piątek, 12 października 2018

bajka hiszpańska - Woda Życia

Woda życia
bajka hiszpańska

Dawno temu żyło sobie trzech braci i siostra. Rodzeństwo kochało się i szanowało. Cała czwórka żyła w wielkim ubóstwie w małej, biednej chacie, ale byli bardzo pracowci i szybko zdołali zarobić tyle pieniędzy, że starczyło im na wybudowanie pięknego zamku. Wszyscy ludzie w okolicy podziwiali budowlę, a przyjezdni zatrzymywali się myśląc, że mają przed oczami wzniosłą katedrę lub jakies inne cudo. I wydawałoby się, że rodzeństwu do szczęścia już nic nie brakuje, bo szczycili się tym, że już wszystko co najlepsze posiadają.


Ale pewnego dnia, jakiś nieznany wędrowny starzec rzekł :
- Piękna budowla! Wspaniała! - wykrzyknął starzec- ale czegoś jej brak!

czwartek, 11 października 2018

ludowa bajka rosyjska o niedźwiedziu i chłopie

Chłop i niedźwiedź
bajka rosyjska


Pojechał chłop w pole rzepę siać. Orze w pocie czoła. 
Aż tu przychodzi niedźwiedź i chce na niego napaść. 
- Nie rób tego, niedźwiedziu - prosi chłop. - Lepiej będziemy razem rzepę siać. 
Sobie wezmę same tylko korzonki, a tobie dostanie się to, co na wierzchu. 
- Dobrze - powiada niedźwiedź - ale pamiętaj, jeśli mnie oszukasz, 
to nie pokazuj mi się na oczy, kiedy przyjdziesz do lasu. 


I poszedł do zielonej dąbrowy. Rzepa pięknie wyrosła. 
Jesienią przyszedł chłop na pole rzepę kopać. A niedźwiedź wyłazi z dąbrowy. 
- No, dzielmy się teraz, chłopie - powiada. - Daj mi moją część. 
- Dobrze, niedźwiedziu, będziemy się dzielić: tobie to zielone, a mnie korzonki.

środa, 10 października 2018

Bajka o śnieżnym królu z ilustracjami Z. Rychlickiego

Bajka o śnieżnym królu  
bajka polska

bajka rosyjska o chatce z lodu i chatce z łyka

Lisica i zając 
bajka rosyjska 

Byli raz sobie lisica i zając. 
Lisica miała chatkę z lodu, a zając z łyka. 


Przyszła wiosna- radosna. Chatka lisicy stopniała, a zająca stoi jak stała. Lisica podniosła lament, ręce załamuje, płacze.

Niedźwiedź polarny i niedźwiedź brunatny - bajka syberyjska Ludów Zimnej Północy

Niedźwiedź polarny i niedźwiedź brunatny

bajka nieniecka (samojedzka)

Pewnego dnia, niedźwiedź brunatny mieszkający w lesie, wyruszył na północ w stronę do morza. W tym samym czasie niedźwiedź polarny, który mieszkał na lodowej krze, postanowił udać się w głąb lądu. Wyruszyły dwa niedźwiedzie w drogę i za jakiś czas spotkały się nad brzegiem morza. 
Niedźwiedź polarny zjerzył sierść, stanął na dwóch łapach i zaryczał:
- Dlaczego chodzisz po mojej ziemi, brunatny niedźwiedziu?
A brunatny niedźwiedź jak nie ryknie: 
- A od kiedy to niedźwiedź polarny zdobył ląd?Hęę? Twoje miejsce jest na morzu! Twoja ziemia to śnieg i niekończący się lód! Uciekaj mi stąd zaraz!
Oby dwa niedźwiedzi stanęły na dwóch łapach, złapały się za barki i zaczęła się walka. Ryczały, kłaki fruwały w powietrzu, pazury i potężne łapy poszły w ruch. Walczyły zacięcie przez cały dzień, ale żaden pojedynku nie wygrał. Walczyły cały wieczór, ale nadal pojedynek był nierozstrzygnięty. 


Zmęczyły się bardzo oba niedźwiedzie i usiadły na pieńkach, aby trochę odsapnąć po krwawej bitwie. Dyszą, sapią, pot z czół ocierają. Siedzą w milczeniu, cisza dookoła, żaden się nie odzywa, tylko łypią przekrwionymi ślipiami na siebie i spode łba patrzą.

