak długo, dopóki jej palce nie zaczęły krwawić.

Gisele Gottschlich
Pewnego razu, gdy zanurzyła zakrwawione wrzeciono w studni, aby je umyć, wyślizgnęło się jej z ręki i wpadło do środka. Dziewczyna rozpłakała się i pobiegła do swojej macochy, by powiedzieć jej o tym nieszczęściu.