Dlaczego niedźwiedź ma krótki ogon? - bajka syberyjska Ludów Zimnej Północy

Dlaczego niedźwiedź ma krótki ogon? 
bajka nieniecka (samojedzka) 

Był sobie niegdyś lis, a obok w lasku mieszkał niedźwiedź. 
Często spotykali się, rozmawiali i porównywali swoje ogony. 
W owych czasach niedźwiedź miał ogon puszysty i długi. 



Pewnego razu mówi lis do niedźwiedzia: 
- Pójdę, nałowię rybek, mam chęć na świeże rybki!

wtorek, 9 października 2018

bajka rosyjska- wschodniosłowiańska o wilczej śpiewce

 Wilcza śpiewka 
bajka rosyjska

Dlaczego derkacz podróżuje na grzbiecie żurawia? - bajka buriacka z dalekiej Syberii - Ludy Zimnej Północy

Dlaczego derkacz podróżuje na grzbiecie żurawia? 
bajka buriacka 


Zwołał żuraw ptaki z całego świata. Chciał bowiem zostać ich królem. Nadleciały wszystkie ptaki, z wyjątkiem derkacza o głosie tak skrzekliwym i donośnym, jak mało kto potrafi tak krzyczeć.
Żuraw wyciągnął swą długą szyję i oczekiwał niespokojnie jego przybycie. A tu cisza. Derkacza ani nie widać, anie nie słychać. W końcu sam wybrał się na jego poszukiwanie. Znalazł derkacza i zapytał ze złością:
- Dlaczego nie przylatujesz jak cię wzywam!Wszystkie ptaki czekają już tylko na ciebie!
- Leciałem z dalekiego kraju i jestem bardzo zmęczony – sam widzisz, że muszę odpocząć i się posilić – odpowiedział derkacz.
Żuraw zezłościł się jeszcze bardziej:
- Przez ciebie nie odbędzie się zebranie i nie zostanę królem! - krzyczał głośno żuraw.


Zaczął ptaszka trącać swym potężnym dziobem, tak mocno, że złamał mu skrzydełko. Zakrzyknął żałośnie derkacz, a krzyczał tak przejmująco i donośnie, że zleciały się inne ptaki.
- Co ci się stało? - pytały przejęte.
- Żuraw jest na mnie bardzo zły, tak bardzo, że złamał mi skrzydło – pożalił się ptaszek.
Wśród ptaków zawrzało z oburzenia:
- Och! My nie chcemy takiego króla! Gotów nam wszystkim połamać skrzydła! - wystraszyły się.
Ptaki zaczęły się naradzać i zdecydowały się ukarać żurawia.
Powiedziały zatem:
- Za karę, kiedy żuraw będzie odlatywał do ciepłych krajów, ma zabrać na swym grzbiecie derkacza. To będzie dla żurawia dobra nauczka!
I od tej pory, kiedy żurawie odlatują, na ich grzbietach podróżują derkacze.

Opracowanie: Agnieszka Jasińska


Jak chłopiec został wielkim myśliwym - bajka eskimoska - ludów zimnej Syberii

Jak chłopiec został wielkim myśliwym
bajka czukocka (eskimoska)
na podstawie tradycyjnych opowieści 

W pewnej eskimoskiej osadzie mieszkał mały chłopiec. Był sierotą, który na świecie nie miał nikogo, oprócz babci. Chłopiec był jeszcze mały i słaby. Brakowało mu umiejętności i odwagi dorosłego, doświadczonego myśliwego.

Barbara Lavallee


Tak więc, aby wyżywić babcię i siebie, przybiegał nad brzeg morza, kiedy myśliwi powracali z połowów. Sierotka wystawał wtedy na brzegu i zgodnie ze zwyczajem Eskimosów, otrzymywał od myśliwych kawał mięsa.
I tym razem też tak było. 

poniedziałek, 8 października 2018

bajka rosyjska - wschodniosłowiańska - Co to za ptak?

Co to za ptak?
bajka rosyjska



Był sobie Gąsior. Bardzo głup i i zawistny. Wszystkim Gąsior zazdrościł, ze wszystkimi się kłócił, na wszystkich syczał...
Kiwali też wszyscy głowami i mówili: 
— No, no, gagatek z tego Gąsiora!... 
Pewnego razu zobacz ł Gąsior pływającego po stawie Łabędzia. Spodoba a się Gąsiorowi długa łabędzia szyja.

bajka rosyjska o Mądralince - bajka wschodniosłowiańska

Mądralinka

bajka rosyjska
według Aleksandra Afanasjewa

Żyli dwaj bracia: jeden był bogaty, a drugi biedny. Ubogiego wcześnie odumarła żona i osierociła córkę siedmioletnią, a że dziewczynka była bardzo mądra, przezwano ją Mądralinką.


Bogacz ulitował się nad nią i podarował jej chudą jałówkę. 

Ilustracja: Lrna Savosina

bajka indiańska dla starszych dzieci*

Kukurydziana Matka*
bajka Indian z Ameryki Półniocnej
z regionu hrabstwa Penobscot w stanie Maine


Kiedy Kloskurbeh*, Stwórca Wszystkiego, mieszkał na ziemi, nie było jeszcze na niej ludzi. 




Jednak pewnego dnia, gdy słońce stało wysoko na niebie, zjawił się pewien młodzieniec i zawołał: 
– Wuju, bracie matki mojej! 

bajka cygańska o ropusze i biednej wdowie

O ropusze i o biednej wdowie
bajka cygańska

Była stara wdowa tak biedna, że tylko dwa razy w tygodniu kupowała sobie trochę chleba. Nie miała pieniędzy, bo na starość osłabła i nie mogła już ciężko pracować. Ba, gdyby miała synów lub choćby jednego syna, z pewnością nie zaznałaby nędzy i głodu. Gdyby miała dobre córki, też nie zostawiłyby jej samej. Ale biedna wdowa miała tylko trzy złe córki, które powychodziły za mąż i wcale nie troszczyły się o swoją biedną matkę. Gdyby wdowa miała w swej izdebce jakieś sprzęty czy choćby suknie niepodarte, złe córki przyszłyby do niej w odwiedziny, aby jej odebrać wszystko, co miałoby jakąś wartość. Nie miała jednak nic, więc córki nie przychodziły do niej wcale.

Ilustracja: Nicola Bayley

niedziela, 7 października 2018

bajka ukraińska- wschodniosłowiańska - Zajęcze sadło

Zajęcze sadło 
bajka ukraińska (ludowa)

Jechał pan z furmanem Iwanem w daleką drogę. Jechali milcząc, ale zbrzydło im milczenie. Więc pan pomyślał: „E, trzeba porozmawiać". W tym czasie wyskoczył skądsiś zając. 
Więc pan zaczął rozmowę od zająca. 
— O, u mnie w lesie — to są zające, ale nie takie, jak ten maluśki, który tu pokicał, tylko wielkie. Przywiozłem z zagranicy na rozpłódek. Jednego razu wybrałem się na polowanie i wziąłem ze sobą z dziesięciu naganiaczy. Nabiłem wtedy tych zajęcy ze trzy dziesiątki. A jednego ubiłem tak ogromnego jak baran. No, a kiedy zdarłem z niego skórę, to było pod nią z dziesięć kilo sadła. Oto jakie mam zające. 


Furman słuchał, słuchał, a potem mówi: 

Gliniany chłopiec - bajka rosyjska, ludowa - wschodniosłowiańska

Gliniany chłopiec
ludowa bajka rosyjska

Ilustracja: Juliusz Makowski

Byli raz sobie gospodarz i gospodyni. A dzieci nie mieli. Pewnego razu gospodyni odzywa się do męża w te słowa: 
- Ulep z gliny chłopczyka niech synkiem nam będzie. 
Gospodarz ulepił z gliny chłopaka i ułożył go na piecu żeby wysechł. Gliniany chłopak wysechł i zaczął prosić żeby mu dali jeść. 

bajka rosyjska, wschodniosłowiańska - Wdzięczność szczupaka

Wdzięczność szczupaka
bajka rosyjska (ludowa) 

Dawno temu żył sobie staruszek. Miał trzech synów. Dwóch było  mądrych, a trzeci głupi. Na imię mu było Misza. 
Starsi bracia pracowali ciężko, a Miszka cały dzień leżał na piecu i muchy łapał. Do żadnej pracy się nie garnął. 

Ilustracja: Nikołaj Kochergin
 Pewnego razu bracia pojechali na targ do miasteczka, a bratowe spędziły Miszkę z pieca i mówią:
– Idź, Miszka, po wodę - proszą.
– Nie chce mi się...– mówi Miszka i drapie się w głowę.
– Idź, idź, przynieś wody, bo kiedy bracia wrócą z miasteczka, to nie dadzą ci gościńca - pouczają bratowe.
– No, dobrze, pójdę już, pójdę – rzekł Miszka i wygramolił się zza zapiecka.

Ilustracja: Anatolij Eliseew

Jak komar przybył do Laponii - bajka lapońska (skandynawska) Ludów Zimnej Północy

Jak komar przybył do Laponii 
bajka lapońska


Za pradawnych czasów w Laponii nie było wcale komarów. Były tylko w rolniczej Finlandii. I oto komary zaczęły rozmyślać, jak zobaczyć tę słynną krainę, o której słyszały od pająka. Zawędrował on kiedyś aż do Laponii i z zapałem opowiadał komarom, jak dobrze jest tam żyć. Są tam reny, psy, kozy, owce i najrozmaitsze małe zwierzęta, które nie mają domu ani żadnego innego schronienia. A Lapończycy w lecie sypiają na dworze, pod gołym niebem. 


Pająk jednak opowiadał to wszystko tylko dlatego, że chciał, aby komary przeniosły się do Laponii. Jeśli uwierzą jego opowiadaniom i zdecydują się na przenosiny, będzie mógł się śmiać do rozpuku. 
Kiedy pająk przebywał w Laponii, rozpinał kunsztowne sieci między zwaliskami kamieni i brzozami. Komary wpadałaby oczywiście w nie, zanim by się zdołały spostrzec. A wtedy pająk chwytałby swoją zdobycz podobnie, jak to robił w Finlandii. 

Komary rozważały, czy mają wyruszyć wszystkie za jednym zamachem, ale matka komarów powiedziała, że nie powinny wyruszać wszystkie. 
- Poślemy najpierw kilkanaście na zwiady, aby przekonały się, jak wygląda naprawdę życie w Laponii - zadecydowała. 
Koniec końców w drogę ruszyło sześć komarów. 
Ale droga do Laponii bvła długa. 



bajka eskimoska - "Cyraneczki i lis", prosto z rozległej Syberii.

Cyraneczki i lis
bajka eskimoska 



Pewnego razu brzegiem morza szedł sobie chytry lis i tak myślał:
„Nie ma zwierzęcia mądrzejszego ode mnie, nie ma zwierzęcia chytrzejszego ode mnie na świecie!"
A po morzu pływały kaczki-cyraneczki. Zobaczyły lisa i postanowiły go oszukać.
Najstarsza z nich powiedziała:
— Chodźcie, zrobimy ze skrzydeł łódkę. Siądziemy w dwa rzędy skrzydłami do wewnątrz. Niech lis myśli, że po morzu płynie prawdziwa łódka.
I tak zrobiły. Siadły w dwóch rzędach, rozłożyły skrzydła. W środku powstała łódeczka, a na zewnątrz wystawały wiosła-skrzydełka.
Płyną sobie kaczki, a najstarsza z nich komenderuje:
— Raz-dwa, raz-dwa! Mocniej wiosłować!
Lis miał już ze starości słaby wzrok. Patrzy na wodę i widzi: płynie łódka, a w łódce siedzą wioślarze i zgodnie wiosłują.
Lis zatrzymał się i krzyczy:
— Hej, hej! Wioślarze, przybijcie do brzegu, podwieźcie mnie kawalątek! Czy nie poznajecie mnie? Przecież to ja — pan tutejszej okolicy! Czyż nie widać, że jestem zmęczony?!
Kaczki podpłynęły do brzegu, a lis wlazł w.sam środek łódeczki, usiadł, wypiął dumnie pierś, rozłożył ogon i przymrużył z zadowolenia oczy. Łódka szybko odbiła od brzegu.
Nagle lis usłyszał głos najstarszej cyraneczki:
— No cóż, popływałyśmy, a teraz sobie polatamy!





I nim się lis zorientował, już był w wodzie. Patrzy, a kaczki odleciały daleko. Popłynął w kierunku brzegu. 
Płynie i myśli: „Kaczki mnie oszukały. Zhańbiły przed całym światem". 

Kaczuszka - ukraińska bajka ludowa wschodniosłowiańska

Kaczuszka
bajka ukraińska

Byli raz sobie dziad i baba. Pewnego razu poszli do lasu na grzyby i znaleźli kaczuszkę. Kaczuszka kulała na jedną nogę i starzy wzięli ją ze sobą do domu. 

Lustracja: Ivan Bilibin

Nazajutrz znowu poszli do lasu na grzyby, a kaczuszce zrobili gniazdko z piórek i w tym gnieździe ją posadzili. Kiedy poszli, kaczuszka przemieniła się w dziewczynkę. Dziewczynka podłogę w izbie wymyła, wody w wiadrach naniosła i pierożków napiekła. 

Łapeć - bajka rosyjska

Łapeć
bajka rosyjska (ludowa)


Szła drogą baba i znalazła łapeć. Przyszła do wsi i prosi gospodarza: 

- Przenocujcie mnie! 
- Ano, dobrze! Noclegu z sobą człowiek nie nosi. 
- A gdzie mam łapeć położyć? 
- Kładź pod ławę. 
- Nie, mój łapeć w kurniku spać zwyczajny.
I położyła łapeć w kurniku z kurami. Rano baba wstaje i mówi: 

- A gdzie moja kurka? 
- Co też ty mówisz - powiada do niej gospodarz - przecież miałaś tylko łapeć! 
- Nie, miałam kurkę! A jeśli mi jej nie oddacie, podam was do sądu. 
No i gospodarz oddał jej kurkę. Baba poszła dalej drogą. Idzie, idzie, aż zapadł wieczór. Przychodzi do wsi i prosi: 

- Przenocujcie mnie! 
- Ano, dobrze! Noclegu człowiek z sobą nie nosi. 
- A gdzie mam kurkę spać położyć? 
- Niech z naszymi kurami przenocuje. 
- Nie, moja kurka z gęsiami spać zwyczajna. 
I posadziła kurkę z gęsiami. Nazajutrz wstaje i mówi: 

- A gdzie moja gąska? 
- Jaka znów twoja gąska? Przecież miałaś tylko kurkę. 


- Nie, miałam gąskę! Oddajcie mi gąskę, a jak nie oddacie, to pójdę do sądu i zaskarżę.

piątek, 5 października 2018

bajka rosyjska o Marii Uroczej Długowarkoczej i Iwanuszce

Maria Urocza Długowarkocza i Iwanuszka
bajka rosyjska


W królestwie położonym na bagnistej północy panowali car i carowa. Mieli córkę jedynaczkę, zwaną Marią Uroczą Długowarkoczą. Żyli szczęśliwie i panowali sprawiedliwie.

Wasylisa Piękna - ludowa bajka rosyjska

Wasylisa Piękna
bajka ludowa rosyjska
znana we wszystkich krajach słowiańskich, 
także pod tytułem: "Wasylisa Mądra."

Dawno temu, w pewnym niewielkim miasteczku, żył sobie kupiec z żoną i córeczką Wasylisą Piękną. Przez dwanaście lat żył w małżeństwie szczęśliwie i spokojnie. Ale w trzynastym roku, żona kupca zachorowała i była umierająca.
Zawołała do siebie córkę i tak rzekła:
- Posłuchaj mnie teraz, Wasyliso uważnie i zapamiętaj moje ostatnie słowa. Daję ci tą lalkę – i to mówiąc wydobyła spod koca laleczkę, która miała takie same jasne warkocze, haftowaną bluzę i czerwone trzewiki wypisz wymaluj jak Wasylisa.- Jeśli kiedykolwiek zgubisz drogę – szeptała dalej matka - albo będziesz potrzebowała pomocy, zapytaj laleczkę o radę. Ona ci pomoże. Miej ją zawsze przy sobie. Nikomu o niej nie mów i nikomu nie pokazuj. Nakarm ją, kiedy będzie głodna i dbaj o nią. To moje błogosławieństwo dla ciebie, dziecko- to mówiąc zamknęła oczy na zawsze.

Ilustracja Laurel Long

Domeczek - bajka rosyjska ludowa

Domeczek
bajka rosyjska (ludowa)
istnieje wiele wersji tej bajeczki, np. "Rękawica". 





Jechał raz chłop wozem na targ. Wiózł garnki, a jeden garnek po drodze zgubił. 
Przyleciała Mucha-co-brzęczy-do-ucha i pyta: 
- Czyj to domeczek? Czyj to domeczek? Kto w nim mieszka? 
Patrzy a w garnku nie ma nikogo. Wleciała mucha do środka i już tam zamieszkała. 
Przyleciał Komar - Bzykacz i pyta: 
- Czyj to domeczek? Czyj to domeczek? Kto w nim mieszka?
- Ja, Mucha-co-brzęczy-do-ucha. A tyś co za jeden? 
- Jestem Komar-Bzykacz. 
- No to wejdź do środka. Zamieszkamy razem. No i zamieszkali razem we dwójkę.
Przybiegła Myszka-Chrobotka i pyta: 
- Czyj to domeczek? Czyj to domeczek? Kto w nim mieszka? 
- Ja, Mucha-co-brzęczy-do-ucha. 
- Ja, Komar-Bzykacz. A tyś co za jedna? 
- Jestem Myszka-Chrobotka. 
- No to wejdź do środka. Zamieszkamy razem. 
I zamieszkali we trójkę. 
Przyskoczyła Żaba-Rechotka i pyta: 
- Czyj to domeczek? Czyj to domeczek? Kto w nim mieszka? 
- Ja, Mucha-co-brzęczy-do-ucha. 
- Ja, Komar-Bzykacz. 
- Ja, myszka chrobotka. A tyś co za jedna? 
- Jestem Żaba-Rechotka. 
- No to wejdź do środka. Zamieszkamy razem.

Mrozisko (Mróz Mrozowicz) - bajka rosyjska

Mrozisko 
(Mróz Mrozowicz)
bajka rosyjska


Było to dawno, dawno temu. Żyli sobie dziad i baba. Każde z nich miało własną córkę. Swoją jedynaczkę starucha hołubiła, rozpieszczała, pyłek jej spod stóp zgarniała, a pasierbicy nie cierpiała, całą robotę na nią zwalała, ciągle biła, krzyczała, głodem morzyła.


Ciężki i gorzki los przypadł dziewczynie. Nigdy się jednak nie uskarżała, od pracy się nie wymigiwała, wszystko szybko i zręcznie robiła.

bajka zachodniosłowiańska o wilku i chłopie

Czy za dobre trzeba odpłacać złem?
bajka słowacka 
ze zbiorku: "Śpiewająca lipka". 

Szedł raz chłop do młocki i spotkał po drodze wilka. 
Wilk pyta go:
 - Hej, dokąd idziesz?
 - Idę do młocki!
 - Masz przy sobie worek? Schowaj mnie! 
- Dlaczego mam cię schować w worku? 
- Bo tropią mnie myśliwi i chcą mnie zabić. Jak mnie poratujesz, sowicie ci to wynagrodzę. 
Chłop wsadził wilka do worka i poszedł wprost na myśliwych, bo tak mu wypadła droga. 



Ci pytają go:
 - Nie widziałeś wilka? 
- Nie!
I myśliwi poszli dalej.
Wtedy chłop do wilka: 

niedziela, 30 września 2018

bajka bałtycka - Kaszel i Grypa

Kaszel i Grypa 
bajka karelska

Którejś jesieni pogoda zrobiła się tak nieprzyjemna, że psa by nie wypędził z domu. Przez całe dnie od rana do wieczora lało jak z cebra, pastwiska i lasy były przesiąknięte wodą, a kto nie musiał, ten nawet nosa z domu nie wystawiał. 
Tylko młody Jurgis każdego rana chwytał za strzelbę i ruszał do lasu. Był tak zapalonym myśliwym, że ta zła pogoda zupełnie mu nie przeszkadzała, choć cała zwierzyna schowała się przed deszczem, a on wracał zwykle z niczym. 
— Przynajmniej pooddycham świeżym powietrzem — tłumaczył ze śmiechem rodzicom i żonie, a oni tylko głowami kręcili, że jest cały mokry i że takie polowanie nic nie jest warte. 


Miłośnicy kotów- bajka o kotach z Dalekiego Wschodu Azji.

Miłośnicy kotów 
bajka japońska

Dawno, dawno temu żył sobie piękny kot, o gładkiej i błyszczącej sierści, która była tak delikatna i miła w dotyku jak najdelikatniejszy jedwab. Kot ów miał mądre, świecące w ciemności oczy, wielkie jak zielone szmaragdy. Nazywał się Gon i mieszkał w domu muzyka, który za nic na świecie nie oddałby kota komu innemu.
Tuż nieopodal, mieszkała wybitna dama, która posiadała piękną kotkę. Ona również czule kochała swoją pupilkę. Kotka nosiła imię Koma, była śliczna, delikatnie mrużyła lśniące, wielkie oczka, a kiedy jadła, na przykład rybę, przeżuwała wolno i z całą starannością każdy kęs, a kiedy kończyła pić mleko, zawsze czyściła swój mały, różowy nosek swym równie małym i różowym języczkiem.
Wybitna dama, codziennie i niezmordowanie powtarzała, więc:
-Koma, Koma, co ja bym bez Ciebie zrobiła?
Pewnego wiosennego popołudnia, los sprawił, że te dwa piękne koty, niezależnie od siebie poszły na spacer. Oba znalazły się, w jednym czasie, pod drzewem kwitnącej wiśni. Gdy tylko się ujrzały, zakochały się w sobie bez pamięci.




Gon wprawdzie, przez ostatnie kilka miesięcy, rozważał możliwość poszukania sobie żony, ale żadna kotka mu nie pasowała. Jednak, gdy tylko zobaczył Komę, wiedział, że znalazł tą jedyną. Koma, natychmiast poczuła, że Gon jest dla niej właśnie tym, wymarzonym kotem.

Zwierciadło Matsuyamy - bajka(legenda) japońska

Zwierciadło Matsuyamy 
bajka japońska


W dawnych czasach, żył w odległej Japonii mąż ze swą żoną oraz śliczną, małą córeczką. Dziewczynka była oczkiem w głowie rodziców i bardzo ją kochali.  Pewnego razu mężczyzna musiał wyruszyć w interesach do odległego Kioto. Przed wyjazdem zapowiedział córce, że jeśli będzie grzeczna i posłuszna, przywiezie jej z wyprawy ładny prezent. Córeczka bardzo się ucieszyła i obiecała posłuszeństwo. Następnie żona i córka pożegnały głowę rodziny i jeszcze długo stały na progu domu, patrząc jak odjeżdża. Kiedy ów mężczyzna załatwił w Kioto to co miał do załatwienia, powrócił do domu.  Żona i córka powitały go serdecznie, kłaniając się co chwila w geście pozdrowienia. Przyjęły z jego rąk podróżny, kapelusz z dużym rondem, zdjęły z jego nóg zakurzone sandały. 
Wtedy dopiero, mężczyzna usiadł na plecionych, trzcinowych matach i otworzył bambusowy kosz. Obserwował uważnie reakcję swojej córeczki, której przecież obiecał podarek. Wyjął z kosza wspaniałą lalkę oraz pudełko pełne słodyczy i wsunął je w wyciągnięte ręce dziewczynki. Jeszcze raz zajrzał do kosza i wyjął z niego metalowe lustro, które podarował żonie. Jego wypukła powierzchnia świeciła jasno niczym tafla jeziora, a jego brzegi ozdabiał misternie wykonany wzory sosen i bocianów.



Kobieta, nigdy wcześniej nie widziała lustra i patrząc na nie, miała wrażenie, że inna kobieta patrzy na nią. Z rosnącym zdumieniem zauważyła, że kobieta w lustrze ma takie same oczy jak ona sama, takie same oczy i uśmiech, a nawet identyczną suknię. Jej mąż wyjaśnił, co to za przedmiot i czemu służy. Jednocześnie nakazał jej dbać o zwierciadło.

Koza z dzwonkiem - bajka rumuńska z Bałkanów

Koza z dzwonkiem
bajka rumuńska
ze zbiorku "Bajarka Opowiada" - Marii Niklewiczowej




Chłop dał swojej kozie srebrny dzwoneczek. Koza poszła pochwalić się nim całemu światu. Skakała, biegała, głową trzęsła, a dzwonek dzwonił i dzwonił. Przyszła koza pod sam las. Zobaczyła krzaki tarniny. Chciała się między nimi przecisnąć. 
Tarnina ją ostrzegała: 
— Obejdź dookoła, bo mam ostre kolce.
Ale koza była uparta. Wlazła między ciernie. Zaczepiła o nie rzemyczkiem, na którym wisiał dzwonek. Dzwonek zsunął się kozie z szyi i zawisnął na kolcu. 
Koza się rozgniewała, bryknęła i zaczęła beczeć ze złością: 
— Beee, beee, ty tarnino, dlaczego zabrałaś mi dzwonek? Oddaj zaraz. 
— Samaś go tu powiesiła, to i sama zdejm — odpowiedziała tarnina. 
— Toś ty taka! — zawołała koza. — Czekaj, znajdę na ciebie sposób. 
Poszła do piły. 
— Beee, beee, piło kochana, poratuj mnie. Tarnina zabrała mi srebrny dzwonek i nie chce mi go oddać. Przepiłuj ją, niech się przewróci. 
— Jestem za stara, żeby piłować — odpowiedziała piła. — Zęby mam już tępe. 
— Toś ty taka! — zawołała koza. — Czekaj, znajdę na ciebie sposób. 
Poszła do ognia. 
— Beee, beee, ogniu kochany, poratuj mnie. Tarnina zabrała mi srebrny dzwonek i nie chce go oddać, a piła nie chce tarniny przepiłować. Spal piłę, mój ogniu kochany! 
— Za co mam ją palić? Biedaczka ma już tępe zęby. Nie spalę jej. 
— Toś ty taki! — zawołała koza. — Czekaj, znajdę na ciebie sposób. 
Poszła do strumyka. 
— Beee, beee, strumyku kochany, poratuj mnie. Tarnina zabrała mi srebrny dzwonek i nie chce go oddać, a piła nie chce tarniny przepiłować, a ogień nie chce piły spalić. Zalej ogień, kochany strumyku! 
— Ogień pożałował starej piły, to ja jego pożałuję — odpowiedział strumyk. — Nie zaleję go. 
— Toś ty taki! — zawołała koza. — Czekaj, znajdę na ciebie sposób.

Janie Olsen
Poszła do wołów.

bajka szwajcarska - "U wielkoludów".

U Wielkoludów

bajka szwajcarska
w opracowaniu M, Niklewiczowej



Jak dawno to się działo, tego nie wiem, ale wiem, że chodziły wtedy jeszcze po świecie wielkoludy.
A o tym nawet moja prababka od swojej prababki nie słyszała, żeby kto widział wielkoludy. Więc chyba parę setek lat minęło od tego czasu. 
W skalnej dolinie pośród gór żyli dwaj bracia. Rodziców mieli biednych, bo na takich skałach nic nie urośnie, a i krowina się nie pożywi. Tym więcej, że nad doliną niedaleko leżał już śnieg wieczysty, co nie topnieje nawet w lipcu. Chmury wlokły się tędy, czepiały się każdego krzaka, każdego płota. Jak człowieka owionęły, to jakby go kto zawinął w mokry całun. 
W takim zimnie, w pustce i w biedzie ludzie gorzknieją. Tak też i rodzice tych dwóch synów. Ojciec ich łajał, matka fukała i garnkami trzaskała po kuchni. Co tamci dwaj zrobili, wszystko zdało się rodzicom nie tak. Wciąż ich pędzali po to, po owo, wciąż kazali coś robić, a potem gniewali się, że źle.
Kiedyś ojciec posłał synów o świcie do lasu po drwa. Nie pożegnał ich dobrym słowem, matka nie dała im kawałka chleba na drogę — po prawdzie to nie miała. Las tam był sosnowy, mizerny jak to na wysokościach wielkich i cały śniegiem zawiany. Idą bracia, mróz pcha im się do butów, ziąb pod kurty zagląda, a żołądki aż burczą z głodu. 
Wreszcie starszy brat stanął i wykrzyknął: 
— Dość mam takiego życia! Pójdę w świat. Albo zginę, albo mi będzie lżej. 
— Ja z tobą — powiedział młodszy. — Jak się gdzieś ustalimy, to weźmiemy rodziców do siebie. 
Poszli ku dolinom. Przy starej sośnie koło źródła ścieżki się rozchodziły. Jedna zbiegała nad strumyk i w dół przez łąki, na których śnieg już stajał. A druga skręcała w jeszcze wyższy, jeszcze czarniejszy bór. Starszy brat chciał iść łąką, a młodszy lasem. Więc pożegnali się pod tą sosną i obiecali sobie, że za rok spotkają się w tym samym miejscu.  Młodszy wszedł znowu w las. Szedł i szedł aż do wieczora. Ledwo już się wlókł, tak zesłabł z głodu i z zimna.  Słońce zaraz zajdzie, a bór szumi, jakby groził. Czasem śnieg osypie się z gałęzi za kołnierz, czasem szyszka w głowę pacnie. Czasem zatrzeszczy sucha gałąź, a wtedy nie wiadomo, czy to nie dziki zwierz się skrada. Straszno w tym borze. Wreszcie chłopak doszedł do ogromnego drzewa. A to drzewo rozrosło się szeroko i było całe zielone i gęstymi liśćmi szemrzące, jakby to był środek lata. 
Stanął i aż głowę zadarł ze zdziwienia, że wierzchołek drzewa sięga tak wysoko w niebo nad sosny borowe i taki jest zielony, mrozem nie tknięty, śniegiem nie osypany. Poznał, że to jabłoń.


Bajka o smokach - seria z Wiewiórką

Bajka o smokach